Blog importeraWiadomości

Polacy niechętni wobec produktów „Made in China”….?!

Dzisiejsza Gazeta.pl opublikowała wyniki sondażu opracowanego dla "Pulsu Biznesu". Z sondażu wynika, że 55% naszych rodaków unika wyrobów z metką MADE IN CHINA, natomiast według danych Ministerstwa Finansów w roku 2010 import z Chin stanowił W 2010 roku 9,4 proc. całego polskiego importu. Wartość towarów kupionych w Chinach sięgnęła 12,6 mld Euro i była o 26 proc. wyższa niż rok wcześniej.


Nie trzeba być absolwentem wybitnej uczelni ekonomicznej, żeby szybko się zorientować, że ktoś tutaj kogoś robi zwyczajnie w konia. Albo dane Ministerstwa są nieprawdziwe, albo ankietowani bezceremonialnie ściemniają. Nie jestem wprawdzie kontent z działań naszego Ministerstwa Finansów i daleko mi do oczarowania aktywnościami pana ministra J.V. (dżej-wi), ale w przypadku wyników ankiety dotyczącej produktów z Chin stawiam raczej na to, że przepytywani przez ankieterów ludzie mijali się odrobinę z prawdą. Oj nieładnie… Fascynuje mnie ten trwający już niemal dwie dekady upór w udawaniu, że "chińszczyzny to ja panie nie tykam". Przez tą awersję do chińskich produktów wartość importu w ciągu zaledwie 1 roku podskoczyła o 26%. Zaiste to dziwaczna awersja. To chyba przejaw tej znanej z klasyki metody, że obiektem niechęci należy się osaczyć, aby mieć do niego niechęć jeszcze większą. Ba! wręcz nienawidzić owego obiektu.

Oczywistą oczywistością jest, że towary MADE IN CHINA to artykuły kupowane powszechnie zarówno w małych sklepach osiedlowych, jak również w ogromnych supermarketach. Tam tylko, gdzie to możliwe wypierają one lepsze jakościowo, ale droższe produkty, takie, które zamiast u nas można wyprodukować taniej w Chinach i sprowadzić do Polski. Nawet mrożone ryby i czosnek, które są w stanie przetrwać miesięczna podróż morską w kontenerach. Są obszary niemal zmonopolizowane przez produkty MADE IN CHINA. Zabawki. Nawet te z najbardziej znanych firm zabawkarskich. To co, że odkrywa się w nich co chwilę formaldehydy? Odzież dla dzieci. Bo nie ma innego miejsca gdzie można wyprodukować i coś z bawełny, i coś z nylonu, i coś  z tkanin oddychających, czy sztucznego futerka. Buty sportowe. Torby podróżne. Gadżety reklamowe. Szkło do wódek i piwa. Kubki. Stalowe naczynia kuchenne. Sztuczna trawa. Zegarki elektroniczne. Dyski komputerowe. Lampy LED. Ekrany dotykowe. Akumulatory żelowe.

Mogę tak wymieniać jeszcze dłuższą chwilę.

Dlaczego więc na przekór faktom weryfikowalnym statystycznie staramy się koniecznie zełgać twierdząc, że dla nas osobiście, jeśli już nas ktoś o to pyta, to wszystko co chińskie jest "be"? Kompleks jakiś, czy może ten sam mechanizm, który każe nam kręcić w przypadku konkretnego pytania na jaką partię głosujemy, albo czy słuchamy czasem fajansiarskiej muzyki? Szczególnie po napojach wyskokowych, które – jak sama nazwa wskazuje – nakazują podskakiwać, niekoniecznie rytmicznie? Wiemy, że robimy coś źle, więc staramy się jak przedszkolaki naiwnie nakłamać. Choć ślady wyraźnie wskazują kto nabroił.

Bez sensu to jakiegokolwiek, ale cóż, tak po prostu jest. Chciałbym prawdę mówiąc, żeby wyniki ankiety "Pulsu Biznesu" były prawdziwe, gdyby konsumenci faktycznie podejmowali decyzję o zakupie na podstawie informacji o kraju pochodzenia towaru, wybierając te wyprodukowane u nas między Tatrami, a Bałtykiem. To oznaczałoby, że przyszłość naszych rodzimych producentów wszelkiego dobra jawi się w optymistycznych odcieniach różu. Wiemy jednak dobrze, my sprzedający, jak również my kupujący, że najważniejszym czynnikiem determinującym decyzję o zakupie jest konkurencyjna cena. Takie czasy. Ciągle dobre dla importerów, którzy szukają uporczywie swoich nisz na lokalnym rynku, jak również coraz bardziej konkurencyjnych dostawców gdzieś tam na świecie.

Jestem pewien, że również w bieżącym roku wielkość importu z Chin znowu wzrośnie. Pomimo deklaracji konsumentów, że w ogóle nie kupują towarów wyprodukowanych w Chinach. Taki kolejny cud nad Wisłą.

Leszek Ślazyk

Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sprawdź też

Close
Close