GospodarkaTechnologie

Konkurencja po chińsku,

czyli śmierć (ekonomiczna) monopolom

Gospodarka chińska opisywana przez Zachód to obszar wielu półprawd, czasem wręcz fałszów, ale przede wszystkim gigantycznych nieporozumień wynikających z absolutnego niezrozumienia materii. W pojęciu zachodniego ekonomisty, czy publicysty ekonomicznego zajmującego się Chinami z doskoku, pomiędzy zagadnieniami rynku amerykańskiego i pakistańskiego na przykład, stosującego manieryczne klisze i rutynowe szablony, ekonomia chińska to albo „wściekły kapitalizm pod państwowym nadzorem”, albo „opresyjny system ograniczający swobodę działalności gospodarczej jednostki”. Dla obu skrajnych wizji mamy, paradoksalnie, wspólny mianownik, a jest nim przekonanie, że to wszystko musi któregoś dnia runąć, rozłożyć się jak domek z kart. konkurencja

Rzeczywistość, zwłaszcza ta doświadczana bezpośrednio w Chinach, nie jest ani tak jednoznaczna, jak zachodnie oceny „fachowców”, ani tak prosta, a już na pewno nie można jej po prostu przyłożyć do rzeczywistości innych państw, aby uzyskać odpowiedź na zasadnicze pytania natury gospodarczej. konkurencja

Totalną bzdurą są twierdzenia polskich zwolenników ekonomicznych projekcji Janusza Korwina-Mikke (byłem ich zwolennikiem na początku lat 90. i ciągle uważam, że na przykład odrzucenie jego propozycji wprowadzenia podatku katastralnego było błędem, dlatego polskie miasta wyglądają jak połatane kundle, z ruderami i budami, zwanymi pawilonami handlowymi w swoich centrach, brzydkich, niekonsekwentnych, niedorozwiniętych), jakoby Chiny były rajem wolności gospodarczej. Mamy w Chinach mnogość podatków, nieustanne zmiany w przepisach, wieczne zmiany reguł gry. To oczywiście nie dotyczy „szarej strefy”, w której funkcjonują owi apologeci „chińskiej wolności gospodarczej”, a która tolerowana jest przez chińskie władze, ponieważ rozwiązuje wiele problemów natury społecznej w okresie transformacji. Ale to nie jest rzeczywistość legalnie działającej chińskiej firmy (czy firmy zagranicznej działającej na prawach chińskiej firmy). Nie jest też prawdą inna skrajna opinia, wynikająca z nadinterpretacji relacji pomiędzy władzami centralnymi i lokalnymi a firmami prywatnymi. Władze chińskie (partia) nie wtrącają się w szczegóły prowadzenia działalności, nie narzucają celów wzorem modelu gospodarki nakazowej stworzonej przez ekonomistów radzieckich. Władze w Chinach kreślą plany i tworzą ramy działania, ale realizację planów pozostawiają właścicielom firm, menadżerom, liderom. Co charakterystyczne (a często fałszywie interpretowane), bardzo często pewne zjawiska w Chinach są „puszczane na żywioł”. Władze pozwalają na jakieś działania (choćby płatności telefon – telefon, bez pośrednictwa banku, czy innych instytucji finansowych), wobec których nie stosują właściwie żadnych regulacji. Obserwują, badają, wyciągają wnioski. A mając w rękach konkrety zaczynają regulować, cywilizować żywioł. To oczywiście przez „korwninistów” odbierane jest jako „nakładania kagańca”, „odbieranie wolności”. Tyle, że w odróżnieniu od państw zachodnich, państwo chińskie bardzo dba o swój interes: skoro w coś zainwestowało, na coś zezwoliło, chce na tym czymś również zyskiwać. Niekoniecznie wprost zarabiać. Ale na pewno nie dopuszcza do sytuacji, kiedy finansuje badania, pozwala firmie rosnąć w siłę, a ta w ramach wyrazu wdzięczności jak na przykład Apple, przenosi produkcję gdzieś w cholerę, a podatki optymalizuje gdzieś w Europie. konkurencja

Co jest niezwykle ciekawą cechą życia gospodarczego Chin, to konkurencja kreowana i wzmacniana przez władze chińskie w obrębie branż, a nawet produktów. Oczywiście chodzi o te branże i produkty, w których Pekin upatruje przyszłość, możliwość rozwoju, szansę na przewagę konkurencyjną, nowy przebój eksportowy. Każdy chiński gigant ma swojego małego, przyczajonego konkurenta, który wciąż knuje, tworzy konkurencyjne rozwiązania, a otrzymuje na ten cel dofinansowanie z centrali. Tu nie ma szans na cementowanie pozycji wzorem Google, czy Facebooka. Dlaczego? Bo hegemonia na rynku to hamulec rozwoju. Wielkie firmy zachodnie, skoncentrowane są na obronie swojej pozycji, nie na ucieczce do przodu poprzez nieustanne wprowadzanie nowych rozwiązań. Wiara w postreaganowskie hasło, że rynek wszystko sam ureguluje jest gigantyczną blagą, która powoduje, że to Microsoft, Google, czy Facebook dyktują warunki i naginają rządzących do swoich planów, a nie odwrotnie, skazując użytkowników na korzystanie z rozwiązań, które nie są ani najlepsze, ani najnowocześniejsze, a wszelkie zagrożenia wynikające z działań firm małych pacyfikowane są przez przejęcia i wrzucanie „głupich pomysłów” na półkę. konkurencja

Władze w Pekinie tymczasem uświadomiły sobie, że takie działanie w dzisiejszych czasach to zbrodnia. Dzisiaj technologie wrą niczym magma, co chwilę wyrzucając nowe pomysły, nowe rozwiązania. Państwo chce, aby każdy pomysł, każde nowe rozwiązanie zostało zagospodarowane. Jednym z narzędzi pozwalających łowić te „nowinki” jest właśnie stymulowanie konkurencji pomiędzy firmami. konkurencja

Najnowszy przykład: Huawei, Xiaomi, a także ZTE, Gionee, Lenovo, Meizu, Nubia, Oppo, Vivo, OnePlus oraz Chińska Akademia Technologii Informatycznych i Komunikacyjnych zawiązały wspieraną przez chińskie władze koalicję, której celem jest „promocja mikroaplikacji”. Rzeczywistym celem tego aliansu ma być stworzenie alternatywy dla WeChata firmy Tencent. Cel ambitny, ponieważ WeChat to w Chinach dzisiaj niezwykle popularne narzędzie, które zmieniło w Chinach zastosowanie smartfonów. Cechą szczególną WeChata jest jego konstrukcja, która pozwala na rozwijanie jego funkcjonalności poprzez właśnie mikroaplikacje, z których większość powstaje nie w biurach Tencent, a jest tworzona przez roje chińskich freelancerów, którzy te aplikacje mogą sprzedawać albo Tencentowi, albo poprzez Tencentową wersję Google Play. Jeszcze niedawno porównywano WeChata do WhatsAp’a, w Chinach już zresztą zablokowanego. Dzisiaj takie porównanie zakrawa na kpinę. A to dlatego, że WeChat pozwala między innymi: konkurencja

– prowadzić komunikację typu chat (dla Chińczyków rozwiązanie niewygodne przez wzgląd na konieczność stosowania pinyin);

– prowadzić komunikację „walkie-talkie” (przesyłanie wiadomości głosowych do ok. 50 sekund – wciąż bardzo popularne);

– prowadzić rozmowę (jak Skype);

– prowadzić rozmowę video (znów jak Skype);

– dokonywać płatności telefon-telefon, bez konieczności korzystania/podpięcia do jakiegokolwiek konta bankowego, karty kredytowej, etc.; do tej formy płatności przystosowały się całe Chiny: restauracje i hipermarkety, placówki pocztowe i kasy biletowe na dworcach;

– dokonywać przelewów pieniężnych (do 1 kwietnia b.r. bez ograniczeń kwotowych);

– przesyłać wirtualne „czerwone koperty” z okazji urodzin, jubileuszy, a przede wszystkim przy okazji Chińskiego Nowego Roku;

– zamówić dowolną usługę lub towar, za który można oczywiście zapłacić poprzez aplikację;

– zamówić taksówkę, lub auto prywatne (alternatywa dla Uber i Didi);

– „wytrząsnąć” partnerkę/partnera na jeden dzień, lub na dłużej;

– podzielić się ze swoimi znajomymi myślami, wrażeniami – tekst plus zdjęcia lub film (jak Facebook)

a to tylko część możliwości. Bo są przecież gry, streaming, newsy, reklamy, pogoda, przypominajki (dziesiątki aktywności dzieci w szkołach), dzielone kalendarze dla rodzin, dla przyjaciół, dla firm, itd., itp.

Koalicja 10 firm ma stworzyć produkt, który zabierze Tencentowi pozycję niemal monopolisty w swojej kategorii. Co więcej, efektem tej współpracy będzie państwowy standard formatu dla mikroaplikacji bazujących na HTML5. A to dlatego, że dowolna aplikacja stworzona dla aliansu będzie mogła być zastosowana przez każdego z aliantów w jego produktach. konkurencja

Wsparcie państwa zaznaczone w informacji prasowej na ten temat oznacza po prostu wsparcie finansowe. Ale też presję na jak najszybsze uzyskanie zadowalających efektów.

W zeszłym roku Chińska Republika Ludowa przeznaczyła na badania naukowe, w tym rozwój technologii 278 miliardów dolarów. W tym roku przeznaczy więcej.  konkurencja

Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

3 thoughts on “Konkurencja po chińsku,”

  1. Jednego nie mogę zrozumieć czemu w Polsce dwa miesiące temu WeChat był po polsku a teraz jest po angielsku. Martwi mnie to bo miałem nadzieję, że niedługo w Polsce będę mógł płacić przez WeChat, ale widocznie Tencent nie chce wojny handlowej. Oby to była chwilowa pauza przed dalszą ekspansją, bo wiele ludzi odchodzi od Skype a Messenger nie jest dla mnie.

  2. @ Rafał: Obawiam się, że to po prostu reakcja na stosunek nakładów do rezultatów. WeChat póki co nie przebija się w Polsce. Króluje Facebook i Messenger. Niewiele osób w Polsce zdaje sobie sprawę z tego jak to ciekawe rozwiązanie, mające niewiarygodnie wiele zastosowań. Z płatnościami w Polsce za pomocą telefonu, w takiej formule jaka ma miejsce w Chinach nie ma szans. Tu musiałby się pojawić operator komórkowy z wizją, zdolny dopasować się do przepisów rynku finansowego (banki z pewnością rzuciłyby się na takiego, bo to odbiera im rynek i zyski z obrotu pieniędzmi) i widzący swoją branżę w szerszym kontekście niż sprzedaż telefonów i abonamentów. Nie wiem, czy ktoś taki w Polsce znalazłby się.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close