Wiadomości

Chiny: Ciąg dalszy wizyty ministra Nowaka – Pekin

W ramach aktualnie odbywającej się wizyty w Chinach, w dniu wczorajszym pan minister Sławomir Nowak spotkał się w Pekinie z chińskim wiceministrem transportu Weng Mengyongiem. Minister Nowak odbywa wizytę w Chinach na zaproszenie ministra transportu ChRL Li Shenglina. Chociaż w Chinach jest już 19:30 i już po robocie, to trudno na stronach Ministerstwa Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej znaleźć jakiekolwiek informacje na temat tego co pan minister robił w Chinach dzisiaj. No ale pewnie się czepiam bez sensu.

Chciałem dzisiaj pisać o tym jak zahartować woka i jakie jeszcze utensylia będą nam potrzebne, aby w domu przygotowywać chińskie (lub niemal chińskie) potrawy, które mogą wprawić w prawdziwy błogostan. Jednak wieści z Chin dotyczące poczynań naszej delegacji rządowo-biznesowej zmuszają mnie do odłożenia tego przyjemnego tematu na później. Może do jutra.

Dlaczego?

Otóż mój artykuł sprzed 2 dni wywołał sporą dyskusję, ta zaś pozwoliła mnie samemu wyciągnąć nowe wnioski, a może właściwiej byłoby nazwać je wnioskami uzupełniającymi.

Jak to zwykle u nas część dyskutantów w reakcji na mój artykuł poszła w kierunku wieszania psów na partii, której pan minister jest członkiem. Jako człowiek zajmujący się politologią nie będę się wygłupiał i zaprzeczał, że w tym konkretnym przypadku coś jest na rzeczy. Ale nie do końca. Każdy z nas zajmując jakieś stanowisko kierownicze będzie opierał się o ludzi, których zna i którym może ufać. Trudno wyobrazić sobie sytuację, w której zajmujemy stanowisko kierownicze, a bierzemy sobie za źródło informacji osobnika, o którym wiemy, że chętnie utopiłby nas w łyżce wody. Bez żartów, proszę! Wroga usuniemy, zastąpimy go kimś zaufanym. To odruch wynikający z instynktu samozachowawczego, nie zaś z jakiegoś knucia i kręcenia lodów.

Dla mnie to jest oczywista, oczywistość. Jak również i to, że dużo osób, którym ufamy, chętnie wykorzystuje nasze zaufanie dla swoich własnych korzyści. Niestety. Daleko nam do standardów skandynawskich, gdzie obywatele rozumieją doskonale granicę pomiędzy dobrem osobistym, a dobrem wspólnym.

Zajmując stanowiska kierownicze (na przykład obejmując tekę ministra) przejmujemy władzę nad organizacją wraz z dobrem inwentarza. Podejmujemy się zadań, obieramy kierunki ofensyw i przyjmujemy strategie defensyw na bazie informacji pozyskiwanych od naszych współpracowników i podwładnych. Jeśli ci udają jedynie kompetencje, są w posiadaniu wiedzy symulowanej, albo prowadzą własne gierki mające na celu zdeprecjonowanie nowego, "nieleżącego" im przełożonego, to jesteśmy w czarnej d….

Czytając doniesienia z Chin współczuję ministrowi Nowakowi. Być może jest jedynym, któremu zależy. To okropna sytuacja. Jest taka scena w Monty Pythonie. Dowódca podrywa się do ataku, krzyczy zagrzewając żołnierzy do boju, a po chwili widzi, że tylko on jeden opuścił okopy i biegnie samotnie w ataku na pozycje wroga…. Ataku tragicznym, a do tego niezwykle śmiesznym.

Chciałbym zapytać organizatorów wizyty w Chinach dlaczego nasz minister (czyli my, bo minister jest naszym przedstawicielem) spotyka się z samymi "wickami"? Wice-mer Szanghaju, wice-minister tego, wice-minister tamtego. Tak w Chinach jak i u nas wice-ministrów w każdym ministerstwie jest kilku. To niższa szarża urzędowa niż minister. A przecież to chiński minister zapraszał naszego ministra, więc powinni pierwszego dnia wizyty spotkać się chociażby na 15 minut, aby nadać wydarzeniu odpowiednią rangę. Niedopatrzenie? A może jednak wyraźny sygnał z Pekinu?

Wracając do poprzedniego artykułu. Jestem coraz bardziej utwierdzony w przekonaniu, że naszymi sprawami w Chinach zajmują się osoby co najmniej niekompetentne. Nie chciałbym użyć słowa szalbierze. Wciąż nurtuje mnie pytanie kto podrzucił ministrowi pomysł stawiania Chińczykom warunków dotyczących ewentualności inwestowania w Polsce. Średnio rozgarnięta osoba interesująca się polityką światową (jak autor niniejszego artykułu) jest w stanie zauważyć odporność Chińczyków na różnego rodzaju naciski. Podrzucę od niechcenia przykłady dwóch państw, czyli Syrii i Iranu. Chiny wbrew tak zwanej światowej opinii publicznej utrzymują sobie z władzami (reżimami) obu tych krajów stosunki co najmniej poprawne i głęboko w tyle mają pogróżki amerykańskie, europejskie, czy ONZ-towskie.. Po prostu realizują swoją politykę pozostając głuchymi na pohukiwania z różnych stron. Doradca sensowny wziąłby ten element pod uwagę przygotowując plan działania podczas polskiej (naszej) wizyty w Chinach. Otworzyłby liczące ponad 2500 lat dzieło Sun Tzu i przeczytał:

" Po oszacowaniu pozytywnych stron, zgodnie z tym, co usłyszałeś (w 4 wcześniejszych sentencjach – L.Ś.), zastosuj tę wiedzę ze strategią siły, uzupełnioną o taktykę terenową (podkreślenie L.Ś), aby reagować na czynniki zewnętrzne. Strategiczna siła polega na takim kontrolowaniu taktycznej nierównowagi sił, aby zdobyć korzyści dla siebie."

W tych okolicznościach walenie pięścią w stół o kilka baniek w związku z Coveciem jest nie tylko śmieszne, ale również może przynieść dodatkowe szkody. "Znaj swoje miejsce w szeregu" – pomyśli sobie zapraszający minister transportu nie spotykając się z naszym zaproszonym ministrem transportu. Bo tamtejszy minister może i jest członkiem KPCh, ale ma gdzieś pojęcia "Liberté-Égalité-Fraternité". Jemu bliższe są relacje mandaryn – feudałowie. To również tzw. "doradcy" wiedzieć powinni.

Nie chodzi o to, że trzeba na kolanach się czołgać, żeby skutecznie nawiązywać dobre relacje z Pekinem. To również nie przyniesie odpowiednich rezultatów. Trzeba to po prostu robić umiejętnie. Wystarczy przyjrzeć się historii budowania relacji z Chinami takich mikro-państw jak Holandia, czy Dania. Trzeba znaleźć w sobie atuty, pozytywy, moce. Zaproponować je. Dobrze opakować i sprzedać. W zamian można liczyć na przychylność. W ramach zasady "win-win". Coś za coś po naszemu. To wie każdy z moich respondentów, który ma możliwość pracy w Chinach, mieszkania tam. Czemu takiej wiedzy nie posiadają doradcy ministra Nowaka? No bo nie śmiem nawet pomyśleć, że posiadają, ale chcą go z jakiegoś powodu nasadzić na minę….


Leszek Ślazyk

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

2 thoughts on “Chiny: Ciąg dalszy wizyty ministra Nowaka – Pekin”

  1. Najlepsze jest zdanie ” Jestem coraz bardziej utwierdzony w przekonaniu, że naszymi sprawami w Chinach zajmują się osoby co najmniej niekompetentne ” :-) Zdanie napisane w bardzo dyplomatycznym stylu :-)
    Różnica między „mikro państwami” a Pl jest taka że te mikro – państwa maja pieniążki, a my ich nie mammy. Dlatego te państwa po prostu stać na atuty, pozytywy, moce (w bardzo pojemnym znaczeniu). Polacy nadal muszą kombinować jak biznesmen z łóżkiem polowym na bazarku z lat 90tych.

  2. Myślę, że to wszystko o wiele prostsze… Poleciał do Chin i pokazał na użytek naszych mainstreamowych mediów, że Polska to pany? Pokazał. Docenił publicznie niezawisłość chińskich sądów, dając Chińczykom troszkę mianzi? Docenił. Będą z tego jakieś chińskie inwestycje? Pewnie nie, więc … Unia zadowolona? Zadowolona. Pryncypał pochwali? Pochwali. No i gra szafa! O nic więcej tu nie chodzi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close