Wiadomości

A na Dalekim Wschodzie bez zmian

Ostatnie kilkanaście tygodni to w moim osobistym wykonaniu dość dziki bieg z różnymi przeszkodami. Nie obyło się bez konsekwencji dla strony beta.chiny24.com. Z codziennika strona stała się okolicznikiem, czyli kolejne artykuły pojawiały się w różnych odstępach czasu. Miejmy nadzieję, że już wkrótce sytuacja ulegnie poprawie. Musi. Chiny wprawdzie nie zając, ale pomykają niczym szarak goniony przez wilka i nie zatrzymują się ani na chwilę. Na przykład w zakresie kontroli tego jak obywatele sobie poczynają w internecie.

Kilka dni temu władze ChRL, a konkretnie Sąd Najwyższy ChRL, ogłosiły nowe "prawo" dotyczące kary za rozprzestrzenianie "nieodpowiedzialnych plotek" w internecie. Jak informuja Xinhua News Agency za nieodpowiedzialne plotki uznane zostaną takie, które wywołają "gniew internautów". Jeśli dany wpis zostanie przesłany dalej co najmniej 5 tysięcy razy i skomentowany co najmniej 500 razy, autor takiej notki (głównie chodzi o wpisy na Weibo, odpowiedniku Twittera) może liczyć na karę 3 lat więzienia.

Regulacja powyższa nie do końca jest w stanie dotrzeć do naszej świadomości. Kłóci się bowiem zasadniczo z naszym pojmowaniem świata i funkcjonowania w nim. W zachodniej hemisferze internet to już element otoczenia podobny powietrzu, czy wodzie. No może za wyjątkiem hotelu Polonia w Warszawie, gdzie każą sobie płacić za korzystanie z internetu 50 złotych za dobę. Dzisiaj każdy użytkownik – jak niżej podpisany – może umieszczać w internecie takie treści na jakie ma ochotę. Prawdziwe, czy nieprawdziwe, to już kwestia drugorzędna. Konsekwencją umieszczania informacji nieprawdziwych, szkodzących dobremu imieniu osób trzecich jest sprawa sądowa. Zazwyczaj cywilna, efektem której jest kara pieniężna i jakaś forma publicznych przeprosin. Na komentarze tzw. "hejterów" nie zwraca uwagi nikt normalny. Szkoda czasu na reagowanie na frustracje pokrytych pryszczami kilkunastolatków, czy też ludzi, którzy nigdy mentalnie tego etapu życia swego niefajnego nie pokonali. Pekin nie ma zamiaru puszczać najdziwniejszych informacji mimo uszu. Oczywiście nie chodzi o pomrukiwanie niezadowolonego konsumenta, czy sensacje dotyczące braku bielizny którejś z chińskich starletek podczas slalomu po czerwonym dywanie. Slalomu od obiektywu i mikrofonu, do mikrofonu i obiektywu. Władze ChRL zainteresowane są ograniczeniem różnych informacji na temat samej siebie. Głównym adresatem regulacji jest zaś bardzo konkretna, elitarna grupa chińskich mikro-blogerów, którzy mając nawet i miliony obserwujących są w stanie bardzo realnie kształtować opinię publiczną.

Ostatnio miałem okazję powtarzać tą sentencję wielokrotnie: "Ufać znaczy kontrolować". Ekipa Xi Jinpinga nie zamierza wcale rozluźniać cenzorskiegho gorsetu. Być może go zwyczajnie dociśnie. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że każdy chiński użytkownik, żeby założyć jakiekolwiek konto związane z internetem, będzie musiał podać wszystkie swoje dane. Byc może skończy się era zakładania kont pod pseudonimem. Być może.

Dzisiaj z pewnością chińscy celebryci internetowi przeżywają okres trzepania skórki w rejonie pośladków. I to na bardzo poważnie. Właściwie codziennie aresztowani są obecnie ludzie, którzy w ciągu ostatnich kilku lat zdobyli znaczącą pozycję w chińskiej blogosferze. Efekty tych aresztowań są dwojakie. Sami aresztowani szybko dają się porzekonać, że błądzili. Przykładem może być Xue Charles Bi-Chuen, który ostrzega innych Chińczyków, aby nie wbijali się w dumę i nie szli jego złą, niezwykle złą drogą. Użytkownicy chińskich portali społecznościowych zaczęli zaś zdecydowanie ograniczać swoje kontakty z nimi. Wśród Chińczyków rośnie obawa, że nie tylko celebryci mogą dostać po uszach, ale również co bardziej zapalczywi obserwujący.

Cała powyższa historia nie ma – co dla Chin typowe – żadnego wpływu na biznes internetowy w Państwie Środka. Wartości najwiekszych spółek internetowych w ChRL nieustannie mkną w górę. Sprzyjają temu gigantyczne transakcje kup-sprzedaj pomiędzy chińskimi gigantami w branży. Na Dalekim Wschodzie bez zmian zatem. Kolokwialnie rzecz ujmując: "rób pieniądze i morda w kubeł". Co kraj to obyczaj, nieprawdaż?

Leszek Ślazyk

Źródło: Reuters, Xinhua News Agency

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sprawdź też

Close
Close