Wiadomości

Ofiary gwałtów wolą milczeć niż stracić twarz

Przeważająca większość ze 116 kobiet z powiatu Linquan w prowincji Anhui, które były na przestrzeni ostatnich 17 lat gwałcone, napastowane seksualnie, bądź okradane przez tego samego człowieka, woli milczeć niż domagać się sprawiedliwości. Boją się mówić głośno o tym, co je spotkało, ponieważ zgwałcone kobiety są w świetle chińskiej tradycji nieczyste i pohańbione.


1 grudnia 2010 roku Dai Qingcheng został skazany przez sąd na karę śmierci za gwałty lub próby gwałtów na 116 kobietach, do których dochodziło na przestrzeni lat 1993 – 2009, czasami na oczach członków ich rodzin. Daia oskarżono również o 114 kradzieży pieniędzy i dóbr materialnych na łączną kwotę ponad 65 tysięcy yuanów.

Oskarżony wniósł apelację.

W powiecie Linquan mieszka 2,13 miliona obywateli, z czego od 600 do 800 tysięcy pracuje w wielkich miastach. Są to głównie mężczyźni, którzy powierzają swoim żonom pieczę nad gospodarstwem i dziećmi, a sami starają się o pracę w którejś z wielkomiejskich fabryk w Pekinie, Szanghaju czy Shenzhen.

Ming Tai, obrońca Daia, powiedział, że większość ofiar milczy ze względu na dominujące wśród zamieszkujących chińską prowincję tradycjonalistów przekonanie, że "hańba domowników nie powinna wyjść poza mury domostwa".

"W przynajmniej jednym przypadku mąż ofiary pobił ją, kiedy odważyła się wyznać, że Dai ją zgwałcił", powiedział Ming.

Z ponad 100 innych ofiar gwałciciela zaledwie kilka zdecydowało się powiadomić policję, a i tak nie chciały zeznawać w sądzie.

Gwałciciele w regionach wiejskich czują się bezkarni, ponieważ w gminach takich jak Baimiao 40% prawie 600-tysięcznej populacji pracuje poza granicami prowincji. Kobiety pozostają same w domach, nie mogą się bronić, a presja społeczna skłania je do milczenia.

Sprawa Daia przyczyniła się do podjęcia przez internautów debaty o prawach kobiet pozostawionych przez mężów w domach. Problem przez lata bagatelizowano, więc osobnicy tacy jak Dai mieli wolne pole do spełniania każdej swojej zachcianki. Powstaje pytanie, czy przypadek Daia to tylko wierzchołek góry lodowej, czy podobnych mu notorycznych gwałcicieli, nie niepokojonych przez nikogo z powodów kulturowych, jest w Chinach więcej.


 

Źródło: China Daily

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sprawdź też

Close
Close