PolitykaPolska

Xi w Polsce, albo między wierszami

 

 

To już pewne na mur-beton. Przewodniczący Chińskiej Republiki Ludowej Xi Jinping przybędzie do Warszawy 19 czerwca (niedziela), aby spotkać się z prezydentem Andrzejem Dudą, marszałkiem Kuchcińskim i premier Szydło. Jak mniemam wizyta ta znajdzie się w kręgu zainteresowań mediów w niedzielę, będzie obecna w poniedziałek (właściwy dzień wizyty Xi w Polsce), aby zgasnąć we wtorek w obliczu meczu naszych z Ukrainą. Będzie przez te dwa dni wiele słów, haseł typu „Polska bramą dla Chin w Europie”, a po kilku dniach Chiny znów odlecą na odległą orbitę zainteresowań mediów i rządzących. Gorzej, że wszystko wskazuje na to, iż to my – Polska – właśnie odlatujemy na dalszą orbitę zainteresowań Chin. Oto parę spostrzeżeń na potwierdzenie mojej tezy.

Nasze (Polski po 1989 roku) relacje z Chinami, te wykraczające poza deklaracje i podpisywane umowy, czyli przekładające się chociażby na wzajemne zaangażowanie inwestycyjne naszych państw, są, delikatnie rzecz ujmując, słabe. W pierwszej połowie lat 90-tych XX wieku mieliśmy swoje problemy na głowie. Jak chociażby hiperinflacja, czy obecność radzieckich garnizonów w naszych granicach (o czym zapominają cwane gapy spod znaku „można było więcej, szybciej, lepiej”). W drugiej połowie tej dekady zaczęliśmy dojrzewać do nowych możliwości na europejskim podwórku. Pojawiła się nieśmiała myśl, że są szanse, abyśmy stali się najpierw partnerem, a potem zrzeszonym członkiem Unii Europejskiej, żebyśmy przestali być państwem post-sowieckim, a stali się częścią Zachodu. W XXI wiek weszliśmy z wieloma garbami historycznymi, w tym awersją drugiej fali politycznych elit do wszystkiego co mogłoby się kojarzyć z komunistyczną przeszłością. Kiedy zaczęliśmy odważniej wyglądać poza granice Europy, decydenci uznali, że Chińska Republika Ludowa jako kraj komunistyczny, „czerwony”, nie będzie obiektem naszego, polskiego zainteresowania. Reprezentantem takiego patrzenia na Chiny był przede wszystkimi Radek Sikorski. Na szczęście konkurujący z nim ministrowie gospodarki mieli zupełnie inny pogląd na sprawy, zatem w ramach kompetencji tego ministerstwa trochę się w sprawach chińskich działo. Trochę, bo po wcześniejszej dekadzie zawieszenia spraw międzynarodowych na kołku budowano wszystko niemal od początku. W wielu przypadkach na bazie ludzi, którzy najpierw musieli się czegoś o Chinach dowiedzieć, żeby sensownie na polu relacji z Państwem Środka działać. Dzisiaj mamy państwo w reorganizacji, której celu nikt jasno nie określił. Chinami chcieliby się zajmować wszyscy, a w związku z tym zajmuje się wyłącznie niewielka grupa ludzi, którym zależy, żebyśmy ostatecznie nie stracili twarzy. Osoby te jednak mając kompetencje, nie mają mocy decyzyjnych. Nie wiem, czy ktokolwiek takie moce ma w kontekście Chin. Bo wszyscy by chcieli, ale wszyscy się boją. A szef wszystkich szefów zagranicą się specjalnie nie przejmuje, interesują go Ruscy, Szwabi i ewentualnie Amerykanie. Chiny są taką samą abstrakcją jak Boliwia, czy Mozambik. Szef nie dał dyrektyw, więc nie wiadomo co robić. Chińczycy mają pieniądze, ale legendy takie jak Andrzej Gwiazda mówią, że to pieniądze brudne. Co robić? Co robić?

Chiny są państwem różnym od tego co znamy ze swojego najbliższego otoczenia, a nawet od tego co poza Odrą, Bugiem i Tatrami. Naprawdę. To państwo wielkie pod względem terytorium, liczby ludności, długości i złożoności swojej historii. Rozległe i skomplikowane w każdym kontekście. Nie da się go poznać i zrozumieć ot tak, dzięki kilkustronicowemu skryptowi „Chiny w pigułce”. Jedną ze specyficznych chińskich cech jest właściwa im forma komunikacji, szczególnie w relacjach zewnętrznych. To tysiące lat tradycji mówienia nie wprost, w sposób zawoalowany, tak, aby dać do zrozumienia, bez mówienia wprost. Słuchając i czytając chińskie wypowiedzi trzeba wychwytywać znaki i sygnały pomiędzy wierszami.

Te nieliczne w polskich mediach informacje na temat zbliżającej się wizyty prezydenta Xi Jinpinga w Polsce, jak zwykle w przypadku każdego zdarzenia dyplomatycznego na linii Polska-Chiny na wyższym szczeblu pełne są fanfar o przełomie, historyczności zdarzenia i o świetlanych perspektywach. Wystarczy dzisiaj zajrzeć na internetowe strony China Daily, żeby zauważyć, że wizyta Xi w Polsce jest w Chinach wyraźniej zaznaczona w mediach chińskich, niż w mediach polskich. Z artykułów publikowanych na chińskich stronach widać jednak wyraźnie, że:

  • Polska jest jednym z trzech państw (Serbia, Polska, Uzbekistan), które Xi Jinping odwiedzi podczas tej podróży. Pierwszym celem Xi jest odwiedzany już dzisiaj Belgrad. Pamiętacie Państwo wizytę szefa Chin w Czechach w marcu? To była pierwsza wizyta Xi w Europie w tym roku, odwiedzi wtedy wyłącznie Czechy, gdzie przebywał 4 dni, po czym udał się na konferencję dotyczącą bezpieczeństwa nuklearnego;

  • Zdjęcia ilustrujące informację o tej podróży Xi przedstawiają obrazki z Belgradu, z tamtejszych przygotowań Serbów do wizyty prezydenta ChRL;

  • Artykułom o wizycie w Serbii, Polsce i Uzbekistanie towarzyszą informacje o wydarzeniach kulturalnych w Serbii, koncertach, wystawach, itp. prezentacjach twórczości chińskich artystów, stanowiących rodzaj „miękkiego przygotowania” do spotkania polityków;

  • W kontekście wizyty w Polsce w ogóle nie mówi się o konkretach gospodarczych, co poprzedzało marcową wizytę w Czechach, a wyłącznie o intencji wspierania przez stronę chińską projektu „One Belt – One Road” (Nowy Jedwabny Szlak), czyli o bardzo generalizowanych uogólnieniach;

Chińscy liderzy są pragmatyczni. Rozwijają relacje polityczne i gospodarcze głównie tam, gdzie ich działania wymagają mniejszej energii własnej, własnego zaangażowania i wysiłku. Przykład Serbii jest tutaj doskonały. Brak istotnej polskiej aktywności po wizycie premiera Wen Jiabao w Polsce w 2012, a następnie zignorowanie przez premier Kopacz inicjatywy 16+1 zostało odebrane tak jak musiało zostać odebrane. W Pekinie wyciągnięto z tej bezsensownej niezręczności właściwe wnioski. W Europie Środkowo-Wschodniej Chiny mają 16 potencjalnych bram. Z tego pewnie 10 naprawdę sensownych. Serbia wykazała się dużą aktywnością już w Bukareszcie w 2013 roku, teraz stanowi umacniany na Bałkanach przyczółek. Polska odwiedzana jest „by the way”, pomiędzy Serbią, a Uzbekistanem. To dyplomatyczna odpowiedź na wizytę prezydenta Dudy w Chinach, a jednocześnie hasło: „sprawdzam”. Jeśli po tej wizycie sprawy potoczą się opisanym wcześniej zwyczajem, jeśli po kilkudniowym szumie i euforii wywołanej wizytą prezydenta ChRL w Polsce sprawy chińskie staną znów na bardzo odległym tle bieżących polskich wydarzeń (tak istotnych, że o większości z nich nikt nie pamięta po paru miesiącach), to Pekin pozostawi nas na tej odległej orbicie swych zainteresowań, na której już jesteśmy. I pozostaniemy, jeśli sami czegoś w tej sprawie nie zrobimy. A jak będzie przekonamy się już niebawem.

Leszek Ślazyk

P.S. Tak z perspektywy Chin wygląda obecna podróż prezydenta Xi.Warto o tym pamiętać.

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

Close