Wiadomości

Chiny: Płatne licencje dla… zbieraczy złomu i butelek

Chiny stały się miejscem, które pomimo socjalistycznego (komunistycznego) anturażu ustrojowego budzi podziw zwolenników ultraliberalnego kapitalizmu. Ostatnia decyzja władz powiatu Heyang w prowincji Shaanxi wyłamuje się zarówno z najdalszych orbit pojęcia socjalizm, jednocześnie będąc nie mniej odległą od idei kapitalistycznych. Urzędnicy postanowili, że lokalni "złomiarze", aby legalnie wykonywać swoje zajęcie będą musieli ubiegać się o specjalną licencję. I za nią zapłacić.

Europejskie wyobrażenie państwa socjalistycznego, to pomysł na kraj, w którym państwo roztacza opiekę nad wszystkimi obywatelami, gwarantując im ściśle określone podstawy egzystencji, poniżej których nie można zejść. Wiemy, że na takie pomysły stać głównie kraje bogate, jak Dania, czy Niemcy, ale nawet i te wzorce modelu opiekuńczego w dzisiejszych czasach kryzysu obniżają standardy pamiętane z lat 70-tych, 80-tych, czy 90-tych.

Chiny Ludowe nigdy nie zbudowały systemu opieki socjalnej. Cesarz, przepraszam, Przewodniczący Mao nie zaprzątał sobie głowy takimi sprawami, jego współpracownicy koncentrowali się bardziej na zręcznym ratowaniu własnej skóry, niż na bezpieczeństwie socjalnym rodaków. Trudno tak wziąć znienacka i zaopiekować się 1 miliardem 300 milionami ludzi. Wystarczy pomyśleć jaka z tym opiekowaniem bieda w naszym miłym kraju nad Wisłą, gdzie mieszka "zaledwie" 38 milionów obywateli, żeby uświadomić sobie, że budowanie "socjalu" w Chinach to taki węzeł gordyjski raczej w okolicach, gdzie jeszcze nie wynaleziono żadnego ostrza.

Reasumując: Chiny Ludowe są państwem dalekim od europejskiego modelu państwa opiekuńczego. Raczej hołdują zasadzie znanej na Dzikim Zachodzie, a w dowolnym tłumaczeniu brzmiącej: "jesteś dzieckiem bożym – pomóż sobie sam".

Wielu Chińczyków Ludowych, którym nie było dane stać się beneficjentami "cudu nad Yangtze" postanowiło zająć się typowym dla bardzo ubogich ludzi zajęciem, czyli życiem ze sprzedaży tego, co dużo zamożniejszym niepotrzebne. Nie czarujmy się. Znamy te obrazki również z Polski. Ludzi zbierających złom (film "Edi" na przykład), makulaturę, butelki. Znane są historie o ludziach przetrząsających wielkie podmiejskie wysypiska śmieci w poszukiwaniu różnych skarbów, które można sprzedać za grosz, czasem, kiedy uśmiechnie się Fortuna, zastawić w lombardzie. W Chinach jednak zjawisko to ma o wiele większy zakres. Tym większy im mniej państwo "wtrąca się" w życie ludzi, którzy stracili pracę, zdrowie, bądź nigdy nie mieli szansy zyskać takiego wykształcenia, które pozwoliłoby im znaleźć najprostszą pracę, wymagającą jednak czytania, liczenia.

Zatem niechętnie, aczkolwiek z pewnym zrozumieniem występowania sił wyższych władze przymykają oczy na zjawisko, niewiele też o nim mówiąc. A tu zupełnie nagle urzędnicy z powiatu w prowincji Shaanxi doszli do wniosku, że "złomiarze" nie dość, że zarabiają, to w zasadzie czynią to nielegalnie. Nie dzielą się korzyściami wynikającymi z ich pracy z państwem. Wpadli zatem na znakomity pomysł. Skoro powszechnie uznano, że "złomiarz" to jakiś w sumie zawód, można go zatem sformalizować, a osoba chcąca parać się takowym zajęciem powinna pozyskać od władz odpowiednią licencję. Wiadomo, że licencja to rzecz ważna. Trzeba będzie za nią zapłacić. Nie wspomina się nic na temat podatków, które mieliby płacić licencjonowani zbieracze makulatury i butelek. Ryczałt? Liniowy? Z VAT-em, czy może bez?

Powiat Heyang nie jest pionierem. Podobne, chociaż mniej radykalne posunięcia wobec "złomiarzy" podjęto od początku tego roku w kilku chińskich prowincjach. Ludzie, którzy stali się celem nowych regulacji  będąc rozpaczliwie biednymi, a zatem w Chinach zupełnie bezbronnymi, nie mają żadnych szans obrony przed decyzjami administracji.

[youtube.com v=exxNiUtv_m0]

Źródło: Shanghaiist, opracował: Leszek Ślazyk

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sprawdź też

Close
Close