Wiadomości

Seks biznes w Chinach opłacalny jak nigdy dotąd

Ma 27 lat, pracuje jako projektantka i niemal co tydzień szuka w internecie nowych seks zabawek. Anonimowa entuzjastka seks  zabawek zainteresowała się tematem w październiku 2009, kiedy zauważyła, że nieopodal jej domu w pekińskiej dzielnicy Dongcheng otwarto nowy sex shop. "Byłam ciekawa, jak dokładnie działają tego typu akcesoria i czy faktycznie urozmaicają seks",mówi.

Wtedy nie zdecydowała się, żeby wejść do sklepu. Mógłby ją przecież zobaczyć ktoś znajomy. Kilka dni później wpisała w wyszukiwarkę chińskie słowo *chengren*, oznaczające produkty przeznaczone dla dorosłych, i zdumiała ją różnorodność dostępnych produktów: wibratorów we wszystkich kształtach i kolorach, seksownej bielizny, różnorodnych stymulatorów, lubrykantów, afrodyzjaków oraz nadmuchiwanych lalek i nakładek dla panów. W momencie, w którym zdecydowała się kliknąć "dodaj do koszyka" przy jednym z produktów, stała się częścią wielotysięcznej społeczności, która zaopatruje się przez internet w najbardziej wyszukane seks akcesoria. Jej partner z początku odradzał jej wydawanie pieniędzy na tym podobne "świństwa", ale zmienił zdanie, kiedy zobaczył swoją dziewczynę w nowej bieliźnie. W ciągu dwóch kolejnych lat zaopatrzyli się jeszcze w kilka podobnych kompletów oraz dwa wibratory. Po jednym dla każdego.

Nie wiadomo ile dokładnie sex shopów funkcjonuje w internecie, ale socjologowie szacują, że musi ich być około 200 tysięcy, a ich roczny przychód wynosi co najmniej 100 miliardów yuanów (około 50 miliardów złotych). "Na przestrzeni ostatnich pięciu lat pojawiły się w sieci tysiące wirtualnych sex shopów", twierdzi Lin Degang, członek Chińskiego Stowarzyszenie Seksuologicznego, które skupia się na badaniu seksualności Chińczyków.

Statystyki chińskiego internetowego portalu handlowego Taobao.com wykazują, że producenci seks zabawek zarobili w czerwcu tego roku ponad 14 milionów yuanów (około 7 milionów złotych). Po wpisaniu w wyszukiwarkę haseł takich jak *seks zabawka*, *seks gadżet*, *seks akcesoria* czy *sex shop* pokazuje się 26 tysięcy trafień.

*Drugi boom*

Chińskie prawo zakazuje reklamowania seks zabawek w radiu czy telewizji (wyjątkiem są prezerwatywy), w internecie jednak żadnych ograniczeń nie ma. 36-letni Chu Chengxin sprzedaje seks zabawki od 11 lat i czerpie z tej sprzedaży olbrzymie zyski. Wyprodukowanie opakowania prezerwatyw kosztuje w Chinach od 1,8 do 2,5 yuana, ale każde opakowanie kosztuje w sklepie od 10 do 25 yuanów. W latach 2000-2009 Chu prowadził sklep z materiałami budowlanymi zarabiając około 80 tysięcy yuanów rocznie. Yang Changjing, 27-letni szef zarejestrowanego na Taobao sklepu internetowego Zui-qingfeng, przewiduje, że Chiny wpadną niebawem w szał zakupów seks zabawek przez internet. Jeśli wpiszemy w wyszukiwarkę Taobao stosowne hasło i klikniemy na zakładkę "sprzedający", po czym znajdziemy sklep Yanga, to okaże się, że obok nazwy sklepu znajduje się złota korona. Oznacza ona sfinalizowanie 500 tysięcy transakcji od czasu otwarcia sklepu w 2008 roku. "Największy sex shop na Taobao zdobył na początku 2010 roku tylko trzy srebrne korony, a więc ilość transakcji wynosiła około 100 tysięcy", powiedział Yang. "Teraz dwa największe sklepy mają już obok nazw po jednej złotej koronie. To olbrzymi progres". Przed założeniem sex shopu Yang studiował i pracował przez cztery lata w jednej z tajwańskich firm handlowych. "To była zwykła praca, w której nie dało się zbyt wiele zarobić", mówi. Do sex biznesu przyciągnął go względny brak konkurencji na rynku – w 2008 roku na Taobao funkcjonowało najwyżej 3000 sex shopów – oraz potencjał, jaki dostrzegł w tej gałęzi handlu. "W 2008 roku sprawnie zarządzany sex shop przynosił dochody oscylujące w granicach 100 tysięcy yuanów miesięcznie", przypomina sobie Yang. "W tej chwili mój sklep zarabia od 1 do 2 milionów". Yang mówi, że najlepiej sprzedaje się elektroniczna seks zabawka w kształcie jajka, z której mogą korzystać zarówno kobiety jak i mężczyźni. Miesięcznie schodzi ich nawet 100 tysięcy, a każda kosztuje od 20 do 200 yuanów. Kobiety kupują przede wszystkim seksowną bieliznę – 20-30 tysięcy kompletów miesięcznie.

*Kim są kupujący?*

"Największa grupa konsumencka internetowych sex shopów to ludzie pomiędzy 20 a 40 rokiem życia", twierdzi Yang. "Klientami tradycyjnych sex shopów są przeważnie ludzie w wieku 35-55 lat", twierdzi Li Feng, prezes Juse Co, jednej z największych sieci sex shopów w kraju. "Są to przeważnie osoby żyjące pod ciągłą presją i o ubogim życiu seksualnym", powiedział Li dziennikarzom China Daily w jednym z wywiadów, dodając, że "kupują oni najwięcej oraz mają bardziej dojrzały stosunek do  produktów, w które się zaopatrują". Inaczej kupuje się "w realu", a inaczej online. Według statystyk Juse Co, przez internet zaopatruje się w seks zabawki więcej klientów "jednorazowych". Jest to jednak grupa o wiele większa, niż stali klienci, która wykupuje pięć razy więcej towaru. Klienci tradycyjnych, stacjonarnych sex shopów są również lepiej rozeznani w ofercie sklepów oraz w swoich własnych  upodobaniach. Blisko 80% klientów wszystkich 485 sklepów sieci Juse Co wychodzi ze sklepu dokonawszy zakupu.

Ma Ke jest kierownikiem sprzedaży w jednym z takich sklepów w Pekinie. Jego szefem i zarazem właścicielem sklepu jest od 2010 roku Chai Hongguo. W jego sex shopie kupić można przede wszystkim towar importowany z Hong Kongu i Niemiec. Ma mówi, że co noc w sklepie pojawia się od 50 do 60 osób, z których średnio połowa dokonuje zakupu. "Wielu z nich przychodzi z zamiarem kupienia konkretnego produktu", dodaje. Ci bardziej wstydliwi mogą dowiedzieć się więcej o ofercie sklepu za pośrednictwem internetu, powiedział Li. Na oficjalnej witrynie www.x.com.cn znajduje się pełna oferta oraz ceny i opis każdego z oferowanych produktów. Li dodaje, że internet okazał się bardzo pomocny jeśli chodzi o promocję i reklamę. Ponad 60% potencjalnych kupujących to obywatele dużych miast, takich jak np. Szanghaj, Pekin czy Changsha.

*"Szemrane" sex shopy*

Sklepy bez oficjalnych stron internetowych idą obecnie w odstawkę. Wen Jingfeng od blisko pięciu lat notuje spadek sprzedaży w swoim sklepie Adam & Eve Health Center, który otworzył w Pekinie w 1993 roku. Mówi, że poważnie myśli o stronie internetowej, która pomogłaby napędzić sprzedaż. Sprzedaż w internecie mogłaby również wyeliminować problem wstydliwych klientów, którzy są tak nieśmiali, że rezygnują z zakupu z obawy, że ktoś ich zobaczy, albo uciekają ze sklepu nie czekając nawet, aż sprzedawca wyda
resztę. Od zakupów w sex shopie odstręczać może również lokalizacja. Małe sklepy znajdują się często w biedniejszych i bardziej niebezpiecznych dzielnicach. "Wiele z nich wygląda jak zwykłe speluny albo meliny z typami spod ciemnej gwiazdy czającymi się po zaułkach", mówi Li. "Są to, jak ja to nazywam, szemrane sex shopy, po których nie można spodziewać się wysokiej jakości  produktów."

Zatrudniony przez Li specjalista od public relations, Leo Jiang, uważa, że "szemrane" sex shopy wkrótce zupełnie znikną z  powierzchni ziemi, ponieważ nie będą w stanie trafić do młodego pokolenia.

45-letni Mao, obywatel dzielnicy Chaoyang w Pekinie, od 10 lat dorabia prowadząc jeden z takich sklepów. Mówi on, że ponad 70% z tysiąca pekińskich sex shopów można by określić jako "szemrane". "Klienci stronią od nich, wolą zaopatrywać się w produkty za pośrednictwem internetu", mówi.

Mao nie składa jednak broni. Na witrynie sklepu widnieje jego numer telefonu komórkowego, pod który można dzwonić w celu złożenia zamówienia. Mao dostarcza towar w ciągu sześciu godzin.

*Seks gadżety na czasie*

Niektórzy przedstawiciele młodszego pokolenia Chińczyków przezwyciężyli nieśmiałość i nie krępują się wręczać seks gadżetów na przykład zaprzyjaźnionym młodym parom. Tang Yang, 28-letni pracownik pekińskiej firmy zajmującej się public relations, zdecydował się podarować znajomym opakowanie figlarnych prezerwatyw oraz seksowną fioletową bieliznę. "Pan młody dziękował mi z całego serca", śmieje się. "Oczywiście, jest to teraz na czasie. Niektórzy moi znajomi wręczają innym młodym parom prezenty w podobnym tonie", mówi Tang. "Nie ma nic złego w pomysłowym urozmaicaniu własnego życia seksualnego".

33-letnia mieszkanka Szanghaju, która wolała pozostać anonimowa, powiedziała China Daily, że nie wstydzi się w raz z mężem kupować publicznie prezerwatyw. Można je przecież dostać w szpitalach, supermarketach i lokalnych sklepach wielobranżowych. "Seks zabawki to zupełnie co innego", przyznaje. "Zwłaszcza, kiedy trzeba podać sprzedawcy szczegóły bądź rozmiar…". Początkowo wstydziła się z mężem korzystać z gadżetów w łóżku, ale z czasem się przekonali. Kupują online różnorakie akcesoria od mniej więcej dwóch lat. "To niezła zabawa, niesamowicie nakręca atmosferę", dodaje z uśmiechem. "Kupowanie online zapewnia ponadto anonimowość. Można dzięki temu popuścić wodze fantazji i wyzbyć się zahamowań".

Mimo stale rosnącej popularności uatrakcyjniających pożycie akcesoriów, nie wszyscy podzielają entuzjazm klientów internetowych sex shopów. Xia Xueluan, profesor socjologii na Uniwersytecie Pekińskim, powiedział, że człowiek, a zwłaszcza młody człowiek, powinien przede wszystkim dbać o to, by rozwijać wraz z partnerką zdrowe kontakty seksualne. Innymi słowy, zadbać o podstawy, nim sięgnie po urozmaicenia. "Przesadne korzystanie z tego typu przyrządów jest na dłuższą metę szkodliwe zarówno dla psychiki jak i ciała. Naturalnego pożycia nie da się niczym zastąpić", twierdzi.

*Delikatny biznes*

Zhang Chi, największy w Chinach producent zabawek erotycznych sam mówi, że ta gałąź biznesu należy do "delikatnych" i musi siłą rzeczy wiązać się z kontrowersjami. Nie jest to rzecz jasna powód, aby zwijać interes. "Wielu ludzi uważa seks gadżety za coś złego", mówi. "Ja uważam, że robimy coś dobrego, że pomagamy ludziom osiągnąć szczęście i uciec od monotonii. Seks to przecież najbardziej naturalna rzecz na świecie".

Zhang jest właścicielem firmy Lover, której roczne zyski od 2006 roku nie schodzą poniżej 8 milionów yuanów. Na przestrzeni lat 1994-2000 wynosiły "tylko" 20% tej sumy. W 2000 roku firma otrzymała wsparcie w postaci pokaźnego zastrzyku gotówki od japońskich inwestorów, a dzisiaj produkuje 70% wszystkich sprzedawanych w Chinach seks zabawek. 90% produkowanych przez
firmę Lover akcesoriów jest importowana do 27 krajów świata. "Wszystko wskazuje na to, że potencjał i chłonność tego rynku przekracza nasze wyobrażenie", kończy z uśmiechem Zhang.

Źródło: China Daily

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sprawdź też

Close
Close