Wiadomości

Chiny: Jeszcze słów parę o autobusach

Ponieważ ponownie miałem okazję korzystać z czerwonego autobusu z boćkiem na boku, mogłem swobodnie puścić wodze myśli i znaleźć dodatkowe wątki dotyczące transportowi autobusowemu u nas i w Chinach. Pierwszą myślą moją było oczywiste porównanie dworców autobusowych. Od niej doszedłem wprost do porównania filozofii dojenia podatkowego stosowanego w kraju nad Wisłą i w Państwie Środka.

Ale najsampierw o dworcach. Zestawianie ze sobą dworców autobusowych polskich i chińskich nie służy nikomu chociażby lubiącemu nasz kraj na zdrowie i samopoczucie. Konfrontacja jest miażdżąca. Nawet w małych chińskich miastach dworzec autobusowy to jest poważna sprawa. Zacny, spory budynek, wewnątrz kasy, poczekalnie, nawet z podziałem na klasy, wielkie ekrany z rozkładami jazdy, informacjami na temat bieżących odjazdów. Toalety. Może w klimacie mocno chińskie, ale są. Na zewnątrz sznurek taksówek. Jeżdżąc po Chinach autobusem mamy zapewniony komfort dojazdu do dworca autobusowego i tegoż opuszczenia. Na łeb nie leci. Latem chłodno, zimą ciepło. Bo klime ony mają. Kiedy następuje czas odjazdu, trzeba stanąć w kolejeczce do bileterki, prawie jak na lotnisku, bagaże do bagażnika, osoba do pojazdu i wiut! autostradą do docelowego miejsca.

W przypadku polskich dworców autobusowych, które raczej zwane być powinny przystankami, do dyspozycji mamy przewiewne wiaty, toalety w krzaczorach i niewielką możliwość ogarnięcia rozkładu jazdy przez internet. Nie ma o czym wspominać. Lepiej po prostu nie tykać tematu co śmierdzi jak kupa. Psia.

I w tym momencie, niemalże jak niespodziewana hiszpańska inkwizycja, pojawiła się w mej głowie konstatacja na temat dojenia. Filozofii tegoż dojenia konkretnie. W naszym pięknym kraj liberalny minister finansów kombinuje niczym pruski, tępy urzędnik, co by tu jeszcze wycisnąć i jak mocno. Czasem mam wrażenie, że naszym ministrem finasów został pan Burns. Ale może się mylę…

rostowski, chiny, leszek slazyk
rostowski, chiny, leszek slazyk

 

Tymczasem w Chinach, które konstytucyjnie są krajem komunistycznym, filozofia dojenia przedsiębiorców w ramach systemu podatkowego zdaje się opierać na przesłankach niezwykle racjonalnych. Państwo buduje drogi, dworce, udostępnia kanały promocji. Daje możliwość zarabiania na tej infrastrukturze prywatnym firmom, które biorą sobie na łeb cały bałagan z autobusami i ich utrzymaniem, z kierowcami, walką o pasażerów i tak dalej. Firmy sprzedają bilety przez kasy na państwowych dworcach, wnoszą opłaty związane z korzystaniem z dworców, płącą za korzystanie z autostrad. I generalnie wszystko gra.

Czy to takie trudne po prostu zrobić to samo?

Takie właśnie konstatacje dopadły mnie pod mało wyjściową wiatą dworca autobusowego w mieście Łódź. Przewiewną, a pozbawioną jakiejkolwiek cechy, która mogłaby być poczytana jako element strategii "frontem do klienta".

Redaktor

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

1 thought on “Chiny: Jeszcze słów parę o autobusach”

  1. witam,

    Mieszkam w malym (jak na Chiny) miescie i niestety nijak sie ma opis tu podany z dworcem autobusowym u mnie. Budynek nie imponuje, rozkladu nie ma, kibel mocno chinski, ale fakt jest, poczekalnia to zwykla hala jak na przecietnym polskim dowrcu. Z taksowkami fakt najczesciej nie ma problemu. Komfort jazdy to ponownie kwestia wzgledna. Sa lepsze i sa gorsze autobysu, sa tansze i sa drozsze biety. mozna wybierac.

    Rozumiem ze  kazdy ma swoje doswiadczenia. Ja bylem na niejednym dworcu  poza Pekinem, i innymi metropoliami. Czasami dorownuja polskim standardom, niestety.

    pzdr

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close