Polityka

Dokąd zmierzają Chiny?

 

Fascynująca jest powierzchowność postrzegania świata przez Zachód, którego jeszcze wciąż jesteśmy częścią. Nie dziwi mnie, że przeciętny zjadacz chleba z Lidla lub Biedronki nie doszukuje się prawdy, lub fałszu w odbieranych wiadomościach. Zaskakuje mnie jednak brak refleksji na przykład u osób zajmujących się zawodowo obserwowaniem i opisywaniem rzeczywistości. W zeszłym tygodniu szef wszystkich szefów z Pekinu przedstawił dość dokładnie dokąd zmierzają Chiny, u nas odebrano rzecz całą jako swoiste przedstawienie. No, bo przecież u nas politycy mówią jedno, a robią drugie, albo nic nie robią. Tyle, że w Chinach tak się nie dzieje od wielu, wielu lat. W Chinach rzeczy zapowiedziane się realizuje. Zatem dokąd zmierzają Chiny? Dokąd zmierzają Chiny?

 

Przewodniczący ChRL Xi Jinping zapowiedział wprost: do 2035 roku Chiny będą liderem w skali kontynentalnej (przy czym miał prawdopodobnie na myśli Azję z Europą i Afryką), aby w 2049 roku, w stulecie proklamowania Chińskiej Republiki Ludowej stać się globalnym hegemonem. Strachy na Lachy, można by pomyśleć biorąc pod uwagę relacje pomiędzy deklaracjami, a realizacją owych zapowiedzi przez „liderów” z naszego własnego podwórka. W przypadku Xi Jinpinga i jego drużyny mamy jednak do czynienia z ludźmi posiadającymi wizję i tą wizję konsekwentnie realizującymi. Czy Chiny są w stanie osiągnąć pozycję kontynentalnego i globalnego lidera? Tak. Co ciekawe, w wyniku zupełnie innych czynników, niż zakładają dzisiaj obserwatorzy obciążeni kliszami, stereotypami, powierzchownością obserwacji i osądów. Dokąd zmierzają Chiny?

 

Wiele z tego co powiedział Xi Jinping podczas trwającego 3 i pół godziny przemówienia otwierającego XIX Zjazd Komunistycznej Partii Chin odebrane zostało przez Zachód jako groźne pomruki o ofensywnym charakterze. I takimi miały się jawić. W rzeczywistości zaś – tak sądzę – Chiny wcale nie mają zamiaru prowadzić działań ofensywnych, nie chcą się wikłać w sytuacje, w które uwikłały się Stany Zjednoczone, nie zamierzają być jakimś globalnym żandarmem, który będzie rozdzielał zwaśnione strony w różnych zakątkach świata, który będzie na ten cel poświęcał (tracił) góry pieniędzy i ryzykował kapitałem polityczno-dyplomatycznym. O, nie! Chiny z jednej strony będą się sukcesywnie (ale bardzo, bardzo szybko) zamykać na świat zewnętrzny, izolować od niego na tyle, na ile to konieczne i dla Chin bezpieczne (wymiana handlowa trwać musi), z drugiej zaś czekać będą cierpliwie na efekty coraz powszechniejszego na Zachodzie chaosu, niemocy decyzyjnej, braku podzielanej przez społeczności międzynarodowe wspólnej wizji przyszłości. Dokąd zmierzają Chiny?

 

W sposób zupełnie niezauważalny przez świat Chiny budują integralny system, którego kręgosłupem i układem nerwowym jest System Oceny Społecznej, dziś dobrowolny, a od 2020 roku obowiązkowy dla każdej osoby fizycznej jak i prawnej zarejestrowanej w ChRL. Będzie to wszechobecny system kontroli, ale jednocześnie zarządzania. Ludźmi, firmami, wszystkim. Równocześnie powstaje w Chinach system, a może nawet bardziej idea natychmiast wprowadzana w życie, czyli obrót bezgotówkowy. Gotówka znika z chińskiego życia w stopniu zupełnie niewyobrażalnym, a do tego prawie w ogóle nie obserwowanym na Zachodzie. Jestem pewien, że nikt nie ma na ten temat jakichkolwiek rzetelnych danych. Chiny jednocześnie wzmacniają się militarnie. Tyle, że to wzmocnienie ma znów charakter bardziej defensywny, niż (wbrew temu jak się go odczytuje) ofensywny. Poprzez dominowanie słabych sąsiadów (Kazachstan, Rosja), Chiny uzyskują od Zachodu coraz większy bufor terytorialny, gdzie można rozgrywać najdziksze bitwy, bez żadnego wpływu na żywotną tkankę państwa. Od wschodu Chiny budują sojusze i betonowe wyspy, które stają się obronnym murem odsuniętym od właściwego terytorium państwa. Chiny kładą ogromny nacisk na to, aby całe uzbrojenie Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej było Made in China. Po co? W ten sposób trudno będzie komukolwiek ocenić prawdziwy potencjał chińskiego uzbrojenia. Czy szajby najgrubszego dziecka Korei Północnej Kim Dzong Una są wyłącznie jego osobistymi szajbami? Być może. Ale być może są punktem odniesienia dla strategów państw Azji, Europy i obu Ameryk. Dzisiaj mówi się w USA głośno, że niedoceniono efektów prac KRLD w zakresie rozwoju broni jądrowej i środków jej przenoszenia. Senat USA na poważnie dyskutuje o potencjalnym zagrożeniu ze strony KRLD. A to małe, biedne państewko. Chiny, nie uczestniczące w żadnych układach rozbrojeniowych, od początku lat 50. XX wieku nieustannie pracują nad stworzeniem i rozwojem wszelkich odmian broni jądrowej (atomowej, wodorowej, neutronowej), wiadomo również, że posiadają rakiety o parametrach i zasięgach, którymi nie dysponują ani USA, ani Rosja, między innymi przez wzgląd na podporządkowanie się układom rozbrojeniowym, ale również w efekcie niekorzystnych uwarunkowań ekonomicznych. Dokąd zmierzają Chiny?

 

Chiny zamknięte w skorupie Systemu Oceny Społecznej, oderwanego od globalnych zawieruch systemu finansowego, otoczone wałem realnego potencjału militarnego wzmocnionego niepewnością co do jego prawdziwej skuteczności, mogą stworzyć swego rodzaju gigantyczny wehikuł, czy arkę, która zapewni Chińczykom Ludowym spokój, którego gwarancją dla jednostek i organizacji, będzie zwyczajne podporządkowanie się regułom. Jednostki i organizacje podporządkowane systemowi otrzymywać będą od państwa coraz więcej. Ot chocby, co zapowiedział Xi Jinping, mieszkania i przestrzeń do pracy. Ludzie wszędzie na świecie uwielbiają spokój. Pragną przewidywalności. Są w stanie oddać za to wiele. A już na pewno jakie tam drobne wolności, czy na przykład szczerość osądów. Pamiętam to z lat wczesnej młodości. Dorośli między sobą mówili jedno, w pracy, czy publicznie zupełnie co innego. Wtedy te zachowania były już w zaniku, żeby w 1980 roku nagle odejść do lamusa (z którego się je wyciąga coraz częściej). Wtedy z uległości wobec rządzących niewiele wynikało. W chińskim systemie sprawy się będą miały zgoła inaczej. W tym projekcie od uległości zależeć będzie każdy aspekt ludzkiej egzystencji, nie tylko w wymiarze osobistym, ale również w odniesieniu do najbliższych (dzieci, partnerów, rodziców, rodzeństwa, dalszych krewnych i znajomych). Władza zaś mając względny spokój wewnątrz państwa będzie mogła skuteczniej „zarządzać chaosem” na zewnątrz. Czym gorzej będzie się działo poza granicami ChRL, tym lepiej będzie dla Chin Ludowych. Społeczeństwo chińskie zza niewidzialnej ściany (Niewidzialnego Muru Chińskiego) będzie obserwować zawieruchy na świecie (gdyby nie XIX Zjazd, tragedia z Las Vegas byłaby w Chinach wałkowana od rana do nocy) i porównywać z tym czego doświadcza u siebie. Już dzisiaj przecież w wielkich miastach Chin kradzieże, napady, porwania dzieci nie mają większego sensu, system monitoringu (przyszły element Systemu Oceny Społecznej) dostrzega wiele, pozwala łapać przestępców z niewiarygodną skutecznością i szybkością. A będzie jeszcze szybciej i skuteczniej. Do tego stałe dochody (dostępne w telefonach, czy urządzaniach, które je zastąpią w przyszłości), możliwość uzyskania mieszkania komunalnego, itd.., itp. Kraina ogólnej szczęśliwości po prostu. Społeczność międzynarodowa zaś w tym wehikule, w tej arce spokoju i prosperity upatrywać będzie swojego wybawienia, swojego raju. Mając do wyboru niestabilność, chaos rzeczywistości demokratycznej i spokój na chińskich zasadach, bardzo chętnie przyjmie tą drugą opcję. Tyle, że Chiny, mając na uwadze doświadczenia ZSRR i USA, ale również swoje własne, nie będą dążyć do uczynienia swoich satelitów krainami błogostanu. Uzależnią ich od siebie, ale jednocześnie pozostawią własnemu losowi. Przecież i dzisiaj Pekin nie ma ambicji takich jak USA wobec państw trzecich. Nie narzuca im swojego modelu sprawowania rządów, sprawowania władzy. Nie, nie. Chinom Ludowym jest to obojętne, czy na czele danego państwa stoi oszalały satrapa, religijny fundamentalnie przywódca, czy liberalny demokrata. Istotne jest wyłącznie to, czy z danym państwem Chiny są w stanie realizować swoje, wyłącznie swoje zamierzenia. Dokąd zmierzają Chiny?

 

Dokąd zmierzają Chiny? Chiny dążą konsekwentnie do odzyskania pozycji jaką miały przed wojnami opiumowymi, czyli przed latami 40. XIX wieku. Chcą być Państwem Środka, centrum tego co pod niebem. Tak jak pięknie to pokazuje delikatnie skorygowany ekran startowy WeChata. Jeszcze we wrześniu jego centralnym elementem było satelitarne zdjęcie kuli ziemskiej, z Afryką w centrum. Zdjęcie pochodziło z archiwów NASA. Obecnie na ekranie startowym WeChata widnieje zdjęcie satelitarne wykonane przez chińskiego satelitę. Na środku tego zdjęcia widnieje obszar Chin. Drobiazg, którego nikt by nie zauważył, gdyby rzecz nie została ogłoszona przez właściciela WeChata, czyli firmę Tencent. Drobiazg, ale jakże znamienny. Tak jak z tym zdjęciem: właściwie nikt nie zauważył, że centrum świata nieustannie przesuwa się do Chin. Dokąd zmierzają Chiny?

 

Czy ktoś ten ruch jest w stanie powstrzymać? No cóż. Dzisiaj Chiny musiałyby się przewrócić o własne nogi, żeby istotnie realizacje projektu zahamować, lub wręcz go zatrzymać. Bo któż mógłby Chinom przeszkodzić z zewnątrz? I kto miałby w tym przeszkadzaniu interes? Stany Zjednoczone mają swoje problemy. Rosja na sporze z Chinami nic nie ugra. Europa odchyla się w prawo i chce się dzielić na małe, ale za to niezależne, niepodległe, niezawisłe byty. Dumne i słabe. Dokąd zmierzają Chiny?

 

A co ewentualnie wynika z tego dla nas? Nie mam bladego pojęcia. Pozostają mi wyłącznie przeczucia. A te są po prostu złe. Nie mamy wiedzy na temat samego procesu, ignorujemy wręcz jego obecność, nie orientujemy się w szybkości jego progresu, jak więc możemy przewidywać jego detaliczne następstwa? Wydaje się, że biorąc pod uwagę nasze położenie geograficzne, potencjał gospodarczy i obronny, powinniśmy z całych sił wiosłować w kierunku sojuszu o podstawach ekonomicznych, najlepiej ze wspólna walutą, a z pewnością ujednoliconą polityką gospodarczą, bo przez chińskie lornety to najważniejsze wyznaczniki wagi partnerów. Ale ostatnio nacisk kładziemy głównie na dumę. Ta zaś nas prędzej, czy później ustawi w kolejce klientów Chin Nowej Ery. Gdzieś pomiędzy Wielką Brytanią, a Serbią.

 

Tymczasem więc nie pozostaje nam nic innego jak biernie przyglądać się dokąd Chiny zmierzają. Do najbliższego wyznaczonego punktu kontrolnego pozostało nam 18 lat. Eeeee…. To kupa czasu jest! To w sumie nie ma się czym przejmować, czym sobie głowy zaprzątać, co nie? Dokąd zmierzają Chiny?

 

Leszek Ślazyk

.

.

.

.

.

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

2 thoughts on “Dokąd zmierzają Chiny?”

  1. Dziękuję za możliwość przeczytania tak głębokiej, mądrej, trafnej i wyważonej analizy.

    Panie Leszku – świetna robota !!!

     

    Pozdrawiam serdecznie

     

  2. Dziękuję z rumieńcami zawstydzenia. Coś poważniejszego (i głębszego) powstanie niebawem. Pod warunkiem, że z tym projektem nie zwyciężą nieznośne bieżączki.

    Pozdrawiam równie serdecznie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close