Gospodarka

Chiny w turbulencjach

Rok Owcy miał być rokiem względnego spokoju. W końcu Owca to nie jakiś Koń szalony, czy Tygrys drapieżny, albo Smok ogniem ziejący. Tymczasem tegoroczna Owca okazuje się być jak ten baran, którego szewczyk Dratewka Smokowi Wawelskiemu zaserwował. Chiny w Roku Owcy przeżywają niezwykle trudne chwile.

My tu nad Wisłą nie nawykliśmy przykładać wagi do spraw dziejących się poza naszymi granicami. Traktujemy je trochę jak bajania wiejskiego bajarza, który zaspakajał potrzeby ciekawości świata naszych dziadków, pradziadków i tak dalej. Dzisiaj zamiast bajarza mamy TVN24, do którego mamy taki stosunek jaki nasi dziadowie mieli do odwiedzających ich bajarzy. Taki sam, czyli delikatnie rzecz ujmując wątpiący. Nasi dziadowie za Boga nie wierzyli w opowieści o kolei żelaznej i parowych młockarniach. My nie wierzymy w prawdziwość zagrożenia terrorystycznego w Tunezji. „Dzidek był dopiero co w Tunezji i żadnych zamachów nie widział. Normalnie były animacje dla dzieci i ol inkluzif, tak mówi. Romek, mówię ci jedź, nie ma co sobie dupy zawracać tym gadaniem.”

To co ewentualnie do nas dociera to problem Unii Europejskiej z Grecją. Problem troskliwie odhodowany przez unijnych pożyczkodawców, którzy zamiast podjąć oczywiste decyzje, postanowili pompować trupa wbrew wszystkim znakom na niebie i na ziemi. Dzisiaj ten klops zamienia się w jakąś tragifarsę. Zamiast po prostu powiedzieć: „jesteście nam winni 300 grubych baniek w euro, co możemy wam rozpisać na 20 lat, ale od dzisiaj wracacie do klubu albańskiego”, to wciąż próbuje się robić jakieś umizgi wobec gościa, który sobie z tego wszystkiego kpi. Może należałoby po prostu zakręcić na pół roku wszystkie kurki, niech wyborcy nadzieją sobie premiera i jego rząd na liczne pale, a potem, na warunkach takich jakie przyjęła Portugalia, czy Irlandia warunkowo przywrócić Grecję do klubu. Na okres próbny. I dla Grecji byłaby to solidna lekcja, a czym dramatyczniejsza, tym lepszy efekt pedagogiczny dla pozostałych członków na przyszłość. Ale zamiast tego trwają korowody z państwem, którego PKB stanowi 1,6% PKB całej Unii.

Tymczasem zarówno w Unii, a już szczególnie w Polsce mało kto zwraca uwagę na wstrząsy, które właśnie przechodzą rynki finansowe Chin. 12 czerwca giełda Shanghai Composite osiągnęła swój historyczny rekord wzrostu, a już do dzisiaj straciła 2,4 biliona juanów (około 1,4 biliona złotych) na wartości papierów na niej obecnych. Tylko dzisiaj 1500 spółek notowanych w Szanghaju straciło maksymalne, regulowane przez lokalne przepisy 10% swej wczorajszej wartości. W ciągu 3 tygodni strata wartości akcji chińskich spółek przekroczyła wartość kapitalizacji rynku francuskiego. A Francja jest po Niemczech drugą największą gospodarką unijną. Drugą, a nie jak Grecja n-tą.

Dzisiejsze komentarze Bloomberga, czy Wall Street Journal można uznać za – powiedzmy – wyważone. Unika się w nich jakichkolwiek projekcji przyszłości. Ciekawe, że chińskie media są w tej kwestii znacznie bardziej otwarte. Caixin, bodaj jedno z najlepszych źródeł informacji z Chin o Chinach, prezentuje opinie chińskich ekonomistów i analityków chińskich rynków finansowych. Ci zgodnie twierdzą, że dzisiejszy spadek poniżej 4000 punktów na giełdzie w Szanghaju, to duży błąd popełniony przez władze, które nie zainterweniowały bardziej zdecydowanie od zeszłego piątku, nazywanego nawet w prasie centralnej „czarnym piątkiem”. Dzisiaj ci inwestorzy, którzy kupowali akcje w okresie absurdalnych wzrostów (Wall Street Journal podaje przykład jednego z chińskich inwestorów, którego portfel zyskał od stycznia do czerwca aż 388% na wartości) na bazie kredytów bankowych, wpadli w panikę. Rośnie fala wyprzedaży wszystkich akcji będących w posiadaniu inwestorów i likwidacji rachunków. Takie zachowanie dużych inwestorów, które powoduje obniżanie się wartości akcji nie pozostaje bez wpływu na niemal 90 milionów drobnych chińskich ciułaczy szukających na giełdzie w Szanghaju i Shenzhen szans na powiększenie swojego majątku. Xu Gao, główny ekonomista Everbright Securities ostrzega dzisiaj, że jeśli indeks giełdy w Szanghaju spadnie poniżej 3400 punktów, wyprzedaż akcji przyjmie postać lawinową, co może wywołać głęboki kryzys finansowy w Państwie Środka.

Dzisiaj nie ma sensu pytać o rozwój sytuacji w Chinach. To sytuacja dynamiczna i znacznie mniej przewidywalna niż grecka awantura. Wygląda jednak na to, że wszystko wyjaśni się w ciągu zaledwie kilku dni. Pamiętać jednak należy, że w skali makro gospodarka Grecji to nawet nie chwost na końcu oślego ogona. Chińska gospodarka, druga na świecie, to duża część oślego korpusu. Bez chwosta osioł pożyje aż do śmierci. Bez znacznej części korpusu nie. A my jesteśmy tego osła integralną częścią.

 

Leszek Ślazyk

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

3 thoughts on “Chiny w turbulencjach”

  1. Świete słowa z tym osłem. Jak Chiny przestaną kupować od Niemiec to Niemcy przestaną kupować od Polski.
     

  2. u nas aż tak skomplikowanych układanek się nie próbuje nawet rozwiązywać. ci co sobie sami chcą radzić, prowadzą firmy, muszą sobie radzic sami. w końcu tak sobie wybrali. a tym, co nie potrafią, nie chcą sobie sami radzić: tym sie naopowiada bajek. nie ma w tym układzie miejsca na budowanie scenariuszy działań w razie różnych zbiegów okoliczności. po co? przecież ci, co sobie sami chcą radzić będą sobie musieli sami wymyślić komu sprzedawać w razie, gdyby niemcy przestali kupować. proste? proste! jak pomysł, żeby obnizyć wiek emerytalny, albo płacić dowolne pieniądze za kolejne dziecko w rodzinie….

     

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close