GospodarkaPolityka

Chiny ręcznie sterowane

Obiecałem sobie wykorzystać okres wakacji dla zintensyfikowania aktywności beta.chiny24.com, ale mając do wyboru przeglądanie, analizowanie bieżących informacji z Chin i bliskie spotkania z różnymi manifestacjami przyrody środkowoeuropejskiej w pełni upalnego lata, poddaję się urokom tych drugich bez walki. Nie tyle dlatego, że szkoda lata na pierdoły, co z pewnego znużenia faktem, że przepowiednie własne sprzed kilku sezonów sprawdzają się i w zasadzie nie pozostaje nic innego jak powtarzać: „a nie mówiłem?”.

W Polsce mamy oczywiście ważniejsze sprawy niż zastanawianie się nad sytuacja w Chinach. Jakoś tak się dzieje, że w Polsce mamy w nosie historie typu „globalizacja”. Niech tam się inni globalizują, my się w to włączać na poważnie nie zamierzamy. To w zasadzie wspólna wizja świata tzw. polityków polskich. Tak zwanych, bo z prawdziwymi nie mają wiele wspólnego. Oprócz posiadania wielkiego wpływu na to co się w państwie naszym dzieje. Prawdziwi politycy mają (mieli) wizję przyszłości w odniesieniu do sytuacji wewnętrznej i zewnętrznej, są (byli) wierni konkretnym ideom, zazwyczaj różnym od łatwo sprzedawalnych populistycznych pierdół, budzącym sprzeciw beneficjentów zastanego (i zastałego) układu sił. Nie mówiąc już o otwartym konflikcie z hierarchami najsilniejszego w danym państwie ruchu religijnego. Szczególnie to ostatnie charakterystyczne jest dla najwybitniejszych polityków w historii. W naszym prowincjonalnym państwie nie ma ani jednego aktywnego polityka, który dla dobra państwa byłby gotów na otwarty konflikt z górnikami i Kościołem. Nie ma też takiego, który zamiast opowiadać androny o wielkości Polski uświadamiał jej właściwy wymiar polityczny, ekonomiczny, a nawet historyczny, a poprzez takie działanie propagował właściwe wykorzystanie naszych stron mocnych i słabości. Właściwie zrozumiane słabości można przecież odpowiednio wykorzystać dla zdobycia przewag, nieprawdaż? No, ale do tego trzeba mieć i wizję i jaja.

Marudzę tak, ponieważ pisanie dzisiaj o sytuacji w Chinach i zagrożeniach, które ona niesie dla nas wszystkich w Polsce mieszkających nie ma większego sensu. Nowy Prezydent musi się najpierw oswoić z sytuacją, której przecież nikt przy zdrowym umyśle nie zakładał. To nie tak miało być. Nowy rząd, który objawi się po listopadowych wyborach poświęci co najmniej kilka miesięcy na czyszczenie i moszczenie sobie gniazda, a potem, w obliczu niemożności realizacji wszystkiego tego co naobiecywano krewkim emerytom, będzie intensywnie szukał winnych dobrze sobie znanej sytuacji. Układu, spisku, prowokacji wiadomych sił inspirowanych przez Moskwę, albo Berlin, że o Tel Awiwie nie wspomnę. Dla całego tego towarzystwa Chiny będą tak istotne jak rozważanie czy Pluton jest pełnoprawną planetą, czy jednak raczej nie.

Jeśli zniknięcie Plutona z listy planet nie będzie miało wpływu na nikogo w Polsce oprócz kilku astronomów i astrofizyków kochających to ciało niebieskie niczym członka rodziny, tak Chiny pogrążające się w „spowolnieniu gospodarczym”, mogą odbić się polskiej gospodarce, polskim firmom, ich właścicielom i pracownikom, czyli ogromnej części polskiego społeczeństwa, gorzko-kwaśną czkawką. Tak jak mówiłem i pisałem już kilka lat temu: Chiny nie są w stanie znaleźć nowego motoru dla swojej ekonomii. Nikt w Pekinie nie wpadł na genialną myśl jak i czym zastąpić niewyobrażalnie wielkie przychody z eksportu. Nie wpadł i nie wpadnie. Nie można poważnie myśleć o tym, aby produkcję (i profity z niej wynikające) dla 7 miliardów konsumentów na świecie (swoich i wszystkich nie-swoich) zrównoważyć/zastąpić siłą konsumpcji własnych obywateli w liczbie niespełna półtorej miliarda. To wielka liczba, fakt, ale wciąż zbyt mała.

Na dłuższą metę nużące jest powtarzanie, że Chiny są radykalnie różne od ich popularnego wizerunku medialnego. Że twierdzenia dotyczące ich wolności gospodarczej, analogii ich ekonomii do gospodarek państw takich jak USA, Niemcy, czy Japonia są tak prawdziwe jak niegdysiejsze założenie, iż Ziemia jest płaska. Przypomnę, że parę osób wywodzących, iż Ziemia jest kulą zostało skazanych na śmierć i pozbawionych życia na mocy wyroków światłych, prawych i sprawiedliwych sędziów, szanowanych, poważanych itd., itp.

Nuży powtarzanie, że Chiny nie są i nie będą gotowe na takie urynkowienie, którego doświadczyła Polska (tak, wiem: Balcerowicz musi odejść, Węgry mistrzem świata, Polska w ruinie, ograbiona przez złodziei sterowanych przez Żydów, Ruskich i Niemców…), że prędzej wrócą do sprawdzonych przez Wielkiego Sternika metod zarządzania państwem i społeczeństwem, niźli otworzą swój rynek wewnętrzny dla zagranicznych banków, instytucji finansowych, firm ubezpieczeniowych (tak, to również wiem: dobrze robią, że nie dopuszczają tych złodziei, tej banksterki, która doprowadziła nas do ruiny, itd., itp.).

Nuży wreszcie powtarzanie, że Chiny są ekonomią nieelastyczną, centralnie sterowaną, kierowaną, a właściwie manipulowaną ręcznie, bez możliwości powszechnego uruchomienia mechanizmów rynkowych, dla której jedynym źródłem sukcesu, ale i przekleństwem jest eksport bazujący na:

  • braku regulacji wewnętrznych (na przykład dotyczących ochrony środowiska naturalnego),

  • słabościach takich jak – ujmę to wprost – powszechna bieda wśród obywateli, i

  • prostym zabiegu ustalenia sztywnego kursy wymiany waluty własnej do waluty uznanej za najwartościowszą w skali świata, czyli do dolara amerykańskiego.

No i cóż…. Z tego całego gadania o indeksach, parametrach, tendencjach najpierw mieliśmy giełdowy rollercoaster wstrzymany ogromnymi pieniędzmi wpompowanymi w nakłonienie obywateli, aby kupowali jeszcze więcej akcji, a ostatnio decyzję, aby nieco osłabić wartość juana wobec dolara.

Nie jestem jedynym, który pamięta ten wieloletni okres panowania przelicznika 1,00USD = 8,63 RMB. Założę się, że nie jestem jedynym, który tamte czasy wspomina z rozrzewnieniem. Biznes w Chinach był podówczas prosty, przewidywalny, znakomity. Nie mam pewności, czy chciałbym powrócić do tamtych czasów. Mam za to absolutną pewność, że chce tego Pekin. Niemożliwe? Hmmm…. Zobaczymy!

Próby ręcznego sterowania procesami, które wymagają czasu, a których natura odrzuca takowe próby, zawsze kończą się źle. W przypadku Chin wystarczy wspomnieć tamtejsze problemy demograficzne. Wydaje się jednak, że chińscy przywódcy nie uczą się na błędach. A może się zwyczajnie boją, że nie ma czasu na czekanie. Bo po co czekać, skoro można po prostu obniżyć wartość własnej waluty jedną decyzją i sprawdzić jak to wpłynie na dynamikę eksportu? Jeśli reakcja okaże się zbieżna z założeniami, obniżanie wartości juana będzie kontynuowane. Właśnie tak. To ogromna zaleta ręcznego sterowania wszystkim i wszystkimi.

Leszek Ślazyk

 

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

2 thoughts on “Chiny ręcznie sterowane”

  1. ale nie jest mi z tym najlepiej. myślę, że to dopiero początek. będę pisał dzisiaj o tym. w zeszłym tygodniu chiny przez bank hsbc ogłosiły, ze nie będą już swiatową poduszką bezpieczeństwa. a to chyba oznacza jazdę bez żadnej trzymanki. patrzę sobie na shanghai composite index… był”czarny poniedziałek”, a po nim mamy „czarny wtorek”. ciekaw jestem, czy to oznacza początek „czarnego tygodnia”. tak, czy siak: ciekawe czasy….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sprawdź też

Close
Close