Wiadomości

Go China, czyli Chiny wciąż dalekie

Dzięki informacji jednego z moich respondentów (wdzięczny jestem Panie Michale) przeczytałem rano krótki wpis blogowy p. Danuty Walewskiej z Rzeczpospolitej p.t. "Biznes ani łatwy, ani przyjemny". Rzecz dotyczy rządowego projektu Go China uruchomionego na fali krótkiej popularności tematu kooperacji z Chinami. Przed, w czasie i może jakieś 25 minut po wizycie premiera Wen Jiabao w Warszawie. Program miał przybliżyć Chiny polskim przedsiębiorcom. A wyszło jak zwykle.

Przykro mi niezwykle, że znowu miałem rację. Niemalże 3 miesiące temu pisałem tutaj, że cała ta idea funta kłaków nie jest warta. Pociesza mnie jedynie to, że osoba tak głęboko "wgryziona" w tematykę Chin Ludowych jak p.Danuta Walewska potwierdza niemalże słowo w słowo moje wcześniejsze opinie. Ale co to za satysfakcja? Z tego, że się znowu nie udaje? Że kolejna szansa jest marnowana przez bylejakość osób, którym zleca się określone zadania? Nie cieszy mnie to wcale, a boli jak cholera. Tym bardziej, że jestem absolutnie pewien, iż nawet dzisiaj, teraz, można ten projekt reanimować, wprowadzić go na właściwe tory. Tylko, że trzeba mieć o tym jakieś pojęcie. Nie takie bazujące na miłych i pełnych dykteryjek rozmowach podczas niewątpliwie ważnych konferencji, a takie praktyczne oparte o realne problemy, zagrożenia, pot, łzy i krew. Praca w Chinach, współpraca z Chińczykami nigdy nie była łatwa. Ale też nigdy nie była niemożliwa. Tymczasem projekt Go China, wbrew mojej wiedzy bieżącej i 20 letniemu doświadczeniu stara się udowadniać tezę, że współpraca z Chinami jest niemożliwa. Ergo: nie ma sensu poświęcać tematowi zbyt wiele uwagi. Za starych niedobrych czasów, kiedy rządzili komuniści, a po ulicach biegały dinozaury, na wyższych uczelniach obowiązywał przedmiot o nazwie "Logika". Taka ramotka mająca swoje korzenie w Grecji. Starożytnej, nie tej będącej członkiem Unii Europejskiej. Przedmiot "Logika" pozwalał w niezbyt skomplikowany sposób przeprowadzać dowody na to, czy dane twierdzenia (projekty) są logiczne (sensowne) czy też nie. Jeśli zatem twórcy idei Go China wiedzieli, że podbicie rynku chińskiego przez polskich przedsiębiorców musi byc zadaniem trudnym i mało komfortowym, to powinni założyć, że realizacja tegoż projektu wymaga minimum "X" energii, czasu i pracy. Tymczasem powstał portal jako swoista wydmuszka. Nie chcę sprawiać wrażenia osoby z przerośniętym ego (a co tam, lepszy przerost ego niż prostaty), ale wystarczy porównać zawartość rządowego portalu Go China z indywidualną inicjatywą znaną jako beta.chiny24.com. Nie mnie dostrzegać różnice, no ale cholerka dostrzegam.

Chiny są krajem ogromnym, zamieszkanym przez niewyobrażalną ilość ludzi. Pytanie "czy mamy szanse zaistnieć na rynku chińskim" jest pytaniem pozbawionym sensu. To pytanie podobne do takich jak "czy można sprzedać złoto?", albo "czy na świecie są rynki zbytu na ropę naftową?" Nie żartuję. Tak po prostu jest. Gorzej jeśli dla kogoś Chiny to wyłącznie Pekin czy Szanghaj. Składanie w takich miejscach propozycji współpracy jest czynem podobnym do sikania do basenu. Jeśli będziemy sikać z krawędzi basenu w godzinach największej "korzystalności" z obiektu, to owszem wywołamy zamieszanie. Ale nie na tyle poważne, żeby komukolwiek wpadło do głowy wymieniać z tego błahego powodu wodę. Co najwyżej przyjdzie cieciu i sypnie z wiadra chlorem. Po krzyku. Jeśli będziemy sikać podczas pływania nikt, zupełnie nikt tego nie zauważy. Po prostu. W miejscach mniej sławnych, mniej znanych można zrobić wiele korzystnych dla kraju rzeczy. No tak, ale w takich miejscach nie można błyszczeć. Zapomniałem. W projektach takich jak Go China nie chodzi o to, żeby wyszło, żeby zatrybiło. Chodzi o to, żeby się pochwalić, pobłyszczeć, wpisać sobie parę fajnie brzmiących wersów w CV. Oczywiście za publiczne pieniądze. No bo chyba, że nie za swoje. No bez przesady!

Szkoda.

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sprawdź też

Close
Close