Wiadomości

Chińska mieszanka firmowa (10.02.14)

Święta, święta i po świętach. Wprawdzie tradycyjne obchody Święta Wiosny zakończą się dopiero 15 dnia Chińskiego Nowego Roku, ale życie w Chinach powoli, baaardzo powoli wraca do normy. Co oznacza oczywiście lawinę informacji i wiadomości napływających zza Wielkiego Muru do nas, barbarzyńców.

Jak wspominałem już niejednokrotnie główną ideą Chińskiego Nowego Roku jest nieumiarkowane jedzenie oraz picie. Rzecz znana również w kraju nad Wisłą. Wszak i nasze święta to w zasadzie uporczywa walka o nowe kilogramy zdobywane w pocie czoła przy biesiadnym stole. Wydawać by się mogło, że powiedzenie "zaraz pęknę" to wyłącznie metaforyczna reakcja werbalna na konieczność dyskretnego odpięcia guzika spodni, czy też spódnicy w następstwie braku hamulców podczas świątecznych orgietek przy stole. W tym roku pewna 58 letnia niewiasta z Suzhou udowodniła, że można pęknąć z przejedzenia. 6 lutego trafiła do izby przyjęć z silnymi bólami. Po wstępnym badaniu zadecydowano, że konieczna będzie operacja. Chirurg operujący do otwarcia skóry brzucha użył elektrycznego noża. Błąd. Ofiara niepohamowanego obżarstwa i opilstwa – jak to określono – eksplodowała, a gazy, które się z niej wydobyły wywołały niewielki pożar.

Po opanowaniu nietypowej sytuacji operujący zadecydował, że trzeba usunąć pacjentce cały żołądek, który pękł od nadmiaru pokarmu i płynów. Dociekliwi reporterzy internetowi zbadali bliżej sprawę i stwierdzili, że w ostatnich latach dochodziło w Chinach do około 12 podobnych przypadków w czasie obchodów Chińskiego Nowego Roku. Scenariusz wydarzeń jest zawsze taki sam: mnóstwo jedzenia i jeszcze więcej alkoholu, który redukuje poczucie sytości, czasem nieustannie pobudza głód. Po przekroczeniu "cienkiej czerwonej linii" organizm nie daje rady. Biesiadnik pęka.

"Nie pękaj" – to zawołanie ma od dzisiaj zupełnie nowy sens.

W minioną sobotę liczne oddziały policji dokonały "nalotów" na "lokale rozrywkowe" w miejscowości Dongguan w prowincji Guangdong. Cel akcji policji był oczywisty. Dongguan od lat cieszy się wątpliwą sławą "największego burdelu Chin Ludowych". Same naloty zaś nie były tak oczywiste w tym mieście. Ich przyczyną była bowiem akcja dziennikarzy chińskiej państwowej telewizji CCTV, którzy incognito odwiedzili kilkanaście hoteli i klubów karaoke w mieście. W każdym z tych miejsc oferowano usługi prostytutek: od tańców nagich dziewczyn w pokojach VIP, poprzez specjalne seanse kąpielowe "jeden pan i dwie panie", po dostawę dowolnej ilości dziewczyn do wskazanego pokoju hotelowego. Dziennikarze CCTV podczas kręcenia zdjęć ukrytą kamerą próbowali wezwać policję. Ale przez całą noc, do samego rana na wezwanie nie przybył ani jeden funkcjonariusz.

Dziennikarze w ramach swojej akcji odwiedzili 5 różnych dzielnic Dongguan, w którym mieszka obecnie około 1,5 miliona ludzi. Szefowie policji tych 5 dzielnic stracili pracę. Ich następcy przeprowadzili sobotnią operację. W efekcie "nalotów" aresztowano…67 osób. Zamknięto 12 lokali rozrywkowych. Być może w innych okolicznościach brzmiałoby to poważnie, jednak w przypadku "chińskiej stolicy seksu" to właściwie żart. Gorzki. Być może dziennikarze CCTV nie dotarli do tej informacji, ale w Dogguan powszechnie wiadomo, że właścicielami największych przybytków cielesnej uciechy w mieście sa szefowie lokalnej policji. To dlatego żaden policjant nie przyjechał na wezwanie reporterów incognito. Nie warto narażac się szefom. Zawsze można stać się celem kolejnego "nalotu", którego efekty z zadowoleniem przyjmie centrala oraz opinia publiczna.

Dowodem na na zakończenie świętowania jest ożywienie na chińskim odpowiedniku Allegro, czyli na portalu aukcyjnym Taobao. To miejsce, gdzie wszystko kupić można. Hitem ostatnich dób są koszulki z "nowym logo olimpijskim".

Koszulki damskie i męskie, znane jako #Sochifourrings T-shirts w cenie od 20 do 60 yuanów (od 10 do 30 złotych) schodzą całkiem nieźle. Jeden z ich sprzedawców zaledwie w dwie doby rozesłał klientom 250 sztuk.

Mijające święta Chińskiego Nowego Roku przyniosły nieoczekiwaną zmianę w chińskim obyczaju. Oto kampania prezydenta Xi Jinpinga przeciwko ekstrawagancji kadr spowodowała, iż ze stołów nakrywanych do partyjnych i oficjalnych bankietów noworocznych zniknęły hiper-drogie chińskie wódki. A na ich miejsce wjechały….wina. Chiny pokonały zarówno Francję jak i Włochy w konsumpcji wina. W zeszłym roku Chińczycy wypili 1 miliard 865 milionów butelek czerwonego i białego. Chińscy producenci wina osiągneli niesamowite rezultaty. Zakupując najlepsze światowe szczepy, a także najlepszych światowych specjalistów tworzą coraz to lepsze wina śmiało konkurujące z europejskimi winami średniej jakości. Chińczycy mają pieniądze (truizm…), dlatego też sięgają wyżej i dalej. Zamiast rozwijać od podstaw produkcję u siebie, kupują najlepsze winnice wystawione na sprzedaż. We francuskim regionie Bordeaux tylko w zeszłym roku Chińczycy nabyli 50 dużych winnic.

Chińczycy wolą czerwone wino. Jego kolor to symbol dobrej fortuny. Kolor białego wina kojarzy się w Państwie Środka ze śmiercią. Chińczycy cenią wino za jego dobry wpływ na zdrowie, smak nie ma dla nich większego znaczenia. Trudno zresztą znaleźć wspólny mianownik na przykład dla smakołyków z tofu i dobrego półwytrawnego.

Moutai, najbardziej znany producent chińskiej wódki zanotował najsłabszy wynik sprzedaży od 2001 roku. Gdzie drwa rąbią tam wióry lecą, nieprawdaż?

Źródło: The Global Times, Modern Express, Taobao, Xinhua

 

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close