SpołeczeństwoWiadomości

Ciemne strony chińskiego sukcesu

Poniższy tekst został opublikowany na łamach polskiego Forbes'a. Jest początkiem cyklu artykułów omawiających skutki uboczne gwałtownego rozwoju gospodarczego Państwa Środka. Zapraszam do lektury!

Chiny współczesne w oczach Zachodu to liczby: PKB, PMI, CPI, bilans handlowy, wielkość eksportu. Liczby te mówią nam, mieszkańcom zachodniej hemisfery, że dzisiejsze Państwo Środka jest potęgą, pretendentem do pozycji światowego lidera. Nie mówią nam zaś zupełnie nic o kosztach, które poniosło państwo chińskie na drodze z najdalszych pozycji w peletonie trzeciego świata do drugiego, a być może jeszcze w tym roku pierwszego miejsca w rankingu najdynamiczniejszych gospodarek świata.

Współczesna refleksja skażona jest powierzchownością. Nie mamy czasu zastanawiać się nad istotą rzeczy. Mamy go wyłącznie tyle ile trzeba na odbieranie prostych informacji: „Chiny pokonały Japonię”, „Chiny zajęły drugie po USA miejsce w rankingu gospodarczym”. Przyjmujemy te komunikaty bez wchodzenia w szczegóły, a w nich właśnie tkwi diabeł, który nakazuje zapytać:: jak to się stało? w jakim czasie? dlaczego? jakim kosztem?

Największymi wyzwaniami stojącymi obecnie przed Chinami są skutki uboczne gwałtownego rozwoju. Zapewne najbardziej znanym z nich jest otoczony złą sławą pekiński smog, będący zaledwie jednym z punktów na długiej liście niechcianych następstw chińskiego sukcesu. Zjawisk niepożądanych jest znacznie więcej, a obserwować je można w tak różnych sferach chińskiej współczesności jak demografia, stosunki społeczne, polityka wewnętrzna i zewnętrzna, czy ekonomia, pozornie najmocniejszy oręż władz chińskich w budowaniu swojej pozycji w kraju jak i poza jego granicami. Degradacja środowiska nie ogranicza się wyłącznie do problemu smogu. Ofiarą błyskawicznego awansu Chin stało się nie tylko powietrze, ale także gleba, wody, a w konsekwencji ludzie, którzy muszą na co dzień borykać się z problemami wynikającymi z życia w skażonym otoczeniu.

Świadomość wyzwań stojących przed Chinami, zrodzonych podczas spektakularnego marszu Chin Ludowych do grona największych potęg gospodarczych świata, pozwala znacznie lepiej rozpoznać deficyty i potrzeby tego kraju, co ważne zarówno dla inwestorów, przedsiębiorców, jak i osób odpowiedzialnych za budowanie dyplomatycznych relacji międzypaństwowych.

Aktualnie Chiny postrzegane są powszechnie przez pryzmat sukcesu gospodarczego mierzonego ekonomicznymi parametrami. Wizerunek utworzony z liczb, indeksów, krzywych wzrostu przesłania jednak koszty poniesione przez społeczeństwo chińskie na rzecz postępu, dzięki któremu ponad 500 milionom Chińczyków udało się wyrwać ze skrajnej nędzy. Paradoksalnie jedną z największych bolączek współczesnych Chin mających wpływ na teraźniejszość i przyszłość kraju jest ten sam czynnik, który pozwolił dokonać cudu ekonomicznego: brak norm.

W 1959 roku zlikwidowano w Chińskiej Republice Ludowej ministerstwo sprawiedliwości. Tak jak wiele innych elementów konstrukcji nowoczesnego państwa uznano tą instytucję za burżuazyjny przeżytek. Osądzanie i wymierzanie sprawiedliwości oddano w ręce ludu. A właściwie w ręce kadr partyjnych.

Po 21 latach przerwy w Chinach Ludowych pojawił się pierwszy sąd. Od 1978 roku prowadzone są w ChRL nieustanne prace mające na celu kodyfikację prawa istniejącego dzisiaj w większości przypadków w formule dyrektyw, zarządzeń, instrukcji i praw szczególnych. Jedynym skodyfikowanym obszarem prawa w Chinach jest prawo karne. W odróżnieniu od powszechnego w państwach rozwiniętych trójpodziału władzy sądownictwo w Chinach zależne jest od organów władzy państwowej.

Sytuacja taka na początku lat 90-tych XX wieku pozwalała Chińczykom uruchamiać niemalże dowolny rodzaj produkcji we właściwie dowolnych miejscach. Gwałtownie rosnąca liczba manufaktur, fabryk i zakładów stworzyła nową klasę chińskiego społeczeństwa – robotników wędrownych. Ludzie ci przemierzali setki i tysiące kilometrów z prowincji centralnych oraz zachodnich do tych najszybciej rozwijających się, a leżących na wschodzie. W Chinach Ludowych obowiązywał (i obowiązuje do dzisiaj) specyficzny system przywiązania do ziemi zwany hukou (户口). Robotnicy wędrowni z wiejskim hukou mogli pracować w prowincjach wschodnich, ale nie mieli tam żadnych praw: nie mogli się przemeldować, korzystać ze szczątkowego systemu socjalnego w swoim miejscu pracy, ich dzieci nie mogły uczęszczać do szkół w miastach, gdzie pracowali ich rodzice. Pracownicy nie chronieni przez prawo byli tani i ulegli. Pracowali narzędziami i w warunkach, które dawały możliwość realizacji zleceń eksportowych, ale gdzie nie zapewniano jakiegokolwiek bezpieczeństwa fizycznego, jak i socjalnego. XIX wieczne realia produkcji zapewniły chińskim przedsiębiorcom natychmiastową przewagę nad konkurentami z wyżej rozwiniętych krajów. Ich budżetów nie obciążały bowiem nie tylko wysokie wynagrodzenia, ale również koszty ubezpieczeń społecznych, ciężary generowane przez przepisy dotyczące ochrony środowiska, czy prawo pracy.

W rzeczywistości chińskiej wszystkie relacje zaczęły regulować pieniądze. Od możliwości finansowych rodziców zaczęły zależeć szanse dzieci na lepsze życie, lepszą edukację, pieniądze stanowiły o uprawnieniu do korzystania z w pełni odpłatnej opieki medycznej, oszczędności pozwalały myśleć o spokojnej starości. Ich brak przekreślał możliwość zaspokojenia tych i wielu innych potrzeb.

Po 22 latach, od momentu otwarcia przez Deng Xiaopinga Chin Ludowych na świat, niewiele się zmieniło. Może za wyjątkiem tego, że ci spośród chińskich przedsiębiorców, którzy nie popadli w niełaskę władz, nie przegrali wszystkiego w Macau, czy nie popełnili elementarnych błędów w prowadzeniu swoich firm, pod względem majątkowym osiągnęli wyżyny baśniowe. Tymczasem ich byli i obecni pracownicy zarabiają dzisiaj znacznie więcej niż parę dekad temu, ale to wciąż wystarcza im wyłącznie na to, aby z trudem wiązać koniec z końcem.

Niezwykle dużo zmieniło się za to w otoczeniu firm, fabryk, przedsiębiorstw. Brak regulacji, tak chętnie postrzeganych przez nas jako biurokratyczne ograniczenia, dał chińskim przedsiębiorcom absolutnie wolną rękę w zakresie środków i form produkcji. Nawet te zakłady, które w procesie produkcji powodowały ewidentne zagrożenie dla powietrza, gleby, wody, w bezpośredniej, a często i dużej odległości od nich, nie stosowały i nie stosują żadnych środków ochrony. Tam, gdzie warunki pracy przekraczały wszelkie granice determinacji robotników wędrownych, zatrudniano podopiecznych prywatnych zakładów dla osób chorych i ograniczonych umysłowo. Koncerny z krajów wysoko rozwiniętych przeniosły do Chin niebezpieczne dla środowiska produkcje zwane po prostu „brudnymi”. W ChRL przyjmowano je niejednokrotnie jako ważne inwestycje i transfer technologii. Od czasu do czasu, jako swego rodzaju ciekawostki w zachodnich mediach pojawiały się migawki pokazujące chińskie rzeki zmieniające kolor z dnia na dzień, gęstą mgłę smogu nad tamtejszymi wielkimi miastami, zdewastowane gleby, kolejne skandale dotyczące skażonej chemikaliami żywności.

To co dla nas było kilkudziesięciosekundowymi newsami, dla mieszkańców Chin stalo się gorzką codziennością.

Cud gospodarczy wyrwał w Chinach ponad 500 milionów osób z nędzy. Poprawiająca się sytuacja materialna tej ogromnej rzeszy spowodowała jednak, że model gospodarczy zaproponowany przez Deng Xiaopinga przestał się sprawdzać. Gwałtownie rosnące wynagrodzenia chińskich pracowników odebrały najpopularniejszym, a bazującym głównie na ludzkiej pracy towarom, takim jak odzież, buty, zabawki walor konkurencyjności. Od 2008 roku coraz więcej zagranicznych firm wycofuje się z Chin i przenosi produkcję tam gdzie taniej. Chiny nie mając w zanadrzu nowego modelu ekonomicznego mogącego skutecznie zastąpić wciąż obowiązujący format eksportowy muszą przy nim trwać. Dla zapewnienia spokoju społecznego władze centralne i prowincjonalne nieustannie podnoszą poziom wynagrodzeń minimalnych. Nie mogą jednocześnie zmuszać przedsiębiorstw i przedsiębiorców do ponoszenia ogromnych nakładów, dzięki którym zakłady zaczęłyby spełniać nowoczesne normy bezpieczeństwa pracy i ochrony środowiska, ale w wyniku których utraciłyby ostatecznie przewagę nad swoimi konkurentami. Wyraźnie spowalniająca gospodarka Chin oznacza mniejsze możliwości budżetowe. A potrzeby Chin są coraz większe i wynikające wprost ze skali chińskiego sukcesu. Jakie to potrzeby, czy istnieją realne możliwości ich zaspokojenia, jakie wyzwania stawiają przed dzisiejszymi Chinami będziemy się przyglądać w kolejnych artykułach. Wnioski wynikające z tych obserwacji będą bez wątpienia ważne. Przyszłość drugiej gospodarki świata, czy chcemy tego czy nie, determinuje naszą własną. 

Leszek Ślazyk

Źródło: Forbes

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close