PolitykaSpołeczeństwoTechnologie

Ostatnie wieści z Chin: kontrola 2.0

Ostatnie wieści z Chin przypomniały mi pewna historię sprzed bodaj dwóch lat. Zgłosiła się do mnie firma (ponoć spora) zajmująca się sprzedażą gier komputerowych w sieci, a zainteresowana wejściem na rynek chiński. Biznes dość oczywisty w czasie kiedy wszystko znika z fizycznych nośników i przepada gdzieś tam w digitalnej chmurze. „Opcja chińska” przy założeniu, że z internetu korzysta tam kilkaset milionów użytkowników, wydała mi się jeszcze bardziej słuszna. Podczas pierwszej rozmowy telefonicznej z ludźmi z tej firmy poruszyłem dwa istotne (według mnie) problemy stojące przed firmą zagraniczną chcącą działać w chińskim internecie, sprzedawać w chińskiej sieci gry: po pierwsze trzeba to robić z Chin, bo legalnie istnieć w chińskiej sieci mogą wyłącznie podmioty zaaprobowane przez chiński Urząd Bezpieczeństwa Publicznego (a zatem zarejestrowane w Chinach, a nie na przykład w Hong Kongu), po drugie wszystkie gry, jako twory posiadające treści, muszą przed dopuszczeniem do sprzedaży w Chinach uzyskać aprobatę lokalnego urzędu, w przypadku gier video Ministerstwa Kultury ChRL.

Rozmawialiśmy z tymi ludźmi wielokrotnie, trwało to tygodniami. I każde kolejne spotkanie utwierdzało mnie w przekonaniu, że nie wierzą mi, że są przekonani, że demonizuję. Postanowili sprawę załatwić po swojemu. Jeśli się nie mylę oprócz naprawdę sporych wydatków przez te dwa lata nie uzyskali nic. Dzisiaj swoich tez nie muszę starać się udowadniać. Wystarczy zajrzeć do portali chińskich i zagranicznych, żeby się zorientować, że proces zwiększania kontroli nad przebiegiem informacji, publikacjami (w tym i grami komputerowymi), widowiskami, a przede wszystkim internetem osiąga kolejny, bardziej zaawansowany poziom.

Ministerstwo Przemysłu i Technologii Informacyjnych wydało 13 lutego „Rozporządzenie dotyczące zarządzania usługami w zakresie publikowania w internecie”, na mocy którego od 10 marca ChRL zagraniczne firmy, jak również ich spółki działające w Chinach nie będą uprawnione do publikowania w sieci „prac kreatywnych”, poprzez które rozumiane są gry, animacje, komiksy, nagrania dźwiękowe oraz realizacje video. Nowa regulacja opublikowana i opracowany przy udziale Państwowej Administracji Prasy Publikacji, Radia, Filmu i Telewizji (czyli odpowiednika PRL-owskiej cenzury) ma na celu wzmocnienie kontroli urzędów centralnych nad treściami rozpowszechnianymi w internecie w dowolnej postaci. Oznacza ona również, że w praktyce w chińskiej sieci działać będą mogły te firmy dostarczające informacji i rozrywki, które w 100% są firmami chińskimi.

Nowe rozporządzenie znosi zapisy regulacji wprowadzonych w tym zakresie po wstąpieniu Chin do WTO w 2001 roku. Dzisiaj wszystkie chińskie firmy, które na mocy przepisów z 2001 roku współpracują z firmami zagranicznymi lub spółkami joint-venture tych firm, lub z osobami fizycznymi nie będącymi obywatelami ChRL będą mogły kontynuować współpracę dotyczącą publikowania w sieci „dzieł kreatywnych” (gry, animacje, komiksy, nagrania dźwiękowe oraz realizacje video) wyłącznie po uzyskaniu oficjalnej aprobaty Państwowej Administracji Prasy Publikacji, Radia, Filmu i Telewizji. Lokalne rządy zostają zobligowane do monitorowania działania firm zajmujących się publikowaniem „dzieł kreatywnych” w sieci, a co więcej zostaje na nie nałożony obowiązek dokonywania w takich firmach odpowiedniego audytu co najmniej raz w roku.

W przypadku firm handlującymi grami video (komputerowymi) ich dopuszczenie do obrotu w chińskiej sieci wymagać będzie prawdopodobnie uzyskania aprobaty Ministerstwa Kultury ChRL oraz pozwolenia urzędu cenzora.

Wszystkie firmy działające w internecie i publikujące tam dowolnego rodzaju kontent zobowiązane są do pracy poprzez serwery znajdujące się na terenie ChRL oraz o przechowywanie danych na nośnikach znajdujących się również w granicach Chin Ludowych. Dane użytkowników serwisów jak również teksty, zdjęcia, nagrania audio i video, mapy, gry, animacje, etc. mają być w każdej chwili dostępne dla urzędników kontrolujących działalność firm internetowych.

Firmy publikujące treści w internecie zostają zobligowane do „samokontroli” (czytaj: autocenzury), której celem jest niedopuszczanie do publikowania, powielania treści mogących:

  • uderzać w jedność narodową, suwerenność i integralność terytorialną;
  • ujawniać tajemnice państwowe, narażając bezpieczeństwo narodowe, narodowy honor lub interesy;
  • inicjować nienawiść lub dyskryminację, podważać narodową jedność, dezawuować etniczne zwyczaje lub tradycje;
  • rozsiewać pogłoski, zaburzające porządek publiczny lub grożące stabilności społecznej;
  • obrażać lub oczerniać innych, naruszając ich prawa;
  • zagrażać społecznej moralności czy narodowym tradycjom kulturalnym.

W dłuższej perspektywie to działania bez sensu. Dla firm zagranicznych działających w Chinach to rok w tył. Dla samych Chin również, bo starając się zapanować nad żywiołem jakim jest internet, tworzą bariery dla zagranicznych inwestorów, a również dla nowych technologii, które z tymi inwestorami do Chin Ludowych powinny docierać w ilościach znacznych. Dla wielkich agencji informacyjnych takich jak Bloomberg, Reuters, czy AP nowelizacja przepisów nie ma większego znaczenia. Chińskie wersje językowe ich serwisów internetowych już od dawna są blokowane. Mniejsze firmy zagraniczne, znane mniej, lub w ogóle, które zasmakowały chińskiego rynku znajdą sposób na ominięcie nowych przepisów. Same, lub z pomocą chińskich partnerów. Bo przecież po to są takie przepisy, aby je omijać. Internauci, którym utrudnia się dostęp do wiadomości, gier, komiksów, animacji, dźwięków i obrazów też znajdą sposób, aby pokonać „Great Fire Wall”. Bo owoc zakazany lepiej smakuje, szczególnie jeśli faktycznie smaczniejszy, niż ten dostępny bez przeszkód.

A co nowe regulacje oznaczają dla firmy wspomnianej na wstępie? Pewnie kolejne dwa lata starań. A może i więcej jeśli cierpliwości starczy i zawziętości w obstawaniu przy swoim, że Chiny Ludowe są dokładnie takie same jak Polska, Anglia, Niemcy, czy Stany Zjednoczone, tylko, że w Chinach. Nie są. Dzisiaj, jak i dwa lata temu, jak i również kiedykolwiek wcześniej.

Leszek Ślazyk

Źródła: techinasia.com, SCMP, Puls Biznesu, beta.chiny24.com

 

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

2 thoughts on “Ostatnie wieści z Chin: kontrola 2.0”

  1. Kiedyś w tzw.  mainstreamie to była oczywista oczywistość,  że Chiny są odmienne, czyli straszne. Od jakiegoś czasu są cool, wolność gospodarcza, te sprawy. I tak się biedne Polski tłuką od ściany do ściany. Trafne zrozumienie chińskiej szansy na starcie to połowa sukcesu. Sukcesu,  którego nadal na dobrą sprawę nie ma.

  2. Sukcesu nie ma i nie będzie. Biorąc pod uwagę dynamikę zmian w ChRL zanim cokolwiek konstruktywnego wydarzy się w tej kwestii nad Wisłą, Chiny będą już zupełnie inne, zupełnie w innym miejscu, zupełnie – być może – w innym czasie. Zresztą problem braku właściwej oceny, strategii, ba nawet taktyki nie dotyczy wyłącznie Chin. To taka smutna konsekwencja patrzenia na świat okiem podmiotu o najwyższej randze międzynarodowej wprawianym na siłę w organizm państwa peryferyjnego i w tą peryferyjność coraz mocniej wpychanego. To niezmienne przeświadczenie, że jak się gdzies pojedzie, coś podpisze, komuś poda rękę, to reszta już się sama zrobi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sprawdź też

Close
Close