PolitykaWiadomości

Trump jako słoń wśród chińskiej porcelany

 

Dzisiaj od 13.10 komentowałem w TVN BiŚ ostatnie poczynania prezydenta-elekta Donalda Trumpa, czyli głośne już wpisy wzmiankowanego na Twitterze na temat Chin. O tempora, o mores, chciałoby się rzec. Jak tu komentować poczynania brykającego podstarzałego celebryty w konfrontacji z dobrze naoliwioną, bogatą w doświadczenia (a i zasobną w środki płatnicze) machiną dyplomatyczną Pekinu?

Przyczynkiem do rozmowy stały się dwa „tweety” prezydenta-elekta, które – jak się domniema – miały być odpowiedzią Trumpa na chłodny komentarz ministerstwa spraw zagranicznych ChRL w odniesieniu do jego rozmowy telefonicznej z prezydent Tajwanu, panią Tsai. Ta rozmowa sama w sobie była naruszeniem niepisanego układu pomiędzy Chinami a Stanami Zjednoczonymi, wypracowanego przez Henryego Kissingera w połowie lat 70. XX wieku, jeszcze za życia Mao Zedonga. Chińczycy zgodnie ze swoim obyczajem zbyli sprawę zwracając uwagę, że relacje Pekin – Tajpej są powszechnie znane i nie podlegają dyskusji.

 

Donald Trump postanowił nie zgodzić się z ta opinią i „tweetnął” co nastepuje.


„Czy Chiny pytały nas, czy to w porządku zaniżać kurs ich waluty (utrudniając konkurowanie naszym przedsiębiorstwom), nakładać wysokie cła na nasze produkty wysyłane do…

 

…ich państwa (USA nie nakłada na nich cła), czy też budować ogromny kompleks wojskowy na środku Morza Południowochińskiego? Nie sądzę!”

Donald Trump wciąż chyba nie zrozumiał co się stało. Że za chwilę zostanie prezydentem Stanów Zjednoczonych. Jego otoczenie zaś nie potrafi zrozumieć, że prezydent-elekt wymaga specjalnego traktowania. Bo wszystko wskazuje na to, że nie będzie chciał się uczyć od nowa, nie będzie chciał przestać funkcjonować jako ekscentryczny celebryta, aby zacząć zachowywać odpowiednio do pozycji człowieka stojącego na czele najpotężniejszego państwa na świecie. Chińczycy oświadczyli, że nie zamierzają komentować „tweetów” Trumpa, który jeszcze nie zasiada w Gabinecie Owalnym. Zapewne niezwykle bacznie obserwują tego zagadkowego dla nich człowieka. Trochę jak dziwaczne stworzenie w terrarium.

 

Trump po swojemu wykonuje dziwne i zupełnie nieprzemyślane gesty. Być może to się sprawdzało w jego rozlicznych biznesach. Być może to się podobało potencjalnym inwestorom i partnerom biznesowym. Z pewnością podoba się jego wyborcom. Ale w polityce w ogóle, a w dyplomacji w szczególe nie ma miejsca na zagrywki z reality show. To pole dla subtelnych działań, ważonych gestów, wykalkulowanych posunięć. Świadomości wielorakich następstw decyzji. Ogromu ciężaru słów, które wypowiedziane nieopacznie, a opacznie zrozumiane mogą wywołać międzynarodową awanturę.

 

Trump wciąż jeszcze nie rozumie, że teraz nawet jego „tweety” staną się przedmiotem analiz, przyczyną dyplomatycznych reakcji, politycznych decyzji w skali świata. W ogóle nie zrozumiał, że czym częściej będzie popełniał różnego rodzaju gafy, błędy wynikającego z niezrozumienia reguł tej innej od biznesowej gry, tym więcej zasieje niepokoju w różnych zakątkach Ziemi. A w przypadku Chin? Udostępni im wiele geopolitycznej przestrzeni, o której Pekin nawet nie śmiał myśleć. Państwa niewielkie, biedne, zagrożone szukają sojuszy z państwami przewidywalnymi, kierowanymi przez przewidywalnych ludzi. Takimi jak Chiny. Xi Jinping nie komunikuje się ze światem poprze Tweetera. Być może dlatego, że w Chinach Tweetera nie ma.

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close