Chiny subiektywnie

Wizyta Wen Jiabao w Polsce, czyli z wielkiej chmury mały deszcz

Żeby nie było, że jestem malkontentem z grupy tych co marudzą bez względu na okoliczności: chodzi mi o niewielką ilość konkretów, którą przyniosła ze sobą długo oczekiwana (25 lat) wizyta premiera Chin w Polsce. Konkretem nie są na pewno deklaracje i umowy o współpracy. Wie to każdy, kto ma jakąkolwiek wiedzę na temat tego typu umów i ich realnego wpływu na rzeczywistość.

Wizyta premiera Wen Jiabao mogła przynieść realne korzyści, ponieważ nastąpiła w 4 miesiące po spotkaniu prezydenta Komorowskiego w Pekinie z tamtejszym prezydentem Hu Jintao i premierem Wenem. Ustalono wtedy pewne sprawy, które można było obecnie skonkretyzować, czyli usiąść do stołów w odpowiednich grupach z odpowiednio wcześniej przedyskutowanymi materiałami i podpisać bardzo konkretne umowy, na mocy których można by zacząć działać od 7 maja. Po długim weekendzie, który występuje zarówno u nas jak i w Chinach. To jedna z wielu rzeczy, które można przedstawić jako zbieżne, wspólne, dziejące się tu i tam. Rozpisywać się na ich temat w tej chwili nie będę, bo dzisiaj nie tu mnie boli wątroba. Bardziej dzisiaj, dokładnie w tej chwili dokucza mi gorzka świadomość, że wiele rzeczy w naszym kraju ginie w błocku niefrasobliwości, arogancji, niekompetencji. Moglibyśmy naprawdę wiele zyskać na współpracy z Chinami, współpracy partnerskiej, gdyby osoby odpowiedzialne za taką współpracę chociaż przez chwilę poświęcały uwagę opiniom osób, które na rzeczy się znają, lub znać się mogą. Zamiast tego powtarza się jak mantrę zdanie (prawdziwe zresztą), że współpraca z Chinami jest trudna, bo różna od tego czego doświadczmy z partnerami z Zachodu, czy bardzo bliskiego nam geograficznie Wschodu i w ten sposób tłumaczy brak sukcesów na polu współpracy z drugą gospodarką świata. W ziemię mnie wbija gdy słyszę, że być może "lepiej odpuścić temat" zamiast po prostu dostosować sposób myślenia, planowanie strategii do trudnego acz atrakcyjnego partnera. Pewien polski biznesmen, u którego boku dane mi było stawiać pierwsze kroki w Chinach, miał zwyczaj mawiać: "nie zarabia się pieniędzy tam gdzie łatwo, tylko tam gdzie trudno". Wiedział co mówi. Na współpracy z Chinami zbudował największą polską firmę odzieżową. Motto to i przykład ten bardzo konkretny powinien uświadamiać decydentom jaki potencjał tkwi we współpracy z Chinami, pod warunkiem, że porzuci się myślenie szablonowe.

Dobrze, że chociaż strona chińska przywiązała do wydarzenia należną wagę. W prasie chińskiej niewiele uwagi poświęcono forum biznesowemu, czy spotkaniu z miriadami premierów zaproszonych do Warszawy. W końcu plan był taki, że wizyta premiera, osoby od rządzenia ma być poświęcona sprawom gospodarczym. Na tym skupili się Chińczycy. Nasi postanowili upiec na jednym ogniu jeszcze ze dwa kurczaki. Podkreślić rolę lidera politycznego regionu i jakiegoś wyimaginowanego centrum gospodarczego Europy Środkowej. Zaprawdę dziwne to zagrania. Jeśli mieliśmy gadać o gospodarce, a pierwotnie wizyta miała trwać dwa dni, to trzeba było cisnąć na opcję: dzień pierwszy dopracowywanie szczegółów konkretnych umów, dzień drugi ich podpisanie i raut, czyli bania. Wszystko pomiędzy Chinami, a Polską. Dlaczego? Ano dlatego, że dzisiaj wszyscy starają się zwrócić na siebie uwagę Chin. My zamiast na maksa wykorzystać okazję zaczęliśmy sprawę rozcieńczać. Forum gospodarcze? Sprosiliśmy do siebie potencjalnych konkurentów…. Jeśli jest w tym jakaś biznesowa logika, to zaprawdę pokrętna jak Kabała. Ja w każdym razie nie chwytam idei. Szczyt polityczny? Po co? Jakaś niezręczność w tym jest. Że chcemy się pokazać Chinom jako lider regionu, czyli wasalizować inne kraje pokomunistyczne? Czy może okazać swoją moc jako potencjalnie najsilniejszego wasala Chin w przyszłości w tej części Europy? Ja wiem, że chodziło o to, żeby pokazać jacy to jesteśmy silni i wpływowi, żeby napiąć muskuły i tak dalej. Tylko czy Chińczycy odebrali to w ten sposób? Nie sądzę.

Żeby nie było, że należę do grupy permanentnych malkontentów. Wizyta premiera Wen Jiabao w Polsce ma dla Polski duże znaczenie. Szczególnie fakt, że postanowił zostać dzień jeszcze i odwiedzić obóz w Oświęcimiu. To miejsce ma dla Chińczyków znaczenie specjalne. Stanowi kolejną część wspólną Polski i Chin. "Są rzeczy, o których zapominać nie można" – powiedział Wen Jiabao w Oświęcimiu. Ciekaw jestem, bardzo jestem ciekaw, czy ktoś z obecnych tam Polaków zrozumiał co Wen miał na myśli. Ciekaw jestem również, czy polscy politycy i decydenci rozumieją jak krótka jest chwila, którą mają do wykorzystania. Czy też może wszystko pójdzie swoim polskim torem i ugrzęźnie w ignorancji, arogancji, niefrasobliwości i niekompetencji osób, którym to wszystko jest dokładnie obojętne, byle tylko utrzymać cenny etat i ciągnąć od pierwszego, do pierwszego, czego najpewniejszym gwarantem są drogi ciągle w budowie, tory w ciągłym remoncie, sprawy nie do rozwiązania, lub historyczne okazje, których lepiej nie wykorzystać. No bo przecież jak coś wreszcie zostanie zrobione, to się może okazać, że misja została wypełniona i dany etat, urząd, agencja nie są nikomu do niczego potrzebne. A przecież do diabła nie chodzi o to by złapać króliczka, ale, żeby ciągle gonić go. No tak, czy nie?

Leszek Ślazyk

.
Show More

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Related Articles

Back to top button