NaukaTechnologie

Dlaczego Chiny są szansą dla start-upów?

W Polsce sezon ogórkowy (ogórki smażone w tym roku bardziej takie), włączanie programów informacyjnych w telewizji, radio grozi śmiercią, lub kalectwem. Sierpień to zdecydowanie czas kanikuły w Europie, ale w Chinach – póki co – nikt z powodu lata „nie robi zagadnienia”, pracuje się na pełnych obrotach. Siłą rzeczy podporządkowuję się temu dictum. I nie jest mi z tym źle, zwłaszcza, że chińska gorączka rozwoju wpływa na mnie pozytywnie, budująco, w przeciwieństwie do konieczności obcowania z masami (literalnie) wytatuowanych, spoconych /lub natartych olejami przybyszów obojga płci z całej Polski, których sinice zagoniły z plaż do miasta. Ulegam chińskiej gorączce również dlatego, że niesie ona za sobą cały ogrom nowych informacji i doświadczeń. Chiny

Ostatnimi czasy spotykam się głównie z chińskimi firmami i instytucjami, które związane są z tworzeniem nowych technologii, ochroną praw własności intelektualnej (IP), produkcją produktów bazujących na nowych technologiach, a także finansujących zarówno ich rozwój, jak i implementację rynkową wyników badań i rozwoju teoretycznych projektów. Chiny

Wizyta w jednym z parków nowych technologii w prowincji Guangdong. Pracuje tu 82 tysiące naukowców, inżynierów, techników i studentów….

Zrozumiałem dzięki niezliczonej ilości spotkań, które odbyłem w tym roku (a przecież do jego końca jeszcze sporo czasu), że Chiny stały się obecnie być może najlepszym środowiskiem dla rozwoju wszelkich nowych technologii, a z pewnością są bezkonkurencyjnym miejscem dla start-upów. Chiny

W Polsce spotykam się głównie z firmami, które działają w obszarze IT. Jeśli szukają finansowania, to dla projektów cyfrowych, które w formie aplikacji, czy systemów mogą zainteresować firmy (narzędzia pracy), albo konsumentów (aplikacje, rozrywka, e-commerce, itd.). Szukają inwestorów dla projektów „wirtualnych”, niematerialnych, algorytmicznych. Oczywiście, cały świat interesuje się takimi rozwiązaniami, cały świat chętnie takie rozwiązania finansuje i jest zainteresowany czerpaniem zysków z takich właśnie rozwiązań. Ale z drugiej strony to tylko wyrywek tego, czego dotyczą nowe technologie, bo przecież nie zamykają się one wyłącznie w obszarze programowania. Nowe technologie to fizyczne, materialne maszyny i urządzenia, takie jak turbiny wiatrowe, auta elektryczne, konsole do gier, wszelkiego rodzaju gadżety, czy chociażby drony. Tych maszyn i urządzeń jest i wciąż powstaje ogromne mnóstwo. I w tym obszarze nie ma zbyt wielu polskich firm, nie tylko start-upów, ale również tych już działających od lat okrzepłych na rynku. Barierą są zazwyczaj finanse, a równie często brak zrozumienia dla nowych pomysłów i niechęć do ryzyka. Typowi inwestorzy, skoncentrowani na zwrotach z inwestycji w trybie pilnym, „nie wejdą w temat”, który wymaga lat badań, który może przekształcić się w konkretny produkt w perspektywie dłuższej niż dwa lata. Inwestorzy liczą również wielkość rynku dla danego urządzenia i maszyny, siłę potencjalnej konkurencji, i bardzo często w tym obszarze pomysły nowatorskie im „się finansowo nie zapinają”.  Chiny

W Chinach od 3 lat widać wyraźną zmianę priorytetów w strategii rozwoju państwa. Nie wyłącznie w teorii deklarowanej publicznie, a w sposobie realnego działania. Efektem zmiany jest na przykład jest na przykład odmienna od dotychczasowej pozycja nauki i naukowców. Państwo chińskie uznało naukę za najpewniejszy motor rozwoju w niedalekiej i tej dalszej przyszłości. Zaczęło w nią inwestować i oczekuje efektów. Państwo zdało sobie sprawę z tego, że przez zaszłości historyczne ma deficyty w postaci odpowiedniej ilości wybitnych jednostek, które mogłyby stanąć na czele przeróżnych dyscyplin naukowych. Dlatego też Chiny otworzyły się na import „smart guys” ze świata. Jedną z inicjatyw jest na przykład zapraszanie do pracy w Chinach laureatów Nagrody Nobla. Ludzie ci na początek, na zagospodarowanie się w Chinach otrzymują równowartość 186 tysięcy dolarów amerykańskich. Do chwili obecnej z programu tego skorzystało 10 Noblistów. Pozycja i sytuacja naukowców w Chinach uległa fundamentalnej zmianie. Dzisiaj kariera naukowa w ChRL to nie tylko prestiż społeczny, ale w przypadku naukowców potrafiących faktycznie przekształcić teorię w praktykę, myśl w produkt, to również sukces finansowy. Naukowcy stali się w Chinach również biznesmenami. Ci, którzy przywykli do „klasycznego” modelu, czyli egzystowania w uczelnianych hierarchiach, pozyskiwania grantów dla grantów, sarkają na zmiany. Ci, których jeszcze niedawno dławiła bezradność, brak zainteresowania efektami ich pracy naukowej, możliwościami urynkowienia wyników badań laboratoryjnych, sprzedaży B2B i/lub B2C, oddychają pełną piersią. A państwo tłoczy w ich kierunku jeszcze więcej tlenu: środki finansowe, które państwo kieruje na rozwój i implementację nowych technologii liczone są w setkach i miliardach juanów. Dla ludzi z Polski, walczących zażarcie o środki rzędu kilkuset tysięcy złotych, to prawdziwy szok.  Chiny

Inkubator start-upów w Nansha. Jedna z firm tu działających w 2017 roku pozyskała na swój projekt 385 milionów dolarów. Jest też miejsce dla polskich firm.

W Chinach jest i wola rozwoju nauki, i są środki na jej rozwój, i zrozumienie faktu, że czasem rozwijanie pewnych teorii, nawet laboratoryjnie sprawdzonych, do skali zastosowania przemysłowego wymaga niejednokrotnie długich okresów, znacznie więcej niż dwa lata.  Chiny

Ale przede wszystkim są tu w Chinach producenci, ich moce wytwórcze oraz przeogromny, chłonny rynek. Co to oznacza dla start-upów, niekoniecznie fundowanych na podstawach, kadrach naukowych? Oznacza to zupełnie inny model funkcjonowania tego typu przedsięwzięć. W Polsce start-upy szukają inwestorów wśród firm, które zajmują się inwestycjami finansowymi, które koncentrują się bardziej na pieniądzach, zyskach, niż na meritum projektów. Mają swój klucz działania, swoje preferencje dotyczące projektów, które są skłonne dofinansować, i które chcą w jak najkrótszym czasie sprzedać z zyskiem. W Chinach możemy nawiązywać współpracę z inwestorami z BRANŻY, którzy nie tylko mają pieniądze, ale przede wszystkim rozumieją znaczenie i wartość danego pomysłu na produkt i usługę, widzą szansę . Mają zaplecze konieczne na przykład dla zbudowania dowolnego prototypu. To jest fenomen dzisiejszych Chin, które przez lata zassały z całego świata maszyny, urządzenia, technologie pozwalające tanio i szybko tworzyć rzeczy nowe z dowolnego materiału, dowolnej wielkości i oczekiwanej jakości. Twórcy pomysłu leżącego u podstaw uruchomienia start-upu mogą zatem w Chinach znaleźć partnera, który wesprze okres badań i rozwoju finansowo, pomoże stworzyć prototypy, często w ramach własnej działalności wprowadzić prototyp do seryjnej produkcji, a przede wszystkim wprowadzić go na rynek. A ponieważ chińskie firmy, nawet te stosunkowo małe, działają od lat globalnie, mając kanały dystrybucji nie tylko w Chinach, ale również w państwach całego świata, mogą zapewnić nowemu produktowi sprzedaż globalną, rzecz niedostępną dla doskonałej większości polskich firm.  ChinyW całym tym układzie kluczową kwestią jest formuła współpracy pomiędzy chińskim inwestorem, a autorami projektu, właścicielami start-upu, od początku zabezpieczająca interesy obu stron i gwarantująca im partycypację w potencjalnych korzyściach i zyskach. To można w Chinach przeprowadzić skutecznie, pod warunkiem, że się o tej kwestii myśli i działa wedle lokalnych przepisów. W obszarze ochrony praw własności intelektualnej, zrozumienia konieczności zapewnienia autorom korzyści wynikających z dysponowania własnością swoich dzieł Chiny poczyniły również ogromny postęp. Zwłaszcza w ostatnich 3 latach. To się im po prostu opłaca.

Zagranicznym firmom technologicznym, zarówno tym „starym”, jak i zupełnie nowym opłaca się wejście na chiński rynek, pozyskanie chińskich partnerów i inwestorów. Bo za nimi stoją nie tylko pieniądze, ale również możliwości tworzenia realnych produktów i aktywne wprowadzanie ich na rynek. Za tym zaś idzie możliwość generowania zysków ze sprzedaży, budowanie własnych kapitałów na kolejne projekty, zdobywanie pozycji w skali globalnej, nie lokalnej. To szansa, z której wbrew własnemu prezydentowi korzystają firmy amerykańskie z Google i Microsoftem na czele. Warto, żeby rozważyli taką możliwość również polscy twórcy, naukowcy, wynalazcy. Naprawdę warto.  Chiny

 

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sprawdź też

Close
Close