Polska

Chiny a Polska, profesjonaliści a amatorzy

Nie tak miało być. Nie chodziło mi o kopanie leżącego, bo to tanie, łatwe, pozbawione smaku i klasy. Ale myśl o tym, że na własnych śmieciach, jak i w relacjach międzynarodowych zachowujemy się jak ostatni amatorzy pojawiła się w mojej głowie wcześniej niż sensacje znad talerzy restauracji „Sowa”.  A skoro tak, to czuję się usprawiedliwiony i wyłuszczam.

Pod koniec zeszłego tygodnia zostałem zaproszony do studia Polsat News, żeby odpowiedzieć na kilka pytań dotyczących relacji ekonomiczno-politycznych pomiędzy Polską a Chinami. Impulsem do zadania tych pytań stało się spotkanie p. marszałek Sejmu Ewy Kopacz z p. Sunem Zhengcai, członkiem Biura Politycznego KC KPCh i sekretarzem Komitetu KPCh miasta Chongqing.

Według informacji strony polskiej spotkanie to miało między innymi na celu kontynuowanie rozmów prowadzących do wprowadzenia w życie założeń „Dwunastu inicjatyw promocji przyjaznej współpracy Chin”. Ktoś z Państwa pamięta co to jest owe „Dwanaście inicjatyw”? Nie? No nie dziwi mnie to. Nawet Google odpytane w tej sprawie kręcą i mataczą. Nie wiedzą.

Było to zaledwie dwa lata temu. 25 kwietnia 2012 roku do Warszawy przybył z oficjalna wizytą premier ChRL Wen Jiabao. Była to jedna z wizyt podsumowujących 10 lecie sprawowania przez niego urzędu premiera Chin. Za kilka miesięcy jego stanowisko objąć miał Li Keqiang. Wen Jiabao przyjechał do Polski z misją specjalną. Otóż w Warszawie zorganizowano spotkanie szefów rządów i ministrów sprawa zagranicznych 16 państw regionu Europy Środkowo-Wschodniej, wprost to ujmując krajów byłych „demoludów”. Spotkanie zorganizowano w Warszawie, ponieważ Chińczycy wyznaczyli Polskę jako głównego partnera we współpracy z regionem rozciągającym się szerokim pasem od Morza Bałtyckiego po granice Turcji i Grecji.

Premier Wen Jiabao przedstawił w trakcie swojego przemówienia adresowanego do liderów państw naszego regionu  „Dwanaście inicjatyw”. Można je wszystkie podsumować króciutko: „my mamy parę groszy, wy macie trochę różnych potrzeb, zróbmy coś razem”. Chińczycy zaproponowali kwotę 10 miliardów dolarów na sfinansowanie projektów, przedstawili też cel średniookresowy: osiągnięcie kwoty 100 miliardów dolarów wzajemnych obrotów handlowych do 2015 roku.

W czasie wizyty premiera ChRL w Polsce o Chinach mówiło się wiele, w różnych kontekstach, z różnym nastawieniem. Kiedy tylko samolot z Chińczykami na pokładzie oderwał się od płyty polskiego lotniska, zapadła cisza, o sprawie zapomniano. W naszej rzeczywistości bowiem liczy się wyłącznie tu i teraz. Poprzez tu i teraz pojmowany jest świat. Tu i teraz determinuje nasze decyzje i następujące po nich czyny. Tacy jesteśmy, więc podobnych sobie wybieramy, aby nami rządzili. Sorry, aby byli naszymi przedstawicielami w tworzeniu i utrzymywania państwa. Nasi reprezentanci nie przywiązali większej wagi do chińskiej gadki. A bo to się mało mówi? A przecież u nas – wiadomo – z gadania nic nie wynika. Nasi reprezentanci założyli, że Wen Jiabao przyleciał do Warszawy, żeby pogadać, zrobić wrażenie i polecieć dalej. Gdyby ktokolwiek spośród naszych reprezentantów posiadł umiejętność pozyskiwania wiedzy, lub korzystania z wiedzy fachowej, eksperckiej, zorientowałby się niezwłocznie, że Chińczycy złożyli bardzo konkretną ofertę zainwestowania 10 miliardów dolarów. Na przykład punkt VIII „Dwunastu inicjatyw” proponuje:

„Ustanowienie „specjalistycznej Komisji Gospodarczej ds. Sieci Transportowej Chiny – Europa Środkowo-Wschodnia”. Pod przewodnictwem Ministerstwa Handlu i przy dobrowolnym uczestnictwie szesnastu krajów Europy Środkowo-Wschodniej będzie ona analizować, w formie wspólnych przedsięwzięć, możliwość budowy dróg szybkiego ruchu, lub demonstracyjnej sieci kolejowej.”

Nasi przedstawiciele demokratycznie wybrani przez nas samych uznali takie deklaracje za niewarte uwagi. My w końcu słyniemy w całej Europie z ogromnej ilości dróg szybkiego ruchu i doskonałych sieci kolejowych.

Kilka tygodni po wizycie premiera Wen Jiabao w Warszawie do Pekinu udał się wicepremier Pawlak. Z drużyną biznesmenów, działaczy i trenerów. Jak doniosły polskie media otworzył tam Polsko-Chińskie Forum Gospodarcze, a także obrady XV sesji (!!!!) polsko-chińskiej Wspólnej Komisji ds. Współpracy Gospodarczej poświęcone „ocenie stanu dwustronnej współpracy gospodarczej oraz omówieniu propozycji rozszerzenia współpracy gospodarczej Chin z krajami regionu Europy Środkowo-Wschodniej, sformułowanymi przez stronę chińska podczas niedawnej wizyty Polsce Premiera ChRL – Pana Wen Jiabao.”

Kilka dni później, podczas jednej z konferencji dotyczących współpracy Polska-Chiny, ambasador ChRL w Polsce dyplomatycznie zwrócił uwagę, że wizyta drużyny Pawlaka rozczarowała Chińczyków. Ci bowiem spodziewali się, że z wicepremierem do Chin przybędzie 12 zespołów gotowych omawiać – przynajmniej wstępnie – „Dwanaście inicjatyw”. Zamiast tego w Pekinie wystąpili ze swoimi prezentacjami przedstawiciele firm takich jak „Kulczyk Holding SA, KRUK, CH Ptak, SunreefYachts, Międzynarodowe Targi Poznańskie, Iberia Motor Company”. „My o chlebie, a oni o niebie” pomyśleli sobie po chińsku Chińczycy.

Na kolejny szczyt Chiny – Europa Środkowo-Wschodnia, który odbył się w Bukareszcie pod koniec grudnia zeszłego roku polska drużyna pod przywództwem Donalda Tuska wpadła jak po ogień. Rach-ciach, odhaczone, do domu. Pieniądze na drogi zagospodarowali Rumunii. Pieniądze na koleje Serbowie. U nas szczyt ten przeszedł bez echa. Ważniejsza pewnie była matka Madzi, albo awanturujący się po pijaku demokratycznie przez nas wybrany reprezentant.

Rozmawianie dzisiaj, rozmawianie na poważnie o „Dwunastu inicjatywach” z Chińczykami po dwóch latach milczenia z polskiej strony to naiwny pomysł. Chińczycy znaleźli bardziej energicznych partnerów do takich rozmów. Pani marszałek pozostaje spotykanie się z członkami KC KPCh. Ciało to liczy sobie, proszę Państwa, 376 członków. Takie spotkania mogą mieć charakter wyłącznie formalno-dyplomatyczno-grzecznościowy. Jeden z 376 członków KC KPCh mocy decyzyjnej nie ma żadnej.

Oddaliśmy zarządzanie naszym państwem w ręce amatorów. Jak się dzisiaj okazuje dzięki nagraniom znad restauracyjnego stolika, amatorów w kwestiach podstawowych, zasadniczych. Dziwić więc nie może, że jeśli ludzie ci nie ogarniają podstaw, to w kwestiach tak subtelnych jak relacje z Chinami radzić sobie po prostu prawa nie mają. Chiny to kraj odległy, odmienny, specyficzny. Współpraca z nim wymaga specyficznych, odmiennych od typowych metod, narzędzi, działań. Nie jest to żadna magia. Wystarczy popatrzeć jak z Chinami sobie radzą Niemcy. A radzą sobie lepiej niż Japończycy, Amerykanie, czy Brytyjczycy. No, ale nasi amatorzy brzydzą się korzystania z dobrych doświadczeń, opierania działań własnych na cudzych, pozytywnych doświadczeniach.

W miejsce naszych amatorów zatrudniłbym niemieckiego fachowca. Serio. Niemieccy fachowcy dają radę. Ostatni przykład: polska reprezentacja piłki ręcznej prowadzona przez niemieckiego trenera i jej wygrana z Niemcami.

Pomarzyć można. Nie od dziś wiadomo, że prowizorka to najtrwalsza konstrukcja w naszej, polskiej rzeczywistości. Przy niej trwać będziemy. Bez względu na to, czy szefem rządu będzie ktoś od aktywnego fana piłki nożnej, czy też od mistrza insynuacji bez pokrycia. Amatorka bowiem jest immanentną cechą tego towarzystwa w jego wszelakiej rozciągłości. Pionowej, poziomej, a nawet w głąb. Dlatego właśnie prawdziwi fachowcy, rzetelni, znający się na rzeczy omijają towarzystwo to szerokim łukiem. I lądują gdzieś na Wyspach, w Stanach, Australii. Daleko. 

Leszek Ślazyk

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

3 thoughts on “Chiny a Polska, profesjonaliści a amatorzy”

  1. dobrze powiedziane. Temat ten zawsze mnie zadziwia. Jeden Polak wypada przy Chinczyku na kumatego. Ale w skali spoleczenstwa Chinczycy dzialaja swietnie.

    Konstrukcja polityki jest tez inna. W Chinach masz glowe na karku i chcesz robic biznes to mieszasz sie w polityke. W efekcie jest tam masa przedsiebiorczych i skutecznych ludzi, dla ktorych posada panstwowa nie jest najwazniejszym zrodlem dochodow.

    W Polsce jak chcesz odniesc sukces- to ostatnia rzecza jest mysl o polityce. Efekt… masa biernych nieudaczników bez umiejętności managerskich.

    Było walczyć o niepodległość. Było umierać w powstaniach. Pokolenia biednych, oszukanych przez nacjonalizm idiotów.

    Polityka śmierdzi, ale się nie umie tego robić to lepiej zostawić to komuś skuteczniejszemu.

    Ciekawy jestem, co sie będzie dzialo w Polandii jak nacjonaliści dojdą do władzy. Ciekawe jakie wtedy będą stosunki z Chinami? ;)) ciekawa jaka wtedy będzie skala emigracji? ;))

  2. Moim zdaniem mamy takich amatorów bo do sejmu wybieramy partie zamiast konkretnych osob.
    Powoduje to ze poslowie sa tylko statystami i zamiast pracować na rzecz wyborcow drza raczej przed prrzesem swojej partii.
    Ot co.

  3. …..Le. nawet nie komentuje polityki  wstosunku do Chin  Bolandy Galaktyczno Paletowej Amazonii

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close