PolitykaPolska

Chiny same o sobie, my i ptak w krokodylej paszczy

Ostatnie wydarzenia w obszarze polityki zagranicznej Unii Europejskiej w kontekście konfliktu ukraińsko-rosyjskiego ujawniły pewną stałą cechę polskiej polityki zagranicznej III RP. Naiwność. Naiwność, której źródłem jest nieumiejętność zebrania do kupy danych i obiektywnej ich analizy. Bez nadymania się ideą Polski od morza do morza, albo konieczności wchodzenia komuś w zadek. W przypadku Chin naiwność i niewiedza urastają do rozmiarów drabiny, dzięki której można wdrapać się na Księżyc.

Chiny w Polsce obrosły przedziwną sierścią. Konkretnie sztucznym futrem. Media interesujące się Chinami Ludowymi incydentalnie i powierzchownie wykreowały obraz kraju egzotycznego, a jednocześnie takiego, o którym mówi się nieustannie. Przepraszam, nie mówi. Papla. Paplanina ta po latach stała się samopotwierdzającą się bazą wiedzy powszechnej na temat komunistycznej wersji Państwa Środka. Wiedza zaś ta każe widzieć w Chinach państwo potężne, tajemnicze, bogate i zdeterminowane gospodarką oraz historią, aby zająć miejsce światowego hegemona. Szczególnie, że pojęcie „hegemon” właśnie w Chinach się narodziło. Polscy przedsiębiorcy i politycy mając zazwyczaj (zazwyczaj, bo są chwalebne wyjątki) liche pojęcie o świecie polegają bezkrytycznie na medialnej wizji Chin. A ta, w połączeniu z własnymi doświadczeniami,  nakazuje im przyjąć postawę z jednej strony pełną niepohamowanego uwielbienia dla skuteczności gospodarczej i politycznej, z drugiej zaś zachowywać wzmożoną czujność podszytą nieufnością (bo kraj wielki jak Rosja, a do tego zamieszkany przez Chińczyków-komunistów, mówiących po chińsku).

Koniec końców nie mamy żadnych poważniejszych relacji dyplomatycznych z Chinami (ich waga podobna jest więzom dyplomatycznym Chin Ludowych z Angolą lub Peru), w obszarze gospodarki nie ma nas na listach istotnych partnerów Chin ani w zakresie importu, ani eksportu. Na tym drugim polu, pośród krajów Unii Europejskiej zajmujemy 13 miejsce. Jeśli Chińczycy zrezygnowaliby z naszej miedzi sprzedawanej przez KGHM zapewne wylądowalibyśmy poniżej 20 miejsca.

Zapyta ktoś: a po co w ogóle nam te całe Chiny? A po to, abyśmy bez mrugnięcia okiem byli w stanie uniknąć tąpnięć i kryzysów podobnych do tych jakie mają miejsce w związku z działaniami Putina, którego intencje są niejasne, a cele otulone mgłą. Po to, abyśmy byli w stanie zdywersyfikować nasze działania gospodarce, ale również dyplomatyczne. Po to, abyśmy umieli zamienić swoje słabości w atuty i zamiast puszyć się bez sensu, zaczęli działać jak owe ptaki, które uwijają się bez szwanku w krokodylich szczękach. Z korzyścią dla obu stron.

Aby osiągnąć status niewielkiego ptaka, na tyle użytecznego, iż wielki krokodyl stanie w jego obronie, trzeba znać słabości gada. Ot, na przykład takie, że krokodyl ma krótkie łapy i do gęby nimi nie sięgnie. A jadając podle (w sensie dietetycznej estetyki) naraża swoje uzębienie na szwank. Chiny posiadają wiele słabości. Chiny same o sobie mówiąc dokładnie te słabości opisują. Nie słowami dysydentów, których znaczenie w Chinach Ludowych jest mniej niż marginalne, ale najważniejszych osób w państwie.

Chiny w medialnej paplaninie są ekonomiczna potęgą niekwestionowaną. Tymczasem ogłoszone w 2007 roku „Cztery Uns” (unsustainable, uncoordinated, unbalanced, and unstable growth model) przez premiera Wen Jiabao są dzisiaj jeszcze dotkliwsze dla chińskiej gospodarki, dla przyszłości państwa w jego obecnej formie. Aktualny premier Chin Li Keqiang trzy lata przed objęciem urzędu powiedział, że dane dotyczące chińskiej gospodarki są „man made”, a przez to diagnozowanie stanu tejże jest niezwykle trudne. Pokonaniu trudności ma posłużyć przemiana modelu gospodarczego z opartego na taniej sile roboczej w oferujący nowe, konkurencyjnie technologicznie produkty. Wiadomo powszechnie, że problemem Chin jest innowacja. Ta prawdziwa, nie udające ją papierowe dane dotyczące wynalazków typu dziurkacz z trzema bolcami do wypychania dziurek miast dwóch i ulepszeń typu rączka do rzeczonego dziurkacza w kolorze czerwonym. My zaś nieźli jesteśmy w zakresie wynajdywania nowych rozwiązań i rozwikływania problemów rozwiązań starych. Sarkamy przy tym nieustannie na brak funduszy, liche wsparcie instytucjonalne i finansowe nauki polskiej przez polskie państwo. Tu pojawia się przecież pierwszy z brzegu przyczółek dla uzyskania przez nas statusu „użyteczny” na chińskiej liście krajów, z którymi trzeba współpracować.

Niedługo – niestety – skończą się letnie wakacje. Czas wrócić do regularnych zajęć. Od jesieni tego roku zamierzam spotykać się z jak największą liczbą polskich otwartych głów, tych ze świata przedsiębiorczości, jak i świata decyzji politycznych. Będę przekonywał do idei eksportu polskich produktów, polskiej myśli, polskich usług do Chin. Nie ma nas w Chinach. A być powinniśmy. Bo to i szansa, i zabezpieczenie na przyszłość. Według Chińczyków mądry królik to ten, który posiada wiele domów, wiele wejść i wyjść. Jeśli naszemu państwu na tym nie zależy, ponieważ ma ważniejsze sprawy na głowie, powinniśmy zadbać o siebie w tym zakresie sami.

Leszek Ślazyk

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Related Articles

Back to top button