HistoriaKinoKultura

Chiński Telemaniak, cz. 2. “Kino (z greckiego kinēma „ruch”)”, czyli chińska animacja

„Kino (z greckiego kinēmaruch”) – miejsce i zespół urządzeń technicznych służących do publicznego wyświetlania filmu(Wikipedia). Dziś o animacji, ale najpierw trochę aktualności.

Tak wygląda listopadowy chiński Box Office.

O kilku z tych filmów, skrótowo, można przeczytać TUTAJ.

Film Mulan, mimo iż amerykański, zawiera tyle chińskich elementów, że warto o nim wspomnieć. Choćby dlatego, że został wskazany przez People Choice jako najlepszy film akcji 2020 roku. Zobaczcie, z jakimi sławami wygrał… Ciekawe, że z innych nominacji znalazłem tylko piosenkę z Mulan, może trudny był wybór innej kategorii? O trudności klasyfikacji chińskich filmów i seriali do znanych nam, wypracowanych przez nas gatunków – w następnych odcinkach.

Teraz wróćmy na chwilę do poprzedniego odcinka i opowieści szkatułkowych, bo skoro kino to ruch, w każdym aspekcie, nie tylko ruch taśmy filmowej, aktorów, kamery, ale i ruch w przestrzeni i czasie. Będę się zatem poruszał ruchem konika szachowego, albo też krążkiem z chińskiej gry xiangqi (zwanej „chińskimi szachami”)…

Na drugim miejscu w obu Box Office’ach przedstawionych w pierwszym Telemaniaku znalazł się film Ne Zha w reżyserii Yang Yu – znanego również pod pseudonimem Jaozi (a co on oznacza, każdy odwiedzający stronę chiny24.com powinien wiedzieć) – wyprodukowany w firmie Yanga, czyli w Chengdu Coco Cartoon. Yang Yu studiował… farmację, animacji nauczył się sam, debiutował 16 minutowym filmem See Through w 2009 roku. Debiutował udanie, ponieważ film ten zdobył ponad 30 nagród, w tym złoty medal na DigiCon6 i specjalną nagrodę jury na festiwalu w Berlinie.

Dzięki uprzejmości firmy Interfilm film w całości możecie obejrzeć tutaj:

W roku 2014 Jaozi spotkał się z Yi Qiao, szefem spółki Coloroom Picture z Pekinu, który z kolei przekonał Tian Xiaopinga z October Media (twórcy Monkey King: Hero is Back), by wspólnie zainwestować w Chengdu Coco Cartoon. Po ustaleniu kwestii finansowych przez trzy lata powstawał scenariusz, tworzono postaci i przygotowywano produkcję, która trwała kolejne trzy lata. W Chengdu, na dalekim północnym-zachodzie, 2100 kilometrów (prawie 9 godzin pociągiem) od Pekinu….

Osobiście nie lubię  ani japońskiej mangi, ani tego typu komiksowych opowieści, ale Ne Zha jest produkcja wartą wspomnienia z kilku powodów.

Ponad 700 milionów USD zysku (wyprzedza animacje amerykańskie), dwie nominacje do Oscara  – tak wysoką pozycję zawdzięcza zarówno źródłom literackim opowieści, jak i perfekcji wykonania, a „to” działo się przecież początkowo w niezależnym studiu. Następne dzieło tych twórców, w tym samym bajkowo-mitologicznym uniwersum, dostało już potężne wsparcie. I następuje odrodzenie chińskiej animacji filmowej.

Plakaty filmu Ne Zha (courtesy of Coloroom Pictures)

Moim zdaniem sukces Ne Zha ma także podłoże w podobnej umowności tworzywa, jak w chińskim teatrze cieni, szczególnie tym lalkowym, ale także w rozlicznych gatunkach opery chińskiej. To przecież także swego rodzaju komiksy, specyficzna forma przekazu.

Dlaczego tak ważna jest animacja filmowa? W tej twórczości ruch zajmuje inne miejsce. W klasycznych filmach aktorskich najważniejsza jest gra aktorska, prowadzenie opowieści przez reżysera, walor zdjęć. Ruch jest niejako wtórny, czy to aktorów, czy kamery, czy przedmiotów, gonitwy samochodowe nie pojawiają się bez przyczyny. W filmie animowanym jest inaczej, tu wszelki ruch jest pierwszoplanowy, jego szczegóły i prawdziwość świadczą o olbrzymim nakładzie pracy koncepcyjnej, kreatywności animatorów, ruch determinuje jakość całości. I otwiera drogę do sukcesu.

No i wystarczy jeszcze zaznaczyć, że praktycznie żaden współczesny film nie obędzie się bez animacji i tzw. efektów, ściśle związanych z tą dziedziną przemysłu rozrywkowego. Możemy tego nie zauważyć, i o to właśnie chodzi, aby część rzeczywistości wykreować w sposób czasem niemożliwy do sfilmowania w naturze, niższymi kosztami, w sposób dla widza głęboko ukryty. Pierwsze tego typu próby polegały na malowaniu miniaturowej dekoracji, od lat 70-tych wykorzystywano telewizyjną technikę tzw. „green boxu”, ale technologie się nieustannie rozwijają, dziś żaden Superman nie musi obawiać się odbłysku zielonej ściany na czarnych włosach.

W XX wieku filmowanie w sposób naturalny i łączenie zdjęć z efektami komputerowymi stało się rzeczą normalną. Dziś dwa wielkie nurty filmowe łączą się po latach odosobnienia. A jeżeli dodamy do tego komputery (chińskie), postępy w AI, to za kilka lat kreatywność twórców przeniesie nas w nową filmową rzeczywistość. Jaki to ma wpływ na telewizję? O tym również w następnych odcinkach.

Po tym wstępie pora na trochę historii. Nie będę powielał tego co bardzo dobrze ujęto w artykule tematycznym w Wikipedii: https://en.wikipedia.org/wiki/Cinema_of_China

Zamiast tego proponuję dwie ciekawe publikacje, dostępne w angielskiej wersji językowej. Fragmenty obu osiągalne w Google Books, w całości do zakupienia w sklepie Amazon. Ostrzegam – cena może być zabójcza.

A jak historia to i początki kina. Kto je wynalazł, to kwestia dyskusyjna. Powszechnie uważa się, że kino dali światu bracia Lumière, ale przecież przed nimi byli i inni wynalazcy, którzy chcieli nadać obrazom, zdjęciom ruch. To, co braciom Lumière dało tytuł ojców kina, dziś nazwalibyśmy niezwykle skutecznym działaniem marketingowym. Bracia bowiem zrozumieli, gdzie tkwi potęga ruchomych obrazów. A te przecież istniały przed wynalezieniem kamery filmowej. Wystarczyło odwiedzić fotoplastykon, gdzie można było oglądać stereoskopowe fotografie egzotycznych miejsc, fascynujących krajobrazów, niezwykłych (dla Europejczyków) ludzi. Bracia Lumière zdobyli serca i umysły ludzkości wysyłając w świat przeszkolonych operatorów kinematografii (zwykle z zestawem kamera, ciemnia, projektor). A ci w odległych zakątkach świata kręcili filmy, wywoływali je i często też urządzali projekcje swoich dzieł. Więcej informacji na ten temat znajdziecie Państwo w kolejnej publikacji, która dostępna jest również w formie e-booka.

W 1897 roku, rok po paryskich projekcjach, w Szanghaju pojawił się operator z zespołu braci Lumière, niezwłocznie nakręcił kilka scenek rodzajowych i, rzecz jasna, zaczął organizować projekcje „ruchomych obrazów”.

Odgrzebałem w swoich archiwach serial dokumentalny, który był emitowany na kanale Planete. Polski tytuł Chiny na starych taśmach, czyli China on Film, 2016 rok w reżyserii Jeremy Bristowa.

To niesamowita historia starych filmów z przełomu XIX i XX wieku, odnalezionych gdzieś na angielskiej wsi. Świetne analizy i komentarze naukowców, co te filmy przedstawiają, detektywistyczna praca, kto i gdzie je kręcił. No i oczywiście opowieść o tamtych czasach…

Gorąco polecam, a można obejrzeć rzecz tutaj:

Być może niektóre z tych krótkich filmów były kręcone właśnie z inicjatywy Francuzów?

Jesteśmy więc w Szanghaju, mieście nazywanym azjatyckim Nowym Jorkiem. Szanghaj był wszak od połowy XIX wieku głównym oknem Chin na świat, był też przyczółkiem Zachodu, który ufundował w mieście swoje narodowe dzielnice-koncesje. To połączenie Wschodu i Zachodu uczyniło z Szanghaju stolicę kulturalną Chin. Tu tworzyły się wszystkie mody, ruchy, trendy, tu powstawały potężne gangi i nowe ruchy polityczne, i nacjonalistyczne, i komunistyczne. Zostańmy jednak przy kulturze… Nic więc dziwnego, że to właśnie w ówczesnym Szanghaju powstał chiński przemysł filmowy. Te początki doczekały się nawet niezłego współczesnego serialu, The Legendary Tycoon, czasem naiwnego, ale pokazującego choćby wyprawy obwoźnego kina, na wozie ciągniętym przez zaprzężone konie, przez wioski Singapuru, Malezji. Może uda mi się „dokopać”, kto był pierwowzorem braci Gu z tego serialu. A jeśli mi się to uda – podzielę się informacjami.

Pionierami chińskiej animacji filmowej byli bracia Wan Guchan i Wan Laiming. Ich pierwszy, ok. 12 minutowy film powstał w 1926 roku. Niestety, do naszych czasów nie zachowała się żadna kopia, nawet we fragmencie. W 1941 roku na ekrany wszedł wyreżyserowany przez braci Wan pierwszy pełnometrażowy chiński film animowany Princess Iron Fan. Trwający 73 minuty film powstawał przez 3 lata, a pracował nad nim zespół 237 osób! To obraz pełen chińskiej specyfiki, nie tylko w treści, ale również w firmie. Mamy i specyficzna grafikę (choć inspirowana przez amerykańskie osiągniecia w animacji tamtego czasu) i wpływy chińskiego malarstwa, teatru cieni i opery. Mamy przede wszystkim zaś chińskie postaci, z chińskiej mitologii.

Film do obejrzenia poniżej. Jakość miejscami nie jest najlepsza, ale naprawdę warto obejrzeć!

Film braci Wan miał olbrzymi wpływ na twórców z Japonii. To paradoks, ponieważ Princess Iron Fan powstawał w Chinach w czasach kiedy Państwo środka było przez Japończyków okupowane. Japończycy w tamtym czasie traktowali Chińczyków z pogardą, jak ich sojusznicy, czyli niemieccy naziści traktowali Polaków. A mimo to w obrazie Momotaro’s Divine Sea, pierwszym pełnometrażowym japońskim firmie animowanym, który powstał w 1945 roku (kolejny paradoks, był to przecież rok wojennej katastrofy Japonii) widać inspirację dziełem braci Wan. Wiele wskazuje na to, że bez braci Wan nie byłoby dzisiejszej mangi…

Wróćmy do czasów obecnych. W Hangzhou, 180 kilometrów na zachód od Szanghaju powstaje właśnie… Muzeum Komedii i Animacji. Zaprojektowane przez holenderską firmę MVRDV, z budżetem 92 milionów euro, ma mieć powierzchnię 32000 m². Otwarcie pierwszego budynku kompleksu planowane jest w przyszłym roku. Może uda się je odwiedzić? Może znajdzie się tam ekspozycja poświęcona twórczości braci Wan?

W następnym Telemaniaku będzie co nieco o chińskiej telewizji, i nie tylko…

 

Post Scriptum:

Redakcja:

Leszek B. Ślazyk

e-mail: kontakt@chiny24.com

© 2010 – 2020 www.chiny24.com

Show More

Paweł Fila

- Kinomaniak od wczesnego dzieciństwa, - Telemaniak od lat 70-tych, - Zawodowo związany z technologiami od telewizji czarno-białej, do 4k, a nawet 8k... - Zafascynowany Chinami od dziesiątek lat, dzięki wykonywanej pracy także świadek naoczny wielkich przemian. - Kontakt: pawel@exakta.pl

Related Articles

Back to top button