Chiny subiektywnie

我的三分钱 Moje trzy feny (25/20),

czyli Chiny z własnego punktu widzenia

Co dalej z Hong Kongiem, znanym w Chinach jako 香港 XiangGang? To pytanie pojawia się bardzo często w dyskusjach obserwatorów i ekspertów. Przy czym nie chodzi tu o „clickbitową”[i] kwestię uchwalonego prawa o bezpieczeństwie narodowym, ale rzecz o wiele bardziej istotną dla tego regionu. Pisaliśmy o tym w osobnym artykule: rada Państwa ChRL ogłosiła plan przeobrażenia wyspy/prowincji海南  HaiNan, najbardziej na południe wysuniętej części terytorium państwa w port wolnego handlu i wielką strefę wolnocłową. Projekt ten będzie realizowany w dwóch etapach w perspektywach czasowych do 2025 roku i do 2035 roku, a w efekcie jego realizacji HaiNan zmieni się w wolnocłową strefę wolnego handlu i swobodnego przepływu kapitału z niezwykle atrakcyjnymi warunkami prowadzenia interesów. Te elementy wraz z liberalną polityką fiskalną (podatki tu nie mają przekraczać poziomu 15%) mają – wedle opinii ekspertów – stworzyć bezpośrednią konkurencję dla Hong Kongu. Ale czy faktycznie HaiNan stanowi dla Hong Kongu takie wyzwanie?

Spójrzmy na kilka danych:

– 香港 XiangGang/Hong Kong: PKB w roku 2019 to 2.58 bln RMB, lub jak kto woli 2.83 bln HK$, czyli ok. 1.46 bln PLN. Ludność: 7.5 mln. Powierzchnia: 1,106.66 km2. Specjalny region administracyjny kraju, odrębny obszar celny i podatkowy. Działa tu piąta pod względem wielkości obrotów giełda na świecie, region dysponuje własną, wymienialna walutą, czyli dolarem hongkońskim, w konsekwencji mamy tu do czynienia ze swobodnym przepływem kapitału.

– 海南 HaiNan: PKB w roku 2019: 530.9 mld RMB (~582.35 mld HK$, czyli ok. 298 mld PLN). Ludność: 9.44 mln. Powierzchnia: 35.4 tys. km². Wyspa wraz z 200 innymi tworzy prowincje, specjalna strefa ekonomiczna, obszary wolnocłowe. Podstawą lokalnej gospodarki jest turystyka („chińskie Hawaje”), przemysł farmaceutyczny i wydobywczy (gaz, ropa na szelfie). Odległość od Hong Kongu: 471 km drogą lotniczą, lub 528 km drogą lądową.

– 深圳  Shenzhen (graniczy z HongKongiem): PKB w roku 2019: 2.7 bln RMB (~ 2.97 bln HK$, czyli ok. 1.52 bln PLN). Ludność: 13.4 mln. Powierzchnia: 1,996.86 km2. Specjalna strefa ekonomiczna. Ósma giełda na swiecie. Chińska dolina krzemowa. Siedziba takich firm jak Huawei, Tencent, DJI (największy na swiecie producent dronów), BYD (największy globalnie producent samochodów elektrycznych) i wielu innych. Światowe centrum produkcji i handlu wszelkiego rodzaju sprzętu elektronicznego.

– 上海 Szanghaj: PKB w roku 2019: 3.82 bln RMB (~4.2 bln HK$; ok. 2.15 bln PLN). Ludność: 24.5mln. Powierzchnia: 6,341 km2. Największy ośrodek gospodarczy, finansowy Chin. Czwarta na swiecie giełda. Funkcjonują tu również giełdy transakcji terminowych najważniejszych surowców, metali i towarów. Miejsce działania wszystkich największych banków i zagranicznych instytucji finansowych operujących w Chinach. Z Odległość do Hing Kongu: 1,224 km.

Kto jest zatem realnym konkurentem Hong Kongu? HaiNan może Hong Kongowi odebrać prymat w dziedzinie handlu detalicznego. To fakt. Stworzenie strefy wolnocłowej sprawi, że wszelkie towary, zwłaszcza te luksusowe (odzież, kosmetyki, galanteria, biżuteria) będą tu tańsze niż w Hong Kongu. Plaże i nowoczesne hotele HaiNan przyciągną Chińczyków spragnionych doświadczeń letniej kanikuły w stopniu jeszcze większym niż ma to miejsce obecnie. Ale to się wydarzy za kilka lat. Tymczasem teraz, dziś, konkurentem HongKongu jest graniczący z nim Sheznhen. A za horyzontem czai się Szanghaj.

Te dwa miasta, ich rosnąca siła i ich potencjały sprawiają, że władze w Pekinie patrzą na Hong Kong inaczej niż jeszcze kilka lat temu. W 1997 roku, kiedy Hong Kong wracał do macierzy, był on w zasadzie jedynym kapitałowym oknem Chin Ludowych na świat. Dziś Hong Kong tego monopolu nie ma. Nie generuje też tak dużej części chińskiego PKB jak ćwierć wieku temu.

HaiNan to melodia przyszłości. Ale pisana już dzisiaj.

Odnoszę wrażenie, że w ostatnim czasie wśród przedstawicieli władz różnego szczebla pojawił się jakiś nowy “wirus”. Już wydawało się, że wszelkie emocje związane z ogłoszeniem koncepcji rozwoju 粤港澳大湾区  Rejonu Wielkiej Zatoki (Greater Bay Area),

Greater Bay Area, to obszar, który sukcesywnie zamienia się w jeden gigantyczny organizm miejski.

potem obszaru 长江三角洲, czyli Delty Rzeki Jangcy,

Klaster Delty Rzeki Jangcy zamieszkuje 250 milionów ludzi.

czy wreszcie wyspy/prowincji HaiNan już przycichły. Już wydawało się, ze wszystko zostało zaplanowane, policzone, ogłoszone i przekazane do realizacji. Ale tkwiliśmy w mylnym błędzie. Ogłaszane zostają bowiem kolejne podprojekty tych wielkich projektów.

I tak to w ramach rozwoju Delty Rzeki Jangcy władze 上海 Szanghaju chcą przeobrazić miejscowy port 洋山 YangShan w bezcłową strefę wolnego handlu. To koncept wyraźnie inspirowany planami dotyczącymi wyspy HaiNan. Nawet ramy czasowe są te same: pierwszy etap projektu ma zostać zamknięty do końca 2025 roku, a drugi do końca roku 2035. Szanghajska strefa wolnocłowa zostanie podzielona na trzy podstrefy. Jedna z nich zostanie zlokalizowana w pobliżu lotniska 上海浦东国际机场  Shang Hai PuDong International Airport.

Megariegiony miejskie to część wielkiego chińskiego projektu urbanizacji państwa i społeczeństwa. Chiny zamierzają zredukować liczbę mieszkańców wsi do poziomów charakterystycznych dla państw rozwiniętych, czyli poniżej 10% ogółu populacji. Dziś to wciąż ponad 40% społeczeństwa.

Władze prowincji 山东 ShanDong pracują z kolei nad utworzeniem gminnych klastrów, takich lokalnych „mega-regionów”, nazwanych „gminnymi strefami rozwojowymi”, łączącymi potencjał ekonomiczny sąsiadujących ze obszarów administracyjnych. To kolejny projekt pilotażowy, którego celem jest znalezienie metody wykorzystywania potencjału różnych obszarów państwa, na rożnym poziomie, dla ich ożywienia gospodarczego, a przez to podniesienia poziomu życia ludzi zamieszkujących te obszary. Jednak, prawdę mówiąc, hasło: „strefa (obojętnie jaka) w każdej wsi” nie budzi mojego entuzjazmu. Jakoś kojarzy mi się z owym projektem produkcji stali na każdym podwórku. Tudzież z piosenką: „wprawdzie dzisiaj tu ściernisko”….

Chiny to w skali świata ponad 90% użytkowników kodów QR. To z kolei kojarzy się z ową reklamą „Każdy Mambę ma, mam i ja”. Kody QR wykorzystywane są oczywiście w płatnościach mobilnych. Ale wykorzystują je w różnych sytuacjach przedsiębiorstwa wielkie i te zupełnie małe, sprzedawcy uliczni i bazarowi, uliczni grajkowie, ale i agencje rządowe, urzędy skarbowe, media, itd., itp.

Używając kodów QR zapłacisz w każdym małym sklepie spożywczym. No chyba, że wolisz zapłacić twarzą. Jest też i taka opcja.

Każdy szanujący się obywatel ma swój kod QR. Ten w WeChat na przykład, jak i ten na drukowanej wizytówce. Niebawem kod QR (dziś jeszcze nieobowiązkowo) będzie umożliwiać korzystanie z usług medycznych, ale także prowadzić do całego zbioru informacji o naszych badaniach, chorobach, pobytach w szpitalu, etc.

Firmy zagraniczne w Chinach zatrudniają ponad 200 mln pracowników.

52% wszystkich szkół zagranicznych działających w Chinach posiada swoje placówki w 上海 Szanghaju (27 szkół) i w 北京 Pekinie (26 szkół). Kolejne 30% zagranicznych szkół (podstawowe, gimnazja, średnie, wyższe) działa w 深圳 Shenzhen, 广州 Guangzhou, 苏州 Suzhou i武汉 Wuhan. Szkoły zagraniczne w Chinach najczęściej zakładane są przez instytucje i firmy edukacyjne z Singapuru, Wielkiej Brytanii, Niemiec, USA i Kanady.

Nie. Osoba na zdjęciu poniżej nie jest ofiarą koronawirusa, której zgon został podstępnie ukryty przez chiński reżim. Zdjęcie zrobiłem w Szanghaju w godzinach południowych. Tu, zwłaszcza po lunchu każdy chętnie przytnie komara. Czy tam moskita. Pracujący w biurach po jedzeniu składają głowę na biurkach. Albo odchylają się w fotelach na kółkach. Ci pracujący fizycznie na dworze, szukają cienie, żeby zdrzemnąć się te pół godzinki. Zwłaszcza jeśli do lunchu było piwo.

Foto: Andrzej Liang

Z życia chińskiego wzięte

Fascynuje mnie jak w dzisiejszych Chinach łączy się najnowszą technikę na przykład ze starymi procedurami. Ostatnio doświadczałem tej przyjemności odwiedzając lokalny posterunek policji. Nie, nie zostałem zatrzymany przez wysłanników systemu. Sam się zgłosiłem, żeby uzyskać dokument potwierdzający miejsce mojego zameldowania. Okazało się, że potrzebuję takowego, by dokonać odpowiednich zmian w dokumentach rejestracyjnych spółki zagranicznej, której doradzam. Mam wprawdzie oficjalne dokumenty potwierdzające własność mieszkań w Szanghaju, ale procedury urzędowe liczące sobie ponad 30 lat wymagają potwierdzenia przez policję faktu zamieszkiwania w posiadanym lokalu. A kto inny wie lepiej kto gdzie mieszka na dzielnicy niż dzielnicowy? Proste? Od co najmniej pięciu lat słyszę, że procedury urzędowe ulegają uproszczeniu. Że są wyrazem zaufania urzędów do delikwenta, przepraszam, petenta. W rzeczywistości to urzędnicy otrzymują coraz bardziej wyrafinowane narzędzia do brnięcia poprzez meandry starych procedur. Najnowsza forma owych narzędzi są aplikacje mobilne.

Poszedłem na komisariat przygotowany. Doświadczenie 30 lat nie poszło na marne. Mam pliki wszystkich papierów, paszport, kopię paszportu. Pokazuję je policjantce przyjmującej w okienku, gdzie załatwia się sprawy meldunkowe i pobytowe. Rzecz przećwiczona wielokrotnie. Pani policjantka z uśmiecham spojrzała na przygotowany przeze mnie plik kopii wszystkich stron paszportu, po czym poszła do swojej kserokopiarki i sama wykonała kopie dla siebie. Ufać znaczy kontrolować, nieprawdaż? Kserowanie chwilę jej zajęło, wróciła do okienka. Teraz zacznie się wklepywanie danych do komputera. Tymczasem funkcjonariuszka sięga po smartfon. No to sobie postoję. Przejrzenie wiadomości w WeChacie zajmuje chwilkę. Patrzę na niż z wyrzutem, a ona zupełnie się mną nie przejmując smera ekran urządzenia poszukując jakiejś aplikacji. Smera, smera i nagle widzę, że wysmerała moje zdjęcie. Paszportowe. Czyżby wyszukała mnie w przeglądarce? Czy to jakiś przejaw zainteresowania? Wiosno, ejże ty! Na wszelki wypadek zapamiętuje jej numer służbowy widniejący na odznace. A jej numer to coś tam, coś tam (zachowane w sekretnych zakamarkach pamięci). Twarz policjantki z pamięci ulecieć może bez właściwej aplikacji, ale numer – nie!

Szybko wróciłem z nieba na ziemię. Okazało się po prostu, że policja ma obecnie dostęp do danych dotyczących mieszkańców Szanghaju poprzez odpowiednie aplikacje mobilne. Niczego nie trzeba już sprawdzać w stacjonarnym komputerze.

Wystawienie odpowiedniego zaświadczenia zajęło pani policjantce chwilę. Bez żadnego wklepywania danych i weryfikowania ich po wielokroć. Zmiany, zmiany…

Inna pani policjantka, inna sytuacja, ale tak dla zobrazowania jak znalazł.

Gdyby ktoś czasami pomyślał, że przedstawiwszy dokument wydany mi przez uroczą policjantkę (która może wieczorami gra na wiolonczeli, kto ja tam wie) sprawę rejestrową w dokumentach spółki zagranicznej załatwiłem od ręki, ten jest w błędzie. Nie na darmo administracja chińska istnieje z grubsza 5000 lat, żeby załatwiać tu sprawy ot tak, bez perturbacji. Okazało się, że pojawił się nowy wymóg, o którym dowiedziałem się, kiedy przedstawiłem świeżo wydrukowane zaświadczenie o zameldowaniu i zamieszkiwaniu w miejscu zamieszkania i zameldowania. Urząd, do którego się zgłosiłem wymaga dla zmian rejestrowych, których chciałem dokonać, by do innych dokumentów załączyć zdjęcie. Ale nie jakieś tam zdjęcie paszportowe, czy wizowe, czy legitymacyjne. Na to jakiś petent (delikwent) mógłby być podstępnie przygotowany. A zadaniem biurokracji jest przecież nieustanne testowanie czujności, inteligencji i cierpliwości petentów. Spotykałem się z różnymi wymogami dotyczącymi zdjęć wykonywanych dla celów urzędowych, wiele tych zdjęć „trzasnąłem sobie” przez ostatnie 32 lata życia w Chinach. Ale z takim po raz pierwszy. Otóż poproszono mnie o wykonanie zdjęcia twarzy (własnej na szczęście), przy której trzymam w ręku paszport otwarty na stronie ze zdjęciem i danymi. Jedno en face. Z profilu nie trzeba. Ani z innych ujęć. No cóż, nie ma to jak wielokrotne systemy zabezpieczeń. Ufać, ale sprawdzaj. Chiny nie przestana mnie zaskakiwać. Ale – w jakiś perwersyjny sposób – lubię to. Nie ma czasu na nudę. Nowinki, niespodzianki, innowacyjne pomysły potrząsające codziennością. Czasem tak, że plomby w zębach się same kręcą.

Regularnie czytam w chińskich mediach wypowiedzi przedstawicieli firm zagranicznych, czy izb przemysłowo handlowych w Chinach wzywających tutejsze władze do równego traktowania przedsiębiorstw z obcym kapitałem z firmami chińskimi. To od lat stały element takich wypowiedzi. Temat jest mi doskonale znany, bo przecież sam od początku lat 90. XX wieku prowadziłem tu firmy zagraniczne, produkcyjne. Świadom jestem zatem zmian realiów, w których działały firmy zagraniczne wtedy w porównaniu z warunkami ich działania obecnie. Chiny sukcesywnie się zmieniają, otwierają. Firmy zagraniczne przez te 3 dekady uzyskały znacznie większy dostęp do rynku, maja prawo udziału w przetargach publicznych, obejmowane są ulgami podatkowymi, mogą działać samodzielnie bez chińskich partnerów, nie muszą dzielić się udziałami, nikt ich nie może zmusić do przekazywania technologii, których nie chcą przekazywać. W realiach postpandemicznych firmy zagraniczne uzyskują pomoc identyczna z firmami chińskimi.

Czy firmy chińskie są w podobny sposób traktowane poza granicami Chin? Wątpię. Firmy chińskie – zwłaszcza ostatnimi czasy – mają zagranicą pod górkę. Dlaczego? Bo inne państwa stosują takie narzędzia stymulowania własnych gospodarek i ochrony własnych zasobów, które uważają za jak najbardziej słuszne. Promują swoich producentów, preferują w przetargach firmy własne, oferujące swoje technologie. Każde państwo chroni swój rynek i dostęp do niego jak może i ile może, bo to leży w jego interesie. To podstawowe abecadło w ekonomii w ujęciu państwowym.

Czy firmy zagraniczne w Chinach rzeczywiście chciałyby być traktowane równorzędnie z firmami chińskimi? Zdecydowanie nie. Bo to oznacza zupełnie inne traktowanie przez lokalne władze, jak i przez organy administracyjne. To oznacza na przykład wszelkiego rodzaju kontrole prowadzone „z chińską specyfiką”, dokonywane wedle uznania urzędów, które kontrole owe prowadzą kiedy chcą i jak chcą. To oznacza również utratę samodzielności w sferze zarządzania, czy organizacji produkcji. Firmy chińskie obowiązują bardzo konkretne regulacje skrojone do chińskiej mentalności i dekad chińskich doświadczeń społecznych. Firmy chińskie zobligowane są na przykład do finansowego wspierania lokalnych rządów, w tym promocyjnych i propagandowych. Coś za coś.

Czy tego chcą firmy zagraniczne w Chinach? Czy też mówimy o takim wybiórczym zrównaniu w traktowaniu, ograniczonym do dostępu do rynku, klientów, do zamówień i pieniędzy, o beczce miodu bez najmniejszej odrobiny dziegciu?

Niektóre firmy zagraniczne właśnie dzięki Chinom zbudowały swoja potęgę w skali globu. Profity uzyskiwane na rynku chińskim przyniosły skokowy wzrost wartości, ale również zbudowały podstawy pod ekspansję na nowe rynki.

Upraszczam oczywiście. To temat rozległy złożony. Ale pewnie ciekawym byłoby stworzenie takiego poważnego, rzetelnego zestawienia warunków działania firm zagranicznych w Chinach (dostęp do rynku, postrzeganie przez administrację i instytucje, ewentualne ułatwienia i wsparcie) oraz firm chińskich dajmy na to w Europie, czy USA. Obawiam się jednak, że po stronie zachodniej nikt takiego opracowania nie zleci, nie zapłaci za nie, a raport przygotowany przez stronę chińska zostanie uznany za niewiarygodny. W przypadku zagranicznego think tanku może paść dodatkowo jeszcze oskarżenie o sprzyjanie Pekinowi, albo wręcz o agenturalność, a to może definitywnie zrujnować relacje ze sponsorami.

Reasumując: Dyskusja o nierównym traktowaniu podmiotów zagranicznych i chińskich w Chinach, jakkolwiek w wielu obszarach, których sam doświadczyłem zasadna, w generaliach rozmija się z rzeczywistością. No bo jeśli sytuacja firm zagranicznych jest tak dramatycznie zła dziś (a w przeszłości była wręcz katastrofalna), to skąd ich tyle w ChRL, czemu od lat uparcie chcą w Chinach być? Czemu nie przestały szukać tutaj możliwości, czemu się nie wycofały, by skierować swoją energię i pieniądze ku miejscom, gdzie równiej, łatwiej, lepiej? Czemu pomimo pandemii, amerykańskich sankcji, napięć politycznych, itd., itp. Inwestycje zagraniczne (w tym amerykańskie) do Chin wciąż płyną i płyną? Może po prostu trudności a immanentną cechą wszelkiej działalności ze szczególnym uwzględnieniem tej o charakterze gospodarczym?

中国谚语  Powiedzenia/Przysłowia:   

一人吃饱,全家不饥。

Jeśli jeden członek rodziny jest najedzony, to reszta familii nie jest głodna.

W znaczeniu: Jeśli komuś z rodziny się powodzi, to reszta familii też żyje w dostatku.

____________________________________________________________________________________

[i] Dlaczego tę niewątpliwie ważną kwestię nazywamy „clickbitową”? Otóż wprowadzenie nowego prawa o bezpieczeństwie narodowym było sprawą oczywistą, było wyłącznie kwestią czasu. W 1997 roku Hong Kong stał się integralną częścią Chińskiej Republiki Ludowej, a nie niepodległym państwem silnie związanym z Chinami Ludowymi. Stał się integralną częścią Państwa Środka. Z wszystkimi tego konsekwencjami.

Show More

Andrzej Liang

Liang Z. Andrzej (梁安基) – prawnik, analityk, wykładowca, biznesmen. W 1988 roku Chiny stały się jego domem. Posiadł niezwykłe doświadczenie w zakładaniu oraz zarządzaniu firmami i projektami inwestycyjnymi, zarówno na rzecz inwestorów zagranicznych, jak i chińskich. Obecnie członek rad nadzorczych w chińskich korporacjach. Jest uważnym obserwatorem życia społecznego, gospodarczego, zmian zachodzących w chińskiej rzeczywistości. Jak mówi o sobie: ma korzenie, wychowanie i wykształcenie zachodnie, ale duszę Chińczyka, z Chinami wiążą go głębokie więzi rodzinne. Liczy na to, że jego obserwacje i opinie utworzą jeden z pomostów między Zachodem, a rosnącymi globalnie Chinami.

Related Articles

Back to top button