Wiadomości

„Under the Bridge” po chińsku

66-letni Jing Wenbin, zamieszkały w Haining w prowincji Liaoning właściciel baru szybkiej obsługi, ma nietypowe hobby. Codziennie po godzinie 15:00 uczy dzieci gry na instrumentach muzycznych. Nie byłoby w tym być może nic niezwykłego gdyby nie fakt, że lekcje odbywają się na świeżym powietrzu – pod jednym z tamtejszych mostów.


Codziennie po południu kilkadziesiąt metrów kwadratowych wolnej powierzchni sprawnie i szybko zastawiane jest krzesłami, stojakami na nuty oraz instrumentami. Chwilę później spod masywnej, betonowej konstrukcji rozbrzmiewają mniej lub bardziej czysto zagrane dźwięki, a między młodymi muzykami przechadza się ich dumny nauczyciel udzielając porad i od czasu do czasu akompaniując.

"Uczę te dzieci już pięć lat i mogę powiedzieć, że każde z nich poczyniło olbrzymie postępy", mówi Weibin. "Niektórzy moi wychowankowie występują już nawet przed publicznością".

Mężczyzna przeprowadził się do Liaoning wraz z żoną w roku 2002, by otworzyć tam restaurację. W wolnym czasie Jing poświęcał się grze na flecie i erhu, dwustrunowej chińskiej bałałajce. Rozbrzmiewająca z mieszkania muzyka wkrótce sprawiła, że do drzwi zaczęli pukać rodzice z zapytaniem, czy Jing nie chciałby uczyć ich dzieci grać.

Początkowo Jing Weibin uczył nieodpłatnie, na placu za restauracją, dorzucając do każdej lekcji darmowy posiłek.

Restaurację wkrótce jednak trzeba było zamknąć w związku z ukończeniem budowy pobliskiego centrum handlowego, skąd przychodzili do państwa Weibin robotnicy. Początkowo pani Jing próbowała pracować jako krawcowa, zarobki jednak były niewielkie, a więc należało rozejrzeć się za innym źródłem utrzymania.

Wtedy uczniowie zaczęli płacić nauczycielowi za lekcje, sami z siebie. Zaczęło się od tego, że jeden z przyuczających się do erhu chłopców przyniósł Jingowi 200 yuanów. Wkrótce wszyscy rodzice zaczęli posyłać dzieci na zajęcia wraz z pieniędzmi na wynagrodzenie.

Lekcje odbywają się pod mostem z związku z wysokimi cenami wynajmu profesjonalnych sal.

"Początkowo zwracaliśmy się o pomoc do lokalnych świetlic i szkół, ale nigdzie nie zostaliśmy na dłużej", mówi Wenbin poprawiając uchwyt jednej z uczennic na korpusie fletu. "W końcu trafiliśmy tutaj, ale nie powiedziałbym, że jest nam tu źle czy niewygodnie", dodaje z uśmiechem. Jest może nieco niebezpiecznie i głośno przez jeżdżące obok samochody, ale za to koszty minimalne".

Dzewięcioletnia Chen Ye uczy się u Wenbina od dwóch lat. Jej ojciec ma świadomość, że zajęcia nie odbywają się może w najbardziej komfortowych warunkach na świecie, ale mówi, że "ma zaufanie do Jinga".

Mała Chen mówi, że nauczyciel (którego i uczniowie i rodzice nazywają "Ojcem"), traktuje uczniów jak swoje własne dzieci i że w dalszym ciągu dorzuca do lekcji posiłki. Zdarza się nawet, że Jing osobiście jeździ po swoich uczniów, a po skończonych zajęciach odwozi ich do domu.

W 20-osobowej grupie Jinga znajdują się dzieci w wieku od 6 do 13 lat oraz dwóch dorosłych w uniformach kelnerskich. Każdy z nich z własnym instrumentem.

18-letni Xue Jie mówi, że pracuje jako kelner w jednej z lokalnych restauracji i na zajęcia przychodzi od paru tygodni. Zdawał w tym roku na jedną z tutejszych szkół muzycznych. Ma zamiar doskonalić się w grze na erhu.

13-letnia Wang Qian wyjeżdża w tym roku do szkoły muzycznej w Hangzhou. Mówi, że nawet jeśli wyjedzie, i tak będzie odwiedzała "Ojca".

"Po prostu kocham muzykę", mówi Jing. "Mnie samemu nie udało się odnieść sukcesu w muzyce, ale wierzę, że moim uczniom się to uda. Jestem o tym przekonany".
 

Źródło: China Daily, opracował: m.p.

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sprawdź też

Close
Close