SpołeczeństwoTechnologie

Chiny, VPN y, internety, czyli zasłona dymna

 

Od kilku tygodni pojawiają się w sieci informacje na temat coraz to nowych problemów, których w Chinach doświadczają użytkownicy internetu żywotnie zainteresowani korzystaniem z blokowanych w Chinach serwisów takich jak Facebook, Twitter, czy Spotify. Dużo w tych relacjach o rugowaniu z Chin usług VPN zaniepokojenia ograniczaniem swobody, zaciskaniem palców na szyi wolności internautów, etc. I pewnie tak ma to pozornie wyglądać. Uważam jednak, że działania te mają swój cel. Nie ma on wiele wspólnego z polityką jako taką.

Od kilku tygodni znów na poważniej zanurzam się w chińską rzeczywistość, w dzień codzienny chińskiej prowincji. Jej tempo naprawdę różni się bardzo, od tego znanego z „naszej chałupy z kraja”. (O pojęciu czasu i jego odczuwaniu w Chinach i w Polsce będę niebawem robił kolejny film na YT.) Nie mając porównania wydaje się nam, że jesteśmy zalewani gigantycznymi falami wiadomości i informacji, że coraz mniej nas w tym naszym życiu, że życie nam się dehumanizuje, ot chociażby patrząc na kształt relacji ze znajomymi dzisiaj, a ich obraz dwadzieścia lat temu.

Tak to wygląda bez porównania. Spróbujcie Szanowni przyjechać jednak do Chin Ludowych, bez okresu adaptacyjnego zacznijcie pracować z Chińczykami w chińskiej firmie. Jeśli otrzymacie taką ofertę, skorzystajcie niezwłocznie, ale zalecam zabranie ze sobą przynajmniej 3 opakowań typu max czegoś co Wam najlepiej służy na głowy bolenie. To nie jest fala informacji. Na informacjami napieprzanie. Z wielu dział.

Przede wszystkim telefon/smartfon. Jego pierwotna funkcja (że urządzenie do gadania na odległość) właściwie zanika. Telefon Chińczyka Ludowego to komunikator (dla oszczędności czasu przesyłamy sobie darmowe pliki głosowe i fotki), źródło sformatowanych odpowiednio krótkich informacji, rozrywki wszelakiej, możliwości hazardowania się, grania w sieci, szukania partnera na krócej (funkcja Wechat „shake”), lub na dłużej (Tantan), ale przede wszystkim to narzędzie do płacenia. Za wszystko co zostało oznaczone odpowiednim kodem QR (tym kwadratowym takim), albo co posiada urządzenia do czytania kodów kreskowych i QR. Chińczycy Ludowi nie noszą gotówki, bo na ch… im ona, skoro cash mają w telefonie?

I tu właśnie zaczyna się historia z moimi wątpliwościami co do właściwego celu rugowania VPN z chińskiej sieci.

Jeśli popatrzymy na wszystkie aplikacje, którymi posługują się dzisiaj Chińczycy Ludowi, to zauważymy, ze niczego im nie brakuje z tego, czym posługujemy się my. Więcej. Ich rozwiązania często są bardziej „do przodu”. Nie dalej jak wczoraj rozmawiałem z Chińczykami na temat Wechata i Whatsappa. No i w sumie oni by z tego Whatsappa korzystali i w Chinach, ale przecież Whatsapp nie ma opcji płatności telefonem. A Wechat ma. Nikt nie musi nosić czerwońców po kieszeniach. Wpłaca się kasę (z konta, coraz rzadziej gotówką) na konto Wechat i heja. Płacisz za lunch, za zakupy w Auchan, za taksówkę, za drinki w barze. Chcesz płacić rachunek na spółkę? No problem. Każdy wpłaca dokładnie swoją część na rachunek (w Wechacie oczywiście) knajpy. I po sprawie. Chcesz przesłać kasę dzieciakom? Opcja „czerwona koperta” i lu. Chcesz komuś „posmarować”? To samo. Bez obciążeń bankowych. Bez pieprzenia się z kartami, wydawaniem reszty, brakiem terminali, lub ich awariami.

Tymczasem – doświadczyłem tego kilka tygodni temu – Whatsapp w Chinach został zablokowany. Jak wcześniej Facebook (do którego Whatsapp należy), Google, Youtube, etc. Czy stało się tak ze względów politycznych? Dla ograniczenia możliwości przesyłania wiadomości, których pańtwo nie będzie w stanie kontrolować? Poniekąd tak. Ale wyłącznie poniekąd. Głównie bowiem chodzi tu o konsekwentne rugowanie z Chin wszelakiej konkurencji. Po co Chinom Whatsapp, skoro jest chiński Wechat? Po co Facebook, skoro Wechat posiada jego wszystkie funkcje, a nawet więcej? Po co Twitter, skoro jest Weibo i QQ? Po co YouTube, skoro jest Youkou i wiele innych serwisów video? Gdyby Chiny blokowały ruchy zagranicznej konkurencji cyfrowej ot tak, po prostu, mielibyśmy larum i w ogóle nieustanne naciski ze strony ośrodków. A tak, ponieważ sprawa jest polityczna, czyli drażliwa, to Zuckerberg musi samotnie szukać drogi wejścia do Chin. Kiedy już ją znajdzie będzie jak Ebay w Polsce w konfrontacji z Allegro.

Zanim jednak tak się stanie, zanim Facebook zacznie działać w Chinach, nastąpi coś innego. Czym trudniej będzie nam korzystać w Chinach z serwisów tutaj blokowanych, tym częściej będziemy przyjmować oczywiste rozwiązanie i zaczniemy korzystać z serwisów chińskich. Bo one są, albo zaraz będą gotowe, aby z nich korzystać. Tak jest z Wechatem. Posiada polską wersję. Niestety nie można nim płacić, ani przelewać kasy. A szkoda. Ale można spokojnie prowadzić czat, przesyłać wiadomości głosowe, zdjęcia, pliki video, prowadzić rozmowy video i głosowe. Do wiadomości tekstowych załączać można naklejki animowane. Taki drobiazg. Ale przekonany jestem, że jak się zacznie rok szkolny, to mój młodszy synek pochwali się swoim wakacyjnym odkryciem, czyli Wechatem. Który jest egzotyczny, przez to nie każdy go ma, nie każdy zna, czyli taki elitarny jest, a co więcej ma takie naklejki, że głowa mała. Drobiazg. Może jednak spowodować, że za 5 lat Wechat będzie bardziej popularny wśród młodych niż Whatsapp. A jeśli uda się wykombinować uruchomienie płatności telefonicznych w ramach tej aplikacji i w zakresie znanym z Chin, to adieu stare rozwiązania.

I jeszcze jedno. W mijającym tygodniu pojawiła się wiadomość, że największe firmy chińskie od mediów społecznościowych, czyli Tencent (Wechat jest ich dziełem), Weibo (mikroblogi, jak Twitter) oraz Baidu (system forów internetowych Tieba) stały się przedmiotem śledztwa Chińskiej Administracji Cyberprzestrzeni, jako, że firmom tym zarzuca się naruszenie chińskiego bezpieczeństwa w rzeczonej przestrzeni cybernetycznej. Owo naruszenie miało wynikać z nikłej kontroli 3 firm nad treściami publikowanymi przez użytkowników, zaś wśród treści znaleźć się miały wszelakie okropieństwa naruszające spokój i bezpieczeństwo ChRL.

Słysząc te newsy Chińczycy Ludowi wzdychaja i mówią:” „niech już się ten zjazd wreszcie odbędzie”. Bo wiadomo, że partia dostaje wścieklicy w przededniu odbywającego się raz na 5 lat zjazdu, na którym rozgrywają się gry i zabawy partyjnej wierchuszki. Wszyscy wiedzą, że nie ma dyskusji, że Xi Jinping będzie sprawował urząd prezydenta (Przewodniczącego) ChRL przez kolejne 5 lat. Nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości. Ale urzędnicy chcą być świętsi od samego papieża i dociskają ile wlezie. To raz. Przy okazji zaś zarówno kierujący firmami internetowymi w Chinach, jak i użytkownicy serwisów stworzonych przez te firmy dostają jasny sygnał kto tu rządzi, i od kogo tu wszystko zależy. Teraz i w dającej się przewidzieć przyszłości. To dwa.

Właśnie dostałem maila od pani z firmy, z którą współpracujemy. Nie może obejrzeć filmu o produkcie, o którym rozmawiamy. Filmu na YouTube. Ma VPN, ale w minionym tygodniu jej firmę odwiedził przedstawiciel ich „internet providera” informując, że jego firma nie bierze żadnej odpowiedzialności „za zły internet” docierający do klientów poprzez VPN. Zasugerował ponoć, że wykrycie korzystania z VPN przez dana firmę może skutkować odcięciem jej od internetu. Czy mamy się kopać z koniem? Raczej nie. Przerzucę ten film na Wechata i po kłopocie.

Ach, jeszcze jedno. Cała ta sytuacja internetowa potwierdza moją pewną tezę. Otóż uważam, że Chiny, obrawszy ten kurs lata temu, chcą powrócić poniekąd do sytuacji, kiedy Chinom żyło się najlepiej, czyli co najmniej kilkaset lat temu: Chiny chcą żyć same sobie, odgrodzone do barbarzyńców, z którymi zawrą, jak niegdyś, układy trybutarne. Nie da się budować wewnętrznej harmonii mając na głowie ten cały globalny bałagan. W połowie XIX wieku taka trwająca setki, nawet tysiące lat izolacja, mająca u podstaw poczucie wyższości Chińczyków nad resztą świata, sprowadziła na Państwo środka „sto lat upokorzeń”. Dzisiaj Chiny zbierają metodycznie i sumiennie najdrobniejsze okruchy informacji na temat całego świata, na temat każdego państwa na tym świecie, na temat Szanownych, Pani, Pana, mnie. Analizując te informacje i wyciągając z nich wnioski Chiny są i będą w stanie radzić sobie z wieloma problemami i zagrożeniami, o których kiedyś zwyczajnie nie miały pojęcia.

Leszek Ślazyk

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close