Na marginesieWiadomości

Z zupełnie innej beczki: dziesiejsze lęki

 

 

Gdybym był zwolennikiem teorii spiskowych – a przecież nie jestem – doszedłbym w świetle ostatnich wydarzeń do prostych konkluzji: terroryści zagrażający od wewnątrz i imigranci nacierający z zewnątrz na Europę w tej właśnie chwili, w tym właśnie momencie, lęki i emocje, które wywołują, to nie jest przypadek. I ich obecność, aktywność ma cel inny, niż się pozornie wydaje.

Gdybym był zwolennikiem teorii spiskowych – a przecież nie jestem – pomyślałbym, że gdzieś tam ktoś tam wpadł na pomysł jak spowodować, aby ludzie uznający swobody demokratycznego społeczeństwa za wartości niezbywalne po prostu się ich wyzbyli. Co więcej, żeby ci ludzie sami postulowali za ograniczeniem własnych swobód.

Czy tak się nie dzieje? Przecież taki postulat niedopowiedziany, albo głoszony wprost jest już obecny w różnych gadkach-szmatkach, czy to w tak zwanej dyskusji publicznej (czyli, że w telewizorze), albo na fejsbuniu. Z jednej strony prawica o zabarwieniu narodowym dumnie, a z wyższością kiwa głową: „nie mieliśmy racji?”. Z drugiej strony wszystkie frakcje centrowe, chrześcijańskie, lewicowe, liberalne zaczynają się niepokoić: „no przecież nie można wciąż nastawiać drugiego policzka, bo z tego nastawiania cham wyciąga zupełnie błędne wnioski i nie przestaje lać, tylko leje mocniej”.

Pojawiła się już wspólna, ponad światopoglądowa myśl: trzeba zagrożeniu postawić tamę, barierę. Silniejsze represje, zaostrzone prawo? To nie jest rozwiązanie. Czy ludzie gotowi wysadzić się w powietrze na chwałę swojego pana będą bać się kary śmierci? Co jest zatem rozwiązaniem? Ściślejsza kontrola. Na kontrolę zgodzić się możemy, kontrola przecież w życiu nikomu nie szkodzi, a taka ściślejsza pozwoli się bronić przed zagrożeniami, więcej, pozwoli je z wyprzedzeniem zneutralizować.

Gdybym był zwolennikiem teorii spiskowych – a przecież nie jestem – przepowiadałbym, że w najbliższym czasie rządy w Europie i USA wprowadzą specjalne przepisy dotyczące monitorowania e-maili, stron www, mediów społecznościowych. Być może wprowadzą obowiązek rejestrowania się użytkowników z imienia i nazwiska, z koniecznością wykorzystania danych chronionych. Następnie rządy w Europie i USA wycofają z użytku gotówkę. Po prostu znikną ją. Równolegle zaczną znikać karty płatnicze i kredytowe. Te zostaną zastąpione przez odcisk palca, skan naczyń krwionośnych dłoni, albo siatkówki oka. Będziesz chciała/chciał pojechać trolejbusem: proszę bardzo. Naciśniesz kasownik palcem, zostaniesz zidentyfikowana/ny, kwota za przejazd zostanie pobrana w odpowiedniej kwocie. Będziesz chciała/ł wejść do domu: naciśniesz płytkę przy domofonie, zostaniesz zidentyfikowany, wejdziesz. Będziesz chciała/ł zapłacić za zakupy w „Biedronce”, opłacić miejsce parkingowe, otworzyć i odpalić auto, wejść do parku, czy innej zamkniętej przestrzeni publicznej – wszędzie konieczne będzie użycie paluszka. System będzie wiedział co, gdzie, jak i za ile robiłaś/łeś, dzień po dniu, godzina po godzinie, minuta po minucie. I przystaniesz na to, ponieważ system będzie miał ogromną łatwość wyłuskiwania z monitorowanego tłumu takich, co paluszka nie używają. Dla ułatwienia wyłuskiwania zgodzisz się również na to, żeby mieć pod skórą niewielki, w niczym nie naruszający doskonałości cielesnej chip. Zaszczepianie chipem obcych byłoby takie niekulturalne, takie niewłaściwe. Zaszczepianie siebie samych będzie niewielkim gestem odstępstwa od zasad dla wzmocnienia bezpieczeństwa własnego i wspólnego. Albo odwrotnie.

Będziemy bezpieczni. I będziemy zupełnie bezwolni, na własne życzenie.

Po co to?

Gdybym był zwolennikiem teorii spiskowych – a przecież nie jestem – wsłuchiwałbym się w głosy mówiące o rewolucji przemysłowej 4.0, mówiące o tym, że w państwach rozwiniętych miejsc pracy dla ludzi ubywać będzie znacznie szybciej niż kurczyć będzie się liczba ich mieszkańców pod wpływem negatywnych procesów demograficznych, że państwa rozwinięte będą musiały się zamknąć na te niedorozwinięte, ponieważ rewolucja przemysłowa 4.0 wyklucza siłę mięśni, a to jedyny walor jaki mają do zaoferowania niewykwalifikowani mieszkańcy niedorozwiniętych państw. Jednocześnie państwa rozwinięte będą się musiały borykać z przekonstruowywaniem deficytowych systemów opieki socjalnej, dla których napływ niewykwalifikowanych imigrantów byłby zabójczy. W konsekwencji rewolucji przemysłowej 4.0 bowiem to nie kolejne pokolenia ludzi, ale kolejne generacje maszyn będą musiały zarabiać na starych, chorych, tych zbyt młodych aby pracować. I na tych, którzy pracy nie znajdą, bo jej już nie będzie dla kierowców, górników, agentów celnych, radców prawnych i przedstawicieli setek innych profesji. Odcięcie się, izolacja rozwiniętych od niedorozwiniętych stanie się koniecznością, kwestią przetrwania, szekspirowskim być, albo nie być (jeśli kto lubi takie konstrukcje).

To nie jest wizja science-fiction. Ten proces już trwa. Co więcej, ten proces jest już badany naukowo. Przyszłość (niedaleka) państw rozwiniętych jest dość oczywista: czeka nas powrót do rozwiązań znanych ze starożytnego Rzymu, do społeczeństwa chleba i igrzysk, państwa utrzymującego swych obywateli poprzez szeroko rozumiane rozdawnictwo, administrowanego przez zamknięte, nieliczne grono możnych i władnych, którego decyzje zależeć będą od umiejętności wpływania na nastroje ogromnych rzesz plebsu, zwanego okazjonalnie ludem. Plebs ten, nosząc miano obywateli, w 100% zależeć będzie od państwowej dystrybucji.

Nowa rzeczywistość wymagać będzie nowej formy rządzenia, zarządzania. Nie będzie w niej wiele miejsca na demokrację, z pewnością nie na powszechną, której doświadczamy dzisiaj. Tych zmian nie da się na Zachodzie wprowadzić ot tak. Co innego w Chinach. Tam nowy porządek społeczny wprowadzany jest już dziś. System Sesame Credit ma być obowiązkowy dla wszystkich mieszkańców Chin od 2020 roku.

Gdybym był zwolennikiem teorii spiskowych – a przecież nie jestem – podejrzewałbym, że imigranci i terroryści, wszyscy ci obcy i niebezpieczni mają nas tu, na Zachodzie, przekonać do rozwiązań szybkich, być może radykalnych, ale znacznie skuteczniejszych niż jakieś pertraktacje i mało znaczące negocjacje. W tych okolicznościach utrata części swobód obywatelskich, demokratycznych jest niewielką ceną za poczucie bezpieczeństwa i realną ochronę ze strony państwa przed zagrożeniami takimi jak radykalni islamiści. Albo jacykolwiek radykałowie.

Sam chętnie poszedłbym na taki deal. Bez większego chyba roztrząsanie problemu. I to jest właśnie najgorsze. Bo – jeśli na to spojrzeć z odpowiedniego dystansu – to układ z samym Mefistofelesem. I raczej bez szansy na happy end. Wiadomo bowiem, że władza deprawuje. Władza w państwie cyrku i chleba będzie miała charakter absolutny. A władza absolutna deprawuje absolutnie. Historia dowiodła tego już po wielokroć.

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close