Wiadomości

Chiny: Komputerowy system dystrybucji organów do transplantacji…

Jednym ze stereotypów dotyczących Chin Ludowych postrzeganych i osądzanych przez Zachód jest kwestia korzystania z organów osób, na których wykonano wyrok śmierci. Zachód, w tym Polska postrzega to jako pewnego rodzaju nielegalny proceder. Tymczasem w Chinach na ten temat piszą oficjalne organy KPCh, jak na przykład dzisiejszy "The Global Times". Sprawa ta jest doskonałym, "klinicznym" przykładem braku zrozumienia chińskiej codzienności.

Tak, w Chinach wykorzystuje się organy osób skazanych na karę śmierci do transplantacji. Piszą o tym chińskie gazety. W Chinach dla nikogo piśmiennego nie jest to żadną tajemnicą. Osoba skazana na karę śmierci pozbawiona jest automatycznie wszystkich praw obywatelskich. Dotyczy to również losów ciała takiej osoby.

Największym problemem transplantologii w Chinach dzisiaj jest postawa społeczeństwa. Wielu Chińczyków ma do kwestii "donacji" organów stosunek zabobonny. Dlaczego? Tu warto przywołać wiedzę historyczną. Czy wiecie Państwo co było największą karą dla Chińczyka za czasów cesarstwa? Nie, nie była nią śmierć jakakolwiek sama w sobie. Największą karą było poćwiartowanie ciała (śmierć tysiąca cięć). Osoba poćwiartowana skazana była na rodzaj wiecznej tułaczki w zaświatach. Wierzono w Chinach i wiara ta trwa do dzisiaj, że dusza z "niekompletnego" ciała tkwić będzie po wieki między światem tym a tamtym. Tej wiary nie usunęła rewolucja kulturalna ani inne historyczne już eksperymenty na chińskim społeczeństwie. W rezultacie mamy dzisiaj w Chinach Ludowych co najmniej 1 milion osób rocznie wymagających transplantacji nerek, a zaledwie 10 tysięcy dawców. W tym członków rodzin osób zainteresowanych przeszczepem.

Tak ogromna dysproporcja pomiędzy podażą a popytem dotyczącym transplantologii organów, wykreowała w Chinach wielki rynek nielegalnego obrotu narządami. O tym również piszą codzienne gazety chińskie. Piszą, bo w Chinach Ludowych poszukuje się sposobu, aby przekonać ludzi do zmiany sposobu postrzegania problemu. W Chinach co roku w wyniku zadławienia ością rybią w restauracji umiera około 3 tysięcy osób. W tym samym okresie wykonuje się w Chinach od 3 do 10 tysięcy egzekucji. Gdyby ofiary ości mogły stanowić takie samo źródło narządów do przeszczepu jak ofiary wyroków śmierci, znacznie większy odsetek cierpiących Chińczyków mógłby liczyć na wyzdrowienie.

W Stanach Zjednoczonych już bardzo dawno rozwiązano problem rozporządzania narządami osób, które zmarły nagle. Prawo jazdy, będące jednocześnie dokumentem tożsamości, zawiera prostą formułkę: "w wypadku nagłej śmierci zgadzam się na użycie moich narządów wewnętrznych do wykorzystania w operacjach ratujących życie". Okienko zaznacza się ptaszkiem, aby potwierdzić, lub krzyżykiem, aby odmówić innym przyjemności korzystania z naszych nerek, wątroby, śledziony i innych tam gałek ocznych. Dzisiaj w Chinach wprowadzono system komputerowy zarządzający dostępnymi narządami. Komputerowe losowanie ma w jakiś sposób dać poczucie sprawiedliwości milionom potrzebujących. Mam nadzieję, że chińscy decydenci pójdą za przykładem amerykańskim. Jest prosty i jednoznaczny.  Biorąc pod uwagę chińską populację łatwo można sobie wyobrazić liczbę "dawców" narządów. Ofiary wypadków komunikacyjnych, zawałów serca, udarów, wypadków w pracy i w domu, setki, może nawet tysiące tysięcy incydentów każdego roku. Gdyby każda z tych osób posiadała dowód tożsamości, z tym małym okienkiem w amerykańskiej wersji, odhaczonym ptaszkiem lub krzyżykiem, problem handlu narządami skazanych na karę śmierci przestałby istnieć. Przestałby istnieć z pewnością czarny rynek handlu organami ludzi, sprzedających swe narządy z biedy i z braku wiedzy, co niesie za sobą usunięcie danego organu, szczególnie w niezbyt cywilizowanych warunkach.

Ale dzisiaj jest jak jest. Miliony potrzebujących versus niewielu chętnych do pozbycia się swoich narządów w obliczu wiecznej tułaczki pomiędzy ziemią a niebem. Jakieś sugestie? Byłbym szczególnie wdzięczny za takowe ze strony MSZ. Ono ponoć odpowiada zawsze i szybko. Mnie w sprawie Konsula RP w Szanghaju nie odpowiedziało nic.

Redaktor

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

1 thought on “Chiny: Komputerowy system dystrybucji organów do transplantacji…”

  1. Bardzo ciekawy temat. Sugeruje Pan Amerykanski system z oswiadczeniem zgody wpisana w dokument tozsamosci, jest to swietny pomysl i to samo powinno sie wprowadzic nie tylko w Chinach, ale  tez w Polsce i gdziekolwiek indziej. Przez jakis czas modne bylo, zwlaszcza wsrod motocyklistow, tatuowanie sobie na ramieniu znaku nieskonczonosci, ktory mial byc symbolem wyrazajacym zgode na uzycie organow w razie wypadku. Nie jest to jednak metoda prawomocna wiec i tak niewiele pomaga. Ciekawa alternatywe oferuje strona internetowa dawca.pl, gdzie mozna wypelnic deklaracje dawcy, wydrukowac ja i miec ze soba, np. portfelu. Deklaracje taka wpisana oficjalnie w dowod tozsamosci byla by jeszcze lepsza metoda i "zmusila by" w pewnym sensie kazdego doroslego do podjecia decyzji i zdeklarowania sie w tym temacie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close