GospodarkaPolska

Chiny odjeżdżają Polsce

 

 

Chiny są odległe od Polski. W oczywisty sposób geograficznie, bo aby do nich dotrzeć trzeba pokonać jakieś 8 tysięcy kilometrów. Dyplomatycznie Chiny też nie są nam najbliższe, na co narzekam tu od lat. Dzisiaj widzę coraz wyraźniej, że odjeżdżają nam również gospodarczo, rzecz jasna nie jako konkurent (bo tu jesteśmy bez szans), ale jako partner. Odjeżdżają, bo nie śledzimy przemian, które w ChRL zachodzą, nie ogarniamy ich charakteru, źródeł, dynamiki, i w żaden sposób nie próbujemy nawet się do nich przystosować. A powinniśmy.

Najpierw parę dygresji.

Prowadziłem ostatnio kilka rozmów na temat stosunku do Chin jako państwa, a także pojęcia państwa jako takiego. Podczas tych rozmów słyszałem często, że model chiński jest co najmniej kontrowersyjny, bowiem z jednej strony ogranicza jednostkę, z drugiej bazuje na niemożliwym do zastosowania w Europie, w Polsce modelu monopartyjnym. Hmm…. Niemożliwym? Tak się złożyło, że urodziłem się w państwie, którym władała jedna, jedyna partia z przybudówkami udającymi demokratyczną kontrpropozycję. Jak więc niemożliwe, skoro możliwe. To raz. Z mojego punktu widzenia postrzegania państwa przez pryzmat jednostki, siebie, subiektywnie, jest największym błędem nie tylko w sferze – powiedzmy – naukowej, ale także w praktyce. Państwo to mechanizm, czy jak kto woli, organizm. To system. Powinien służyć jednostkom, chronić je przed zagrożeniami wewnętrznymi, zewnętrznymi, dawać możliwości wszelakiego rozwoju. To twór, który dla własnego bezpieczeństwa zawsze musi dokonywać wyborów, uśrednień, naruszać jakieś interesy. Pod warunkiem, że przyświeca temu przemyślana, przeanalizowana wizja realizowana konsekwentnie. A kiedy tak się dzieje, to jednostki chętnie zgodzą się na ustępstwa w zakresie swoich wolności. Coś za coś. Biznes jest biznes. I tak się dzieje w Chinach. Zawsze się tak działo, a dzisiaj wraca się tam do najstarszych tradycji trwania państwowości pomimo zawirowań. Możemy sobie sarkać, możemy się nie godzić na różne – naszym zdaniem – wady chińskiego systemu państwowego. Ale w ostatecznym rozrachunku to ten system zdaje się być lepszym modelem dla państwa, a zatem i dla jego mieszkańców, niż ten, któremu hołdujemy, a który jest coraz większym źródłem niepewności i chaosu. To dwa. I jeszcze jedno: zapytajcie ludzi, którzy dłuższy czas mieszkali w Chinach, czy swobodniej żyło im się tam, czy tu, w tej wolnej Polsce. Zapewniam, że każda/każdy wymieni ileś chińskich upiardliwości, rzeczy, które doprowadzały do szału, ale koniec końców to właśnie tam im (mnie) żyło się pełniej, oddychało głębiej, widziało szerzej. Pomimo tempa, idiotyzmów, kulturowych zderzeń. Wracanie z Chin do Polski na chwilę jest arcy fajne. Wizja powrotu na stałe to kara, którą można zaakceptować jedynie dokonując na sobie mentalnej lobotomii.

Do meritum. Jakoś tak się złożyło, że od dwóch, trzech tygodni obserwuję ożywienie wokół tematu Chin. Poruszane są różne sprawy, i – co mnie cieszy – wraz z ilością newsów, rozmów, komentarzy, rośnie ich jakość. Mówi się głównie o pieniądzach, polityce, biznesie, wymianie naukowej, etc. Czyli dobrze. Jednak wszystkim tym wypowiedziom towarzyszy rzecz, która wyprowadza mnie z równowagi. Chodzi mi o nieustanne porozumiewawcze zmrużenie oka, pewnie często nieświadomy,ale wyraźny ton wyższości, wyrozumiałego dystansu człowieka dorosłego do dziecka. Och, Chińczycy zbudowali sobie lotniskowiec. Mają dwa, a Amerykanie maja dziesięć i budują trzy. Och, Chińczycy wysyłają do Polski przedstawicieli swoich uczelni, którzy szukają w Polsce studentów chętnych podjąć studia, zwłaszcza politechniczne w ChRL. No, ale przecież te uczelnie chińskie są tak różne (czyt. gorsze) od europejskich, no fakt mają pieniądze, oferują darmowe studia + kursy językowe + całe utrzymanie + przyzwoite kieszonkowe, ale nie sądzimy, żeby to była elektryzująca oferta w porównaniu ze studiami na uczelni technicznej w Rzeszowie, czy Bydgoszczy. Och, Chińczycy uruchomili produkcję nowego urządzenia mobilnego, ale przecież to nie są oryginalne rozwiązania, wszak liderami w obszarze tych technologii są Japończycy, Niemcy, Koreańczycy, Amerykanie, itd.

Gdyby nie docierały do mnie codziennie wieści z Chin i o Chinach łyknąłbym powyższe jak pelikan i kontent „naszą wyższością” odłożył chińską tematykę na odległą półkę spraw ciekawych, ale bez przesady, tuż koło kwestii lotów załogowych z prędkością światła do odległych galaktyk. Niestety, wiadomości do mnie docierają. Czytam je z naciskiem na zrozumienie. I nie chodzi tu o artykuły z China Daily, czy The Global Times, albo nawet Caixin, ale te z portali z Hong Kongu, Tajwanu, Singapuru, Europy Zachodniej, USA, a przede wszystkim o opracowania wykonywane na zlecenia różnych instytucji europejskich i amerykańskich, czy badania naukowe uczelni z wielu miejsc na świecie. Informacje te, które w wyniku ograniczeń czasu i fizycznych możliwości pojedynczego homo sapiens poznaję wyrywkowo, zbieram niczym fragmenty jakiegoś potłuczonego w mak artefaktu. A co posklejam pasujące do siebie kawałki, to robię krok wstecz, żeby przyjrzeć się temu czemuś z odpowiedniego dystansu.

To co widzę, mówi mi, że pogrążając się w typowym dla Polaków grzechu pychy nie widzimy, że Chiny coraz szybciej odjeżdżają nam jako partner gospodarczy. A może partner w ogóle. Tu muszę przyznać i grzmocić się z pokorą w piersi: sam jeszcze do niedawna tkwiłem we współtworzonym stereotypie głoszącym, że Chiny nie są w stanie zastąpić eksportu popytem wewnętrznym. No bo jakże zrównoważyć potrzeby 7 miliardów mieszkańców świata potrzebami „zaledwie” 1 miliarda 350 milionów Chińczyków? No jak? Przecież nie ma tu równowagi! Tyle, że zupełnie nie doceniłem 3 istotnych faktów:

  1. Chiny nie są podobne do innych państw na świecie. To twór – bez wchodzenia w szczegóły – centralnie sterowany w niemal każdym wymiarze. Skoro w Stanach Zjednoczonych, które są niby wzorcem demokracji i postępowania prawego można drukować dolary na zamówienie polityczne, to czy nie można tego również robić w Chinach? Zwłaszcza w Chinach? W sensie ręcznego sterowania ilością pieniędzy w obiegu, w sensie dowolnych danych, etc. Kto to sprawdzi, kto dokona audytu? Hę?

  2. Populacja Chin to przekleństwo tego państwa, a zarazem największe aktywo. Gdyby zrobić analizę SWAT dla Chin, to liczba tamtejszej ludności występowałaby w niej zarówno jako „pola mocy”, ale również jako największe zagrożenia. Jednak w synergii z nowymi technologiami, zwłaszcza internetem, liczba ludności w Chinach, no i powszechny dostęp do internetu sprawiają, że biznes cyfrowy staje się tym, czego Chiny potrzebowały, aby nie zależeć wyłącznie od eksportu.

  3. Chiny nie są obciążone żadnymi ograniczeniami, które dotykają Japonii, Niemiec, Korei, USA, UK, a nawet Polski (chociaż ostatnio mówi się u nas „ograniczeniom precz!”). Nie ma prawnych hamulców uniemożliwiających przejmowanie (czyt. kradzież) cudzej własności intelektualnej, nie ma wahań w przypadku badań nad embrionami ludzkimi, eksperymentami genetycznymi, czy innymi historiami budzącymi „u nas” różnego rodzaju emocje. Wymarzony przez kuce od Korwina libertarianizm stosowany w praktyce, aczkolwiek jednokierunkowo, czyli z korzyścią dla Chin. Bo co wolno wojewodzie….

Czynników tych i konsekwencji z nich wprost wynikających w Polsce się zwyczajnie nie zauważa.

Chiny poprzez nowe technologie i nowymi technologiami generują środki, o których tu nad Wisłą nawet się nikomu nie śni. Kilka dni temu China Mobile poinformowało, że w 2016 roku firma ta osiągnęła przychód ponad 700 miliardów yuanów, czyli ponad 400 miliardów złotych. A to tylko jedna, i wcale nie największa firma z obszaru telefonii cyfrowej, operatorów internetowych, potentatów e-commerce. Te firmy to Niagary pieniędzy. Pieniędzy, które w dużej mierze są reinwestowane w nowe pomysły, nowe technologie, w przyspieszanie procesów.

Wróćmy do wcześniej wspomnianego lotniskowca. Pierwszy chiński lotniskowiec powstał na bazie kadłuba wybudowanego na Ukrainie w 1985 roku. Chiny odkupiły ten złom w 1998. Wodowały owego Frankensteina morskiego 5 lat temu. W zeszłym roku (listopad) ogłosiły, że ich pierwszy lotniskowiec Liaoning 1 uzyskał pełną gotowość bojową (aczkolwiek to jednostka szkoleniowa). Czyli mamy 14 lat od chwili wprowadzenia 13 letniego kadłuba jednostki do momentu kiedy powstał pierwszy lotniskowiec. Nie wspomnę, że po drodze Chińczycy skopiowali sobie sprytnie rosyjskie myśliwce startujące i lądujące z lotniskowców. Dlatego właśnie Liaoning osiągnął swoją pełną moc bojową dopiero niedawno. Kopiowanie samolotów kupionych w Rosji zaledwie kilka lat temu musiał chwilkę zająć. Drugi lotniskowiec, wybudowany już zupełnie samodzielnie przez Chińczyków, a mający nazywać się Shandong, został wodowany w minioną niedzielę. Budowa drugiego lotniskowca zajęła Chinom już tylko 4 lata. Shandong uzyska pełną moc bojową w 2020 roku. W tym samym roku zostanie wodowany co najmniej 1 lotniskowiec nowej generacji Type 002. Po cóż tym zanudzam? A otóż po to, aby uświadomić, że z połączenia niezmiennej woli władz, kupy pieniędzy i braku hamulców wynika nieznane nigdzie na świecie przyspieszenie, nieznana dynamika rozwoju dowolnej sfery chińskiego życia.

Inny przykład: telefonia komórkowa. Dzisiaj w Polsce głośną marką jest Huawei. Głównie za sprawą reklam z Lewandowskim. W Chinach to dopiero 5 marka pod względem sprzedaży telefonów komórkowych. Na pierwszym miejscu, po detronizacji Apple znajduje się firma Xiaomi (czyt. siaomi), która została założona…. zaledwie 7 lat temu. Tak, w 2010 roku. A dzisiaj jest liderem chińskiego rynku i jak walec idzie przez kontynenty. Między innymi dzięki takim fabrykom jak ta w Indiach, która wypuszcza jeden smartfon Xiaomi na SEKUNDĘ!

Z innej beczki: wiecie Państwo co jest najnowszym trendem w chińskim e-commerce B2C? Jaki jest najnowszy i najskuteczniejszy sposób sprzedaży w chińskim internecie? Live streaming. Co to znaczy? Otóż ni mniej ni więcej jak bezpośredni kontakt z żywym sprzedawcą, który może prowadzić takie internetowe Mango TV, ale interaktywne. W zależności od modelu sprzedaży: widzimy sprzedawcę na ekranie i biernie uczestniczymy w jego show, a kiedy chcemy czegoś konkretnego, to dzwonimy do niego na numer komórkowy, albo – w innej wersji – korzystając z opcji wyświetlanych na ekranie zadajemy pytania, prosimy o inne opcje, albo zamawiamy konkretny produkt w konkretnych ilościach, na konkretnych warunkach.

Wygląda to tak:

I pytanie: ile polskich portali e-commercowych proponuje takie rozwiązanie? Pytam, bo w ZESZŁYM ROKU Tencent miał 680 tysięcy kont „broadcastingowych”. No i oczywiście w tym roku zamierza eskalować….

A taki WeChat na przykład postanowił pochylić się nad small business’em i zredukował minimalny fundusz reklamowy z 50 do 25 tysięcy złotych. Minimalny!

W roku 2020 co najmniej 80% Chińczyków będzie korzystało z internetu, z tej liczby aż 70% będzie robić zakupy on-line. Zaniknie tu dysproporcja pomiędzy mieszkańcami miast i wsi, dzięki chociażby nowym dronom z udźwigiem do 500 kilogramów, które w tym roku chce wprowadzić JD.com.

Codziennie zbieram te wszystkie mniejsze i większe kawałki większego obrazu. Informację o planie urbanizacji, którego celem jest stworzenie co najmniej 4 megapolis liczących ponad 100 milionów mieszkańców, o projektach wertykalnych upraw owoców i warzyw pozwalających żywić mieszkańców tu i teraz, o intensywnej rozbudowie infrastruktury komunikacyjnej, o szybkim uruchomieniu sieci 5G, itd., itp. Widzę, że Chiny rozpoczęły proces hermetyzacji, który jest przyjazny dla firm chińskich, a niekoniecznie miły dla zagranicznych przedsiębiorców.

Jesteśmy spóźnieni na pociąg „Chinese dream”. Dzisiaj już nie wystarczy wierzyć, że staniemy na peronie jak pani lekkich obyczajów i coś się nam z Chinami przytrafi, maszyniści zatrzymają dla nas pociąg, bośmy tacy atrakcyjni. Dzisiaj trzeba włożyć w zabiegi znacznie więcej wysiłku, niż trzeba było (a się nie zrobiło) na przykład lat temu pięć. Konkurencja nie śpi, ta w naszym niezbyt zamożnym regionie, ale i wśród krajów „starej Unii”, jak również poza nią: w Europie, Azji, Afryce, obu Amerykach, Antypodach. Wszędzie ktoś wyciąga rączkę, wszędzie ktoś się stara wydac atrakcyjnym dla chińskich decydentów od forsy.

To ożywienie, o którym wspominałem na samym początku bierze się – moim zdaniem, ale mogę się mylić – z wolno budzącej się świadomości, że świat się naprawdę zmienia. Stany Zjednoczone już wcale nie są tym samym czym były za Reagana, Wielka Brytania nie jest Imperium, Unia Europejska, mimo że nikt nie ma lepszego patentu dla tak słabych solowo państw jak Polska, może zostać rozbita właśnie przez tych słabych członków. Rośnie świadomość, że po 2020 roku Polska może nagle wrócić do zapomnianej sytuacji sprzed wejścia do UE. Czyli do czasów, kiedy mogła liczyć wyłącznie na swoje własne siły. Czyli po prostu masakra…. Jeszcze nie jest za późno. Należy wykonać kilka wyraźnych gestów, zwrócić na siebie uwagę, na przykład powołując urząd w randze ministerstwa zajmujący się współpracą z Chinami. Może wtedy ktoś uświadomiłby naszym zagubionym w realnej rzeczywistości politykom, że na przykład w połowie przyszłego miesiąca odbędzie się w Chinach bardzo duża feta związana z pierwszą rocznicą uruchomienia projektu One Belt One Road. Chińczycy już teraz piszą o uroczystym jubileuszu na okrągło. Pisza również o zagranicznych politykach, którzy zadeklarowali swoje przybycie. Zajrzałem dzisiaj na strony Kancelarii Prezydenta RP i Kancelarii Premiera RP. W kalendarzach nie ma pozycji „wizyta w ChRL”. Przecież niedawno prezydent Duda głosił, że otworzy nowy rozdział w relacjach polsko-chińskich. No i?

A czas płynie, a ja marudzę. Chciałbym przestać. Jak Bozię kocham.

Leszek Ślazyk

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sprawdź też

Close
Close