EkonomiaGospodarkaPolityka zagranicznaUnia Europejska

Moje trzy feny (我的三分钱), Kompleksowa umowa w sprawie inwestycji UE – Chiny

30 grudnia 2020, po ponad 7 latach prac przedstawicieli Chin i Unii Europejskiej, które obejmowały 8 etapów, a wymagały 35 rund negocjacji, obie strony osiągnęły porozumienie w sprawie wzajemnych inwestycji, co zawarto w dokumencie pod tytułem „Kompleksowa umowa w sprawie inwestycji” (Comprehensive Agreement on Investment). W Chinach na wieść o podpisaniu umowy zareagowano jednoznacznie pozytywnie. Stanowi ona bowiem dla Chin solidną podstawę dla dalszej liberalizacji, nadaje kierunek reformy gospodarki krajowej przy jednoczesnym otwieraniu jej na Unię Europejską i resztę świata.

Tymczasem w Unii i generalnie na Zachodzie zaczęto w instytucje unijne związane z pracami i ostatecznymi postanowieniami umowy walić jak w bęben. Na głowy osób kojarzonych z tymi pracami posypały się gromy. No cóż, efekt 7 lat prac w obszarze ekonomii okazał się przede wszystkim zdradą wartości. I naiwnym graniem z bezwzględnym reżimem, który rękę wyciągniętą ku Pekinowi w dobrych zamiarach odgryzie, a jeszcze i resztę unijnego organizmu do swej przepastnej paszczy wciągnie. Biorąc pod uwagę takie reakcje nie może dziwić, że przedstawiciele Niemiec, państwa, które najlepiej rozpoznało potencjały współpracy z Chinami i najefektywniej je wykorzystało dla własnego dobra z taką determinacją naciskali innych członków UE, aby „dopiąć temat” przed zakończeniem swojej prezydencji.

Comprehensive Agreement on Investment to porozumienie inwestycyjne, którego celem jest poprawa warunków prowadzenia działalności gospodarczej przez europejskie przedsiębiorstwa w drugiej co do wielkości gospodarce świata. Z jednej strony to istotne dla tych państw, które w Chinach są bardzo aktywne (Polska do tych nie należy), z drugiej dla tych, które są aktualnym i potencjalnym miejscem chińskich inwestycji (tu Polska stanowi europejski ogon wbrew oczywistym potencjałom). Oba kierunki działania oznaczają miejsca pracy, nowe impulsy dla rozwoju gospodarczego, niezwykle istotnego zwłaszcza w sytuacji z jaką mamy do czynienia w tej chwili, czyli z turbulencjami wywołanymi pandemią.

Comprehensive Agreement on Investment oprócz swoich potencjałów ekonomicznych stanowi tez dość oczywiste narzędzie unijnej polityki zagranicznej. Nowa administracja Stanów Zjednoczonych musi wziąć pod uwagę zbliżenie Unii z Chinami planując swoje działania wobec Unii. Przypomnę tylko, że zeszłoroczna propozycja niemiecka dotycząca zacieśnienia relacji europejsko-amerykańskich na nowych warunkach, została przez Waszyngton zignorowana. Przypomnę również, że Unia była w kilku minionych latach celem amerykańskich sankcji gospodarczych, wymierzonych miedzy innymi w producentów… sera i wina. Dla przeciętnego amatora gier planszowych jest jasnym, że w takiej sytuacji trzeba budować sojusze alternatywne. „Kompleksowa umowa w sprawie inwestycji” sprawia, ze waga Unii podczas ewentualnych negocjacji z administracja Bidena wzrosła, a ewentualne negocjacje z administracja Bidena mogą być kontrowane przez kolejne gesty dobrej woli ze strony Pekinu. Unia Europejska wiążąc swoje interesy gospodarcze z Chinami staje się po prostu mniej podatna na różne naciski ze strony Stanów Zjednoczonych. A takich można się spodziewać.

W Polsce bardzo często zapominamy o tym, że Unia jest trzecią potęgą gospodarczą świata i kluczowym partnerem zarówno dla Chin, jak i dla Stanów Zjednoczonych. Liczni krytycy umowy twierdzą, że dla UE lepiej, właściwiej byłoby połączyć siły z USA i prowadzić negocjacje „drużynowo”. Należy jednak zwrócić uwagę, że porozumienie Chiny-UE jest umową gospodarczą, a nie geopolityczną, i włączenie USA w negocjacje, konsultacje byłoby niepraktyczne. Takie rozmowy z udziałem wszystkich trzech stron zajęłyby znacznie więcej czasu niż 7 lat, a biorąc pod uwagę coraz bardziej zróżnicowane preferencje polityczne i polityczne koniunktury w Stanach i UE trudno przewidzieć czy zakończyłyby się powodzeniem. Istotnym aspektem problemu jest również oczywisty fakt, ujawniony przez Trumpa i kontynuowany (póki co) przez administrację Bidena, że interesy Stanów i UE, jeśli chodzi o relacje z Chinami wcale nie musza być ze sobą zbieżne, czy nawet powiązane. USA patrzy na Chiny w o wiele ostrzejszych barwach konkurencji ekonomiczno-politycznej, jako ów hegemon w pułapce Tukidydesa. I właśnie biorąc pod uwagę hasło „America First” Unia miała prawo, a nawet obowiązek szukania swojej własnej drogi uzyskania większego dostępu dla firm unijnych do chińskiego rynku, na zasadach różnych od tych, które uzyskali ich amerykańscy konkurenci. Oczywiście, największe unijne państwa jak Niemcy i Francja, które zdominowały negocjacje z Chinami, mają nieproporcjonalnie więcej do zyskania w ramach zawartego porozumienia, niż mniejsze państwa członkowskie UE. Ale dzięki „Kompleksowej umowie w sprawie inwestycji” każdy z członków UE zyskuje takie same szanse korzystania z jej postanowień. Tu wszystko leży w rękach i zależy od aktywności poszczególnych państw.

Krytycy podnoszą również takie kwestie dyżurne jak np. kradzież własności intelektualnej, obowiązkowe wspólne przedsięwzięcia, nierównoważny dostępu do rynków, przymus transferu technologii (wywierany przez firmy chińskie na firmy obce), ograniczony, lub niemożliwy dostęp do przetargów publicznych, zjawisko pracy przymusowej, czy subwencje państwowe. A to oznacza, że nie zajrzeli do treści porozumienia. Bo, gdyby zapoznali się choć pobieżnie z treścią Comprehensive Agreement on Investment, wiedzieliby, że umowa wypracowywana przez 7 lat tych kwestii dotyka i je reguluje.

[Dygresja: Ostatnimi czasy mam wrażenie – dotyczy ono polskojęzycznego Internetu – że pojawiły się tu niewielkie, aczkolwiek bardzo aktywne ośrodki generujące treści o antychińskim charakterze. Co ciekawe, członkowie tych grup w sporej części to osoby, które nigdy w Chinach nie były, nigdy z Chinami nie były związane zawodowo, czy naukowo, czy osobiście. Z kolei aktywność tych osób (wyrażana choćby w liczbie publikowanych informacji i mnogości platform, narzędzi, etc.) wskazuje, ze poświęcają tej konkretnej działalności ogrom czasu. Wniosek dość prosty – ktoś za to płaci. Trudno bowiem zakładać, że czarny PR wymierzony w konkretne państwo mogłoby być trwałym hobby kilkunastu, kilkudziesięciu osób. Hobby to jakaś pasja, jakaś pozytywna energia. W treściach publikowanych i rozpowszechnianych przez te ośrodki nie ma śladu pozytywnego przekazu. Komu na tym zależy? To intrygujące, bowiem z pewnością są to działania sprzeczne a polskimi interesami.]

„Kompleksowa umowa w sprawie inwestycji” nie przekształci w cudowny sposób Chin w państwo hołdujące zachodnim normom ładu społecznego, gospodarczego, politycznego, ale stanowi mały krok w kierunku regulowanej globalizacji (rozumianej jako standaryzacja m.in. rozumienia i interpretacji reguł prawnych), którą UE od dawna stara się uosabiać i promować. Umowa jest narzędziem – samo jej istnienie nie stworzy wartości, ale użycie jej zapisów już tak. Chiny przyjęły postanowienia umowy i są gotowe do podjęcia znaczących reform, aby przekształcić ją właśnie w instrument tworzenia wartości. Krytycy porozumienia nie wspominają, że UE miała w negocjacjach pozycje trudną i niezbyt silna (paradoksalnie), a to dlatego, że obszar inwestycji zagranicznych jest tu bardzo zliberalizowany i transparentny. Zatem UE nie mogła zaoferować Chinom znaczących ułatwień, zasadniczych zmian w podejściu do chińskich inwestorów. Jeśli masz niewiele do zaoferowania w negocjacjach, nie możesz oczekiwać wiele od drugiej strony… Nie można było w tej sytuacji oczekiwać, że dzięki umowie Europa rozwiąże wszystkie problemy społeczne, czy dotyczące praw człowieka, których istnienie dostrzega w dzisiejszych Chinach.

Mówi i pisze się, że umowa kłóci się z usytuowaniem Chin przez UE jako systemowego rywala, przyjęciem przez Unię nowych instrumentów służących kontroli inwestycji chińskich przedsiębiorstw państwowych w strategicznych przestrzeniach (geograficznych, ekonomicznych, technologicznych, etc.) unijnych. Ale przecież żaden z przepisów umowy inwestycyjnej nie uniemożliwia krajom europejskim lub instytucjom UE zachowania czujności poprzez monitorowanie inwestycji, nie uniemożliwia ochrony infrastruktury krytycznej państw członkowskich. Umowa nie uniemożliwia Europejczykom krytykowania przypadków łamania praw człowieka, jeśli takie zostaną zaobserwowane. Nierealne jest jednak myślenie, że UE może znacząco zmienić wewnętrzne normy Chin – tak odbiegające od zachodnich standardów – poprzez podpisanie umowy inwestycyjnej, czy innej o charakterze gospodarczym. Chiny, kraje Azji Południowo – Wschodniej (ASEAN) oraz Australia i Nowa Zelandia podpisały w listopadzie ub.r. porozumienie RCEP (Wszechstronne Regionalne Partnerstwo Ekonomiczne), gdzie nawet słowem nie wspomina się o jakichkolwiek zobowiązaniach w zakresie standardów pracy, praw człowieka. I fakt ten nie wywołał żadnej reakcji choć stronami podpisującymi to porozumienia były państwa uznawane za światowe wzory demokracji i troski o prawa człowieka (Nowa Zelandia).

Zobacz takze: Chińska ekonomia dwóch obiegów – kolejne ważne inicjatywy międzynarodowe (RCEP i CRTFTSP)

 

Można by odwrócić wektory i zapytać, czy odrzucenie możliwości bliższej współpracy UE-Chiny poprawi los choć jednego zatrzymanego dysydenta czy protestującego w Hong Kongu? Albo co jest na stole negocjacyjnym ze Stanami Zjednoczonymi, co Europa na takim ruchu mogłaby zyskać?

Tak. ZYSKAĆ! Ekonomia i polityka to nie są obszary działania w ramach norm etycznych. Tu etyki używa się wyłącznie jako narzędzia, chociażby wobec instrumentalnie traktowanych grup społecznych. To oczywiście oburza obrońców wartości, ale za plecami oburzenia kryją się pokłady hipokryzji. Skoro USA nie kładą na stole nic, to czemu w imię wyimaginowanych wartości (ich wątpliwą jakość zademonstrowała poprzednia ekipa z Waszyngtonu) odrzucać opcję, która MOŻE mieć konkretny wymiar ekonomiczny, ale nie tylko. Umowa z Chinami po raz pierwszy bowiem daje Unii pewien (ograniczony, ale wcześniej nie było żadnego) wpływ na poprawę standardów pracy w Chinach, bowiem strona chińska zobowiązała się formalnie do przestrzegania kluczowych konwencji Międzynarodowej Organizacji Pracy. Umowa otwiera państwom unijnym kilka nowych sektorów gospodarki chińskiej, dotychczas zamkniętych dla europejskich inwestycji, jak na przykład w obszarze usług finansowych, czy produkcji i sprzedaży samochodów elektrycznych. Porozumienie zobowiązuje chińską administrację do ochrony własności intelektualnej podmiotów z państw UE, nadzorowania równowagi praw i obowiązków w ramach wspólnych przedsięwzięć, nakłada konkretne ograniczenia subsydiowania przedsiębiorstw, określa mechanizmy rozwiazywania sporów.

Oczywiście środowiska pozbawione podstawowej wiedzy na temat dzisiejszych procesów produkcyjnych i złożoności łańcuchów dostaw postulują, zazwyczaj bezrefleksyjnie odizolowanie gospodarki chińskiej do świata. Tyle, że takie działanie, dziś zwłaszcza, nie leży w interesie Europy, nie leży tez w interesie Chin. Współzależność ekonomiczna jest skomplikowana i wymaga starannego, delikatnego zarządzania. Tworzy jednak również wspólne interesy w stabilnym, międzynarodowym systemie opartym na obustronnie respektowanych zasadach. Chiny postrzegane są przez niektóre państwa jako rywal. Chiny są dla tych samych państw ważnym partnerem gospodarczym. Dla Europy taki rywal to potencjalny impuls dla postępu. Istotnego, ponieważ Europa „odpuściła” sobie bardzo wiele. Wystarczy wspomnieć o europejskich kontrpropozycjach dla Facebooka, Amazona, Google, czy GPS… I nie pytajcie Państwo na czyich serwerach znajduje się większość europejskich danych.

Co zawiera Comprehensive Agreement on Investment?

Z dostępnych informacji wynika, że Chiny zobowiązały się w nim do zapewnienia inwestorom z UE większego dostępu do swojego rynku, do zapewnienia sprawiedliwego traktowania przedsiębiorstw europejskich, aby mogły one konkurować z miejscowymi w oparciu o równe prawa. To z kolei obliguje Chiny do zmiany traktowania swoich przedsiębiorstw państwowych, konkurujących z podmiotami europejskimi, chociażby w zakresie przejrzystości subsydiów, czy nadzoru przestrzegania wprowadzonych już przepisów zakazujących chińskim firmom wymuszania na europejskich partnerach transferu technologii.

Chiny w ramach umowy zgodziły się z postanowieniami dotyczącymi zwalczania zjawiska pracy przymusowej i wyraziły chęć ratyfikowania odpowiednich konwencji Międzynarodowej Organizacji Pracy (MOP). Obie strony umowy zobowiązały się przestrzegać postanowień Karty Narodów Zjednoczonych (26 czerwca 1945 r.) i zasad wyrażonych w Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka (10 grudnia 1948 r.). W ramach umowy promowane będą inwestycje prowadzone z zachowaniem i w imię reguł ochrony środowiska oraz praw pracowniczych. Chiny zgodziły się otworzyć dla inwestorów z UE kilka gałęzi przemysłu wytwórczego. Ponad połowa inwestycji UE w Chinach dotyczy wytwórczości, z czego branża motoryzacyjna stanowi 28%. Chiny przystały na mocniejsze zaistnienie firm europejskich w:

    • produkcji samochodów rożnego typu (m.in. zniesienie limitów udziału partnera zagranicznego w joint venture – firmy europejskie mogą być 100% właścicielami swoich chińskich operacji;);
    • sektorze finansowym (m.in. zniesienie limitów udziału partnera zagranicznego w joint venture banków, funduszy inwestycyjnych, firm ubezpieczeniowych);
    • międzynarodowym transporcie morskim (zniesienie zakazu inwestycji zagranicznych w obsłudze rozładunku statków i operacjach portowych);
    • transporcie lotniczym (m.in. otwarcie sektora obsługi logistycznej lotnisk, leasing/wypożyczanie samolotów, obsługa naziemna, pomocnicze usługi transportu lotniczego);
    • sektorze zdrowia/medycyny (m.in. zezwolenie na otwieranie szpitali będących w 100% własnością kapitału zagranicznego w głównych miastach jak Pekin, Szanghaj, TianJin, GuangZhou/Kanton, ShenZhen);
    • rozwoju i badaniach (m.in. zniesienie restrykcji inwestycyjnych dla europejskich firm biotechnologicznych);
    • usługach telekomunikacyjnych (m.in. otwarcie tego sektora na inwestycje zagraniczne z możliwością posiadania przez firmę europejską 50% udziałów w takim przedsięwzięciu);
    • usługach bazujących na rozwiązaniach cyfrowych (m.in. usługi przechowywanie danych w chmurze, inne związane z obsługą logistyczną, finansową. Medyczną, itp.);
    • usługach biznesowych (m.in. zniesienie obowiązku formy joint venture z lokalnym partnerem w takich dziedzinach jak m.in. nieruchomości, wynajmowanie rzeczy, serwisy/naprawy, reklama, badanie rynku, usługi tłumaczenia i doradcze);
    • usługach związanych z ochroną środowiska (zniesienie obowiązku formy joint venture dla usług typu oczyszczalnie ścieków, uzdatnianie wody, walka z hałasem, gospodarka odpadami (w tym śmieci), kształtowanie krajobrazu, inne usługi w tej branży);

W sektorze usług Chiny zobowiązują się do liberalizacji inwestycyjnej w rolnictwie, rybołówstwie, górnictwie i energetyce. Unia Europejska ze swojej strony również otworzy te sektory dla chińskich firm.

Ważną częścią umowy inwestycyjnej jest rozdział poświęcony rozwiązywaniu sporów. Strony ustaliły wprowadzenie nowego mechanizmu rozstrzygania sporów między państwami, jak i między inwestorem, a państwem (zwany systemem sądów inwestycyjnych). UE stanęła na stanowisku, że przepisy dotyczące ochrony inwestycji powinny zapewniać wysoki poziom ochrony inwestorów, przy jednoczesnym zachowaniu prawa rządów do regulacji. System tych sadów ma zastąpić istniejący arbitraż opierający się o umowy bilateralne pomiędzy państwami. Chiny i UE uzgodniły zakończenie negocjacji w sprawie ochrony inwestycji i rozstrzygania sporów inwestycyjnych w ciągu dwóch lat od podpisania umowy o inwestycjach.

Umowa wchodzi w proces ratyfikacji przez parlament europejski, którego organy odgrywały aktywną rolę podczas negocjacji zapisów tytułem „Kompleksowej umowy w sprawie inwestycji”. Parlament ma prawo do odmowy lub wstrzymania zgody na wprowadzenie rozpatrywanej w procesie ratyfikacji umowy międzynarodowej w życie. Jeśli więc parlament europejski odmówi wyrażenia zgody ma ta umowę, to z mocy prawa stanie się ona nieważna.

梁安基 Liang Z. Andrzej

上海,中国 Shanghai, Chiny

电子邮件 E-mail: azliang@chinamail.com

Redakcja:

Leszek B. Ślazyk

e-mail: kontakt@chiny24.com

© 2010 – 2021 www.chiny24.com

 

Andrzej Liang

Liang Z. Andrzej (梁安基) – prawnik, analityk, wykładowca, biznesmen. W 1988 roku Chiny stały się jego domem. Posiadł niezwykłe doświadczenie w zakładaniu oraz zarządzaniu firmami i projektami inwestycyjnymi, zarówno na rzecz inwestorów zagranicznych, jak i chińskich. Obecnie członek rad nadzorczych w chińskich korporacjach. Jest uważnym obserwatorem życia społecznego, gospodarczego, zmian zachodzących w chińskiej rzeczywistości. Jak mówi o sobie: ma korzenie, wychowanie i wykształcenie zachodnie, ale duszę Chińczyka, z Chinami wiążą go głębokie więzi rodzinne. Liczy na to, że jego obserwacje i opinie utworzą jeden z pomostów między Zachodem, a rosnącymi globalnie Chinami.

Related Articles

Back to top button