Chiny subiektywnie

我的三分钱 Moje trzy feny (18/20)

Można rzec: nastał czas kampanii. Równolegle toczymy kampanię antykoronawirusową, na rzecz higieny osobistej, w imię ożywienia gospodarki, dla powrotu do szkol i uniwersytetów, jak również wiele innych, o których chętnie rozprawiają media. Jedna z tych wielu w peletonie kampanijnym przybiera na sile i nabiera tempa, jak rosnąca liczba ponownie otwieranych restauracji. Coraz częściej widoczne są ogonki konsumentów czekających na swoją kolej przed tymi najpopularniejszymi restauracjami serwującymi potrawy, o których krążą miejskie legendy. Zatem i tu wszystko wraca do normy? Otóż nie. W restauracjach toczymy kampanię o przerwanie potencjalnego łańcucha zarażeń. A nie jest to sprawa prosta. Kto w chińskiej restauracji jadał wedle chińskiego obyczaju, ten wie, że na restauracyjnym, zazwyczaj okrągłym stole znajduje się obrotowy szklany blat, na którym kelnerzy ustawiają półmiski i talerze z potrawami. Każdy z biesiadników za pomocą swoich pałeczek i porcelanowej łyżki nakłada sobie co tam chce i ile chce. I tu leży problem. Te same potrawy dotykane być mogą przez wiele pałeczek i łyżeczek. Dlatego też administracyjnie zarządzono, ze każdy z klientów restauracji zostaje wyposażany w dwa zestawy pałeczek i łyżeczek – jeden do użytku osobistego, drugi do nakładania sobie z talerzy i półmisków.

To w zamyśle ma spowodować, że zarazki (a zwłaszcza złej sławy koronawirus) nie będą mieć szansy na podróż pomiędzy osobami biesiadującymi przy tym samym stole. Takie są wymagania władz sanitarnych. Mniejsza o to czy wszystkie restauracje przestrzegają tego zarządzenia, czy też nie. Nie w ilości pałeczek i łyżeczek przecież znajduje się sedno problemu. I przed epidemią koronawirusa w restauracjach chińskich każdy klient dostawał pałeczki, łyżkę, miseczkę, a czasem nawet czarkę do picia ofoliowaną na dowód, że naczynia nie tylko zostały umyte, ale jeszcze do tego wyparzone, a potem zabezpieczone. A i tak większość z nas po przebiciu folii i wyciągnięciu naczyń płukało je sobie w zamówionym u kelnerki wrzątku. Dlaczego? Powód był prozaiczny. Delikatnie rzecz ujmując: ograniczone zaufanie do restauratorów i pracowników zaplecza kuchennego. Jak i przed epidemią, tak i dziś nie mam gwarancji, że naczynia które dostaję, bez względu na ich liczbę, są rzetelnie umyte, a nie tylko opłukane i zafoliowane. Takie mycie to i spory koszt energii i czasu. A każdy koszt to w czasie postpandemicznym osobisty wróg właścicieli wszelkich biznesów. To przecież jasne i zrozumiałe. Żeby było zabawniej, pomimo okoliczności, w Szanghaju obowiązuje całkowity zakaz stosowania jednorazowych pałeczek, łyżeczek, etc. A te chyba byłyby najlepszym rozwiązaniem w tej konkretnej sytuacji. A może – taka myśl mi przyszła do głowy – idąc do restauracji, jak kiedyś do gospody, powinniśmy zabierać swoje własne pałeczki, łyżki, małe miseczki? Nawet w podwójnych zestawach. Ale z gwarancją solidnego umycia. Może to zwariowany pomysł, ale mam nieodparte odczucie, że wprowadzenie tej nowej zasady w restauracjach szanghajskich jest przerostem formy nad treścią. Przecież tych pałeczek na głowę gościa restauracji może być i ze trzy tuziny, ale co z tego, kiedy wszystko zależy od sumiennego wykonywania obowiązków przez personel danej restauracji, jak również ścisłego przestrzegania higieny osobistej przez pracowników tejże. Jeśli te warunki są spełnione, to i bez tych nowych zasad w restauracji będzie bezpiecznie. No, ale w takiej sytuacji producenci pałeczek nie mieliby tylu nowych zamówień. A skoro nieustannie toczymy kampanię na rzecz ożywienia gospodarki, to trzeba dbać o wszystkie jej dziedziny, branże, sektory. O producentach pałeczek wielorazowego użytku nie zapominając.

Podstawową formą organizacji chińskiego społeczeństwa, taką podstawową komórką społeczności miejskiej są – jak je nazywam – trójki blokowe mieszkańców. O stopień wyżej znajdują się, komitety osiedlowe (居委会) przy zarządach danych osiedli. I trójki i komitety są najniższą formą zorganizowania społeczności lokalnej w miastach. W działania komitetów osiedlowych zaangażowani są wszyscy stali mieszkańcy (zameldowani właściciele mieszkań), a zwłaszcza emeryci, którzy oprócz ogromu wolnego czasu mają też spore zapasy energii. Początki tej formy zorganizowania życia społecznego na osiedlach chińskich miast sięgają początku lat 50. XX wieku. I pewnie ze względu na te początki kojarzone są po dziś dzień – zwłaszcza przez zagraniczne media – jako dowód nadobecności państwa w życiu Chińczyków, przykład wszechobecnej kontroli partii nad ludźmi. Nic bardziej mylnego. To błędna interpretacja tego specyficznego instrumentu pobudzania zaangażowania, włączania jednostek (emerytów, osób często w istocie samotnych) w życie małych społeczności. Kiedy w zeszłym roku wprowadzono nakaz sortowania śmieci, to właśnie członkowie trójek blokowych pełnili dyżury wraz z dozorcami, aby pilnować wypełniania zasad, wyjaśniać jak właściwie sortować śmieci. Trwało to 3 miesiące. I wszyscy się nauczyli reguł tej nowej w Szanghaju fanaberii. Z korzyścią dla wszystkich, bo złe sortowanie, lub brak sortowania oznacza kary pieniężne. Kiedy wybuchła epidemia i zarządzono powszechna samoizolację, ujawnił się cały potencjał trójek blokowych. Ich członkowie odwiedzali kolejne mieszkania, aby sprawdzać ile osób jest w każdym mieszkaniu, w jakim zdrowiu są te osoby, czy czegoś im potrzeba, czy nie potrzebują jakiejś formy pomocy. Odwiedzali każde mieszkanie dwa razy w tygodniu. Otwierając im drzwi nie czułem się osaczony, czy inwigilowany, nagabywany. Wręcz przeciwnie. Czułem się bezpieczny i miałem poczucie, że jestem częścią tej społeczności. Wiedziałem po prostu, że w razie potrzeby mogę liczyć na pomoc. Członkowie komitetu osiedlowego, kiedy rosła ilość zakażeń i zaostrzały się przepisy dotyczące samoizolacji, organizowali dostawy żywności, lekarstw, artykułów codziennej potrzeby dla tych starszych osób, które nie mogły same wyjść z domu, bądź z uwagi na stan zdrowia, bądź z uwagi na wiek. Trójki organizowały dyżury, aby pomagać dozorcom strzegącym bramy wejściowej w wykonywaniu obowiązków narzuconych przez władze miejskie. W ten sposób każdy członek osiedlowego komitetu, trójki blokowej, miał poczucie (uzasadnione), że dokłada swoją cząstkę, ma swój mały udział w walce z epidemią, w utrzymaniu zasad i porządku. Bez tej cząstki, bez tych woluntariuszy powszechna samoizolacja wszystkich mieszkańców 25 milionowego Szanghaju byłaby niemożliwa. A tak, dzięki zaangażowaniu tych „wujków” i „cioć” samoizolacja stała się faktem, niemal natychmiast po wezwaniu do niej. Bez grożenia karami finansowymi, czy więzieniem. Pojawiło się niebezpieczeństwo zagrażające każdemu, wszyscy niemal jednocześnie zareagowali tak samo, poddali się tym wszystkim drakońskim zasadom. Jak to napisał kiedyś Dumas, jakkolwiek może to brzmieć naiwnie, infantylnie: „Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”. Bez tych trójek i komitetów nic by z tego całego „lockdown” nie wyszło. Żadne wojsko, policja, służby nadzoru nie wymusiłyby na ludziach samotnych, pozostawionych sobie samym, często zagubionych i bezradnych, przestrzegania zasad, których nie byliby w stanie fizycznie przestrzegać. To właśnie dzięki aktywności trójek blokowych, komitetów osiedlowych udało się odzyskać część dawnej normalności. Wciąż jeszcze tylko część, ale i ta część jest lepsza w porównaniu z tym co przeszliśmy. Kiedy epidemia gaśnie, warto wspomnieć tych, którzy stanęli na ochotnika na pierwszej linii frontu. Nie w szpitalach, ale na osiedlach.

Z chińskiego życia rodzinnego.

W gronie rodzinnym, wśród przyjaciół, pojawia się nieustannie dość oczywisty temat dyskusji, czyli kwestia ostatecznego zakończenia historii z epidemią. Młodsi wydają się być mało optymistyczni, ale za to gotowi do określania konkretnych terminów. Koniec maja. Początek czerwca. W lipcu. Starszyzna, bardziej pragmatyczna, a jednocześnie jakby widząca przyszłość w jaśniejszych barwach, zgodnie z chińskimi obyczajami unika konkretu. Pytana odpowiada mało precyzyjnie. Dla starszych liczą się wydarzenia, a nie daty. Ostatnio ujęła mnie odpowiedź indagowanej w temacie seniorki rodu: Znakiem końca epidemii będzie wyznaczenie nowego przesuniętej sesji parlamentu oraz powrót dzieci do szkół. Póki co seniorka rodu ma rację w połowie. Termin inauguracji Dwóch Sesji już wisi w powietrzu. Dzieci wracają do szkół, ale jednak nie wszystkie. Przedszkola i klasy 1-3 wciąż czekają na decyzję władz. Prognoza zatem niby konkretna, ale jakoś tak jednocześnie mało precyzyjna. Jak z prognozą pogody. Zapowiedzi jedno, a życie i tak potoczy się swoją ścieżką.

来自中国文化遗产 Z chińskiego dziedzictwa kultury :   

 养兵千日,用在一时.

Armie są utrzymywane w ciągłej gotowości przez tysiące dni, aby walczyć przez jedną chwilę.

梁安基Liang Z. Andrzej

上海,中国Shanghai, Chiny                                                                                            

电子邮件 E-mail: azliang@chinamail.com  

 

© 2020 www.chiny24.com

                                 

Andrzej Liang

Liang Z. Andrzej (梁安基) – prawnik, analityk, wykładowca, biznesmen. W 1988 roku Chiny stały się jego domem. Posiadł niezwykłe doświadczenie w zakładaniu oraz zarządzaniu firmami i projektami inwestycyjnymi, zarówno na rzecz inwestorów zagranicznych, jak i chińskich. Obecnie członek rad nadzorczych w chińskich korporacjach. Jest uważnym obserwatorem życia społecznego, gospodarczego, zmian zachodzących w chińskiej rzeczywistości. Jak mówi o sobie: ma korzenie, wychowanie i wykształcenie zachodnie, ale duszę Chińczyka, z Chinami wiążą go głębokie więzi rodzinne. Liczy na to, że jego obserwacje i opinie utworzą jeden z pomostów między Zachodem, a rosnącymi globalnie Chinami.

Related Articles

Back to top button