Społeczeństwo

Skąd się w Chinach biorą pieniądze?

Kiedy przeglądamy listę najbogatszych obywateli Chińskiej Republiki Ludowej roku 2014 opublikowaną przez Forbesa, bez trudu, aczkolwiek nie bez delikatnego ukłucia zazdrości możemy stwierdzić, że na liście tej znajduje się 242 Chińczyków, których majątek w zeszłym roku oszacowano na kwotę powyżej 1 miliarda dolarów i 258 mieszkańców Państwa Środka, którym do tej kwoty zabrakło paru milionów. Powie ktoś, że ilość miliarderów i prawie miliarderów z Chin jest prostą pochodną wielkości populacji tego kraju. Ale wystarczy spojrzeć na listę Forbesa miliarderów z Indii, żeby zrozumieć, że sprawa nie jest taka oczywista. Za sukcesem najbogatszych Chińczyków musi stać coś więcej niż zwykła statystyka. Skąd się zatem biorą wielkie pieniądze w Chinach?

Najważniejszą rolę odgrywa tu model państwa. Możemy spierać się o to czy Chiny są krajem autorytarnym, czy jednak totalitarnym, ale zgodzić się musimy co do jednego: Chińska Republika Ludowa jest nowym, wcześniej nieznanym modelem hybrydowym. Swoją siłę czerpie zarówno z tradycji państwa komunistycznego (że wspomnę o dyktaturze proletariatu wpisanej do chińskiej konstytucji) jak i osiągnięć ultraliberalnego kapitalizmu wieku XIX. W przypadku państw zachodnich, i tych, które jak Japonia przyjęły zachodnie rozwiązania modelowe, państwo stara się stymulować gospodarkę, stymulować przedsiębiorców, aby poprzez ich opodatkowane sukcesy wzmacniać swoje budżety. Chiny zaś są same w sobie jednym wielkim przedsiębiorstwem. W Chinach, wszystko należy do państwa. Również własność prywatna jest państwowa. O tym dobitnie mówi Artykuł 10 Konstytucji ChRL. Taki model państwa usuwa wiele problemów, z którymi borykają się chociażby polscy przedsiębiorcy. Państwo chińskie bowiem – jak każda korporacja – zorientowane jest przede wszystkim na zysk. Sprzyja każdemu zjawisku generującemu zyski i stawia opór wszystkiemu co w zyski uderza. Dzięki temu działalność chińskich przedsiębiorców odbywa się w warunkach, o których mogą wyłącznie pomarzyć nasi hiperliberalni eurosceptycy. Wszystko co nie jest zabronione jest dozwolone! A i to co zabronione podlega negocjacjom. Za wyjątkiem kwestii sprawowania władzy. Tu o negocjacjach mowy nie ma. Władzę w Chinach sprawuje Komunistyczna Partia Chin. Ta wprawdzie jest wewnętrznie niespójna, w jej wnętrzu walczą o prymat potężne frakcje, ale tarcia te nie mogą naruszać najistotniejszego dla ludzi władzy aksjomatu: partia jest tylko jedna. Nie ma w Chinach wyborów, nie ma potrzeby mizdrzenia się do wyborców, zabiegania o ich głosy poprzez populistyczne, nierealne obiecanki. W Chinach władza mówi co zrobi i to robi. A ponieważ przez ostatnie 25 lat decyzje władz wypchnęły z nędzy ponad pół miliarda Chińczyków, to słowo władzy w Chinach jest święte. Nawet jeśli czasem na władzę patrzy się z pewną dozą niechęci.

Relacje międzyludzkie w Chinach bazują na sieci powiązań wzmocnionych wzajemnymi zobowiązaniami, długami wdzięczności, zwanymi „guanxi”. Ja czynię jakąś uprzejmość tobie, ja tobie w czymś pomogę, ty mi odpłacisz wtedy kiedy będzie trzeba. Nie teraz zaraz. Wtedy, kiedy będę tego potrzebował. Im więcej człowiek w Chinach posiada tego typu powiązań, tym większa jest jego wartość. Również mierzona pieniędzmi. Jeśli chcemy w Chinach coś sprzedać, załatwić, rozwiązać palący problem, kierujemy się do swoich bliskich, znajomych, a oni pociągają za sznurki swych siatek koneksji. Potrzebna zmiana wyroku w sądzie, licencja na działalność, dobre, a szybkie finansowanie? Takie rzeczy załatwia się najszybciej nieformalnie. A kiedy sprawa zostaje załatwiona, każde ogniwo w łańcuszku sprawczym coś zyskuje. Czasem kolejny dług wdzięczności do odpłacenia przez kogoś, czasem konkretnie ustaloną kwotę pieniędzy wypłaconą w kartach płatniczych któregoś z hipermarketów, niekiedy dobrze płatną pracę dla dziecka, które skończyło niezłe studia, ale jakoś się nie może odnaleźć w roli samodzielnego przedsiębiorcy. Wszyscy uczestnicy danego zdarzenia partycypują w zyskach.

Chińczycy Ludowi nie mogą liczyć nawet na tak wątpliwy i iluzoryczny system ubezpieczeń społecznych z jakim mamy do czynienia w Polsce. Chińczycy wiedzą doskonale, że jeśli chodzi o opiekę zdrowotną, zabezpieczenie emerytalne, wsparcie finansowe w razie utraty pracy, mogą liczyć wyłącznie na siebie. Stąd też wśród mieszkańców Państwa Środka tak ogromna wola robienia pieniędzy, ich oszczędzania i płacenia za wszystko gotówką. Zgodnie z danymi zebranymi przez Uniwersytet Tsinghua oraz City Bank w 2010 roku Chińczycy oszczędzali od 25 do 50% swoich dochodów. 85% mieszkań i domów w dużych miastach chińskich kupowano za gotówkę. Auta na kredyt kupowało zaledwie 6% Chińczyków. Dzisiaj, zaledwie po 4 latach, badania The Paulson Institute wykazują gwałtowny wzrost ogólnej ilości i wartości kredytów zaciąganych przez Chińczyków, ale nawet kilkusetprocentowa dynamika wzrostu nie likwiduje dystansu pomiędzy wysokim zaangażowaniem kredytowym gospodarstw domowych w USA (136% dochodów rodziny), a chińskimi (17%). Mieszkańcy Państwa Środka szukają i wykorzystują każdą okazję, która pozwala zarobić i zaoszczędzić. Wiele z tych okazji kreują „guanxi”, a co za tym idzie wiele rozliczeń ma charakter co najmniej nieformalny. Według badań Chińskiego Towarzystwa Reform Ekonomicznych szara strefa obejmuje 12% chińskiej gospodarki. Na 20% najzamożniejszych Chińczyków przypada aż 70% udziału w przychodach, „których pochodzenie jest niejasne, lub ich legalność nie może zostać udowodniona”. Ponieważ – jak wspomnieliśmy wcześniej – w Chinach wszystko, nawet to, co prywatne, jest państwowe, formalność dochodów nie ma fundamentalnego znaczenia. Ważny jest ruch w interesie. Nawet jeśli ktoś zarabia pieniądze nie mogąc udowodnić legalności swoich działań, to przecież je w końcu jakoś wydaje, kupuje, inwestuje, nakręca gospodarcze koło. Dla państwa-korporacji to priorytet.

Wyznawcy ultraliberalnej koncepcji świata z pewnością uznają powyższe za jeszcze jeden dowód wyższości państwa skupionego na wolności gospodarczej od tego socjalnie opiekuńczego. Pamiętać trzeba jednak, że jak każdy medal ma dwie strony, tak każdy kij ma dwa końce. Według raportu Organizacji Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa z roku 2012 w Chińskiej Republice Ludowej nie ma ani jednej rzeki, której wody można uznać za czyste. 80% głównych rzek i jezior Chin jest tak zanieczyszczonych, że nie ma tam szans na przeżycie ryb. Z badań przeprowadzonych przez Ministerstwo Ochrony środowiska ChRL w latach 2005-2013, ogłoszonych po okresie kilku miesięcy, podczas których informowano, że wyniki tych badań są „tajemnicą państwową”, wynika jasno, że co najmniej 16% ziem uprawnych w Chinach zostało nieodwracalnie zniszczonych przez intensywne rolnictwo oraz nielimitowany normami emisji zanieczyszczeń przemysł. Według danych Państwowego Centralnego Rejestru Nowotworów ChRL połowa wszystkich światowych zachorowań na raka płuc przypada na mieszkańców Chin, którzy stanowią 20% światowej populacji. Przypadki nowotworów przewodu pokarmowego rejestrowane w Chinach stanowią ponad 30% wszystkich światowych przypadków. Chińscy naukowcy zajmujący się epidemiologią nowotworową w ChRL nie mają wątpliwości: główną przyczyną zachorowań na nowotwory jest tu zniszczone środowisko naturalne.

W Tianjinie, skąd wywodzi się szef Państwowego Centralnego Rejestru Nowotworów ChRL działają niezwykle prężnie ośrodki walczące z nowotworami. Korzystają z nich również nieliczni Polacy. Tak jak wszystkie placówki medyczne, tak i te ośrodki rządzą się w Chinach zasadami rynkowymi. Pacjentem kliniki może zostać każdy. Każdy kto dysponuje kwotą 30 tysięcy dolarów za 2 tygodniową kurację. System opieki zdrowotnej ufundowany na prostych regułach komercyjnych to tak jak boom internetowy, czy nieustanna hossa na rynku nieruchomości, jeden z czynników sprawiających, że pojawianie się kolejnych miliarderów w Chinach nabiera coraz większego tempa. Według CNN Money do klubu chińskich miliarderów nowy członek dołącza już co tydzień. Biorąc pod uwagę euforię na chińskich giełdach można zakładać, że to tempo wzrośnie. Z punktu widzenia pekińskich włodarzy: ku chwale ojczyzny!

Leszek Ślazyk

 

Twierdza Chiny Twierdza Chiny

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Related Articles

Back to top button