SpołeczeństwoWiadomości

Shenzhen: co się stało?

Światowe media, w tym również polskie znów poświęcają odrobine uwagi Chinom. Tym razem w związku z tragedią, która miała miejsce w Shenzhen, wielkim miejskim ośrodku produkcyjnym na południu Chin przy granicy z Hong Kongiem. Stacje telewizyjne, radiowe, prasa klasyczna i cyfrowa przekazuja informacje na temat zdarzenia, nie wnikając szczególnie w przyczyny. A te są niezwykle istotne dla tej i podobnych tragedii we współczesnych Chinach.

Wczoraj, czyli w niedzielę 20 grudnia rano doszło do osunięcia wielkich mas ziemi, w wyniku czego zasypaniu, lub zawaleniu uległy 33 budynki fabryczne (w tym 3 robotnicze dormitoria) znajdujące się na terenie Parku Przemysłowego Hengtaiyu w Shenzhen. Na listach osób zaginionych widnieje 91 nazwisk, przy czym obejmuje ona wyłącznie osoby zatrudnione legalnie i zarejestrowane w dormitoriach. Liczba zaginionych pracujących na czarno nie jest znana. Lawina przykryła ponad 100 tysięcy metrów kwadratowych powierzchni jednej z dzielnic Shenzhen. Ratownicy używają ciężkiego sprzętu, starając się dotrzeć do osób uwięzionych w zawalonych budynkach. Osuwisko zniszczyło jeden z gazociągów, co doprowadziło do eksplozji. Zniszczony rurociąg został wyłączony z użytkowania. Ze względu na jego strategiczne znaczenie, 400-metrowa część sieci przesyłowej gazu ziemnego ma być odbudowana jeszcze w dniu dzisiejszym..

Chińskie ministerstwo ds. ziemi i zasobów umieściło w dzisiaj rano na swojej stronie internetowej komunikat, że osunięcie gruntu nastąpiło w wyniku przeciążenia ogromną ilością ziemi i odpadów. Premier Li Keqiang nakazał wszczęcie śledztwa ws. przyczyn katastrofy.

Jak zwykle w przypadku podobnych wydarzeń w Chinach światowa opinia publiczna otrzymuje informację nieco przyciętą i niepełną. Osuwiska błotne zdarzają się na całym świecie, w państwach na różnych kontynentach, o różnym stopniu rozwoju, różnej zamożności. W absolutnej większości wypadków błotne lawiny są jednak wynikiem działania sił natury: ulewnyu deszcz plus błotniste wzgórza plus działalność rolnicza lub budowlana (wycinka drzew i krzewów) i przepis na tragedię gotowy. W Shenzhen jednak lawina błotna była dziełem wyłącznie człowieka, jego pazerności i głupoty. Otóż wzgórze, które osunęło się wczoraj i pogrzebało lub zniszczyło 33 budynki zostało usypane przez ludzi.

Jeśli ktokolwiek z Państwa odwiedzał – jak niżej podpisany – zakłady produkcyjne w Shenzhen, temu pewnie – jak i niżej podpisanemu – utkwił w pamięci przygnębiający widok kilometrów kwadratowych zabudowanych wielopiętrowymi, betonowymi budynkami fabrycznymi. Budynki te, otoczone betonowymi chodnikami i betonowymi jezdniami w znakomitej większości nie należą do właścicieli fabryk, a są przez nich wynajmowane od deweloperów, którzy specjalizują się w budowaniu tego typu nieruchomości na wynajem właśnie. Budynki fabryczne, znane każdemu kto współpracował i współpracuje z chińskimi fabrykantami, to konstrukcje proste i niedrogie, znacznie tańsze w budowie niz budynki mieszkalne. Chociażby ze względu na skromność instalacji wodnych, kanalizacyjnych, ograniczone niemal do zera instalacje gazowe. Jeśli dodać do tego możliwość korzystania z najtańszych materiałów budowlanych (nikt przecież nie będzie reklamował), czy elementów wyposażenia jak liche jednoszybowe okna w ramach aluminiowych, a konfrontować te koszty z czynszami za najem budynku płatnymi przynajmniej na początku współpracy za wiele lat z góry, to mamy patent na świetny biznes. Oczywiście wielu deweloperów (a może wszyscy) starają się zaoszczędzić omijając normy budowlane, stosując tańsze, mniej wytrzymałe materiały, zbrojenia, etc. A ponieważ w tym całym biznesie najcenniejsza jest ziemia, na której stawia się budynki fabryczne, kolejne budowle stawia się ciasno, coraz ciaśniej, ściana w ścianę, okno w okno, zostawiając między nimi tyle miejsca ile sprawny kierowca potrzebuje do manewrów autem ciężarowym z naczepą z kontenerem 40HQ.

Żeby budynek tak stanął, żeby można było zalać otaczającą go przestrzeń praktycznym betonem, konieczne jest wyrównanie terenu. Trzeba zebrać ziemię, wyrównać spychaczami, trzeba wykopać doły pod fundamenty. Czasem trzeba rozebrać stare budynki, które znajdowały się na przeznaczonej pod budowę działce. Wywożenie ziemi i gruzu kosztuje fortunę, zatem deweloperzy szukają w najbliższej okolicy „ziemi niczyjej”, gdzie bez przeszkód można porzucić wszystko to co na własnej budowie zbędne. W Parku Przemysłowym Hengtaiyu w Shenzhen usypywano taką górę od lat. Pewnie dzisiaj nikt nie wie jaka była wysoka, ale zdecydowanie przewyższała najwyższe okoliczne budynki fabryczne. Usypywano ją z pazerności, a wielka była jak głupota tych, którzy nie rozumieli, że nie można usypywać takiej góry z ziemi, błota, gruzu i kamieni, na bardzo ograniczonym terenie w nieskończoność. Góra musiała osiągnąć punkt krytyczny, musiała się osunąć.

Tak jak niedawna tragedia w Tianjinie (wybuch zbiorników z cyjanowodorem w tamtejszym porcie), również i wczorajsza może być przyczynkiem zarówno do dyskusji na temat efektów ubocznych gwałtownego rozwoju Chin, jak również na temat pełnego liberalizmu gospodarczego, którego orędownikiem w Polsce jest Janusz Korwin-Mikke, zafascynowany zresztą fenomenem współczesnych Chin. Dobrym porównaniem może być Hong Kong, obszar niekwestionowanej swobody gospodarczej. Tamtejsze przepisy, szczególnie budowlane, ich restrykcyjność od strony formalnej, a także skuteczność egzekucji z pewnością skojarzyłyby się naszym liberałom z „komunistycznymi praktykami”. Jestem pewien, że ludzie chronieni tymi przepisami i normami mają na sprawę zgoła odmienny pogląd.

Shenzhen 20.12.2015.

Shenzhen 20.12.2015.

Shenzhen 20.12.2015.

Leszek Ślazyk

Źródła: The Guardian, SCMP, youtube

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

4 thoughts on “Shenzhen: co się stało?”

  1. Jeżeli właściciel lub zarządca gruntu, na którym usypano błotną górę, dostanie karę śmierci, to faktycznie będzie sytuacja z świata JKM

  2. Kara śmierci? Dla nieograniczanego przepisami przedsiębiorcy? W świecie JKM to byłaby czysta komuna. Co akurat w przypadku Chin jest właściwie prawdą, nieprawdaż? To ci dopiero koincydencja.

  3. Tak, kara śmierci !

    Widocznie ktoś nie rozumie liberalizmu. Liberalizm to wolność ale i odpowiedzialność która z niej wypływa.

    Zatem mogę jeździć bez pasów, bez ubezpieczenia OC, ale jeżeli z mojej winy spowoduję wypadek to poniosę srogie tego konsekwencje np. dożywotnio bedę płacił poszkodowanemu.

    Wolność kończy się tam gdzie zaczyna się wchodzenie w szkodę drugiej osobie.

     

    Dla konkretnego przykładu tej katastrofy, "w świecie Janusza" kara mierci to nie byłaby żadna (ubzdurana przez socjalistów) komuna, tylko naturalna kolej rzeczy – odpowiedzialność za swoje czyny. Inną powinny być bardzo wysokie odszkodowania dla rodzin każdego kto zginął i został w jakimkolwiek sposób poszkodowany.

    Dlatego jednym z podstawowych fundamentów liberalizmu jest sprawny i efektywny aparat sprawiedliwości. Sądy i prawo które chroni obie strony umowy itd.

     

    Chiny mają dużo wspólnego z ideą JKM ale również wiele jej zaprzeczeń jak przepisy, socjalistyczne zakusy władzy (nawet jeśli tylko teoretycznie artykuowane),  kulawy aparat sprawiedliwości itd.

  4. Ktoś rozumie liberalizm, ale pewnie trochę więcej poczytał na temat jego bardzo różnych nurtów. JKM tkwi w XVII wiecznych poglądach Hobbesa, nie doceniając poglądów Lockea, pewnie dlatego, że to właśnie na tych drugich zbudowano dzisiejszy, racjonalny liberalizm. Racjonalny, bo uwzględniający ułomność ludzką, racjonalny, bo uwzględniając ułomność ludzką ograniczający wolność jednostki regułami społecznymi.

    Wytarty do bólu (słuchałem tego na początku lat 90. zeszłego stulecia) argument JKM o pasach bezpieczeństwa jest logicznie kulawy, od samego początku. Tak samo można założyć, że osoba nietrzeźwa siadając za kierownicą ma do tego prawo wynikające z wolności osobistej. Ale zarówno osoba nie zapinająca pasów, jak i kierująca w stanie nietrzeźwości już samym tym faktem narusza wolność osób trzecich, ponieważ stanowi dla nich zagrożenie. Potencjalne. Stąd też od zarania nowoczesnej myśli politycznej, w tym liberalizmu, pojawia się pojęcie prewencji. Zakłada się bowiem, że prewencja jest nieco tańsza niż życie ludzkie gaszone przez działania różnego rodzaju indywiduów, którym Opatrzność w swej mądrości poskąpiła rozumu.

    W świecie JKM nie można skazać na karę śmierci ofiar opisanego powyżej przypadku. Nie było żadnych zakazów dotyczących piętrzenia giantycznej góry gruzu i piasku. Jak więc skazywać kogoś, kto nie złamał żadnego zakazu? To raczej winne sobie są ofiary zgadzające się na pracę w pobliżu "tego czegoś". Przecież wszyscy ci ludzie byli dorosłymi, odpowiedzialnymi za swoje decyzje jednostkami (ulubiony argument JKM), pracowały w tych fabrykach, w tych warunkach dobrowolnie. Nieprawdaż? Jakie więc odszkodowanie? No i kto miałby je zapłacić, jeśli pociągnięci do odpowiedzialności ( a niekoniecznie winni, bo mogą to być ludzie-słupy) nie mieliby żadnych pieniędzy? Państwo? No przecież państwo się nie zajmuje takimi sprawami. Według JKM każdy przecież odpowiada za siebie, więc jeśli ofiary się wcześniej same nie ubezpieczyły, to i na odszkodowanie nie powinny liczyć. Czysty Hobbes. Liberalny, ale ze świata, którego już nie ma prawie wcale (monarchie są przecież wyłącznie symboliczne), którego już wkrótce w ogóle nie będzie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sprawdź też

Close
Close