Gospodarka

Chiny: Turbulencji giełdowych ciąg dalszy

Chiny delkatnie odetchnęły. Dzisiejszy dzień (czwartek, 9 lipca) okazał się na chińskich giełdach dniem cudownego odwrócenia trendu. Indeks Shanghai Composite poszedł w górę o 5,76%, Shenzhen Component o 4,25%. Wydawać by się zatem mogło, że po ostrej korekcie nadszedł czas stabilizacji. Mogłoby się tak wydawać, gdybyśmy mieli do czynienia z normalnym rynkiem, nie zaś elementem „socjalistycznej gospodarki rynkowej”, jak ją określa Konstytucja Chińskiej Republiki Ludowej.

W dniu dzisiejszym w obrocie znajdowało się mniej niż 50% akcji wszystkich spółek notowanych w Szanghaju i Shenzhen. Większość chińskich spółek wstrzymała obrót swoimi akcjami. Wielkie chińskie instytucje finansowe takie jak Bank of China, Agricultural Bank, ICBC, China Everbright, Citic, PICC oraz Cinda Asset Management potwierdziły, że powstrzymają swoich kluczowych akcjonariuszy od sprzedaży jakichkolwiek posiadanych akcji tychże instytucji. Pekin jednocześnie poinformował, że posiadacze 5% pakietów  (i większych) akcji firm notowanych w Szanghaju i Shenzhen mają zakaz sprzedaży tych akcji przez okres nie krótszy niż 6 miesięcy. Chińska Komisja Nadzoru Obrotu Papierami Wartościowymi zapowiedziała wprowadzenie na giełdy funduszy uzyskanych z Bank of China w celu skupu akcji. Mówi się o przekazaniu Komisji Nadzoru jednorazowej transzy w wysokości od 50 do 80 miliardów juanów. Chińska Komisja Nadzoru Finansowego nakazała poluźnienie reguł dotyczących dat spłat pożyczek zaciąganych na zakup akcji przez inwestorów indywidualnych. Z kolei szef chińskiej policji zapowiedział dzisiaj rano, że rozpoczęto intensywne śledztwo we współpracy z Chińską Komisją Nadzoru Obrotu Papierami Wartościowymi, którego celem będzie zbadanie nieprawidłowości dotyczących transakcji „krótkiej sprzedaży”. Informację tą szef chińskich policjantów przekazał z siedziby Komisji Nadzoru, którą odwiedził wraz z zespołem mającym się niezwłocznie zająć sprawą. Do 20% wzrosła liczba spółek, których zarządy (zgodnie z zaleceniem władz centralnych) zobowiązały się do wykupu z ryku własnych akcji w celu zapobieżenia dalszego spadku ich wartości. Bank centralny Chin obciął o kolejne 50 punktów limit minimalnych rezerw. Wczesnym popołudniem rząd chiński zalecił wszystkim prowincjonalnym instytucjom kontroli finansowej przygotowywanie codziennych raportów przedstawiających dane dotyczące zakupów akcji przez firmy państwowe znajdujące się pod kontrolą owych prowincjonalnych instytucji.

Wygląda zatem na to, że dzisiejsze starcie Komunistycznej Partii Chin z giełdą zakończyło się wygraną tej pierwszej. Czy jest to trwały sukces okaże się w ciągu najbliższych kilku dni. Nie wiadomo bowiem jakie są nastroje wśród tych posiadaczy akcji, którzy nie mogą ich w tej chwili sprzedać ze względu na zawieszenie obrotu tymi papierami. Pekin wierzy, że „małe rybki pójdą ze wielkimi rekinami”. Rybki mogą jednak mieć już serdecznie dość tych emocji.

Nie wiem na czym polega ten specyficzny stosunek Europy, w tym Polski, do wydarzeń mających miejsce w Chinach. Mniejsza o sprawy dotyczące życia codziennego, te mogą być zwyczajnie nudne, ale w chwili, gdy niedobrze dzieje się na tamtejszych rynkach finansowych, media – wydawało mi się – powinny natychmiast zwrócić na turbulencje chińskich giełd baczną uwagę. Tymczasem fala zainteresowania rozlała się po Europie, w tym po Polsce, dopiero dzisiaj. Dwa tygodnie po "czarny piątku". Akurat, kiedy pozornie sytuacja uległa poprawie.

Mnie osobiście ta obojętność, czy dystans do chińskih problemów frustruje. To, że dzisiaj kursy w Szanghaju i Shenzhen poszły w górę nie rozwiązuje problemu. Giełdy w Chinach są tworem niezdrowym, żeby nie użyć określenia patologicznym. Tu wartość akcji nie ma związku z wartością firmujących je spółek. Giełdy w Chinach są odzwierciedleniem woli milionów, konkretnie woli 90 milionów drobnych inwestorów wygenerowania zysków na bazie posiadanych lub pozyczoych środków. Nic więcej i nic mniej. Znamy to z naszej własnej historii. Był taki czas, że cokolwiek wpadało na warszawski parkiet musiało przynosić krocie. Bo firm notowanych było mało, a ludzi chcących zarobić na kapitaliźmie wielu. W Polsce hossa trwała aż do akcji pod tytułem "Bank Śląski". Ktoś to jeszcze pamięta? Z pewnością ci, którzy popłynęli wówczas na wszystkie oszczędności. Poza nimi niewielu. Na pewno nie młode wilki polskiego rynku finansowego. Oni w tamtym czasie kroili jeszcze w tetrowe pieluchy. Tak, tetrowe. Pampersy, jak i Allwaysy obciążone były podówcas mitem o "odparzeniach od plastiku". Giełdy w Chinach nie różnią się niczym o tej polskiej sprzed akcji "Bank Śląski". Każda nowa spółka była witana tam serdecznie przez rosnące rzesze inwestorów, szczególnie tych w sile wieku. Zauważcie Państwo kto występuje na zdjęciach z chińskich kantorów brokerskich. Tam nie ma pawie w ogóle młodych ludzi. To są zazwyczaj osoby 50+. One stanowią większość drobnych inwestorów w Chinach. Oni pragna zapewnić sobie godna starość, której nie zapewni im wpraktyce nieistniejący państwowy system emerytalny. Do meritum! Dzisiaj Komunistyczna Partia Chin wygrała ostre starcie z giełdą w wersji chińskiej. Jeśli ci wszyscy inwestorzy, którzy wyzbyć akcji się nie mogą za kilka dni odpuszczą sobie wyprzedawanie akcji, a ponownie zainteresują się ich skupowaniem (bo wartość spadła), to indeksy Szanghaju i Shenzhen znów zaczną szybko iść w górę. Pokonają kolejny rekordowy poziom. Dla Shanghai Composite może będzie to 6000 punktów, może 6500. Kto wie? Ale potem ponownie ujawnią się lęki. "Nic nie może przecież wiecznie trwać". Spadki z wyższych poziomów będą oznaczać jeszcze większą ich dynamikę, a zatem jeszcze większe środki uruchamiane przez Pekin dla ratowania sytuacji. Chiny mają mnóstwo pieniędzy (przynajmniej tak wieść gminna niesie), ale ile by ich nie było, tych pieniędzy, ich ilość jest ograniczona. Europa, zamiast zajmować się niereformowalną po dobroci Grecją, powinna poważnie pomyśleć o tym co się jej stanie, jeśli Chinom zabraknie pieniędzy, a ona nie będzie przygotowana na taką ewentualność.

Powinna, ale się nie zastanowi. Nie po to wybraliśmy na naszych reprezentantów w Europie "Zieg Heil" Korwina, czy "wezmę każdą prezesurę, bo znam się na wszystkim" Ryśka Czarneckiego, żeby zajmować się takimi pierdołami. W tych wyborach nie jesteśmy sierotami. Inne kraje członkowskie UE również wysłały do Brukseli najlepszych z najlepszych.

Leszek Ślazyk

 

 

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sprawdź też

Close
Close