Egzamin z geopolityki

Dziś proponuję nieco dłuższy tekst, będący w zasadzie tłumaczeniem artykułu Wang Zichena, opublikowanego 10 czerwca br. na stronie The East is Read (https://www.eastisread.com/).
W artykule Wang Zichen przedstawia postać Yan Xuetonga, dyrektora Instytutu Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Tsinghua oraz jego inicjatywę, czyli trójstopniowy, otwarty egzamin z wiedzy z zakresu stosunków międzynarodowych.
Profesor Yan od lat wojuje z internetowymi geopolitykami, zdolnymi ignorować fakty, by zyskać więcej kliknięć, wyświetleń, pozytywnych komentarzy. Sprzeciwia się też dominacji opinii nad rzetelną wiedzą. Nie akceptuje sytuacji, w której ignoranci bez podstawowej wiedzy tematycznej kreują opinię milionów na tematy dotyczące pozycji Chin w rzeczywistości międzynarodowej. I uważa taką sytuację za szkodliwą zarówno dla stosunków międzynarodowych jako dyscypliny naukowej, ale również dla samych Chin. Wszak już dwieście lat temu samozadowolenie chińskich elit sprowadziło na Państwo Środka 150 lat poniżenia.
Wang Zichen opisuje zjawisko ciekawe, a zarazem nieobce i nam w Polsce i Europie. Większość ważnych dyskusji po naszej stronie globusa zdominowanych jest przez emocje, te zaś stanowią żerowisko wszelkiej maści influencerów i “specjalistów”. Fakty nie mają znaczenia, a jeśli nie odpowiadają tezom, to tym gorzej dla tych faktów. Nie są ważne znaczenia pojęć. Gorzej, używający tych pojęć nie są w stanie podać ich definicji. Zwyczajnie nie wiedzą, co mówią. Rozumienia pojęć nie oczekuje publika. Ona jest głodna prostych, emocjonalnie nacechowanych wypowiedzi o prawactwie, lewactwie, o tych złych (oni) i tych dobrych (my).
Tylko, czy to publika powinna determinować co jest faktem, co nie? Co jest rzeczywiście dobre dla państwa, a co nie?
Historia Chin dowodzi, że samozadowolenie i fałszywy obraz rzeczywistości stanowią śmiertelne zagrożenie dla państwa i narodu. Ciekawe, że w Polsce, za której wschodnią granicą toczy się wojna fizyczna, a w której granicach toczy się wojna psychologiczna i cyfrowa, nie ma inicjatyw podobnych do tej profesora Yana. No tak, przecież taki egzamin byłby ograniczeniem wolności…
Zapraszam do lektury tekstu Wang Zichena.
Dlaczego mały test na Uniwersytecie Tsinghua mówi tak dużo o publicznej debacie na temat świata w Chinach
10 czerwca 2026 r.
5 lipca o godzinie 19:30, w pekińskim Liaoning Mansion, Instytut Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Tsinghua ponownie przeprowadzi swój Test Biegłości z Podstawowej Wiedzy o Stosunkach Międzynarodowych. Poziom podstawowy jest otwarty dla wszystkich chętnych. Poziomy średniozaawansowany i zaawansowany są zarezerwowane dla tych, którzy zdali poprzedni etap. Egzamin odbywa się bez dostępu do materiałów (closed-book), jest pisemny, w formie testu wielokrotnego wyboru i bezpłatny. Wynik 60 punktów lub więcej uprawnia do otrzymania certyfikatu od instytutu. Zakres wiedzy objęty egzaminem: podstawowe koncepcje, pojęcia, nowożytna i współczesna historia międzynarodowa oraz, na wyższych poziomach, teoria i metodologia.
Dla wielu Chińczyków słowo „egzamin” niesie ze sobą zarówno stary prestiż egzaminów imperialnych oraz irytację związaną z pogonią za poświadczeniami. Ten szczególny egzamin nie pomoże nikomu dostać się na uniwersytet, zdobyć pracy, awansu ani nie przyzna licencji zawodowej. Nie powstrzyma też niezbyt rozgarniętych komentarzy na temat Ameryki, Europy, Ukrainy, Japonii czy “zmieniającego się porządku świata” przed krążeniem w Internecie. Autorzy takich komentarzy nie czekają na certyfikację od założyciela instytutu i jednego z najbardziej znanych chińskich badaczy stosunków międzynarodowych. Egzamin organizowany przez Yan Xuetonga nie może też uregulować rynku ekspertów. Ale może zasygnalizować, że stosunki międzynarodowe to dziedzina nauki, która wymaga fundamentu konkretnej wiedzy, określonego minimum pojęć, słownictwa, a także minimum dyscypliny.
Praktyczna użyteczność egzaminu Yan Xuetonga jest zatem niewielka. Ale nie o użyteczność w nim chodzi. Jest on bowiem raczej pewnego rodzaju aktem oporu.
Pierwszy taki test odbył się w 2023 roku. Według instytutu zarejestrowało się 337 osób. Jego deklarowanym celem była pomoc studentom, nauczycielom, praktykom i zainteresowanym członkom społeczeństwa w sprawdzeniu ich opanowania podstawowej wiedzy z zakresu stosunków międzynarodowych oraz promowanie “unaukowienia” tej dyscypliny. Słowo to brzmi niezgrabnie, ale intencja jest jasna. Stosunki międzynarodowe jako dyscyplina naukowa powinny mieć pewną odporność na nastroje, slogany, plotki, próżność i spekulacje dla rozgłosu.
Istnieje też głębszy powód, dla którego to ważne. Stosunki międzynarodowe zajmują się w istocie kwestiami takimi jak wojna i pokój, a więc ludzkie życie, losy narodów i wybory, które mogą kształtować realia całych regionów na dziesięciolecia. Społeczeństwo, które rozmawia o świecie beztrosko, może skończyć źle, beztrosko podchodząc do kwestii własnej pozycji w świecie postrzeganym z perspektywy stosunków międzynarodowych.
Yan Xuetong od lat zwraca uwagę na tę kwestię. W 2021 roku, na dużej konferencji akademickiej, w której uczestniczyli politolodzy i badacze stosunków międzynarodowych z całych Chin, ostrzegł, że widoczność publiczna (popularność medialna, klikalność) nie powinna zwyciężać nad zasługami akademickimi. Kliknięcia, wyświetlenia i status wanghong (gwiazdy Internetu) – a nawet rozgłos zdobyty poprzez prowokację – nie są miarą zdolności naukowych. Post na WeChat z 100 000 wyświetleń może być wpływowy. Jednak to nie czyni go z automatu elementem nauki.
Niepokój nie dotyczy zainteresowania opinii publicznej sprawami zagranicznymi. Kraj tak duży i tak obecny na arenie międzynarodowej jak Chiny z pewnością będzie miejscem debaty o otaczającym go świecie. Problemem jest jednak pogorszenie jakości tej debaty. Niektórzy ludzie z tytułami i afiliacjami instytucjonalnymi, kuszeni popularnością, stają się coraz bardziej swobodni w traktowaniu faktów i ekstrawaganccy w swoich twierdzeniach. Obok nich znajduje się duża klasa osobowości internetowych z niewielkim podstawowym przeszkoleniem (warsztatem), ale za to z ogromną pewnością siebie. Obie te grupy sprawiły, że dyskusje o geopolityce stały się głośniejsze, bardziej prymitywne, częściej bliższe rozrywce aniżeli naukowemu poznaniu.
(…)
Żaden kraj nie ma monopolu na złą analizę geopolityczną. Ameryka ze swoimi think tankami, panelami w telewizji kablowej, podcastami i wojownikami na platformie X (dawniej Twitter), produkuje mnóstwo własnych, pewnych siebie bzdur. Ale Chiny nie powinny pozwalać sobie na traktowanie błędów innych jako przyzwolenia na własne. Kraj próbujący zrozumieć swoje zmieniające się miejsce w świecie potrzebuje wyraźniejszego spojrzenia na fakty, władzę, ryzyko i konsekwencje. Kiedy podstawowe fakty są traktowane swobodnie, kiedy pewność staje się teatralna, a logika ustępuje miejsca nastrojom, rezultatem jest nie tylko zła analiza. A skutki są znamienne: chińskim czytelnikom – zwłaszcza tym młodym – trudniej jest zrozumieć rzeczywiste mocne i słabe strony oraz wybory Chin.
Krytykę Yana z biegiem lat można odczytać jako jeden spójny argument. Wewnątrz dyscypliny ostrzegał przed osłabieniem badań teoretycznych, obniżeniem progów zawodowych, nadprodukcją komentarzy do bieżących wydarzeń i pogonią za uwagą w Internecie. W sali wykładowej martwił się o studentów, którzy wyciągają wnioski przed zebraniem i przeanalizowaniem wystarczającej liczby faktów. W debacie publicznej sprzeciwiał się nawykowi traktowania popularności tezy jako dowodu jej prawdziwości, a postawy prezentującego tezę jako gwarancji rzetelności analizy.
Ta troska stała się bardziej wyrazista, gdy dorosło nowe pokolenie. Chińscy studenci urodzeni po 2000 roku dorastali w świecie, w którym Chiny stały się drugą co do wielkości gospodarką świata. Wielu znało Chiny wyłącznie rosnące, wzmacniające się i Zachód borykający się z problemami. Takie doświadczenie może z jednej strony zrodzić ambicję i pewność siebie. Z drugiej jednak strony może wytworzyć nieuzasadnione poczucie wyższości, poczucie w pewnym sensie odziedziczone, bo przecież nie wypracowane. Yan ostrzegał studentów zatem przed prymitywnymi ramami “Chiny kontra zagranica”, w których zakłada się, że wszystkie dobre wartości są chińskie, a wszystkie zagraniczne – złe. Krytykował również nawyk mylenia retoryki internetowej ze zdrowym rozsądkiem, traktowania influencerów jako autorytetów i sprowadzania złożonych realiów do teorii spiskowych, determinizmu gospodarczego lub myślenia życzeniowego na temat Tajwanu i przyszłej potęgi Chin.
Jeśli Chiny mają poważne znaczenie, należy je poważnie badać. Jeśli świat się zmienia, zmianę należy zrozumieć z ostrożnością. Młodzi ludzie, którzy mogą odziedziczyć państwo odgrywające większą rolę międzynarodową, zasługują na coś lepszego niż slogany przedstawiane jako analiza.
Kilka lat temu Yan Xuetong opublikował nagranie wideo skierowane do młodszych studentów, w którym m.in. powiedział, iż w chińskiej dyskusji publicznej dotyczącej stosunków międzynarodowych pojawiła się tendencja do “odkładania faktów na bok i dyskutowania najpierw o postawie”. Innymi słowy: w Chinach powszechna staje się pokusa, w dyskusjach o sprawach zagranicznych, międzynarodowych, aby najpierw zdecydować, co powinno być patriotyczne, poprawne lub satysfakcjonujące emocjonalnie, a dopiero potem szukać dowodów. Według Yan Xuetonga dla Chin oparcie się tej pokusie nie jest kwestią intelektualnego gustu. Jest sposobem postrzegania kraju i świata takimi, jakimi są.
I temu celowi służy egzamin proponowany przez Yan Xuetonga. Przed mówieniem o porządku międzynarodowym należy znać trochę historii. Przed użyciem pojęcia należy wiedzieć, co ono oznacza. Przed uznaniem trendu za nieunikniony należy wiedzieć, jakie dowody przemawiałyby za nim lub przeciwko niemu.
Test wielokrotnego wyboru ze stosunków międzynarodowych, bez dostępu do podręczników i Internetu może zdawać się nieco archaicznym gestem konserwatywnego akademika. Wydaje się też bardzo skromnym narzędziem w walce przeciwko influencerom dla ochrony rzetelnej nauki. Niesie ze sobą jednak nadzieję, że publiczna dyskusja o świecie może zacząć się od faktów, metod i pokory, by uczyć się podstaw; że poważny temat może być traktowany z powagą, na jaką zasługuje; i że rozmowa Chin o świecie może stać się nieco bardziej zdyscyplinowana, nieco mniej lekkomyślna i ostatecznie bardziej użyteczna dla samych Chin.
Leszek B. Ślazyk
e-mail: kontakt@chiny24.com
© www.chiny24.com




