PolitykaPolska

Siódma wizyta Angeli Merkel w Chinach

W dniu dzisiejszym rozpoczęła się oficjalna, 3 dniowa wizyta kanclerz Niemiec Angeli Merkel w Chinach. To już 7 wizyta Merkel w Chinach od momentu objęcia przez nią urzędu kanclerskiego w 2005 roku. Wizyta ta winna być dla polskich decydentów wzorem jak prawidłowo postępować w relacjach z Chinami. Nie mam złudzeń. Nie będzie.

Tak jak w przypadku wcześniejszych podróży do Chin i ta, rozpoczynająca się od odwiedzin Chengdu, poświęcona jest głównie sprawom gospodarczym. Angeli Merkel towarzyszą szefowie największych niemieckich firm takich jak takich jak Siemens, Volkswagen, Lufthansa czy Deutsche Bank. Dla Niemiec, pierwszej gospodarki w Europie, rynek Chin jest kluczowym celem inwestycji. Chiny są bowiem rynkiem zbytu dla niemieckich samochodów, maszyn, narzędzi i technologii. Jednocześnie dla Państwa Środka Niemcy są doskonałym partnerem handlowym ze względu na technologiczny know-how. Chiny są największym azjatyckim eksporterem na rynek niemiecki. Wartość sprzedaży chińskich produktów w Niemczech w roku 2013 wyniosła 67 miliardów euro. W tym samym roku Chiny kupiły z Niemiec towary o wartości 73 miliardów euro, co plasuje Niemcy na pierwszej pozycji wśród europejskich eksporterów do Chin.

To oznacza również, że Niemcy są prawdopodobnie jedynym państwem na świecie o dodatnim bilansie handlowym z Chinami.

Gdyby Angela Merkel nie wygrała ostatnich wyborów, gdyby kanclerzem był obecnie zupełnie inny Niemiec, wizyta zaczynająca się dzisiaj również by się rozpoczęła. Bez względu na to, czy kanclerz Niemiec byłby z lewa, czy z prawa, tak jak jego poprzednicy od 1989 roku kontynuowałby niemiecką politykę wobec Chin. Niemcy już dawno zrozumieli coś, czego nasi politycznie decydenci przyjąć do wiadomości nie potrafią. W nawiązywaniu i podtrzymywaniu relacji z Chinami najważniejsza jest konsekwencja. To niby takie oczywiste. A jednak w polskich warunkach niemożliwe do zrealizowania. Przez aktualnie rządzących, jak również przez tych beznadziejnie i irytująco aspirujących. Niemcy dawno już określili swoje priorytety. Tam gospodarka traktowana jest jako najważniejsza składowa interesu narodowego. Bo daje siłę wewnątrz i na zewnątrz. U nas o gospodarce wyłącznie się gada. A najczęściej bredzi. Niemcy dzięki orientacji na sprawy gospodarcze, którym podporządkowana jest dyplomacja. Koniec końców biznes nie jest etyczny. Pecunia non olet. Albo chcemy zarabiać, albo wdajemy się w sytuacje uniemożliwiające zarabianie. Angela Merkel wspominała podczas poprzednich wizyt w Chinach o Tybecie, o ograniczonych wolnościach w ChRL. Czy zrobi to tym razem? Nie wiem. Czy Niemcom na tym zależy? Nie. Niemcom, szczególnie tym, którzy prowadzą małe i średnie firmy bardziej zależy na tym, aby pani kanclerz udało się nakłonić władze w Pekinie do wprowadzenia przynajmniej podstawowych narzędzi chroniących własność intelektualną niemieckich przedsiębiorstw i przedsiębiorców. Wszyscy zainteresowani wiedzą, że to nie jest sprawa do załatwienia od pstryknięcia palcami. Chińczycy łamią prawa własności na potęgę. Tylko chińska rządowa agencja wywiadu gospodarczego zatrudnia ponad 100 tysięcy pracowników. Czy taka sytuacja, czy taki stan faktyczny powoduje, ze Niemcy się zatrzymują, albo awanturują? Nie. Są pragmatyczni. Nie kopią się z koniem. Robią swoje, na tyle efektywnie na ile pozwalają im lokalne warunki.

Niemcy są naszymi najbliższymi sąsiadami. Nie tylko w sensie geograficznym. Zdawać by się mogło, że mnogość i bliskość powiązań między naszymi krajami sprzyjać powinna przejmowaniu niemieckich wzorców, podążania ich sprawdzonymi, wypracowanymi ścieżkami. Może się tak tylko zdawać. Już parę razy podczas spotkań z urzędnikami odpowiedzialnymi za kreowanie polskiej strategii w stosunkach z ChRL miałem okazję usłyszeć, że Polska nie będzie naśladować Niemiec. Dlaczego? Bo nie. Moje pytanie „czy dlatego, że jest strategia niemiecka jest efektywna?” pozostawało i pozostaje bez odpowiedzi. Niemcy stworzyli system urzędów i instytucji wspierających niemieckich przedsiębiorców działających w Chinach po to, aby pomagać swoim przedsiębiorców. My opłacamy urzędy i instytucje, które wymyślają swoją własną „drogę do Chi”, swoje własne „Go China”. Z czego nic oprócz sprawozdawczości nie wynika.

Dzięki swojemu zaangażowaniu w Chinach Niemcom udało się w miarę bez szwanku przejść przez światowy kryzys finansowy 2008 roku. Załamanie się rynków zachodnich zostało wtedy zbalansowane przez eksport do Chin. Polska uzależniła się od Europy. Szczególnie od funduszy europejskich, które kiedyś przestaną napływać. Oczywista oczywistość takiej perspektywy powinna skłaniać polskich decydentów do energicznego i konsekwentnego konstruowania alternatywy: zbliżenia dyplomatycznego i ekonomicznego z II gospodarką świata, której potrzeby są tak wielkie jak nierozpoznane. Proste? Proste. Ale Chiny muszą sobie poczekać. Najpierw wybory. A po wyborach się zobaczy. Chociaż… Po co sobie głowę zawracać pierdołami? Jak człowiek ma gwarantowane 4 lata jako takiego spokoju nie będzie się przecież szarpał z jakimiś Chińczykami. Niech się Niemcy szarpią.

Leszek Ślazyk

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sprawdź też

Close
Close