PolitykaPolska

16+1, czyli Chiny i reszta

Od czego by tu zacząć? Trudno podjąć decyzję kiedy naraz tyle myśli tłucze się po głowie. Oczywiście w sprawie wizyty Prezydenta RP w Chinach. Może więc na początek nieco o mediach, tych „reżimowych” i tych „wolnych”, bo to rzecz zabawna, zalatująca groteską.

Media w Polsce już dawno utraciły walor informacyjny. Moim ideałem byłaby chociaż jedna stacja informacyjna, jeden portal informacyjny, jedno informacyjne radio, które po prostu podaje informacje o wydarzeniach. Bez komentarzy. Od jakiegoś czasu zaś wszelkie wiadomości przekazywane w Polsce muszą być okraszone komentarzem, albo same w sobie zawierać odpowiedni format, ten „reżimowy”, albo ten „wolny”. Odbierający wiadomości tak skrojone dają się sukcesywnie formatować i dołączają albo do zwolenników „reżimu”, albo do „wolnych” i bezkrytycznie powtarzają treści zasysane z telewizora, radia, internetu zawsze ustawionego na konkretną stację, czy listę portali. Dlatego też w przypadku wizyty Prezydenta RP mieliśmy do czynienia z dwiema skrajnymi opcjami: „reżimowe” media (czyli te, które już nie są mediami obozu władzy, bo kto inny władzę ma) kwestię pięciodniowej wizyty głowy państwa obleciały kilkoma migawkami, jakby w zasadzie sprawy nie było. Z kolei wszelakie emanacje mediów „niezależnych”, „niepodległościowych”, „patriotycznych” (których aktywiści zdają się myśleć, że właśnie wyzwalamy się z zaborów, albo, że wczoraj pokonaliśmy Niemców, albo może właśnie co padła komuna…) wpadły w histeryczną euforię nadając pobytowi Prezydenta RP w Chinach rangę historyczną, równą przekroczeniu Rubikonu przez Cezara, czy zwycięstwu Nelsona pod Trafalgarem. Wydawcy „reżimowi” wykazali się małostkowością, brakiem zrozumienia idei informacji rzetelnej. Andrzej Duda był jedynym politykiem tej rangi przybywającym na szczyt do Chin, co odnotowały media chińskie. A skoro z woli narodu (bez względu na mądrość, czy racjonalność takiego wyboru) Andrzej Duda został Prezydentem RP, to jego obecność w Chinach, do tego kilkudniowa powinna w codziennych relacjach być widoczna jako informacja istotna, nie zaś marginalna. Redaktorzy i dziennikarze „patriotyczni” poszli bezkrytycznie w drugą stronę. W ciągu kilku dni wykreowali obraz męża stanu, który dokonał przełomu w relacjach pomiędzy dwoma wielkimi krajami o równorzędnej randze na arenie międzynarodowej, któremu chińscy gospodarze poświęcili całe mnóstwo uwagi widząc w Andrzeju Dudzie nadzieję na zacieśnienie wzajemnych relacji gospodarczych. Media „reżimowe” nie powiedziały wiele. I to bardzo źle świadczy o ludziach tam podejmujących decyzje. Media „niezależne” wygenerowały tyle potwornych bzdur, że brak i szkoda słów. Gdyby bowiem przytaczać kolejne informacje trzebaby zdecydowanie stwierdzić, że diagnoza Kazika jest prawdziwa i jesteśmy „narodem specjalnej troski”. Ot chociażby takie drobiazgi:

Prezydent RP leci do Chin na rozmowy o kasie, ale leci w bluzie marki „Red is bed” („Czerwone jest złe”). Taki miałby to być psikus, mrugniecie oczkiem, że chcemy od Chińczyków kasę, ale jednocześnie brzydzimy się ich państwem, systemem, ideologią?

Prezydent RP wygłasza mowę, w której podkreśla się wolę pełnej współpracy i zaangażowania w chińskie projekty finansowe, infrastrukturalne, etc. Jednocześnie wiadomo, że część tych projektów konstruowana jest przez Pekin w opozycji do Stanów Zjednoczonych. A z tego co twierdzą przedstawiciele nowej władzy, to w Stanach właśnie upatrywać mamy naszego najważniejszego sojusznika.

Prezydent RP cieszy się ogromnym zainteresowaniem chińskich mediów, jest chętnie pokazywany, udziela wywiadów państwowej telewizji, co przez „patriotów” odbierane jest jako dowód wielkiego szacunku dla Prezydenta, no i dla nas, dla Polaków. Tymczasem nikt zdaje się nie zauważać, że wszystkie te materiały służą chińskiej propagandzie, że wszystkie te wywiady kroi się tak, aby pokazać swoim obywatelom, jak i również obywatelom innych krajów, iż Prezydent RP legitymuje władzę komunistów w Chinach.

I tu jakaś gigantyczna sprzeczność się pojawia: przecież Prezydent RP obecnie sprawujący urząd jest ponoć z opcji szczególnie antykomunistycznej. Ale i na to znalazły się w „patriotycznych” mediach objaśnienia: Chiny wcale nie są komunistyczne, tylko są kapitalistyczne. No i problem z bańki.

Jakoś nikt nie zwrócił baczniejszej uwagi na nazwę szczytu w Suzhou: 16+1. Jak mi się wydaje część „niekneblowanych” uznała, że nazwę tą można wyjaśnić tak: oto w Chinach dochodzi do spotkania 16 państw i Polski reprezentowanej przez samego Prezydenta RP. Taki przynajmniej wniosek można wysnuć z tej lawiny euforycznych relacji i komentarzy. Prawda zaś jest taka, że w szczycie tym brało udział 16 delegacji państw dawniejszych „demoludów”, w tym Polski, które zabiegają o chińskie zainteresowanie, głównie gospodarcze. Na skutek koszmarnych i niewybaczalnych błędów otoczenia premiera Donalda Tuska, a potem premier Ewy Kopacz, Polska już dawno utraciła pozycję „najważniejszego partnera Chin w regionie”. Taka pozycję mieliśmy w 2012 roku, kiedy to do Warszawy przybył żegnający się z urzędem premier Chin Wen Jiabao pozostawiając w formie schedy 12 punktowy plan kooperacji pomiędzy Chinami a państwami Europy Środkowo-Wschodniej. Wtedy „reżimowi” robili równie wielki szum i medialną szopkę jak dzisiaj „niepodlegli”. A po kilku dniach po szczycie warszawskim kurz opadł i zajęto się innymi sprawami. Kilka miesięcy później do Chin poleciała polska delegacja rządowa. Chińczycy oczekiwali 12 zespołów, które odniosłyby się do propozycji przedstawionej przez Wen Jiabao. Zamiast tego Polacy po prostu przyjechali z jakąś suchą gadką o żywności i czymś tam jeszcze, co chcieliby Chińczykom sprzedać. Rok później szczyt Chiny – Europa Środkowo-Wschodnia odbył się w Bukareszcie. Delegacja polska została potraktowana tam marginalnie. Chińczycy zajęli się delegacjami państw, które wykazały się większą od naszej aktywnością, przede wszystki Serbią i Węgrami, które z 12 punktowego projektu chińskiego wybrały sobie ten o budowie infrastruktury za chińskie pieniądze, a konkretnie odbudowie linii kolejowych.

W kolejnym roku pani Premier Kopacz w ogóle odpuściła sobie wyjazd na kolejną „edycję” szczytu do Belgradu. Posłała tam niedecyzyjnego ministra. Tak, żeby po prostu był.

Chińczycy wzięli sobie do serca stosunek polskich władz do nich.

Jasna sprawa: wyjazd Prezydenta RP na szczyt do Chin był bardzo dobrym posunięciem. Przynajmniej pokazano, że nam zależy. Obawiam się jednak, że Prezydent RP, bez względu na to kto ten urząd sprawuje, nie ma ani narzędzi, ani ludzi w swoim otoczeniu, którzy miłe chińskiemu uchu deklaracje zamienili w rzeczywiste działanie. To, że Chińczycy palnęli z dział na przywitanie Andrzeja Dudy nie oznacza, że przebierają nóżkami, aby nam przelać ileś tam dolarów, bo po prostu takie fajne z nas dziewczyny i chłopaki. To nie Prezydent RP przekonał Chińczyków, żeby zainwestowali w nasz region 5 miliardów dolarów („patrioci” odtrąbili, że te 5 miliardów jest dla Polski, zapomnieli dodać, że to kasa do podziału na 16 państw naszego regionu, a to czyni drobną, ale jakąś różnicę…), a to oni sami rzucili taką propozycję. O połowę niższą od deklaracji z 2012 roku. To nie my uruchomiliśmy program Jedwabny Szlak 2.0, tylko oficjalnie do niego przystąpiliśmy. Podpisanie deklaracji nie ma większego znaczenia: ten projekt już działa, w Łodzi funkcjonuje od 2 lat przeładunkowy hub, przez który przejeżdżają pociągi z i do Chin. To się dzieje, czy chcemy tego czy nie. Wypracowanie sobie efektywnych relacji z Chinami, umiejętne skorzystanie z ich inwestycji, a także otwarcie szerzej drzwi chińskich dla polskiego eksportu wymaga ciężkiej, konsekwentnej pracy. Bez tego wysiłku nawet najwznioślejsze intencje i najlepsze przemówienia nie mają żadnego znaczenia. Chińczycy oczekują z naszej strony czynów, a nie powtarzanych po wielokroć tych samych frazesów. Obawiam się, że obecnie nam miłościwie panujący, rozpychający się łokciami w obszarach służb, armii, wywracający prawo na lewo marginalnie interesują się gospodarką w ogóle, a relacjami z Chinami już szczególnie. Chciałbym się w tej kwestii mylić potwornie.

 

Leszek Ślazyk

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sprawdź też

Close
Close