GospodarkaPolska

Chiny jako panna atrakcyjna, a niedostępna 4

 

 

Zgodnie z tym, o czym pisałem w zeszłym tygodniu, dzisiaj o zdobywaniu przyczółków biznesowych w Chinach dla tych, którzy zamierzają coś do Chin eksportować, albo w Chinach inwestować. Ale najpierw dygresja, aby odpowiedzieć na zasadnicze pytanie: po co w ogóle do Chin eksportować, lub w Chinach inwestować? Po co w ogóle zawracać sobie głowę Chinami?

Dygresję, będącą odpowiedzią na powyższe pytanie można zawrzeć w kilku punktach:

  1. Sytuacja na scenie globalnej polityki uległa nieoczekiwanej zmianie. Prezydent-elekt Donald Trump już zapowiedział, że nie zamierza kontynuować zabiegów administracji Obamy dotyczących zatwierdzenia umowy TPP podpisanej 5 października 2015 roku przez przedstawicieli Australii, Brunei Darussalam, Kanady, Chile, Japonii, Malezji, Meksyku, Nowej Zelandii, Peru, Singapuru, Stanów Zjednoczonych i Wietnamu. Potwierdził również (póki co nieoficjalnie, bo nie jest urzędującym prezydentem jeszcze), że woli, aby Ameryka skupiła się na samej sobie niźli na innych państwach i podpisanych z nimi umowach, paktach, porozumieniach, do których Stany Zjednoczone zazwyczaj muszą dokładać. W efekcie takich zapowiedzi państwa mniejsze już dzisiaj uważnie patrzą na mapę świata i zastanawiają się: co teraz? Spośród rzeczywistych potęg globalnych do wyboru mamy USA, Chiny i Rosję, która raczej ma wymiar europejski (utraciła wpływy Związku Radzieckiego w Ameryce Południowej, Afryce i Azji, gdzie sowiecka obecność trwała niemal do końca lat 80. XX wieku). Jeśli USA faktycznie wypną się na świat, wrócą do Doktryny Monroe, to wybór ograniczy się do Chin. Bo te w odróżnieniu od Rosji mają silną gospodarkę, z potencjałem dalszego rozwoju.

  2. Chiny – oczywiście w imię własnych interesów – są skłonne inwestować na świecie, jak również absorbować zewnętrzne inwestycje. Wydaje się, ze każdy ruch wstecz ze strony USA wobec dotychczasowych aliantów, partnerów, będzie kontrowany przez Chiny kolejnymi gestami z arsenału „soft power”. Od gestów czysto formalnych (kolejne umowy o którymś poziomie strategicznego partnerstwa), po konkrety w postaci umów handlowych, inwestycyjnych, etc.

  3. Chinom udało się uczynić swoją walutę, czyli juana (RMB), oficjalną walutą rezerwową. Od zeszłego miesiąca juan stał się piątą najważniejszą walutą świata. Dzisiaj najważniejszą rolę w rozliczeniach międzynarodowych odgrywa dolar amerykański, głównie dlatego, iż to właśnie dolar amerykański stanowi bazę rozliczeń w przemyśle naftowym. Ten przemysł jednak już dzisiaj traci na znaczeniu. Z każdym rokiem przybliżamy się do chwili, kiedy transport (w tym również lotniczy) odejdzie od silników spalinowych na rzecz innych rozwiązań. Z kolei każdy niezgrabny, lub wręcz nieodpowiedzialny ruch ze strony administracji w Waszyngtonie, każde wzmożenie niepewności, będzie skłaniało inwestorów, handlowców przedsiębiorców do oparcia biznesu, a państwa do gromadzenia rezerw w pewniejszej niż dolar walucie. Tą walutą może być właśnie juan, który przecież już dziś proponowany jest jako baza rozliczeń w kontraktach państwowych powiązanych chociażby z ideą Nowego Szlaku Jedwabnego, stanowi również trzon idei Azjatyckiego Banku Inwestycji Infrastrukturalnych.

  4. Niepewność i nieustanne zmiany to zjawiska powszednie we współczesnym świecie. Nie da się budować dalekosiężnych planów na piaskach. Potrzeba jakichś punktów oparcia, pewników. W przypadku Chin takim pewnikiem są chińskie władze. Te nie zmienią się za 3-4 lata w wyniku wyborów, które mogą oddać rządy w ręce zupełnie przypadkowych osób (jak to się może za chwilę stać we Włoszech). Co więcej chińskie władze traktują gospodarkę jako narzędzie sprawowania rządów, jako integralny, żywotny element swojego funkcjonowania. Takiej symbiozy władzy i gospodarki nie ma nigdzie na świecie.

  5. Powyższe aspekty, oraz wiele innych czynników powoduje, że atrakcyjność Chin jako rynku i partnera gospodarczego nabiera dziś zupełnie innego wymiaru niż chociażby jeszcze rok temu. Za chwilę może się okazać, że dobra współpraca z Chinami, obecność na chińskim rynku jest najistotniejszym gwarantem przetrwania i rozwoju dla firm średnich i dużych.

  6. Trzeba być jednak świadomym faktu, że podobnych analiz dokonuje się w tej dokładnie chwili w bardzo wielu miejscach świata. Wzrost zainteresowania współpracą z Chinami, wzmożona chęć zaistnienia podmiotów zagranicznych na chińskim rynku spowoduje znany już z przeszłości efekt: Chiny ponownie podniosą barierę wejścia. Koszty związane z wejściem do gry z Chinami wzrosną.

Reasumując: Chinami zawsze warto było sobie zawracać głowę, a dzisiaj szczególnie. W czasach rozchwiania, niepewności, niestabilności to Chiny dzisiaj oferują przynajmniej kilka pewników: ciągłość władzy sprawowanej przez przewidywalne i racjonalne siły, które traktują gospodarkę jako narzędzie sprawowania władzy, jej legitymizację, nie zaś wyłącznie sposobność do krótkotrwałego skoku na kasę. Walutę, która zyskuje coraz większe znaczenie w wymianie międzynarodowej. Gospodarkę, która nie jest wolna od wad, ale ma wciąż ogromny potencjał, bazujący chociażby na wciąż istniejących różnicach rozwoju cywilizacyjnego pomiędzy częścią wschodnią a zachodnią państwa.

A teraz wróćmy do meritum, czyli do zdobycia owego przyczółka w Chinach. Co przez to rozumiem? Ni mniej, ni więcej, a założenie w Chinach firmy, działalności gospodarczej. Dlaczego? Otóż, jak pisałem w poprzednich odcinkach tego cyklu, żeby eksportować do Chin, trzeba uzyskać odpowiednie licencje importowe, dla określonych towarów i usług. Trzeba uzyskać świadectwa, certyfikacje i pozwolenia na obrót konkretnymi towarami. Można to zrobić poprzez chińskiego partnera (który i tak zrzuci na nas wszystkie koszty związane z formalnościami, a potem z dużym prawdopodobieństwem „wykoleguje” nas z interesu), albo samemu. A ponieważ wymienione wcześniej dokumenty wystawiane są wyłącznie na firmę chińską (zarejestrowaną w Chinach), trzeba po prostu taką firmę założyć.

Przepisy chińskie dają możliwość rejestracji trzech form działalności przez podmioty zagraniczne (podmioty, a nie osoby fizyczne!):

  1. Representative Office

  2. Joint Venture (tu występuje kilka form: kapitałowe, konsorcja, spółki celowe, etc.)

  3. Wholly Forein Owned Enterprise

I tu ważna uwaga: Chińska Republika Ludowa to nie Hongkong (jak się wielu zdaje). Obowiązują tu zupełnie inne zasady. Nie ma możliwości założenia spółki off-shore, dla prowadzenia której wystarczy uiścić opłatę rejestracyjną, obsługę księgową zlecić wyspecjalizowanej firmie i już. Chiny nie szukają biznesowego planktonu, który będzie korzystał z lokalnych przywilejów podatkowych, a wyłącznie podmiotów, które dysponują potencjałem finansowym, technologicznym, know-how, mają środki, nie tylko na zarejestrowanie podmiotu w Chinach, ale również na jego prowadzenie w początkowym okresie. Zatem właściwie każda forma działalności gospodarczej dostępna dla firm zagranicznych w Chinach wiąże się z konkretnymi kosztami, koniecznością posiadania środków na rzeczywiste uruchomienie i prowadzenie zarejestrowanej działalności.

Jeszcze 10 lat temu najpopularniejszą formą działania w Chinach były Representative Offices (RO). Głównie dlatego, że nie wymagały wiele jeśli chodzi o procedury rejestracyjne. Nie wymagały też uiszczenia kapitału rejestracyjnego. Biura Przedstawicielskie były doskonałym rozwiązaniem dla importerów z Chin. RO nie wolno wprawdzie prowadzić żadnej działalności gospodarczej (nie wolno wystawiać faktur sprzedaży towarów ani usług), ale można prowadzić działania związane z kontrolą jakości, marketingiem, badaniami rynkowymi przed wprowadzeniem produktu na rynek, poszukiwaniem i weryfikacją dostawców, czy odbiorców, etc. Wszystkie koszty Representative Office od zawsze były opodatkowane. Do niedawna od wszystkich kosztów związanych z pracą biura należało płacić 10% podatek. Dzisiaj to średnio 13,6%, w niektórych lokacjach nawet 16%. Representative Office nie może zatrudniać pracowników z Chin bezpośrednio. Musi korzystać z usług agencji pracy, które niejako „leasingują” pracowników lokalnych danemu RO. Dzisiaj agencje nie podpisują już kontraktów na 3, lub 6 miesięcy jak kiedyś. Wymagają umów na okres 2 lat i zapłaty swojej prowizji za ten okres z góry. To samo dotyczy lokali, w których prowadzona jest działalność. W Chinach czynsz płaci się z góry, adekwatnie do okresu najmu określonego w umowie. Nie ma sytuacji znanych z Polski, kiedy umowę podpisujemy na 5 lat, ale płacimy kaucję + czynsz za 1, 2, 3 miesiące. Jesli w Chinach podpisujemy umowę na wynajem na 2 lata, to płacimy całość z góry za owe 2 lata. Dlatego też obecnie niewiele firm decyduje się na rejestrowanie Representative Office w Chinach. Oprócz kosztów działalności dochodzi jeszcze jeden istotny aspekt zniechęcający firmy zagraniczne do rejestrowania działalności w Chinach w tej formie: nie ma możliwości przekształcenia Representative Office w bardziej rozwiniętą formę działalności gospodarczej. Jeśli zdecydujemy się na późniejszym etapie działalności w Chinach na założenie spółki, trzeba będzie przeprowadzić proces rejestracji od początku i ponieść wszystkie jego koszty.

Dla większych przedsięwzięć, szczególnie o charakterze produkcyjnym, wybierano do niedawna formułę Joint Venture (JV). W tej formule spółkę zakładał podmiot zagraniczny z partnerem (firmą) chińską. Niestety JV dość szybko stały się obszarem nieczystych zagrań ze strony chińskich udziałowców. W wielu przypadkach, w momencie kiedy firma bazująca na zagranicznym kapitale, technologiach i know-how, a na chińskich kanałach dystrybucji zaczynała przynosić profity, strona chińska pozbywała się w przeróżny sposób zagranicznych partnerów, inwestorów. Bywało też tak, że inwestor zagraniczny nie mógł się zupełnie odnaleźć w chińskiej rzeczywistości, nie potrafił sprawnie zarządzać chińskimi pracownikami, nie rozumiał istoty różnic pomiędzy funkcjonowaniem u siebie, a działaniem w Chinach, nie potrafił „ogarnąć” chińskiego udziałowca, który działał „po swojemu” ze szkodą dla projektu, w rezultacie firma albo upadała, albo zamierała.

Problem ten kilka lat temu zauważyły chińskie władze, umożliwiając rejestrację firm przez podmioty zagraniczne w formule Wholly Forein Owned Enterprise (WFOE), czyli spółki z pełnym kapitałem zagranicznym. Dzisiaj to najpopularniejsza forma działalności rejestrowanej przez firmy zagraniczne w Chinach (około 90% wszystkich rejestrowanych podmiotów). Taka organizacja bowiem, będąc w pełni firmą chińską (z wszystkimi odpowiedzialnościami, ale i przywilejami), nie musi wikłać się w zależności od lokalnych partnerów, nie musi narażać się na ryzyko związane z nieczystymi zagraniami, innymi wizjami prowadzenia interesu, czy wreszcie próbami przejęcia interesu przez wspólników. WFOE to samodzielność, niezależność, możliwość realizowania własnej wizji w chińskich realiach. Budowania swojej przestrzeni, swojego rynku. Swojego, a nie chińskiego importera, który w każdej chwili może zmienić dostawcę. WFOE ze wszystkimi swoimi uprawnieniami daje zaś przede wszystkim kontrolę nad towarami i przepływami pieniężnymi, nad polityką cenową. WFOE to pełna wiedza na temat rynku i naszych na nim produktów, a nie zaledwie powierzchowne niepełne i zazwyczaj nie do końca prawdziwe informacje uzyskiwane bezpośrednio, czy pośrednio od chińskich kontrahentów. WFOE wreszcie to przyczółek pozwalający zdobyć swój udział w chińskim torcie, bez względu na zmiany kursów walut, wzmacnianie lub luzowanie polityk dotyczących ceł, skoki stawek w transporcie morskim i wiele innych czynników trapiących na co dzień importerów oraz eksporterów. Dzisiaj WFOE to również swego rodzaju polisa ubezpieczeniowa, polisa na czas niepewności.

Wiadomym jest, że każda polisa wiąże się z kosztami. O kosztach i dlaczego je warto ponieść w następnej części.

Leszek Ślazyk

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

1 thought on “Chiny jako panna atrakcyjna, a niedostępna 4”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close