Polska

Po pierwsze eksport, głupcze!

Druga dekada XXI wieku to czas ludzi-jętek (Homo Ephemeroptericus). Szybkość docierających do nich informacji, ich ilość, ciężar, spowodowały, że nie potrafią żyć jakąś myślą dłużej niż dobę, dłużej niż żyje jętka. Ludzie-jętki sprawują urzędy, podejmują decyzje. Jednocześnie nie są w stanie ogarnąć problemów, które wymagają dłuższego zastanowienia, rozważenia, a już szczególnie długookresowego realizowania określonego zamysłu. Jak na przykład idea eksportu polskich towarów i usług do Chin. A przecież szczególnie dzisiaj powinien być to nasz priorytet.

Na czym zasadza się potęga gospodarcza Niemiec? Co pozwoliło Chinom Ludowym w ciągu zaledwie 22 lat wyrwać się spomiędzy najnędzniejszych nędzarzy świata i zająć 2 miejsce pośród najbardziej dynamicznych gospodarek świata? Eksport! To samo dotyczy gospodarek USA, Japonii, Korei Południowej, czy chociażby Chile. Każdy kraj, który postawił na eksport, nawet taki kraj jak Rosja, uzyskał wiele przewag wypychających ku szczytowi hierarchii znaczenia państw na arenie międzynarodowej. Moc danego państwa, gospodarki mierzy się siłą eksportu tego kraju. Czy warto w ogóle dyskutować o znaczeniu wielkości eksportu dla powodzenia państwa?

Ponieważ niewiele wiemy na temat Chin, zazwyczaj w ich przypadku posługujemy się stereotypami bazującymi na nieaktualnych informacjach (szumnie zwanymi danymi), idea eksportu czegokolwiek z Polski do Chin umiera niemal w tym samym momencie, w którym zostaje wypowiedziana. „Panie, nie da się” – mówią Homo Ephemeroptericusy. Jak zatem wytłumaczyć fakt działania na terenie ChRL kilkudziesięciu TYSIĘCY firm niemieckich? Przypadek? Cud? Działanie sił magicznych?

Chiny w rankingu Index of Economy Freedom opracowywanym rokrocznie przez The Heritage Foundation w tym roku zajęły 137 miejsce, pomiędzy Kamerunem, a Liberią. Numer 1 to Hong Kong. My przesunęliśmy się aż na pozycję 50 pomiędzy Hiszpanię a Węgry. Ranking nie pozostawia wątpliwości co do tego, że eksport do Chin musi być procesem bardziej złożonym niż eksport do Niemiec, czy USA. Jest. Ale czy to oznacza, że jest „szczególnie trudny”, jak mawiają mantrycznie ludzie-jętki?

Czy Chiny są w ogóle rynkiem szczególnie trudnym?

Takie informacje może rozpowszechniać wyłącznie ktoś komu działalność biznesowa znana jest wyłącznie z teorii, jak również z wiarygodnych źródeł typu „Fakt”, lub „Twoje Imperium”. Czy nasz najbliższy rynek, rynek naszego miasta, gminy, województwa, kraju jest łatwy? Czy rynek niemiecki, brytyjski, lub czeski to łatwizna i bułka z masłem? Nie! Każdy rynek ma swoją specyfikę, każdy jest właściwym sobie środowiskiem przepisów, przyzwyczajeń konsumenckich, tradycji kupieckich. Ale nie każdy z tych rynków posiada potencjał Chińskiej Republiki Ludowej.

  1. Żywność

Chiny są dzisiaj skazane na import żywności. Ludzie-jętki pewnie słyszały o tym, że w Chinach mieszka największa populacja świata. Miliard trzysta pięćdziesiąt milionów ludzi. Na jednego Polaka przypada niemalże 38 Chińczyków. Chiny to kraj olbrzymi, kontynent właściwie. Na tym kontynencie występuje dramatyczny deficyt dotyczący obszarów rolniczych. Północ to pustynia. Zachód to góry i wielkie przestrzenie stepowe. Południe to obszary tropikalne z wszystkimi tego typu regionów problemami: naprzemienne susze z okresami intensywnych opadów monsunowych. Najlepsze rolniczo tereny to szeroki pas wybrzeża na wschodzie Chin, od Harbinu po Hong Kong. Ale jednocześnie to tereny najgęściej zamieszkane, najbardziej uprzemysłowione, najintensywniej urbanizowane. Jeśli jeszcze kilkanaście lat temu Chiny mogły myśleć o niezależności żywnościowej, dzisiaj nie mają na nią najmniejszych szans. Projekt intensyfikacji urbanizacji, przeniesienia kolejnych kilkuset milionów obywateli ze wsi do miast, problem ten wyłącznie pogłębi. Stosunkowo często słyszymy o problemach Chin związanych ze zdewastowanym środowiskiem, ze skandalami w przemyśle spożywczym. Te zjawiska powodują, że żywność importowana ceniona jest wyżej przez mieszkańców Chin, niż żywność lokalna, produkowana nie-wiadomo-gdzie. Wniosek? Nasuwa się sam: Chiny są idealnym kierunkiem eksportu żywności, nieprzetworzonej, przetworzonej, dowolnej. W odróżnieniu od Rosji bardziej stabilnym. W odróżnieniu od Niemiec nie posiadającym wszelkich konotacji opartych na niekorzystnych dla nas różnicach cywilizacyjnych. Wniosek wydawaloby się prosty, ale jak widać nie dla wszystkich.

  1. Technologie

Żywność to w głowach ludzi-jętek w zasadzie jedyne skojarzenie dotyczące polskiego eksportu. No bo co my możemy eksportować? Wódkę, jabłka, wieprzowinę. Dla Homo Ephemeroptericusów moce własnych rodaków wydają się bardzo ograniczone. Z tego punktu widzenia wynika prosty wniosek, że oprócz żywności do Chin nie możemy w zasadzie eksportować nic więcej. A do tego co tu mysleć o eksporcie skoro w Chinach produkuje się wszystko.

No właśnie. Chiny to globalna (wciąż jeszcze) fabryka. Tu produkuje się dosłownie wszystko. Od makatek i wycieraczek przed drzwi do statków kosmicznych. Produkuje się, wytwarza, ale w znakomitej większości wypadków nie wymyśla. Chiny są producentem, ale nie są pierwotnym źródłem tych wszystkich smartfonów, tabletów, komputerów, sprzętów AGD, pojazdów, na których obudowach widnieje znaczek Made in China. Chiny nie są Japonią, czy Koreą, nie są krajem równomiernie nasyconym postępem technicznym, technologicznym. To, że prawie każdy Chińczyk korzysta ze smartfona nie oznacza automatycznie, że żyje w środowisku podobnym do tego, które otacza mieszkańca dowolnego wielkiego miasta w Ameryce Północnej, czy Europie. Nie, nie, nie.

Chiny produkują niemalże wszystko, ale pełne są dziur i nisz rynkowych, braków wynikających z własnej pokręconej historii 2 połowy XX wieku, jak również ze spektakularnego tempa przemian. Szybkim procesom zawsze towarzyszą skutki uboczne takie jak przeoczenia, niedopatrzenia, przemilczenia. Dlatego właśnie Chiny są zainteresowane pozyskiwaniem technologii dotyczących niewyobrażalnego spektrum działalności ludzkiej. Zainteresowanie to nie dotyczy wyłącznie obszaru IT. Chińczyków interesują rozwiązania inżynieryjne, maszyny, rozwiązania z obszaru zarządzania, rolnictwa, czy farmacji. Chiny to nie monolit. Jeśli Szanghaj dzięki inwestycjom rzędu 10-12 miliardów dolarów rocznie zbliżył się do średniej światowej w sferze jakości funkcjonowania, standardu życia, to miasta odległe od niego o 400-500 kilometrów na zachód są jeszcze tam, gdzie myśmy byli za rządów Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego.

Wniosek: my mamy ogromne rzesze ludzi i firm tworzących i posiadających świetne rozwiązania, technologie, które najczęściej więdną w różnych szufladach i na dyskach komputerów. Potrzebują finansowania, a tego u nas nie ma. Chiny natomiast to kraj, który póki co nie narzeka na brak gotówki. Szczególnie tej z przeznaczeniem na nowe technologie. Chiny zatem są doskonałym adresatem ofert dotyczących sprzedaży i wprowadzania nowych technologii. Przykład: Young Digital Planet.

  1. Polska

W świadomości przeciętnego Chińczyka, nawet tego z wielkiego miasta na wschodzie Chin, Polska jest dokładnie tym, czym była w wyobraźni Alfreda Jarryego: "Rzecz dzieje się w Polsce, czyli nigdzie…." . Chińczycy nie wiedzą właściwie nic o Polsce i Polakach. Nasi przedstawiciele nie mając umiejętności działania długofalowego (bo to czasu więcej trzeba niż jedna doba), poprzestają na bezsensownych gestach typu udział w Expo 2010 (w Chinach nie wydarzyło się dla nas nic w związku z ta wystawą, osoby zaangażowane w tą akcję do dzisiaj starają się od niej odcinać kupony), lub oficjalna wizyta kogoś z polskich szczytów władzy w Pekinie. Całkiem niedawno ktoś powiedział, że jeden rok w Chinach, to jak siedem lat na Zachodzie. Prawda. Dynamika zmian w ChRL przyprawia o zawrót głowy. Powoduje również, że aby się w Chinach dać zauważyć trzeba się naprawdę mocno starać.

Kiedy w połowie lat 90-tych pytany byłem skąd jestem, moja odpowiedź „from Poland” wywoływała wśród lepiej zorientowanych Chińczyków maksymalnie trzy skojarzenia: Chopin, Zibi Boniek, Lato. Koniec. Jeden muzyk i dwóch piłkarzy. Dzisiaj ta galeria powiększa się o kolejne nazwisko, łatwe w Chinach do wymówienia: Tusk. Wbrew temu co mówią Homo Ephemeroptericusy z frakcji najprawdziwszych Polaków (z moim nazwiskiem z klucza jestem wykluczony z tego kręgu) sam fakt objęcia przez naszego premiera (byłego) funkcji „prezydenta” Unii Europejskiej powoduje, że za kilka miesięcy w świadomości chińskiej opinii publicznej zostanie ugruntowany wizerunek Polski i Polaków jako Europejczyków. Zachodnich, nie tych – a tak nas widziano w latach 90-tych – co mieszkają w Rosji, gdzieś tam koło Niemiec. Brak głębszej wiedzy na temat Polaków i Polski wraz z powtarzaną informacją o należności do unijnego trzonu cywilizacyjnego, kulturalnego, gospodarczego daje absolutnie znakomitą mieszankę sprzyjającą eksportowaniu polskich towarów i usług do Chin. Bo w tym świetle polskie będzie tak samo dobre jak niemieckie, szwedzkie, czy francuskie. Europejskie będzie. Co to oznacza? To, że to co polskie lepiej będzie postrzegane niż to co chińskie. I może być wyżej cenione. Bo – uwaga! – skoro Chińczycy nie maja pojęcia na temat polskich produktów, towarów, usług, to jednocześnie nie mogą ich sobie zaszeregować na drabinie marek obecnych na chińskim rynku. Homo Ephemeroptericusy chętnie powtarzają, że nie możemy konkurować z Niemcami na rynkach światowych, bo nie mamy znanych marek, ze szczególnym uwzględnieniem marek ekskluzywnych. A jakież marki mają Chińczycy? Wiemy na ten temat dokładnie tyle samo ile Chińczycy na temat marek naszych. My jednakże mamy zasadniczą przewagę w tym porównaniu: my wymyślamy i produkujemy w Europie, w miejscu, które dla przeciętnego Chińczyka oznacza wzorzec wysokiego standardu rozumianego na wiele sposobów.

Polska i Polacy mogą być w Chinach marką wysoką, ekskluzywną. Nie mamy tu garbu biednego kraju z sąsiedztwa, naznaczonego piętnem dziesiątków lat upośledzającego komunizmu, z którym musimy się mierzyć wchodząc na rynki krajów wysoko rozwiniętych. To jak się pozycjonujemy w Chinach zależy wyłącznie od nas.

Panie, Panowie, jeśli jesteście zainteresowani eksportem do Chin, a posiadacie takie moce, żeby podjąć wyzwanie (bo Chiny z pewnością nie pomogą firmie, która ma sama ze sobą poważne problemy w kraju), to zacznijcie się nad tą opcją poważnie zastanawiać. O szczegółach będę mówił w wielu miejscach w Polsce, a o każdej takiej okoliczności poinformuję z wyprzedzeniem na stronie beta.chiny24.com. Liczcie wyłącznie na siebie i sobie podobnych. Ludzie-jętki (Homo Ephemeroptericus) mają na głowie zupełnie inne sprawy. Wystarczy włączyć dowolny kanał informacyjny w TV. Wasz świat, wasze potrzeby, wasze dążenia są ludziom-jętkom dokładnie tak samo obce, jak Wam to co oni wyczyniają za Wasze pieniądze.

Tymczasem Chiny leżą i stygną!

Leszek Ślazyk

 

Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close