Wiadomości

Chiny: Tutaj data 13 grudnia znaczy bardzo wiele

W Polsce data 13 grudnia zaczyna nabierać wymiaru tragifarsy. Sam mam w pamięci noc kiedy nagrywałem płytę Klausa Schulze "Moondawn". Był taki zwyczaj w Polsce. Zapewne mało znany największemu polskiemu opozycjoniście. Nieważne. Ważne, że dźwięk nagle zniknął, chociaż dioda potwierdzająca obecność sygnału stereo wciąż płonęła czerwienią. Wkrótce potem pod stocznię, która znajdowała się po drugiej stronie ulicy, zajechały czołgi i wozy opancerzone. Potem przez lata wyłącznie muzyka była obszarem swobodnej wypowiedzi. W Chinach data 13 grudnia kojarzy się z wydarzeniem znacznie wcześniejszym niż nasz stan wojenny. Kojarzy się z zimą roku 1937. I z masakrą w Nankinie.

Historia nakarmiła nas tyloma tragicznymi wydarzeniami, takimi ilościami ofiar, że trudno nam w zasadzie zrozumieć skalę pewnych wydarzeń. Bliższe są nam te geograficznie nieodległe. Te, które dotknęły naszych krewnych, naszych przodków, o których pamięć w sobie przechowujemy, którym budujemy pomniki pamięci, czasem bardzo wyidealizowanej.

Nie można położyć na szali ofiar, nie da się zmierzyć, zważyć, która ofiara, czyja ofiara była większa, tragiczniejsza. Takie próby to podły grzech. No bo jakże zastanawiać się, czy większą stała się tragedia górników z Kopalni "Wujek", czy mieszkańców miasta Nankin?

Data 13 grudnia, data początku masakry w Nankinie, powinna moim zdaniem funkcjonować w Polsce wraz ze wspomnieniem o pierwszej nocy stanu wojennego. W obu przypadkach mamy do czynienia z wydarzeniami historycznymi, dramatycznymi. Mianownik historyczny pozwala odnaleźć znacznie więcej zbieżności pomiędzy polskimi i chińskimi losami w latach 30-tych XX wieku. Zarówno oni jak i my zostaliśmy najechani przez najbliższych sąsiadów, o których sądzono, że są awangardą kulturową swoich kontynentów. Ich wrogowie i nasi ciemiężcy okazali się zwykłymi bydlętami, z których wojna, moc decydowania o życiu i śmierci, poczucie bezkarności wyciągnęła na światło dnia wszystko co najgorsze, wszystko czym człowiek jako istota nie powinien się cechować. A jednak. I tu i tam skala okrucieństwa utraciła jakiekolwiek granice.

Mało na świecie jest krajów tak odległych, a jednocześnie o tak podobnych momentach w historii. Ofiary, czyli dzieci, młode kobiety, młodzi mężczyźni, ludzie dojrzali i starcy i tam i tu w obliczu okrutnej, bezsensownej śmierci nie mieli żadnych etykiet, nijakich win szczególnych poza jedną. Wywodzili się z nacji uznanej przez najeźdźcę za niższą, nieludzką, bezduszną, śmieciową. Najeźdźca uznał zaś, że może do woli palić, gwałcić, strzelać w głowę, rozbijać czaszkę kolbą, przebijać bagnetem, bo to nie ludzie. To Polacy. To Chińczycy.

Ofiary.

Dzisiaj powinniśmy oddać hołd owym istnieniom ludzkim pozbawionym życia przez kulturalne potwory. Wraz z pamięcią o naszych krzywdach, naszych ranach, powinniśmy pamiętać też o tych cudzych. Bo jednakie. Bolały tak samo. Pozostawiły takie same blizny.

Tyle tylko, że oni wiedzą o naszym cierpieniu tyle ile my o ich bólu. Jakże łatwo jest to zmienić. Jak łatwo oddając hołd odeszłym zbudować podstawę dla wzajemnego szacunku, zrozumienia bez pieprzenia o różnicach kulturowych. Tu i tam mord na ojcu, siostrze, synu budzi takie same uczucia, te same emocje. Jakże wiele nas łączy.

Mógłbym dla ilustracji tego tekstu wstawić zdjęcie dokumentujące jedno z okropieństw masakry w Nankinie. Ale po co? Wolę kwiaty. Ku pamięci tym Naszym i tym Waszym. Prawdziwe obrazy tamtych wydarzeń powinny śnić się sprawcom, ich dzieciom, wnukom i wszystkim kolejnym aż po koniec świata. My powinniśmy ich wspominać wyłącznie żywymi, radosnymi, jasnymi, takimi jak my sami.

Leszek Ślazyk

Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close