Polityka

Xi Jinping, czyli rycerz na białym koniu

Pisząc całkiem niedawno, że sezon ogórkowy to czas najlepszy, aby zająć się poważnymi sprawami  wywołałem wilka z lasu. Chińskie media od kilku tygodni pełne są tematów, których w czasie letniej kanikuły nie chce mi się dotykać. Natura korzysta ze swojego repertuaru: trzęsienie ziemi, huragany, osunięcia ziemi. Ludzie nie pozostają w tyle: raport na temat wzrostu liczby samobójstw wśród starych Chińczyków, kreowanie wewnętrznego zagrożenia terrorystycznego, eksplozje gazu w urągających normom fabrykach, i tak dalej, i tak dalej. Nie pozostaje zatem nic innego jak wziąć na celownik korupcję. Tym bardziej, że wiele się w tej materii dzieje.

W ostatnich dniach można w chińskiej prasie odnaleźć coraz więcej sygnałów świadczących o rosnącym napięciu pomiędzy Xi Jinpingiem oraz „tygrysami” i „muchami”. Tygrysami nazwano wysokich rangą urzędników państwowych (a zarazem prominentnych członków KPCh najwyższych szczebli), muchy zaś to chmary urzędników piastujących stanowiska na samym dole drabiny partyjnej. Cechą wspólna jednych i drugich jest korupcja i nadużywanie władzy.  Napięcie to zdradził sam Xi Jinping podczas spotkania z członkami Biura Politycznego KPCh 26 czerwca tego roku. Według poniedziałkowej relacji  internetowego wydania Changbaishan Daily prezydent Chin miał oświadczyć członkom Politbiura, że położył na szali walki z korupcją „swoje życie, swoją śmierć, a także swoje dobre imię”. Miał skrytykować tych liderów partyjnych, według których kontynuowanie akcji antykorupcyjnej przez Xi skończy się chaosem wewnątrz KPCh, a główną ofiarą tegoż będzie sam Xi Jinping. Prezydent Chin, jednocześnie szef chińskiej partii komunistycznej oświadczył wprost, że nie boi się tego typu gróźb. „A cóż niby mam do stracenia?” miał zapytać swoich towarzyszy.

Walka z korupcją w Chinach Ludowych to zjawisko wielowymiarowe. Xi Jinping walcząc z korupcją walczy z systemem stworzonym przez jego poprzedników z Deng Xiaopingiem na czele. Przez ponad 20 lat członkowie partyjnych kadr wszystkich szczebli korzystali z reform wprowadzonych przez Denga. Teraz maja się z własnej woli pozbawić wszystkich przywilejów na rzecz…. No właśnie, co proponuje im Xi? Ideały pierwszych komunistów. Xi Jinping coraz częściej jest bowiem, przez to co mówi, na co się powołuje, postrzegany jest jako człowiek wyżej ceniący wkład Mao Zedonga niźli Deng Xiaopinga w nadanie partii komunistycznej mandatu jedynowładztwa w Chinach. Xi Jinping w swoich publicznych wystąpieniach nakłania by czerpać jak najwięcej z doświadczeń pierwszych 30 lat istnienia Chińskiej Republiki Ludowej, a zatem z okresu panowania Mao. To jak stawianie orzechów przeciw dolarom….

Problemem największym Xi Jinpinga jest jego świadomość sytuacji obecnej, oraz umiejętność przewidywania przyszłości. W odróżnieniu od tysięcy swoich towarzyszy on wie, że tak jak to miało miejsce za czasów cesarzy, korupcja i nieustanne nadużywanie władzy przez prominentów z centrali i najdalszych prowincji prowadzi do polaryzacji pomiędzy aparatem władzy, a społeczeństwem, narodem. Polaryzacja zaś oznacza rosnące napięcie zawsze skutkujące erupcją, rewolucją. Większość chińskich aparatczyków nie dostrzega problemu. Oni wierzą święcie, że rola KPCh w Chinach jest nienaruszalna, że nie ma takiej możliwości, aby ktoś na partię podniósł rękę i władzę jej odebrał. Nie rozumieją, że zmiany mogą przyjść z wnętrza KPCh, z jej dołów. Że gdzieś tam wśród 80 milionów członków partii może pojawić się trybun ludowy, który pociągnie za sobą masy. Te masy, które widzą codziennie łapczywie dorabiających się funkcjonariuszy i swoje miejsce bez szans na dostęp do owoców ekonomicznych przemian kraju.

Wydawać by się mogło, że przynajmniej członkowie najwyższych władz KPCh winni rozumieć swojego szefa i w pełni go wspierać, właśnie po to, aby zapewnić sobie dożywotni spokój, władzę dla siebie i dla swoich dzieci na wiele pokoleń. Partia to jednak nie monolit. Xi Jinping jest członkiem grupy „książątek”, dzieci i wnuków pierwszej generacji przywódców ChRL, której patronuje Jiang Zemin. Z kolei premier Li Keqiang to frankcja Ligi Młodzieżowej, gdzie najznaczniejsza figurą jest Hu Jintao. I gdyby frakcyjne podziały kończyły się tutaj, sprawa byłaby prosta. Chiny jednakże to sieć nieformalnych powiązań, guanxi, której funkcjonują w życiu przeciętnych Chińczyków, ale wśród ludzi władzy mają znaczenie szczególne. Jeśli więc ostrze kampanii antykorupcyjnej wymierzone zostaje w któregoś z funkcjonariuszy, dotyka interesów całej grupy ludzi znajdujących się na różnych szczeblach władzy i mających bardzo różne, złożone powiązania.

Xi Jinping idzie po kruchym lodzie. W minioną niedzielę w magazynie Trybuna Ludowa, periodyku wydawanym przez Dziennik Ludowy ukazała się seria artykułów napisanych przez 13 chińskich naukowców, członków Chińskiej Akademii Nauk. Wszyscy autorzy podkreślają rosnące ryzyko „kontrataku” ze strony „much” i „tygrysów”, które czując śmiertelne zagrożenie mogą zewrzeć szeregi, by walczyć o przetrwanie. Publikacja tych artykułów wywołała natychmiast wiele podobnie brzmiących komentarzy: kampania antykorupcyjna wywołuje ogromny opór wewnątrz organizacji. Czym wyżej sięgają ręce partyjnych prokuratorów z Wydziału Dyscypliny, tym więcej determinacji pojawia się wśród potencjalnie zagrożonych.

A zagrożony jest każdy. Bo w KPCh tylko ryba nie bierze. No i Xi Jinping. Okazuje się bowiem, że nikt nie może znaleźć konkretnego haka na prezydenta. Jakikolwiek ślad powiązań korupcyjnych Xi Jinpinga z kimkolwiek w Chinach lub poza nimi zostałby wykorzystany przez jego przeciwników. Nawet za cenę poświęcenia sojuszników. Ale haka nie ma, co więcej, rosną obawy, że nie będzie.

Jeśli Xi Jinping jest faktycznie „krystalicznie czysty” stanowi dla „much” i „tygrysów” śmiertelne zagrożenie. I jak powiedział ktoś tuż przed objęciem przez niego stanowisk prezydenta ChRL, szefa partii i naczelnika sił zbrojnych może stanowić poważne wyzwanie dla świata. Jeśli Xi jest czysty, to bez wątpienia jest idealista, wiernym ideałom swoim i partii w jej pierwotnej formie z czasów powstawania Chińskiej Republiki Ludowej. Xi Jinping to jednak pojedynczy człowiek. Nawet jeśli posiadający ogromna władzę. Bez wiernych pretorian nie jest w stanie osiągnąć swoich celów.

Czy zgromadzi wystarczającą liczbę pretoria, no i skąd ich weźmie, takich czystych i oddanych idei jak on sam? Teoretycznie w kraju, gdzie mieszka 1 miliard 350 milionów ludzi nie powinno to stanowić problemu. W praktyce to przesiewanie ziarenek piasku w poszukiwaniu tych najwartościowszych. A czas płynie.

Leszek Ślazyk

Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

2 thoughts on “Xi Jinping, czyli rycerz na białym koniu”

  1. ZangZemin to frakcja wsperajaaca zachod i poludnie a nieksiazatka, to frakcja BoXilaia wraz z ZouYonkangiem ktorego aresztowano w zeszlym tygodniu, natomiast HuJintao to frakcja wspierajaca obecnego prezydenta, podzial wladzy w Chianch jest bardzo prosty, sekretarze poprzednich przywodcow zostaja przywodcami, dodatkowo jest aspekt armii ktora ma we wladaniu potezne polacie ziem, i niewielu wie ze 3/4 Shanghaiu nalezy do wojska, scieraja sie frakcje pekinskie oraz lokalne; mapa polityczna obecnych Chin nie rozni sie niczym od map z czasow 3 krolestw, mali i duzi walcza o wplywy lokalne i centralne, to trudna gra do wybalnsowania, gdyz trzeba i Pekinowi swieczke i lokalnemu tygrysowi ogarek…co do XiJingpina juz dawno opublikowano i szybko wyciszono kontakty z Evegreen Bank Corp ktory to rodzina Xi kontroluje wraz z poteznymi nieruchomosciami w HK…ale to juz inna bajka

  2. Czyli układ niby jasny, ale po prawdzie wcale nie prosty. Tu nie ma akcji bez reakcji. Xi wyzwał na pojedynej różne siły w Chinach. Kosztem ustępstw na rzecz armii. Bez niej nie miałby najmniejszych szans. I nie chodzi wcale o siłę zbrojną, ile o sieć układów chińskiej generalicji. Układ stworzony przez Denga nie pozwala na pojawienie się nowego Mao. Ale jak pisze Jonathan Fenby w „Will China Dominate the 21st Century?” jest on największym kłopotem dzisiejszych Chin. Ten galimatias wpływów, dominiów, przywilejów jest chyba nawet gorszy od polskiego systemu ubezpieczeń społecznych :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close