Chiny subiektywnie

我的三分钱 Moje trzy feny (15/20),

czyli myśli niepoukładane i nie całkiem chińskie…

Staram się zrozumieć co chcą mi przekazać media zagraniczne. Mnie tu, mieszkającemu w Szanghaju. Parę miesięcy temu głównym tematem wiadomości publikowanych przez te media były zarzuty dotyczące spóźnionej reakcji na zagrożenie epidemiologiczne, ignorowanie, lub celowe ukrywanie faktów dotyczących rozwijającej się epidemii. Chwilę później zaczęto wychwalać Chiny za podjęcie zdecydowanych, radykalnych kroków podjętych dla efektywnej walki z koronawirusem. Potem zaczęła się fala publikacji doszukujących się odpowiedzi na pytanie: kto jest winien pandemii? Jedna strona zawrzała świętym oburzeniem – to Chiny! A druga (w social mediach i nie tylko): a może to jednak Stany Zjednoczone, bo chciały Chinom zaszkodzić, ale cos się nie poukładało zgodnie z planem… Zaczęto też zadawać pytanie: a skąd ten wirus? Czy on chiński, amerykański, a może jednak rosyjski, lub reptyliański? A wirus tymczasem (nie)ludzko ludzki, ludzi dotyka. Zwykłych, przeciętnych ludzi, tych, którzy w wyniku zarażenie ocierają się o śmierć, życie tracą, jak i tych, którzy z wirusem starają się walczyć. Z poczucia obowiązku, w imię wyznawanych wartości, no bo nie dla pieniędzy i nie ze zdrowego rozsądku! Kto normlany szedłby do takiej roboty wspierany dobrym słowem i poradami, aby z braku profesjonalnych środków ochrony zakombinować sobie coś we własnym zakresie? A ci ludzie, czy w Chinach, czy w Stanach, czy w Rosji idą i walczą. Równolegle w mediach zyskuje popularność kolejny przekaz: informacje z Chin są niewiarygodne. Znamy Chińczyków dobrze: na pewno fałszowali i fałszują dane dotyczące zakażeń, zachorowań, przypadków śmiertelnych. Na pewno. Ale przecież jeszcze parę dni temu uważano, że są to dane wiarygodne, weryfikowane przez wiele niezależnych od Chin instytucji (w tym rozliczne ośrodki badawcze zagraniczne, bazujące na danych uzyskiwanych we własnym zakresie). Dziwnym zbiegiem okoliczności ten kolejny już „okołowirusowy trend medialny” nabrał rumieńców, kiedy dane ze Stanów Zjednoczonych dotyczące liczby osób wymagających hospitalizacji, osób, które zmarły w wyniku zarażenia przewyższyły te znane z Chin. Wydaje się, że Amerykanie nie chcą zajmować pierwszego miejsca w tej szczególnej kategorii. I pewnie dlatego zmienił się ich stosunek do wcześniej akceptowanych danych. Zatem pora na teorie spiskowe. Ale w jaki sposób mają one wpłynąć na efektywność walki z epidemią w USA, Chinach, Rosji, Europie…? Jaki jest właściwie ten przekaz? Czego konkretnie mam się z nich dowiedzieć o świecie za moim oknem i tym za górami, morzami?

Doktor Bartosiak mówi właśnie, że czas prawdy to przeszłość. Ma, niestety, rację.

Coś chyba jest na rzeczy. Co? Nie wiadomo, pozostają tylko domysły. Wszędzie mówi się o tym, ze epidemia to przeszłość. Że sukces. Że druga fala to bujda na resorach. Że mimo to warto być czujnym, bo jednak ta druga fala przytrafić się może (vide Hong Kong). Życie fragmentami powraca do normy. Bo można w zasadzie pojechać gdzie się chce. Można w zasadzie robić co się chce. Albo to, co już można. W minionym tygodniu na przykład ponownie zamknięto bramy do miejskich parków i miejsc uznawanych za szanghajskie atrakcje turystyczne. Po trzech tygodniach możliwości swobodnego ich odwiedzania. Zapowiadano, że z początkiem kwietnia będą organizowane pierwsze po przerwie imprezy sportowe. Tymczasem ogłoszono przedłużenie zakazu organizacji imprez masowych (w tym sportowych) do odwołania. Dyplomatom zagranicznym zasugerowano, by dali sobie spokój z jeżdżeniem po kraju, z oddalaniem się od swoich placówek, swoich misji. W trosce – rzecz jasna – o ich cenne zdrowie. U mnie na osiedlu wciąż czynne jest tylko jedno wejście. Znów wprowadzono tutaj obligatoryjne mierzenie temperatury wszystkich wchodzących. A przecież ledwie kilka dni temu ani nikt tam nie polował na gorączkujących, ani nawet nie sprawdzał karty mieszkańca. Wpuszczano „na twarz”, no bo się wszyscy znamy przynajmniej z widzenia. Ale to się znów skończyło, zanim zdążyło się przyjąć. Co się dzieje? Gubię się i ja, i wszyscy dookoła w tych domysłach – jak to jest z tym wirusem? Na szczęście wszyscy też wiemy, że wszystko jest na chwilę, że wszystko jest przejściowe. Dziś jest tak, jutro inaczej. A generalnie przecież jest dobrze. Idzie lato.

Nie znajduję w sobie tyle optymizmu co doktor钟南山 Zhong Nan Shan, który zakłada, że mamy szansę wygrać z pandemią na całym globie do końca kwietnia. Główną przeszkodą na drodze do osiągnięcia takiego celu jest moim zdaniem brak koordynacji działań w Europie, USA i innych częściach świata, gdzie przez 2-3 tygodnie przyglądano się rozwojowi sytuacji w Chinach, jakby dziwacznemu, gigantycznemu performance artysty wizualnego uprawiającego swoje sztuki w innym układzie planetarnym. Nikt nie zastosował drakońskich, ale sprawdzonych metod (jeśli komuś Chiny kojarzą się wyłącznie ze złem, no to mógł posłużyć się przykładem Korei Południowej, albo na przykład Wietnamu), nikt nie zaczął gromadzić środków ochrony osobistej, nie zdecydowano o „social distancing”, o „lockdown” obejmującym zarówno biznesy, jak i mieszkańców miast i wsi. Różne państwa podeszły do epidemii w bardzo zróżnicowany sposób, dlatego też w niemal każdym państwie mamy do czynienia z zupełnie inna sytuacją. Nigdzie jednak, oprócz państw Południowo-Wschodniej Azji nie możemy mówić o „złamaniu krzywej” zachorowań. W Rosji – wszystko na to wskazuje – mamy do czynienia wręcz z początkiem epidemii na wielką skalę. Tu zamiast konkretnych działań prezydent Putin zaproponował płatny urlop dla całego państwa. I kto mógł skorzystał z okazji, aby wyjechać na urlop…. Nie ma więc szans, abyśmy z końcem kwietnia mogli zacząć przestać myśleć o wirusie. Będzie nam towarzyszył jeszcze tygodniami, może miesiącami, napawając niepokojem, pojawiając to tu, to tam. Do takich wniosków skłania mnie to co czytam, czym karmią mnie kanały informacyjne, tak podpowiada mi doświadczenie, to co przeżyłem tutaj w Szanghaju. Zdaję sobie sprawę, że te metody chińskie nie są postrzegane jako „humanitarne”, z pewnością nie są łatwe do zaaprobowania przez społeczeństwo i gospodarkę, ale zdają się być najefektywniejszym, najszybszym sposobem pokonania epidemii. Jestem świadom, że w państwach deklarujących się jako demokratyczne, uchodzą za nieludzkie. Ciekawe, że nie zyskują tego negatywnego rysu, kiedy przedstawiane są w kontekście działań przeciwko wirusowi w Korei Południowej na przykład. Sam wirus pokazuje, że demokracja w wersji fundamentalistycznej to czysty obłęd. Wolność jednostki ponad wszystko. Ponad życie ogółu. A co wolnością jednostek, którym nie spieszno na łono Abrahama? Nie ma to żadnego znaczenie, czy metody stosowane w Chinach podobały się mi, czy były sprzeczne z moją polską naturą, czy nie. Okazały się skuteczne. Uratowały wiele ludzkich istnień. I to jest najważniejsze. Dobre lekarstwo ponoć nigdy nie jest smaczne. Krzywimy się, ale je przyjmujemy. To niewielka cena za uwolnienie się od choroby.

Zauważyłem ciekawe zjawisko językowe: słowa kwarantanna i izolacja w odniesieniu do koronawirusa funkcjonują jako zamienniki. To co określane jest w Polsce jako kwarantanna (samokwarantanna) w Chinach funkcjonowało w pierwszych tygodniach epidemii jako izolacja, albo samoizolacja. Działanie ograniczające kontakt z innymi ludźmi, ograniczające możliwość zarażenia się. Kwarantanna przyszła później i określała sytuację, w której od reszty społeczności oddzielano (odizolowywano) osoby będące zdiagnozowanymi nosicielami wirusa, wraz z wszystkimi domownikami. Na pewnym etapie walki z epidemią takie osoby były kierowane do specjalnie utworzonych ośrodków, aby znajdować się pod stałą obserwacją. Gdyby zastosować polskie określenia, to czy ja sam, członkowie mojej bliższej i dalszej rodziny, wszyscy mieszkańcy Szanghaju, ba niemal całych Chin odbywaliśmy kwarantannę, czy może stosowaliśmy samoizolację? A może byliśmy jednocześnie odizolowani i poddawani kwarantannie? Jak zwał, tak zwał. Trzymanie się na dystans przez wiele tygodni przyniosło skutek. Lepiej się prewencyjnie odizolować (jak uczyniły to setki milionów Chińczyków), niż przeżywać traumę kwarantanny. I jeśli mamy pokonać szybko pandemię.

O właśnie. Epidemia, czy pandemia? Tu w Chinach te słowa mają zdecydowanie różne znaczenie. Epidemia miała miejsce w Chinach. Z pandemią boryka się reszta świata. Epidemia w Chinach – wszyscy mamy nadzieję i mocno w to wierzymy – jest bliska końca. Pandemia na świecie zatacza coraz szersze kręgi. Choć i epidemia daje o sobie znać. Jak na odległej północnej granicy z Rosją. Pandemia próbuje się wślizgnąć, ożywić gasnącą epidemię. Chyba za dużo czytam, myślę, kombinuję. Czas się wziąć do pracy. Przegląd sam się nie przygotuje.

中国谚语 Z chińskich powiedzeń   

小时偷针,大时偷金.

Kto dzieckiem bedąc kradnie igłę, będąc dorosłym sięgnie po cudze złoto.

梁安基Liang Z. Andrzej

上海,中国Shanghai, Chiny                                                                                            

电子邮件 E-mail: azliang@chinamail.com  

 

© 2020 www.chiny24.com

 

Show More

Andrzej Liang

Liang Z. Andrzej (梁安基) – prawnik, analityk, wykładowca, biznesmen. W 1988 roku Chiny stały się jego domem. Posiadł niezwykłe doświadczenie w zakładaniu oraz zarządzaniu firmami i projektami inwestycyjnymi, zarówno na rzecz inwestorów zagranicznych, jak i chińskich. Obecnie członek rad nadzorczych w chińskich korporacjach. Jest uważnym obserwatorem życia społecznego, gospodarczego, zmian zachodzących w chińskiej rzeczywistości. Jak mówi o sobie: ma korzenie, wychowanie i wykształcenie zachodnie, ale duszę Chińczyka, z Chinami wiążą go głębokie więzi rodzinne. Liczy na to, że jego obserwacje i opinie utworzą jeden z pomostów między Zachodem, a rosnącymi globalnie Chinami.

Related Articles

Back to top button