Wiadomości

Chiny, Wielkanoc, czyli współczesność (bez)refleksyjna

Pomimo ogólnego spowolnienia otaczającej nas rzeczywistości, spowolnienia będącego konsekwencją kuriozalnych Świąt Wielkiej Nocy "On Ice" (dzisiaj chyba nikomu do głowy nie przyszło polewanie się wodą…), świat cały jednak kręci się bez wciskania hamulca. Nawet delikatnego. W Chinach tylko "nasi" świętują, reszta społeczeństwa kreuje swoją, odrębną od naszej rzeczywistość. Czy naprawdę odrębną?

Otóż właśnie…. Ostatnio wpadła mi w ręce książka pani dr Jadwigi Błahut-Prusik "Spór o perspektywy cywilizacji zachodniej", w której szczególną uwagę zwrócić dane mi było na rozdział mówiący o amerykańskiej filozofii społecznej. Powie ktoś: "Cóż to za filozofia, której jednym z przedstawicieli jest niejaki Allan Gore". No tak, prawda. To taka hamburgerowa filozofia nieco. Ale i wśród plew przeca znajdzie się dobre ziarno, że sięgnę do popularnego w te nasze Święta języka biblijnego.

Otóż w jednym z podrozdziałów wspomnianej książki natrafiłem na fragment mówiący o charakterze kapitalizmu. O tym, że ma on bezrefleksyjny charakter. I ta konstatacja sprowadziła do głowy mej refleksję. Ot paradoks.

Większość opowiadaczy o Chinach mówi o nich, jako o świecie różnym od naszego, tkwiącym gdzieś tam kulturowymi korzeniami w czasach, kiedy to nasi przodkowie wygrzebywali sobie kulki pochodzenia naturalnego z różnych dziurek w ciele i prowadzili sami ze sobą wielogodzinne rozważania organoleptyczne typu: "azaliż miód to czy kupa?", a kiedy to Chińczykowie pradawni rachowali, pisali i posiadali administrację, co jak wiadomo jest przejawem cywilizacji do kwadratu. Mam tu na myśli oczywiście administrację. My sami wchodząc do Europy Zjednoczonej ucywilizowaliśmy się, mamy więc administracji więcej, znacznie więcej niż za komuny. Wiadomo. Cywilizacja.

Minęły lata, nam udało się rozstrzygnąć problem pochodzenia kulki organicznej, co więcej udało się nam porozbijać atomy i normalnie leczyć syfilis, który zabrał przedwcześnie tak wielu wybitnych luminarzy nauki i sztuki, dogoniliśmy Chińczyków, których nieszczęście polegało na znajdowaniu sobie przywódców o stanie psychicznym bardzo odległym od normy. Chińczykowie nam pomogli, dogoniliśmy ich, a nawet w wieku XIX i XX znacznie przegonili. Mieszkańcy Państwa Środka dzięki przywództwu Denga Małego Pokoju (bo Xiaoping można właściwie przetłumaczyć jako "tisze jediesz, dalej budiesz") przystąpili do wyścigu, aby nas tu na Zachodzie dogonić i przegonić.

W pościgu za nami wpadli w pułapkę bezrefleksyjnego kapitalizmu, co dla orędowników myśli socjalistycznej prowadzącej do wiecznej szczęśliwości w komunizmie można przyjąć za podwójną porażkę. Pognali za nami myśląc wyłącznie tak jak Deng. A mianowicie, że uczynić kraj można przez uczynienie zamożniejszymi obywateli. W świecie organicznego (pierwotnego) kapitalizmu nie ma równości. Lepszy wygrywa. Czasem nawet wszystko, cała reszta pozostaje goła. Kapitalizm w swej czystej formie dba o zysk, tu i teraz. Bez zastanawiania się, czy źródło tego zysku może stworzyć problemy w bliższej lub dalszej przyszłości. Ultraliberalny, takie właśnie pierwotny kapitalizm ma w dupie środowisko naturalne, nierówności społeczne, przyszłość mierzoną w setkach lat. Ważne jest tu i teraz, ważne kto wygrywa dzisiaj, komu w udziale przypadnie cała wygrana, lub największa jej część. Tak świat liberalnego kapitalizmu widzą amerykańscy filozofowie społeczni i taki widzimy dzisiaj w Chinach. Kapitalizm w Chinach, jak każdy element świata orientalnego, musiał zostać dodatkowo skomplikowany. Oprócz powyższych cech pierwotnych kapitalizmu, który szuka wyłącznie zysku i jedynie zyskiem się przejmuje, Chińczycy do idei kreowania bajecznych fortun, idei znanej z Ameryki Północnej, czy z "Ziemi Obiecanej" Wajdy, dołożyli swoją cegiełkę. Guanxi. Nie masz odpowiednich powiązań i układów społecznych, kasy większej nie zrobisz. Choćbyś pękł bracie, choćbyś pękła siostro. Jakżeż piękny przykład praktyczny determinizmu…

Allan Gore zrobił karierę światową i zdobył Nagrodę Nobla opowiadając dyrdymały o globalnym ociepleniu. Chętnie zaprosiłbym go na aktualne Święta Wielkanocne. Żeby mi odśnieżał codziennie auto oraz okolice domu, gdzie spacerując z psem staram się sobie nie wytłuc jedynek, lub nie uzyskać złamania otwartego podudzia. Patrząc na machającego szuflą Allana pewnie niejednokrotnie pomyślałbym chociażby przez chwilę o tym jakim dziwnym jest nasz współczesny świat. Ponoć powinniśmy uczyć się na cudzych błędach. Ale może Chińczycy przez tych parę tysięcy lat nie dorobili się podobnego przysłowia? Biorąc pod uwagę ich poezję poszli tak daleko w abstrakt, że już trudno im ogarnąć proste zależności typu: "wlejesz rtęć do rzeki – ryby zdechną, zjesz te zdechłe ryby, zdechniesz ty". A cóż dopiero mówić o tak odległych zdarzeniach jak 200 lat amerykańskiego kapitalizmu i co z niego wynikło, no i 30 lat chińskiego kapitalizmu z chińską charakterystyką. I co z tego wyniknąć może. Czy też co już wynikło.

Nie mnie łamać sobie głowę nad problemem tym. Nie mój cyrk, a i nie małpy moje. Ja muszę zadośćuczynić tradycji. W związku z okolicznościami przyrody lecę do lodówki nawyciskać kostek lodu z foremki. Nimi to zaraz dziatki swe obrzucę. Ha! Śmigus-dyngus.

Leszek Ślazyk

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sprawdź też

Close
Close