Wiadomości

Chiny od wewnątrz: Przebudzenie chińskiego smoka?

Instytut Obywatelski opublikował na swojej stronie wywiad z  Yuan-kang Wangiem – profesorem socjologii na Western Michigan University, politologiem, autorem „Harmony and War: Confucian Culture and Chinese Power Politics” (2011). Yuan-kang Wang specjalizuje się w stosunkach międzynarodowych, bezpieczeństwie Azji Wschodniej oraz polityce zagranicznej ChRL. Rozmowę przeprowadziła Aleksandra Kaniewska.

Aleksandra Kaniewska: Zarówno Europejczycy jak i Amerykanie od kilku lat fascynują się Chinami, patrząc na nie jednocześnie ze strachem i zachwytem. A co dziś myślą o samych sobie Chińczycy? Panuje optymizm czy zwątpienie?

Prof. Yuan-kang Wang: Wydaje mi się, że mieszanka obu. „Wielkie odmładzanie narodu chińskiego”, o którym często wspominał Xi Jinping odkąd zdobył najwyższe stanowisko w partii, daje powody do optymizmu. Marzenia Chińczyków zdają się być w zasięgu ręki. Niepokojące jest jednak to, że reszta świata stara się powstrzymać wzrost Chin. Po „wieku upokorzeń”, jak w Państwie Środka określany jest czas od połowy XIX wieku, Chiny stały się drugą gospodarką świata. Dziś ich znaczenie na arenie międzynarodowej jest największe we współczesnej historii tego państwa. Jednak wielu Chińczyków czuje, że świat nie docenia pokojowego nastawienia ich kraju. Na przykład polityka Baracka Obamy, polegająca na nieufnym dystansie wobec Azji, postrzegana jest jako wymierzona bezpośrednio w Pekin. Chińczycy nie rozumieją, dlaczego świat obawia się ich rosnącej gospodarczej i militarnej siły.

W książce „Harmonia i wojna” wspomina pan profesor, że kultura konfucjańska nie miała wpływu na użycie przemocy przez Chiny, które – tak jak inne mocarstwa – działały według zasad Realpolitik. A jaka dzisiaj jest rola konfucjańskiej filozofii w współczesnej polityce? Czy Chiny są gotowe – albo chętne – na militarny atak?

W tym momencie widzimy odrodzenie konfucjanizmu w Chinach, ale jest on używany przez władze instrumentalnie. Partia wspiera Instytut Konfucjusza albo głosi tezy o „harmonijnym” społeczeństwie.

Czy Chiny zagrażają światu? W książce, o której pani wspomina, chciałem pokazać, że to możliwości, a nie kultura są najważniejszym elementem polityki zagranicznej Chin. Należy się więc spodziewać, że im silniejszy staje się kraj, tym jego polityka jest coraz bardziej asertywna, by nie powiedzieć agresywna, tylko i wyłącznie dlatego, że teraz ma środki do jej prowadzenia. W przypadku Chin tę zmianę można zauważyć już od 2008 r. Mniej to wynika z ideologii, a bardziej z nowych możliwości. Wzrastająca siła militarna i ekonomiczna daje chińskim politykom narzędzia do prowadzenia bardziej niezależnej polityki zagranicznej. Wszystko więc zależy od tego, jak z Chinami rozmawiać będą jego partnerzy z innych części świata.

Od marca to Xi Jinping oficjalnie będzie nowym prezydentem ChRL. Wiadomo już, w jakim kierunku poprowadzi kraj? I czy jest to droga dobra dla Europy i reszty świata?

To trudne pytanie. Ostatnia wizyta Xi Jinpinga w prowincji Guangdong sugeruje, że będzie on kontynuował politykę otwarcia i reform Denga Xiaopinga. Nowe kierownictwo głosi, że ważne jest dla niego zachowanie wysokiego wzrostu gospodarczego i spokoju społecznego. Jeśli zaś chodzi o politykę zagraniczną wygląda na to, że Pekin zajmie silniejszą pozycję w sporach terytorialnych na Morzu Południowochińskim, a także wobec Japończyków i wysp Senkaku (chin. Diaoyu). Już wzmocniono obecność floty na tych terenach, silna jest też antyjapońska retoryka. W Chinach można zaobserwować też problem wzrastającego nacjonalizmu. Dziś nawet niewielki incydent w regionie Azji Wschodniej może wymknąć się spod kontroli i doprowadzić do poważnych konsekwencji geopolitycznych.

Jeden z komentatorów pisał tuż po wyborze Xi Jinpinga: „To mądre, żeby nowy przywódca nie odkrywał od razu wszystkich kart. A Xi jest bardzo mądry”. O nowym przywódcy Chin tak naprawdę bardzo mało wiadomo, a od niego wiele zależy.

To prawda. Od samego początku kariery Xi Jinping był bardzo dyskretny. Jednak w jego wcześniejszych wypowiedziach, na przykład podczas podróży po Meksyku w 2009 roku, widać wyraźne elementy nacjonalizmu. W swoim pierwszym medialnym wystąpieniu po wyborze na sekretarza generalnego Komunistycznej Partii Chin Xi dużo mówił o cierpieniu Chińczyków przez ostatnie sto lat. Mocno akcentował też konieczność „odmłodzenia chińskiego narodu”.

To odmłodzenie może się dokonać przy udziale klasy średniej. Dziś to już 300 milionów osób, a przewiduje się, że do 2025 r. ta grupa wzrośnie do 800 milionów. Czy to klasa średnia dokona w Chinach rewolucji?

Na pewno nie w najbliższym czasie. W tym momencie chińska klasa średnia zdaje sobie sprawę, że póki nie krytykuje rządzących i ich decyzji, może dalej się bogacić. Ale nie wszyscy są zadowoleni z sytuacji wewnętrznej kraju. Niektórzy „głosują nogami” i wybierają emigrację do USA, Europy czy Australii. Zasadniczym pytaniem jest, czy klasa średnia zażąda zdecydowanych reform politycznych.

Może zażądać? I kiedy?

Dziś nie ma na to konkretnej odpowiedzi. W bliskiej perspektywie migracja poza Chiny będzie wzrastać; wiele krajów już teraz obserwuje rosnącą mniejszość chińską. Ale nie wszyscy przedstawiciele klasy średniej będą chcieli opuścić kraj, większość będzie wolała zostać w ojczyźnie.

Można wyobrazić sobie scenariusz, w którym utrzymuje się obecny status quo – „możecie się bogacić i cieszyć dobrym życiem tak długo, jak nie wtrącacie się do polityki”. Jednakże dzisiejsza klasa średnia jest coraz bardziej niezadowolona z ograniczeń w przepływie informacji. Nie podoba jej się cenzura, nieokiełznana korupcja i problemy z bezpieczeństwem żywności. Jeśli owo niezadowolenie osiągnie masę krytyczną, być może zobaczymy reformę polityczną w Chinach. Romans Bo Xilai ukazał wiele słabości aktualnego systemu. Dlatego nie można przecenić wpływu klasy średniej na ewentualne zmiany.

Czym według pana będą Chiny za 50 lat – mocarstwem o globalnych wpływach gospodarczych i kulturowych? A może upadłym imperium, które znów zamknie się za Wielkim Murem?

Wszyscy zadają sobie to pytanie, ale przewidywanie przyszłości to ryzykowny interes. Pod koniec lat 80-tych XX w. wiele analiz wskazywało na to, że Japonia przegoni USA, ale nigdy do tego nie doszło.

Chiny mają wiele wewnętrznych problemów, z którymi muszą się zmierzyć: rosnącą nierówność dochodów, bańkę spekulacyjną na rynku nieruchomości, korupcję czy masowe protesty społeczne, o większości których nie dowiemy się z mediów. Może wydawać się, że już za moment Chiny będą supermocarstwem, ale droga do tego pozostaje daleka. Najpierw muszą pokonać swoje wewnętrzne trudności.

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

Sprawdź też

Close
Close