Gospodarka

PMI w dół. Złoto w górę?

Wstępne dane indeksu PMI dla chińskiego przemysłu opublikowane 23 września przez Markit Economics i Caixin Insight Group wskazują, że chińska gospodarka przeżywa chwile trudne, być może będące początkiem poważniejszego kryzysu, pierwszego w dotychczasowej historii ekonomii, która co najmniej od końca lat 90. XX wieku była przedmiotem westchnień zauroczonych nią polityków i przedsiębiorców większości państw na świecie. Co może przynieść taki „chiński kryzys”? Wiele niewiadomych, ale prawdopodobnie w niedługim czasie drożeć zacznie złoto. I dolary.

To co prawdopodobnie jest największym problemem Chin to niepewność. Zarówno w Chinach jak i poza ich granicami nikt do końca nie wie jak dzisiaj odczytywać różne wypowiedzi i znaki nadawane przez chińskich przywódców, czy państwowe media, które – wbrew osądowi naszych najprawdziwszych rodaków – mają zgoła inne relacje z władzami niż polskie najważniejsze media. Nie wiadomo, czy mamy do czynienia z przesileniem, momentem kiedy odpowiednie mechanizmy uruchomione przez władze w Pekinie jeszcze nie zaczęły działać (bo tak wielka gospodarka i jej mechanizmy mają swoją niebagatelną bezwładność), czy też patrzymy na skutki bałaganu, którego nie da się uporządkować żadnymi szybkimi decyzjami. Być może rozwiązaniem problemu byłoby przebudowanie, zmodernizowanie całego obecnego systemu. Ale kto to ma zrobić i jak?

Wiele lat temu pisałem, że problemem Chin jest fakt, iż są one pionierem, eksperymentem. Nikt przed nimi nie dokonał tak wielkich i tak szybkich zmian na obszarze ekonomii kraju, na polu poprawy sytuacji ekonomicznej swoich obywateli. Nikt zatem nie potrafi zaproponować gotowego modelu działania na dziś. Łatwo jest teoretyzować w oparciu o historyczne dane, przykłady z przeszłości. Pionierzy muszą podejmować ryzyko każdej decyzji. Brać na siebie ciężar decyzji złych, jak również ponosić odpowiedzialność za brak decyzji.

Obniżanie wartości juana do dolara jest zapewne jakimś rozwiązaniem. Ma swoją logikę. Skoro gospodarka słabnie, to waluta kraju spowalniającego też słabnąć powinna. Tylko, czy to jest plan na przyszłość? To raczej sposób zyskania na czasie.

Tymczasem niepewność rośnie. Wstępne wskazania PMI za wrzesień (47,0) są niższe nieco od wskazań sierpniowych (47,3). Ale najniższe od 78 miesięcy, czyli okresu po najcięższym uderzeniu światowego kryzysu finansowego wywołanego przez załamanie się amerykańskiego rynku nieruchomości lewarowanego kredytami bez szans na spłatę. Giełda w Szanghaju natychmiast straciła to co zyskała we wrześniu i zaledwie o 115 punktów unosi się nad krytycznym dla niej poziomem 3000 punktów. Głośno również zrobiło się wokół jednej z najpotężniejszych figur chińskiego biznesu, czyli Li Ka-shinga, przedsiębiorcy z Hong Kongu, którego CK Hutchison Holdings jest właścicielem na przykład Gdyńskiego Terminala Kontenerowego (GCT), jak również ma swoje udziały w operujących w Polsce firmach telekomunikacyjnych. Otóż miliarder z Hong Kongu od pewnego czasu wycofuje się z działań w Chinach Ludowych, jak również w Hong Kongu, przenosząc ciężar swoich inwestycji do Europy i USA. Sam holding CK Hutchison został „przeniesiony” z Hong Kongu na Kajmany. Li Ka-shing ma opinię przedsiębiorcy obdarzonego niezwykłą intuicją. Wprawdzie zarzuca się mu, że podobnie jak niedawno zmarły Jan Kulczyk potrafi zręcznie wykorzystać okazje, aby tanio kupić państwowe i drogo sprzedać jako sprywatyzowane, ale nikt nie zaprzecza, że znalezienie się w takich okolicznościach wymaga wyczucia i umiejętności. A przede wszystkim kontaktów z urzędnikami najwyższego szczebla, dzięki którym można informacje pozyskać, a potem skutecznie je wykorzystać. Niepewność wśród chińskich i zagranicznych inwestorów rośnie kiedy zadają sobie pytanie: czy Li Ka-shing wie coś, czego nie wiemy my?

Wielcy gracze w obliczu rosnącej niepewności skierują swoje pieniądze tam, gdzie niepokój będzie mniejszy, lub żaden. To norma, którą w Polsce mieliśmy okazję po roku 1989 przerabiać nie jeden raz. Co jednak mają zrobić drobni chińscy ciułacze, którzy już wyszarpali, albo wciąż starają się wyszarpać choć część swych środków ze słabnących giełd? Mówi się coraz głośniej o tym, że trzeba wrócić do starych, sprawdzonych sposobów oszczędzania. A co było zawsze w historii „człowieka pieniężnego” najlepszym zabezpieczeniem na czasy złe? Złoto! Nie tylko Chińczycy, ale również analitycy rynków inwestycyjnych wskazują, że obywatele ChRL znów zaczną lokować oszczędności w złocie. To zawsze można zapakować i zabrać ze sobą w podróż, gdyby w podróż wybrać się trzeba było. Złoto też, w odróżnieniu od juanów można spieniężyć w każdym zakątku świata. W każdym niemal zakątku świata można też płacić dolarami. Te prawdopodobnie znów wrócą do łask wśród chińskich drobnych inwestorów, ciułaczy. Ponieważ są ich setki milionów to niewielkie jednostkowe zakupy złota w krótkim czasie mogą spowodować skok wartości kruszcu nie tylko w Chinach, ale i na całym świecie. Ucieszy to wszystkich tych, którzy inwestowali w złoto w 2011 roku, by patrzeć na trwający od 1 września owego roku sukcesywny spadek cen tego szlachetnego metalu. Z kolei wzrost zainteresowania dolarami przyczyni się zapewne do podniesienia się ceny tej waluty w Chinach. Najpierw w obiegu nieoficjalnym, potem w tym oficjalnym. W końcu Chiny to gospodarka rynkowa, nieprawdaż? Spadek wartości juana do dolara ucieszy z kolei władze w Pekinie. O to przecież im chodzi. Chyba. Bo dzisiaj jedynym pewnikiem w Chinach jest niepewność.

Leszek Ślazyk

 

.
Show More

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Related Articles

Back to top button