Wiadomości

Chiny: Minister Nowak stawia Chińczykom warunki

Od rana słyszę i czytam o kolejnym dniu wizyty Sławomira Nowaka w Chinach. Pan minister przekazał obserwującym wizytę polskim dziennikarzom, że przeprowadził wiele poważnych rozmów z chińskimi przedstawicielami władz oraz tamtejszych firm z szefem Bank of China na czele i przekazał Chińczykom, iż mamy w Polsce wiele do zbudowania, wiele miejsc do inwestowania, ale pod jednym warunkiem. Mianowicie przed przystąpieniem do realizacji nowych projektów trzeba, jak się wyraził pan minister: "posprzątać po Covec'u". Znaczy, Chińczycy mają posprzątać.

Nie minęło nawet 48 godzin od mojego ostatniego wpisu na temat polskich biznesmenów w Chinach, Okazuje się, że w sposób zapewne zupełnie nieświadomy przyjął postawę jednego z dwóch opisywanych przez mnie typów, a konkretnie "orła". Z wypowiedzi usłyszanych dzisiaj w radio, oraz z artykułów jak ten w Pulsie Biznesu wynika, że pan minister (gratuluję doradców) postanowił twardo negocjować z Chińczykami sprawę naszej przyszłej współpracy. Mamy bowiem wiele interesujących projektów, mamy porty morskie, połączenia z Unią Europejską, wystarczy zainwestować pieniądze w budowę torów i dróg, których nie mamy, a obie strony na tym biznesie zarobią poważne pieniądze. Możemy do tego lukratywnego interesu dopuścić Chińczyków, ale pod jednym, nie podlegającym negocjacjom warunkiem: Chińczycy muszą posprzątać po Covec'u. Skoro gwarantowano nam odszkodowanie w przypadku odstąpienia od kontraktu dotyczącego budowy odcinka A2, to Chiny powinny wywiązać się z obietnicy i przelać natychmiast pieniądze na konto.

Zgodnie z tym co powiedział sam pan minister w wywiadzie dla Polskiego Radia, Chińczycy przyznali w rozmowach bezpośrednich, że nasze roszczenia są zasadne, że mają nadzieję, iż sąd chiński jak najszybciej sprawę rozstrzygnie.

Ogarnia mnie pusty śmiech. Z powodów wielu.

Nie po raz pierwszy okazuje się, że naszym przedstawicielom doradzają ludzie zupełnie niekompetentni. Mający przede wszystkim zdolność do kreowania atmosfery własnego profesjonalizmu i znajomości tematu, jednak nie mogący wykazać się konkretnymi efektami. W realu (i nie chodzi mi o znaną sieć hipermarketów, które ponoć z Polski mają zamiar zwinąć się niebawem). Prawdą niezaprzeczalną jest, że rozmawiając z Chińczykami o rabatach, upustach, rozliczeniach reklamacji trzeba zaproponować plan na przyszłość. Chińczycy chętnie podejmą się wzięcia na siebie części ciężaru takich rozliczeń mając PEWNOŚĆ, że za chwilę zwróci im się to z nawiązką. PEWNOŚĆ.

Dawniej mówiło się na tego typu transakcje "z ręki do ręki".

Teoretycznie ekipa ministra Nowaka daje Chińczykom ten rodzaj marchewki. No i oczywiście nie zapomina o kiju. "Jeśli nie posprzątacie bałaganu po Covec'u", to z tych projektów nici…. Ale cóż to za marchewka przywiędła, a może nawet sztuczna? Czy mamy kolejkę inwestorów drepczących nerwowo z nóżki na nóżkę, aby w te wszystkie projekty wejść z kasą, z którą nie mają co zrobić? Może Grecy, Włosi, czy Hiszpanie? A może Niemcy, dla których polskie porty stanowią bezpośrednią i GROŹNĄ konkurencję?

Litości.

Czuję się głęboko dotknięty słysząc, że nasz minister daje się wypuszczać swoim doradcom, specjalistom – ponoć od Chin – na wypowiedzi ośmieszające jego urząd, a więc i nas wszystkich. Sprawa Covec ma zostać rozstrzygnięta przez chiński sąd. Czy któryś z niewątpliwie wybitnych znawców Chin, będący doradcą ministra Nowaka, przekazał mu informację, że sądy w Chinach nie są nawet w najmniejszym stopniu podobne do sądów znanych nam z Polski? Obawiam się, że nie. Nie ma w Chinach bowiem sprawy sądowej, szczególnie dotyczącym istotnych spraw o zasięgu międzynarodowym, którą rozstrzyga niezależnie chiński sąd. Chiński sąd może sobie niezależnie skazywać mniejszych lub większych rzezimieszków. W poniedziałek, kiedy sędzia ma zły humor, rzezimieszek za kradzież roweru dostanie 15 lat reedukacji przez pracę w specjalnym obozie zajmującym się tego typu działalnością. W piątek ten sam sędzia, mając na uwadze zbliżający się weekend z nową narzeczoną, za identyczne przestępstwo da 3 miesiące w zawiasach. Ale w przypadku spraw, za które może mu na łeb spaść jakiś poważny problemik, nie pozwoli sobie nawet puścić bąka podczas rozprawy bez wcześniejszej konsultacji tego zdarzenia z Pekinem. Sądy w Chinach nie są niezawisłe….

Kiedy urzędnik chiński, reprezentujący samą centralę w Pekinie mówi, że sprawa zależy nie od niego, ale od sądu, oznacza to wprost, że nie ma co liczyć na pozytywne rozpatrzenie naszego problemu. Bo de facto ta sprawa zależy od niego samego, albo od jego kolegi z biura. Tylko, że petent, tak, tak, petent (!!!) źle przeprowadził sprawę.

Chińczycy prowadząc rozmowy na temat sporów natury finansowej będą zawsze niezwykle uprzejmi, będą kłaniać się z szacunkiem, pochylać z troską, kiwać głowami ze zrozumieniem. W realu nic z tego nie wyniknie. Niejaki Sun Tzu 2500 lat temu instruował w swoim traktacie "Sztuka Wojny":

" Wojna jest Tao (Istotą) wprowadzania w błąd. Jeśli zatem jesteś zdolny, udawaj mało zdolnego. Gdy podrywasz swoje wojska do działania, udawaj bierność. Jeżeli twój cel jest bliski, zachowuj się tak, jakby był odległy. A gdy jest odległy, udawaj, że jest bliski".

Słysząc chińskie TAK powinniśmy jasno odczytywać z ruchu warg N-I-E. Bo jeśli nawet Chińczycy nam nie zapłacą tych gwarancji bankowych to i tak zostaną z pompą powitani, kiedy tylko zdecydują się na inwestycje w polską infrastrukturę. Oni decydują co się wydarzy. Nie my. Wiedzą o tym doskonale. I nie zmieni tego nadymanie się, napinanie mięśni i robienie srogiej miny. Na Chińczyków to po prostu nie działa.

Leszek Ślazyk

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close