PolskaTechnologie

Inwazja robotów z Chin

 

 

Przypadek fabryki z miasta Dongguan w prowincji Guangdong jest zapowiedzią, że czeka nas inwazja robotów z Chin. Robotów, które pozbawią pracy większość z nas, tu w Europie, tu w Polsce. Czy nastąpi ona w ciągu najbliższych 3, 5, 10 lat nie wiem. Wiem, że jest nieuchronna. I wiem, że żadna siła polityczna w Polsce nie zajmuje się tym problemem w najmniejszym stopniu. Nie zajmują się tym również specjaliści od ekonomii tkwiący w świecie, który właśnie odchodzi do lamusa.

Dongguan, do niedawna słynne w całych Chinach z usług seksualnych, musiało kilka lat temu diametralnie zmienić swój lokalny profil biznesowy. Miejsce nieoficjalnych domów publicznych zajęły w pełni legalne fabryki sprzętu elektronicznego. Żartuję sobie nieco. Oczywiście Dongguan ma jeszcze do dziś etykietę miasta uciech cielesnych, ale firmy z branży elektronicznej zaczęły się pojawiać tam już co najmniej dekadę temu. Na początku były to filie firm z Shenzhen, potem też i lokalne firmy. Jedną z nich jest Changying Precision Technology Company. Jej szef Luo Weiqiang od końca pierwszej dekady XXI wieku był zdania, że jedyną szansą na pokonanie licznej w tym rejonie konkurencji (tu przecież, czyli w Guangdong znajdują się obsługujące m.in. Apple, czy Samsunga zakłady Foxconn zatrudniające w całych Chinach ponad 1 milion 270 tysięcy pracowników) będzie zastąpienie ludzi maszynami. Changying Precision Technology Company, specjalizująca się w montażu telefonów komórkowych rozpoczęła prace nad uruchomieniem zautomatyzowanej produkcji w 2014 roku, pierwsze maszyny pojawiły się w firmie już rok później. Na początku bieżącego roku firma poinformowała, że zredukowała stan osobowy firmy z 650 osób do 60, jej wydajność wzrosła o 250%, zaś poziom defektów spadł o 80%. Luo Weiqiang twierdzi, że niebawem w fabryce pracować będzie tylko 20 osób. Na trzy zmiany.

Pracownicy w Changying Precision Technology Company zajmują się głównie monitorowaniem pracy 60 robotów tworzących 10 linii montażowo-produkcyjnych oraz kontrolowaniem stanu technicznego samych robotów i automatycznych układów dostarczających komponenty, półprodukty, czy transportujących elementy telefonów od robota (operacji montażowej) do robota.

Changying Precision Technology Company jest pionierem w procesie automatyzacji produkcji w firmach z chińskiego sektora małych i średnich przedsiębiorstw, jest też zapowiedzią inwazji robotów z Chin. Kiedy zrodził się pomysł, aby przy montażu telefonów komórkowych (czy innych produktów elektroniki użytkowej) ludzi zastąpiły maszyny, przed zespołem pracującym nad tym projektem stanął jeden, ale zasadniczy problem: zmienność produktów, które roboty miałyby produkować i montować. Przez lata ludzie byli niezastąpieni w branży, gdzie zmiana wykonywanego produktu następuje z chwili na chwilę, i gdzie różnice pomiędzy tymi produktami, a więc różnice pomiędzy procedurami montażu są ogromne. Chińczycy poradzili sobie z tym problemem w ciągu paru lat. Fabryka Changying Precision Technology Company jest w stanie błyskawicznie przerzucać produkcję na nowe modele telefonów, ale również i innych produktów.

W tym samym okresie Foxconn uruchomił własny program tworzenia i produkcji robotów zwanych Foxbotami. Roboty te spowodowały, że Foxconn zredukował liczbę zatrudnionych aż o 90 tysięcy osób. Foxconn to jednak gigant, wielkie pieniądze, najwyższe kręgi światowego biznesu. Tymczasem Changying Precision Technology Company to firma jak na warunki chińskie mała. I dlatego właśnie jej sukces jest tak istotny zarówno dla biznesu chińskiego, jak również dla nas, w tak odległej fizycznie i mentalnie Polsce. Dlaczego? Dlatego, że teraz śladami Changying Precision Technology Company pójdą inni producenci elektroniki z prowincji Guangdong. Dlaczego? Dlatego, aby nie przepaść w konkurencji z firmami, które zaczną zastępować ludzi sprawniejszymi i mniej zawodnymi maszynami. Prawa rynku. W konsekwencji wzrośnie zapotrzebowanie na roboty, których produkcja jest silnie promowana przez władze chińskie między innymi w ramach programu „Made in China 2025”. Pekin zaś promuje tworzenie i produkcję chińskich robotów czując na plecach gorący oddech globalnych konkurentów, przede wszystkim USA, Japonii i Niemiec, gdzie proces automatyzacji produkcji trwa od lat, zdobywając „nowe przyczółki”. Przykładem może być zautomatyzowana fabryka Adidasa w Ansbach w Bawarii, nazwana Speedfactory, która ruszy w połowie bieżącego roku i będzie wytwarzać rocznie 2 miliony par butów sportowych.

Ale wróćmy do Chin. Tamtejsze zakłady produkcyjne już dzisiaj zaczynają wyposażać się w roboty i autonomiczne linie produkcyjne do produkcji elektroniki, samochodów, kosmetyków, a wkrótce butów, odzieży (tak, tak), roboty do prac magazynowych, roboty medyczne, roboty transportowe (autonomiczne samochody, maszyny latające, a nawet statki oceaniczne). Producenci tych maszyn, szczególnie takich, które będą znajdować szerokie zastosowanie, zaczną ze sobą konkurować po chińsku, czyli na ceny. Te dwa czynniki, czyli wzrost konkurencyjności (wydajności, mniejszej ilości braków) produkcji zautomatyzowanej i większa dostępność robotów (znaczne i postępujące obniżanie ich cen) zmusi polskich przedsiębiorców do włączenia się w światowy trend. I tyle. Prawa rynku.

Żyjąc w erze cyfrowej, słysząc słowa „automat”, „robot” widzimy natychmiast oczami wyobraźni R2D2, albo C3P0. Blaszaki. Tymczasem dzisiejsze roboty, to również komputerowe algorytmy, które wespół z urządzeniami elektronicznymi, czy to dedykowanymi, czy też takimi jak komputery, laptopy, albo smartfony, zaczynają realizować zadanie dotychczas zastrzeżone dla ludzi. I wcale nie chodzi o jakieś banalne operacje takie jak udzielanie pożyczek, albo rezerwacja i sprzedaż biletów. Ale na przykład tworzenie umów. Tak, tak. JPMorgan Chase & Co. uruchomił program COIN (Contract Intelligence), który w ciągu paru sekund realizuje zadania związane z analizą umów kredytowych, które „ludzkiemu” działowi firmy zajmowały w sumie 36 tysięcy godzin pracy. Program czyta dokumenty, sprawdza ich zgodność z przepisami, z wymogami banku, z danymi w systemach zewnętrznych w sieci (jak chociażby dane osobowe, czy dane rejestrowe firm, etc.). W tym roku JPMorgan przeznaczył aż 9 procent swoich planowanych przychodów na dalszy rozwój nowych technologii dla zwiększenia zysków, które w oświadczeniach banku nazywane są dbałością o lepszą jakość i niezawodność usług dla swoich klientów.

Nad takimi rozwiązaniami pracuje niezliczona liczba firm chińskich wspieranych finansowo przez Pekin.

Czy będzie to za 3, za 5, czy za 10 lat, nie wiem. Wiem, że czeka nas inwazja robotów z Chin. To zjawisko wywróci do góry nogami polski rynek pracy (inne również, ale skoro wciąż jeszcze mieszkamy w Polsce….), zabije i tak już zdychający system emerytalny. To nie ludzie będą generować ewentualne środki na nasze emerytury, ale maszyny. Bill Gates już dzisiaj sugeruje, że przepisy w USA powinny przewidywać opodatkowywanie pracy robotów.

W dyskursie publicznym ten temat w Polsce w zasadzie w ogóle nie istnieje. Mamy inne gry i zabawy towarzyskie. Ich główny animator ma do techniki stosunek raczej zdystansowany. Niestety technika ma to głęboko w nosie. O ile ma jakiś nos.

Leszek Ślazyk

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

3 thoughts on “Inwazja robotów z Chin”

  1. Nie jestem pewny co do Polski, ale w niektórych częściach Azji roboty są dalece zaangażowane w produkcję, a ludzie tracą pracę. Ostatnio napisałem o tym na moim blogu deactivate Facebook Account

    Pozdrawiam,

    Divya Gupta

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close