Wiadomości

Jaka będzie cena Chin za ratowanie Eurolandu?

– Nie jestem tu po to, by negocjować jakieś ustępstwa. Zasady inwestycji w fundusz EFSF pozostaną przejrzyste. Zawsze będą do znalezienia na naszych stronach internetowych – mówił w piątek szef funduszu Klaus Regling w Pekinie.

Przywódcy eurolandu postanowili na swym szczycie ze środy na czwartek, że fundusz ratunkowy strefy euro EFSF, który może pożyczać zagrożonym krajom oraz ich bankom, powinien być szybko wzmocniony do 1 bln euro m.in. za pomocą kapitału spoza Europy. Jako głównych kandydatów dyplomaci obstawiali Chiny, Brazylię i RPA. EFSF ma teraz 440 mld euro zdolności pożyczkowej, a po odliczeniu kredytów już obiecanych Grecji, Portugalii i Irlandii (do 2014 r.) zostaje z tego ok. 260 mld euro. – Jeśli Chiny zdecydują, by zainwestować więcej w euro zamiast w dolara, to czemu mielibyśmy odmawiać? – tłumaczył prezydent Nicolas Sarkozy.

Choć prawne reguły wzmacniania EFSF nie zostały jeszcze dopracowane, to szef funduszu Klaus Regling rozpoczął już wczoraj swój road show po Azji. Wprawdzie wiceminister finansów Zhu Guangyao był po spotkaniu z Reglingiem po chińsku powściągliwy, ale rozmówcy dziennika "Financial Times" mówią o możliwej inwestycji (w pożyczkach lub gwarancjach) wartej od 50 mld do 100 mld dol. (ok. 35-70 mld euro). Chińczycy chcą, by ich wkład był zarządzany przy udziale MFW, co nie jest trudnym wymogiem, bo MFW już teraz uczestniczy w akcjach pomocowych eurolandu dla Aten, Dublina oraz Lizbony. I nawet bez nacisków Pekinu najpewniej zachowa tę rolę.

Ewentualna "pomoc" Chin w ratowaniu eurolandu wywołuje spore kontrowersje, głównie we Francji. – Czy Chiny naprawdę przyłączą się do ratowania euro, nie żądając nic w zamian? – pytał Francois Hollande, lewicowy kontrkandydat Sarkozy'ego w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. Jaka będzie zatem chińska cena? – Dobra rentowność pożyczek dla EFSF. I to raczej wszystko. Trudno nazywać to "pomocą", bo warunkiem Chińczyków są gwarancje, że to będzie solidna inwestycja – odpowiada Jonathan Holslag, ekspert brukselskiego Instytutu Badań nad Współczesnymi Chinami.

Jednak Chińczycy zaczęli trochę prężyć muskuły. Premier Wen Jiabao już w połowie października na forum ekonomicznym w Dalian (chińskie Davos) sugerował, że Unia Europejska powinna jak najszybciej nadać Chinom status gospodarki rynkowej (to oznacza m.in. ułatwienia celne), który Pekin w ramach WTO powinien otrzymać dopiero w 2016 r. A w chińskich mediach pojawiły się postulaty, by Bruksela złagodziła krytykę Chin za utrzymywanie zbyt niskiego kursu juana (co wywraca globalną równowagę handlową), a nawet w dziedzinie praw człowieka.

– Nie zapominajmy, że Chiny też mają opinię publiczną, z którą władza – pomimo chińskiego ustroju – musi się liczyć. Spora część tych pomysłów jest wyłącznie pod publiczkę. Nie pojawia się w oficjalnych rozmowach z Europejczykami – mówi Holslag. Pekin jest świadomy, że nie może przelicytować w targach z Europejczykami. Ewentualny udział Chin w funduszu pomocowym nie jest bowiem na tyle duży, by Europa była gotowa pójść na istotne ustępstwa. Przeciwnie, Bruksela nie zamierza spuszczać z tonu – komisarz UE ds. handlu Karel De Gucht chce wkrótce zawalczyć z Pekinem o zasadę wzajemności w dopuszczaniu inwestorów do przetargów publicznych. Europejczycy mają z tym ogromny kłopot w Chinach.

Regling wyjawił, że kraje azjatyckie wykupiły ok. 40 proc. z obligacji dotychczas wyemitowanych przez jego fundusz (łącznie na ok. 13 mld euro). Chiny to dla EFSF szansa na długoterminowe, czyli dogodne pożyczki. Jednak i dla Chińczyków stabilność strefy euro to sprawa kluczowa. UE to ich najważniejszy partner handlowy, czyli powtórka z recesji w eurolandzie byłaby dla Chin bardzo bolesna. Ponadto Chińczycy mają już teraz ok. 600 mld euro w papierach dłużnych krajów eurolandu, co czyni inwestycję w ich ochronę jeszcze bardziej opłacalną. I co może najważniejsze, Chiny dążą teraz do dywersyfikacji swych rezerw walutowych oraz inwestycji, by osłabić dominację dolara w swych aktywach. Chiński udział w amerykańskim długu publicznym to ok. 1,16 bln dolarów.

– Wszyscy wiemy, że Chiny mają szczególne potrzeby w sprawie inwestowania swych nadwyżek. Wierzę, że EFSF może im zaoferować dobry, opłacalny produkt – mówił wczoraj Klaus Regling.

Co będzie, jeśli kryzys się nie zatrzyma? A kluczowe kraje euro, które – pomimo że stać je na pomoc słabszym – znów z obawy przed wyborcami i obniżonymi ratingami zwrócą się po wsparcie do Azji? – EFSF daje teraz eurolandowi pewną niezależność od rynków. Ale jeśli będzie w przyszłości rosnąć, a Chiny bardzo zwiększałby swój udział, to mogłaby się pojawić pewna zależność eurolandu od Wielkiego Inwestora. Co, jeśli się wycofa? Co zrobić, by wrócił? – mówił po szczycie eurolandu Mathieu Plane, ekspert paryskiego ośrodka OFCE. Natomiast Jonathan Holslag – pytany o dalszą przyszłość – mówi o krótkoterminowych korzyściach eurolandu z wkładu Chin w EFSF, ale – jak przestrzega – na dłuższą metę Europa musi starać się o odzyskanie konkurencyjności. – Jeśli skarlejemy gospodarczo, to wtedy pytania o utratę niezależności politycznej i gospodarczej mogą stać się aktualne – przestrzega.

Źródło: wyborcza.biz

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close