Wiadomości

Gnijące panny młode z Hengshan

Lei Jianzhong do dziś żałuje, że 1948 roku pochował swojego 22-letniego wuja, kawalera, samego. Twierdzi, że niespokojny duch wuja wraca zza grobu, by straszyć rodzinę Lei. „Wuj przyszedł do mnie we śnie i kazał mi umocnić swój grób. Zlekceważyłem ten sen, a tydzień później spadła ulewa, która doszczętnie zniszczyła mogiłę”, twierdzi Lei.Każdy w Hengshan wie, że pochowany samotnie przodek przynosi nieszczęście żyjącym potomkom. „Gdybyśmy tylko znaleźli dla niego żonę w zaświatach, żadne z nieszczęść, które spadło na naszą rodzinę, nigdy by się nie wydarzyło”, powiedział Lei Jianzhong. 55-letni Lei jest badaczem pracującym w archiwum Komitetu Partii w powiecie Hengshan, który liczy 330 tysięcy mieszkańców. Lei Jianzhong jest członkiem Partii, ale nie wstydzi się swojej wiary w duchy. On, tak jak większość mieszkańców tej okolicy jest skłonny zrobić wszystko, byle tylko uniknąć nawiedzin zmarłych członków rodziny pochowanych bez pary. Odwiedziny zmarłych kawalerów i panien zwiastują bowiem nieszczęścia i niepowodzenia.
W Hengshan istnieje bardzo silna tradycja pośmiertnych małżeństw. Rodziny zmarłych znajdują zwłoki przeciwnej płci i organizują ślub. Nikt nie powinien przebywać w zaświatach w samotności…

Mieszkańcy Hengshan wierzą, że starzy kawalerowie i stare panny przynoszą nieszczęście, a mężowie i żony mają w zaświatach co innego do roboty, niż nękać żyjących.

„Teraz nie możemy już zorganizować ślubu, z grobu wuja nic nie zostało”, żali się Lei Jianzhong. „Musimy ponieść konsekwencje”.

Pomimo faktu, że ateistyczna Komunistyczna Partia Chin nazywa wiarę w duchy i upiory ciemnotą i zabobonem, tradycja minghun, małżeństw zmarłych, wciąż ma się w Hengshan znakomicie.

Według prawideł minghun mężczyźni i kobiety powyżej 12 roku życia nie mogą być pochowani bez partnerów, a zwłok starej panny nie wolno pochować na cmentarzu, zanim nie zaaranżuje się małżeństwa pośmiertnego.

„Nie różni się ono specjalnie od zwykłego ślubu”, wyjaśnia Lei. Po zakończeniu ceremonii rodzice „pary zmarłej” stają się teściami, ma miejsce wesele i uroczyste przekazanie posagu.

Duża część Hengshan pokryta jest polami uprawnymi nawadnianymi przez rzekę Lu, nad którą w dzień i w nocy unoszą się słupy dymu z licznych w regionie kopalni węgla, które uczyniły milionerów z wielu mieszkańców Hengshan.

Cmentarze znajdują się tutaj na wzgórzach opasanych wstążkami krętych ścieżek.  Nekropolie te wyglądają inaczej, niż w Europie: wysokie tablice nagrobne ustawione są rzędami, z których każdy symbolizuje jedno pokolenie.  Znajdują się przy nich małe kopce usypane z ziemi, przed którymi stawia się puste gliniane butelki po ryżowym winie i suszone pomarańcze.

Takich miejsc jest w Chinach coraz mniej od kiedy rząd zaczął promować kremację zmarłych. Największa populacja na świecie, to również potencjalnie gigantyczna ilość pochówków, a co za tym idzie konieczność organizowania ogromnych cmentarzy. W tym przypadku pragmatyzm wygrywa z tradycją. Ale nie w Hengshan.

Przy drodze na jeden z lokalnych cmentarzy znajduje się niewielki zakład człowieka imieniem Pang (70), który zajmuje się odprawianiem ceremonii pogrzebowych i pośmiertnych ślubów. Po konkurencyjnych cenach, ma się rozumieć.

Pang jest dla lokalnej społeczności kimś pomiędzy księdzem, grabarzem i swatem. Sam dla siebie jest biznesmenem oferującym rzadkie usługi. „Zwłoki kobiety osiągają ostatnimi czasy, na czarnym rynku, cenę 130 tysięcy yuanów”, powiedział Pang. „A jeszcze parę lat temu było to najwyżej 200 yuanów”.

Pang odziedziczył zakład po swoim ojcu, który z kolei odziedziczył go po swoim. Podczas Rewolucji Kulturalnej w latach 1966-1976 uznano Panga za „diabła” i na pewien czas wypędzono z miasta. Dzisiaj „diabeł” wrócił i należycie opiekuje się zmarłymi. „Jest nas teraz w powiecie ze trzydziestu”, chwali się, a w jego niepełnym uzębieniu błyskają wesoło dwa srebrne zęby.

Podobno w przypadku nagłej śmierci samotnego mężczyzny rodziny udają się prosto do najbliższego szpitala i prowadzą boje o zwłoki zmarłej, samotnej kobiety – jeśli taka „szczęśliwie” właśnie zeszła – z przedstawicielami innych rodzin, które również przybyły w poszukiwaniu panny dla swego kawalera. Pieniądze to jedno, a braki na rynku martwych panien to drugie. Jak i wśród żywych, tak i wśród martwych mężczyzn jest znacznie więcej niż kobiet.

Jeśli rodzina jest biedna, musi częstokroć zadowolić się kukłą pokrytą sreberkami, a przy odrobinie szczęścia może kupić jakiś fragment zwłok, lub części ciała po amputacji, które pokrywa się srebrną folią i zamyka w specjalnej trumience.

„Martwe kobiety są warte o wiele więcej, niż mężczyźni”, mówi dla podtrzymania konwersacji sympatyczny starszy pan Pang.

Jeśli nagły zgon ma miejsce w jednej z kilku bogatych rodzin, które zbiły majątek na węglu, naturalnym bogactwie regionu, sytuacja wygląda zgoła odmiennie, a wytrawny sprzedawca może utargować cenę wielokrotnie przewyższającą normę.

Tradycja pośmiertnych małżeństw stwarza nie lada problemy dla planujących ponowne wyjście za mąż wdów. No bo który z mężów zostanie z nią pochowany po jej śmierci?

Tradycja jednak znów spieszy na ratunek: wdowa musi podpisać specjalny dokument, na mocy którego zgadza się na dzielenie grobu z pierwszym mężem, w przeciwnym wypadku ślub jest niemożliwy. Nie trzeba wspominać, że jest to niewyczerpane źródło konfliktów między „nowymi” i „starymi” rodzinami, które muszą jak najszybciej znaleźć zmarłemu inną żonę, ponieważ, jak mawia Pang, „nie ma nic gorszego niż samotność po śmierci”.

Stały deficyt zmarłych pań doprowadził do powstania nowej profesji – rabusiów grobów, którzy wykopują zwłoki kobiet, których mężowie jeszcze żyją, i odsprzedają je zainteresowanym.

W powiecie odnotowano niezliczone przypadki zaginięć świeżo pochowanych zwłok.

„Że też nie ma paragrafu na tych, którzy nie okazują należnego szacunku zmarłym”, żali się Pang.

Tradycja małżeństw pośmiertnych sięga w Chinach XVII stulecia przed naszą erą, a szczególną popularność zdobyła za panowania dynastii Tang (618-907 n.e.). Dzisiaj przestrzega się jej głównie w Shanxi, Henan, Hebei i Guangdong.

Jeśli rodzina nie zdoła kupić w miarę „świeżych” zwłok, często przychodzi jej zadowolić się szkieletem ,którego cena rynkowa jest o wiele niższa. W takiej sytuacji piecze się specjalne naleśniki, którymi niczym skórą pokrywa się czaszkę i z których formuje się uszy. Oczodoły wypełnia się orzechami, a nos i usta formuje się z masy daktylowej. „Gnijąca panna młoda” zostaje następnie ubrana w kapelusz, sukienkę i buty, a jeśli istnieje ryzyko, że się rozpadnie w drodze na cmentarz, kości wiąże się stalowym drutem. Jeśli rodziny nie stać na zakup ubrania, robi się je z papieru. Ostatnim punktem przygotowań do zaślubin jest zamknięcie w trumnie świerszcza, który symbolizuje tlące się jeszcze w pannie młodej życie.

W 2003 roku zbudowano w pobliżu Hengshan autostradę. Wraz z nią pojawiły się w powiecie wpływy zachodnie, które częściowo wyparły z regionu stary obyczaj, ale tradycja jest głęboko zakorzeniona w umysłach mieszkańców Hengshan, a kolejki przed szpitalami rosną….

Źródło: The Global Times

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sprawdź też

Close
Close