Technologie

Chiny rozpoczęły testy technologii 6G

6 listopada br. rakieta Długi Marsz 6 wystartowała z kosmodromu Taiyan i wyniosła na orbitę okołoziemską 13 satelitów. 10 z nich jest własnością argentyńskiej spółki satelitarnej, kolejne dwa to Beihangxingsat-1 i Bayi 03. Ostatni zaś, to satelita telekomunikacyjny 6G….

Fot. 1: Chiny wysyłają na orbitę pierwszego na świecie satelitę 6G

Satelita zaprojektowany został wspólnie przez zespół, którego członkami są pracownicy Uniwersytetu Technologii i Nauk Elektronicznych , Chengduu Guoxing Aerospace Technology oraz Beijing MinoSpace Technology. Guoxing Aerospace to młody chiński startup (założony w 2018 roku), który równo po 100 dniach istnienia wysłał na orbitę dwa satelity swej produkcji. Firma specjalizuje się w produkcji satelitów wykorzystujących sztuczną inteligencję. Zatrudnia obecnie ponad 40 osób, większość z nich nie przekroczyła trzydziestki. Minospace to również startup (założony w roku 2017) i to również firma prywatna. Specjalizuje się w projektowaniu i produkcji małych satelitów (do 500kg) oraz naziemnych stacji odbiorczych dla transmisji satelitarnych.

Chiński satelita 6G jest pierwszym tego typu na świecie. W trakcie swojej misji będzie testował wydajność technologii 6G w paśmie od 5 milimetrów do submilimetrów. Oczekuje się, że kolejny nowa generacja/standard systemu transmisji osiągnie prędkość przesyłania danych do 100 razy większą niż to możliwe w technologii 5G (do 1 terabajt na sekundę).

Tyle jeśli chodzi o oszczędną informację opublikowaną w mediach na ten temat. A teraz klika refleksji, którymi chciałbym się podzielić z czytelnikami i słuchaczami chiny24.com. Jestem trochę w rozterce, bo strasznie mnie klawiatura swędzi i nie wiem od jakiej „oczywistej, oczywistości” zacząć, ale spróbuję to jakoś uporządkować.

Po pierwsze – opracowany przez ekspertów Samsunga raport „6G – The Next Hyper-Connected Experience for All” można chyba wyrzucić spokojnie do kosza, gdyż zakłada on komercyjne wdrożenie 6G dopiero w roku 2030. Tymczasem mamy już pierwszego satelitę 6G na orbicie, Huawei pracuje intensywnie nad tą technologią od 2019 roku, a ostatnio testami naziemnymi pochwaliło się Xiaomi. Znając chińskie tempo przemian i wagę jaką państwo przykłada do budowy tzw. Infrastruktury Nowej Generacji (światłowody, szybka kolej, 5G, system blockchain, etc.) upatrując w niej fundament dla dalszego rozwoju gospodarczego Państwa Środka, mogę się spokojnie założyć o każde pieniądze, że komercyjne wdrożenie 6G w Chinach nastąpi znacznie szybciej.

Po drugie – niezwykle interesujący dla mnie jest fakt, że satelitę 6G wysłała na orbitę uczelnia we współpracy z dwiema spółkami prywatnymi. To zdecydowanie przeczy rozpowszechnianym na Zachodzie teoriom, jakoby firmy państwowe (SOE) dominowały na rynku i dusiły wszelką konkurencję. Przecież nie brak w Chinach państwowych agencji kosmicznych, którym można by było zlecić to zadanie. Jednakże rząd chiński zdecydował się powierzyć kluczowy projekt firmom prywatnym. Chciałbym również zwrócić uwagę na zestaw umiejętności, które do tego projektu młode prywatne firmy wniosły: sztuczna inteligencja, mikro satelity i naziemne stacje odbiorcze. To daje nadzieję na szybki rozwój miniaturowych, wydajnych pod względem zużycia mocy satelitów telekomunikacyjnych 6G z dobrze rozwiniętymi terminalami naziemnymi.

Po trzecie – zastanówmy się chwilę. W piątek 6 listopada wystrzelono satelitę. Ale zanim go wystrzelono, ktoś go musiał skonstruować, złożyć. Wcześniej zatem satelita ten musiał zostać zaprojektowany, ktoś musiał wykonać wszystkie uwzględnione w projekcie podzespoły. Należało opracować standardy protokołów transmisji danych, oprogramować je, napisać software do nadawania i odbioru, i tak dalej, i tak dalej. Mówimy o technologii 6G, która nie istnieje jeszcze na świecie (a już na pewno nie w USA), która nie wynika wprost z „ulepszenia” rozwiązań zastosowanych w technologiach 5G, zatem… o zgrozo (!) może wynikać z innowacyjnego, odkrywczego działania samych Chińczyków. To cios w podstawy postrzegania Chińczyków i Chin przez „mentalnych płaskoziemców”, którzy na każdą wieść o nowych dokonaniach naukowych i technologicznych w Chinach natychmiast wykrzykują: „kradzione!”.

Po czwarte – mam nieodparte wrażenie, że Chiny odjeżdżają światu w siną dal w technologiach telekomunikacyjnych, a Europa strzela sama sobie przynajmniej w jedno kolano w tym wyścigu. A obawiam się, że w oba. Wykluczanie firmy Huawei z przetargów na 5G w większości krajów europejskich na życzenie (a czasem groźbę i zastraszanie) administracji amerykańskiej, która w ten sposób stara się rozwiązać oczywiste „przespanie sprawy” u siebie, oznacza opóźnienie wdrożenia tej technologii od 3 do 4 lat i koszt setek miliardów euro w skali całej Unii. Są na to dziesiątki opracowań think-tanków i firm telekomunikacyjnych, więc nie ma z czym polemizować. Takie są fakty. Wielka Brytania chce wszak nawet wyrywać z ziemi światłowody kładzione na Wyspach przez Huawei (sic!)

Po piąte – wykluczanie Huawei (jako jedynej będącej w stanie dostarczyć komplementarne rozwiązania 5G, a nie tylko fragmenty, które trzeba ze sobą łatać, ostatecznie wspierając się komponentami i elementami składowymi produkowanymi przez firmy chińskie, w tym oczywiście Huawei) to nie tylko opóźnienie wdrożenia nowoczesnej technologii, to również zabijanie własnej gospodarki i konkurencyjności firm europejskich na rynkach światowych. Skoro 5G będzie dopiero za 3 do 4 lat, a na masową skalę jeszcze później, to nie ma sensu teraz inwestować w rozwój sprzętu i oprogramowania z tego zakresu, bo potencjalni klienci pojawią się na rynku dopiero za owe kilka lat. Ale wtedy na światowych rynkach będzie już „pozamiatane”. Wystarczy obejrzeć jakiekolwiek relacje z dowolnych targów technologicznych w Chinach, żeby nabrać poważnych obaw co do słuszności decyzji wymuszonej przez Amerykanów. Chińskie firmy, które już teraz korzystają z dobrodziejstwa powszechnej (i gwałtownie rozwijanej) sieci 5G, wykorzystują możliwości, które daje nowy system telekomunikacyjny w niezliczonej liczbie dziedzin, takich jak m.in. telemedycyna, energetyka, drony, autonomiczne pojazdy, zautomatyzowane fabryki, gry, rozszerzona rzeczywistość (AR), inteligentne miasta (smart cities), smart-grid, traktory, zdalnie sterowane pojazdy specjalnego zastosowania (np.: w kopalniach podziemnych i odkrywkowych), itd., itp. Lista ciągnie się bez końca. I to co widzimy na chińskich targach technologiczne to nie „technologiczne ciekawostki”, prototypy na wczesnym etapie projektu, czy wczesne bety. Nic z tych rzeczy. Chińskie firmy technologiczne oferują gotowe, sprawdzone w boju rozwiązania, wdrożone w dziesiątkach miejsc. Zainteresowani otrzymują case study, mogą pojechać w miejsca, gdzie dane rozwiązanie zaimplementowano, zobaczyć je na własne oczy, dotknąć własnymi rękami. Dziś te firmy – z oczywistych powodów infrastrukturalnych –  rozwijają się intensywnie na rynku chińskim, który przoduje we wdrażaniu 5G (ponad 700.000 stacji na koniec listopada). Ale za rok, dwa, państwa w Afryce, czy spośród krajów ASEAN, czy w Ameryce Łacińskiej, które mają w nosie fobie amerykańskie i budują u siebie 5G w oparciu o rozwiązania end-to-end, będą posiadać odpowiednio rozwiniętą infrastrukturę. Dużo wcześniej niż będą ją mieć i będą ją w stanie samodzielnie budować kraje europejskie. W takiej sytuacji to doświadczone firmy chińskie pojawią się na tych rynkach ze swoimi gotowymi rozwiązaniami, praktycznie rzecz biorąc z zerową konkurencją ze strony firm europejskich, czy amerykańskich. I będzie płacz i zgrzytanie zębami i pomstowanie na Chińczyków. A co będzie za 5, 6 lat, kiedy Chiny będą wdrażać u siebie technologię 6G i 5G będzie „passe”, i będzie się ją upychać „za grosze”, tym co jeszcze w niej siedzą?

Fot. 2: Chiński traktor autonomiczny z napędem wodorowym i oczywiście 5G

Po szóste – to nie pierwszy raz, kiedy Chiny przodują na świecie w satelitarnych technologiach komunikacyjnych. W 2016 roku Państwo Środka umieściło na orbicie satelitę kwantowego Mozi, między innymi do testowania technologii QKD (Quantum Key Distribution) – w skrócie sposobu dystrybucji kluczy szyfrujących, które są niemożliwe do podsłuchania. Połączmy w jednym satelicie rozwiązania 6G i QKD i otrzymamy ogólnoświatowy, superszybki system łączności satelitarnej, który jest niemożliwy do podsłuchania. Brzmi jak koszmar NSA, nieprawdaż? Tak na marginesie, to pokazuje absurdalność oficjalnych powodów, dla których wyklucza się Huawei z przetargów na 5G. Rzekomo chodzi o możliwość podsłuchiwania ludzi i instytucji korzystających z 5G poprzez urządzenia Huawei przez rząd chiński. Tyle że technologia QKD istnieje na rynku już od kliku dobrych lat. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby szyfrować łączność 5G z wykorzystaniem tego bezpiecznego systemu dystrybucji kluczy szyfrujących. Tyle, że wcale nie o to chodzi. Czytelnik ‘Pamięci Nieulotnej” Snowdena, czy też „Snowden, nigdzie się nie ukryjesz” Greenwalda doskonale wie, że w projekcie PRISM wcale nie chodzi o treść połączeń, tylko o budowanie profilu użytkownika (kto, z kim, ma jakie strony, jak często, o której, komu lajki, itp.). Do tego celu, oprócz danych internetowych (i nie tylko) dostarczanych przez takie firmy jak Microsoft, Yahoo!, Google, Facebook, YouTube, Skype, AOL, Apple zbiera się również dane od operatorów telekomunikacyjnych (z całego świata), wykorzystując sprzętowe i software’owe back-dory w sprzęcie instalowanym na węzłach telekomunikacyjnych. I tu jest pies pogrzebany, bo Huawei na takie „zabawy” nigdy by nie pozwolił.

Po siódme, nie łudźmy się, że zapóźnienie technologiczne firm europejskich skończy się na produkcji sprzętu telekomunikacyjnego. To się „rozleje” na wiele innych branż – chociażby okulary i hełmy do VR i AR (moduł 5G to w Chinach teraz standard), wspomaganie monterów i serwisantów w terenie (sam bawiłem się okularami AR, z których obraz przekazywany był do operatora siedzącego setki kilometrów dalej, a ja w okularach widziałem strzałki i kółka „nakładane” przez niego na stojące przede mną urządzenie i pokazujące które śrubki wykręcić, co przestawić, który guzik nacisnąć, itp.). Podam jeszcze jeden przykład – AGD. W tej chwili na rynku chińskim obserwuje się nieprawdopodobne wzrosty sprzedaży w segmencie AGD (frytkownice – 659%, opiekacze 1500%). Chińska klasa średnia (400 mln osób) obkupiła się już w telewizory i lodówki, i teraz zwraca się ku innym segmentom tego rynku, którego obroty rosną średnio o 45% każdego roku. Dodajmy do tego kolejne 400 mln osób, które mają zasilić szeregi klasy średniej w ciągu kolejnych 5 lat. Aż ślinka cieknie na myśl o tym jaki to tort i jakie pieniądze można by zarobić, gdyby uszczknąć choć ociupinkę tego tortu dla europejskich producentów, prawda? Nie, nieprawda. Europejskie firmy AGD nic nie uszczkną, bo chińska klasa średnia ma fioła na punkcie rozwiązań wykorzystujących Internet Rzeczy i charakteryzujące inteligentne mieszkania. Ci konsumenci oczekują, że każdy sprzęt AGD, który chcą nabyć, będzie usieciowiony (oczywiście w systemie 5G). I pozamiatane.

Fot. 3: Modelowy pokój wyposażony w technologie 5G w sklepie Huawei, Szanghaj

Po ósme – co właściwe to 6G może nam dać? Przewiduje się zastosowania w takich dziedzinach jak XR (cross-reality) czyli połączenie rzeczywistości wirtualnej z rozszerzoną, trójwymiarowe hologramy ludzi wyświetlane przez smartfony, rozszerzony mobilny szerokopasmowy dostęp do Internetu (eMBB) pozwalający na przykład na strumieniowanie filmów wysokiej rozdzielczości (4i 8K); ogromna moc obliczeniowa dostępna w chmurze; sieć o sprawności umożliwiającej przekazywanie danych pomiędzy 500 miliardami urządzeń komunikujących się z sobą w Internecie Rzeczy (nMTC)

Po dziewiąte – proszę się spodziewać, że wszystkie mikroprocesory wykorzystywane w przyszłości do budowy urządzeń obsługujących 6G będą zaprojektowane i wykonane w Chinach, na chińskich maszynach obsługiwanych przez chińskie oprogramowanie – zero udziału technologii amerykańskiej. To będzie taka pamiątka po „trumpiźmie”: zakładany już dziś 30% spadek zysków dla amerykańskiej branży mikroprocesorowej. Tajwański TSMC też nie powinien spodziewać się wzrostu obrotów z kontynentem. A mówimy tu o produkcji rzędu setek miliardów sztuk procesorów. Najpierw spokojny rozruch na chłonnym rynku chińskim przy zerowej konkurencji zagranicznej (no może coś koreańskiego), a potem, po osiągnięciu efektu skali, znaczna obniżka kosztów produkcji i gotowa atrakcyjna oferta na rynki zagraniczne. Nawet jeśli Five Eyes i Unia zamknie się na technologię chińską (w co osobiście nie wierzę), to i tak zostaje Chinom jakieś 1,5 miliarda klientów na zagranicznych rynkach (3 miliardy jeśli ucichną spory z Indiami, albo te się zorientują, że „sztama” z USA szkodzi ich własnemu rozwojowi technologicznemu i ekonomicznemu).

Jedno nie ulega wątpliwości – będzie się działo, o czym z chęcią będziemy naszym Czytelniczkom i Czytelnikom donosić. Uprzejmie, ma się rozumieć.

 

Redakcja:

Leszek B. Ślazyk

e-mail: kontakt@chiny24.com

© 2010 – 2020 www.chiny24.com

.
Show More

Yue Bilin

Pasjonat Chin od ponad 35 lat, uczeń Zhuang Zhou, miłośnik chińskiej literatury klasycznej, uważny obserwator Chin współczesnych.

Related Articles

Back to top button