Chiny subiektywnie

Co przyniesie rok 2020,

albo obyś żył w ciekawych czasach

Każdy Sylwester i każdy Nowy Rok, zwłaszcza przez te pierwsze parę godzin od północy z 31 grudnia na 1 stycznia, to czas euforii (podkręconej licznymi toastami) żegnania się z tym co było i obiecywania sobie, że już jutro będzie lepiej. Co tam lepiej, będzie fantastycznie. Niezliczeni przedstawiciele homo sapiens na całym świecie czynią sobie w tym okresie również różne zobowiązania, typu: schudnę, nauczę się języków, rzucę palenie, itd., itp. A już 2, czy 3 stycznia wszystko wraca do normy. I każdy pcha, lub też ciągnie swój wózek codzienności.

Na początku tego Nowego Roku nie mam żadnej potrzeby podsumowań. Co tydzień (może oprócz czasu letniej kanikuły) pojawia się kolejne wydanie Tygodnia za Wielkim Murem, z tych zapisków można dowiedzieć się, co się wydarzyło w Chinach. Kto chce, kto ma taką potrzebę, może w każdej chwili w nich pogrzebać i dokonywać podsumowań na wszelkie sposoby, według dowolnego klucza.

Bardziej niż opcja podsumowywania tego co było, pociąga mnie to co będzie. Rok 2020 zapowiada się bowiem ciekawie. Zanosi się, jak sądzę, że zrozumiemy dokładnie co oznacza przekleństwo: „obyś żył w ciekawych czasach”.

W polityce nie będzie nudy, oj nie. Koniec stycznia to Wielka Brytania i Brexit. Boris Johnson należy do tej grupy polityków, którzy cierpią na uzależnienie od władzy. Świetny wykład na temat charakteru tego schorzenia daje Alec Baldwin w niedocenionym „Motherless Brooklyn” Edwarda Nortona. Kogo interesują detale, niech ten film obejrzy koniecznie. Ja spoilerować nie zamierzam. Boris Johnson nie jest głupi. On po prostu zamierza złamać karki i kręgosłupy wszystkich dookoła. A, że po tym akcie nie pozostanie kamień na kamieniu, to już go mało obchodzi. Ma chłop ten komfort, ze w każdej chwili może sobie wyjechać do jakiejś byłej brytyjskiej kolonii na drugim końcu świata i tam zażywać kąpieli słonecznych i morskich. Czy co tam mu do głowy przyjdzie.

Jeśli dojdzie do Brexitu, Europa, w której jesteśmy dziś, będzie musiała zmienić swoje oblicze. Jedyną metodą uniknięcia rozkładu Unii będzie restrykcyjne potraktowanie Brytyjczyków. Cła. Wizy. Umowy handlowe. Odcięcie się Wielkiej Brytanii od rynków europejskich i wszystkich wynikających z członkostwa w UE przywilejów już dziś nie podoba się Irlandczykom Północnym, jak i Szkotom. Dla Polski będzie to oznaczać zapewne spore skurczenie się rynku usług logistycznych, przewozów ciężarówkowych. I nie tylko.

Latem odbędą się wybory prezydenckie w Polsce. Nie ma większego znaczenia kto je wygra. (Chyba, że będzie to ktoś tak zupełnie nieznany, jak Andrzej Duda w listopadzie 2014. Ale raczej się nie zanosi.) Istotne jest to, że przez te wybory jako państwo stracimy pół roku. Obecnie miłościwie panujący rzucą wszystko co mają (oraz to czego nie mają) na szale, by wypchnąć prezydenta Dudę na druga kadencję. Nie będzie czasu na jakieś pierdoły dyplomatyczne, ekonomiczne, czy społeczne.

Jeśli jakimś cudem Andrzej Duda przegra wybory, to jako państwo stracimy cały rok. Miłościwie nam panujący będą mieli konkretnego wroga, i wszystko co mają (a zwłaszcza to czego nie mają) rzucą przeciwko niemu i jego środowisku.

W listopadzie odbywać się będą wybory w USA. Donald Trump zawalczy o reelekcję. Ma wielokrotnie bardziej rozdęte ego niż Boris Johnson, a przy okazji znacznie od brytyjskiego premiera mniejsze potencjały intelektualne. I żadnych oporów. Im bliżej będziemy dnia wyborów, tym Donald Trump bardziej będzie bujać łódką, zarówno w kraju, jak i poza granicami USA. Można się spodziewać dosłownie wszystkiego. Szkoda nawet czasu na jakiekolwiek antycypacje. Te resztą są domeną Tomasza Hajty i niech takimi pozostaną.

A co z Chinami? Cóż, zdaje się, że Pekin oswoił się z nową sytuacją. Amerykanie przestali być przewidywalni, dlatego też trzeba zmarginalizować ich wpływ na ChRL. Interesy trzeba robić z kim innym, jak najszybciej trzeba zapewnić sobie samowystarczalność w kluczowych dla państwa obszarach (żywność, technologie, energia, zasoby wody, etc.), a jednocześnie budować nowe sojusze. Jak choćby ten, o którym (jak zwykle) niewiele się o nas pisało, czy mówiło, czyli trójporozumienie handlowe Pekin – Tokio – Seul. Chiny będą wydawać ile tylko się da (a da się wiele) na rozwój nowych technologii cywilnych i wojskowych, by korzystając z ogólnoświatowego zamieszania wyprzedzać konkurencję. A potem, w sprzyjających okolicznościach, dyktować warunki. Chiny będą też dalej przygotowywać się na skutki zmian, które dokonały się w Państwie Środka w niedalekiej przeszłości, jak i te, które dokonują się obecnie.

Spośród pierwszych najpoważniejszym wyzwaniem staje się starzenie społeczeństwa. Już niebawem (2040) ponad 30% Chińczyków liczyć będzie sobie więcej niż 60 lat. Wśród tych nowych wyzwań najpoważniejszym problemem staje się szybko rosnące bezrobocie. Fabryki potrzebują coraz mniej ludzi do pracy, bo o chińskiej gospodarce w coraz większym stopniu stanowią technologie i usługi. Fabryki będą potrzebować coraz mniej niewykwalifikowanych, lub posiadających niskie kwalifikacje pracowników. O rewolucji przemysłowej 4.0 w Chinach nie zapomniano. Ona tam się realizuje.  Tysiące chińskich startupów buduje coraz to bardziej wymyślne roboty, coraz bardziej złożone systemy bazujące na sztucznej inteligencji.

W Polsce nikogo takie historie nie obchodzą, są traktowane jak opowieść o żelaznym wilku.

Inaczej jest w Niemczech, a zwłaszcza we Francji. Tu świadomość zależności własnego państwa od oglądu sytuacji międzynarodowej w aspekcie politycznym, militarnym, ekonomicznym ma dla prowadzonej polityki znaczenie kluczowe.

Niemcy i Francja, zwłaszcza w kontekście Brexitu będą chciały uzyskać na zbliżeniu z Chinami jak najwięcej. I robią to konsekwentnie, grając wyłącznie „na siebie”, bo na tym od czasów niepamiętnych polega robienie polityki, a co budzi w Polsce tak zabawne i naiwne święte oburzenie. Bo inni powinni grać „na nas”, a nie „na siebie”. Dlaczego? No, bo tak być powinno, tak się nam należy.

Rok 2020 przyniesie oczywiście znacznie więcej wydarzeń politycznych niż te 3 wybrane. Będzie też obfitować w wydarzenia gospodarcze, które niepokoją mnie jeszcze bardziej niż wyżej wzmiankowane, bo tu „nie znasz dnia, ani godziny”. Wiadomo, że trudne czasy nadchodzą, to naturalna cecha rynków. Nie wiadomo jednak co stanie się tą iskrą, która rozpocznie okres bessy, jak głęboka będzie to dekoniunktura, czy będzie to zaledwie spowolnienie, czy może jednak kryzys, a przede wszystkim nie wiadomo ile owe przeczuwane turbulencje ekonomiczne trwać będą.

Kiedy tak właśnie myślę o rozpoczynającym się dziś roku 2020, to dochodzę do wniosku, że chcę, aby był dla mnie po prostu nudny. Spokojny, z dniami wypełnionymi ciekawą (choć czasem monotonną) pracą, które umykają jeden za drugim niepostrzeżenie. Ale jednak szczęśliwie.

I tego Państwu serdecznie życzę.

Nudnego Nowego Roku!

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Related Articles

Back to top button